Jak wymóżdżać – krótki kurs

Jak wymóżdżać – krótki kurs

W naszych czasach „epoki informacyjnej” znaczenie propagandy urosło do niebywałego poziomu. Stała się podstawowym instrumentem zniewalania całych grup społecznych i narodów.

„Propaganda jest narzędziem agresji” – pisali już w 1939 roku Alfred McLung Lee i Elizabeth Bryant Lee, para amerykańskich socjologów, autorów znakomitej pracy „Delikatna sztuka propagandy ”. Dzisiaj głównym zadaniem propagandy jest przede wszystkim osłabienie woli sprzeciwu i chęci oporu. Redukowanie samodzielnego myślenia do pełnego rezygnacji przyzwolenia „trzeba płynąć z prądem”.

Doświadczenia wyniesione z konfliktów ubiegłego stulecia (dwóch wojen gorących i jednej zimnej) skutkowały i skutkują pracami nad teorią propagandy, przy czym brzydko pachnące słowo „propaganda” zastępuje się bardziej strawnym terminem „marketing”. Od prawie stu lat teoretycy i praktycy propagandy podkreślają przy tym, że gra spreparowaną informacją wymaga bardzo umiejętnego stosowania. Tak zwane przedobrzenie może spowodować generalną klapę propagandowej kampanii.

Do podstawowych zasad zalicza się:

• utrzymanie w tajemnicy źródła powstawania propagandy i jeśli to możliwe kanałów jej rozpowszechniania,
• dokładne rozpracowanie podatności przeciwnika na działania propagandowe,
• przygotowanie dobrze przemyślanej strategii propagandowej,
• zapewnienie jednolitego i konsekwentnego nadzoru nad realizacją tej strategii.

Przestrzeganie ostatniej zasady jest koniecznym warunkiem powodzenia, bowiem chcąc oddziaływać propagandowo na odbiorcę należy mówić jednym głosem. Współpraca różnych grup propagandystów jest imperatywem. Ideałem jest, żeby wszystkie media, wszystkie kanały komunikacji społecznej rozpowszechniały ten sam przekaz. Rozbieżność w przekazie i sprzeczność argumentacji może bowiem doprowadzić do powstania wątpliwości u odbiorców, rozbudzić chęć dotarcia do prawdy i w konsekwencji może spowodować zawalenie się misternej strategii propagandowej. Chęć uniknięcia tego zagrożenia leży zapewne u źródła porozumienia ACTA oraz trudności Radia Maryja i TV Trwam, która ma koncesję, ale nie ma miejsca.

Do propagandy, zwłaszcza agresywnej, sięga się zazwyczaj w sytuacjach konfliktowych i z biegiem lat stała się ona „kulturalnym” substytutem przemocy fizycznej. We współczesnych sporach, zwłaszcza politycznych, nie daje się już przeciwnikowi po pysku, ale dokonuje się „mordu reputacji”, oczerniając, opluwając, pomawiając, insynuując i bezczelnie kłamiąc. Zamiast wysyłać zbrojne hufce prezentuje się opinii międzynarodowej zmanipulowany „wizerunek” danego kraju. Spreparowany obraz propagandowy podsuwa się, a jeśli można to wręcz narzuca, wybranemu do zniewolenia społeczeństwu.

Liczbę koncepcyjnych rozwiązań agresywnych działań propagandowych ograniczają w zasadzie tylko możliwości techniczne i pomysłowość propagandystów. Istnieją jednak sprawdzone kanony. Do nich należą między innymi:

• uwypuklanie własnych sukcesów i prawdziwych lub domniemanych porażek przeciwnika,
• przesadna prezentacja własnych możliwości,
• podkolorowywanie własnego potencjału,
• przedstawianie moralnej wyższości swojej strony,
• straszenie przywództwa przeciwnika odpowiedzialnością, zwłaszcza po przegranych wyborach,
• wzbudzanie w społeczności przeciwnika wątpliwości w sprawność i uczciwość jej przywódców,
• prowokowanie niesnasek i podziałów w obozie przeciwnika,
• wpajanie w społeczność przeciwnika przekonania, że jest oszukiwana przez swoich przywódców,
• kreowanie w społeczności przeciwnika wrażenia, że jest nieuczciwie wykorzystywana przez swoich sojuszników.

Pierwszym etapem niszczącej kampanii propagandowej jest zdobycie zaufania odbiorców, wykreowanie autorytetów i otwarcie świadomości odbiorców na ich argumenty. W tej fazie korzysta się jeszcze z informacji prawdziwych lub mieszaniny informacji prawdziwych i lekko podkolorowanych.

W drugiej fazie atakuje się powszechnie szanowane instytucje przeciwnika, tradycyjne przekonania, porządek wartości i przestrzegany przez pokolenia ład moralny. Unikać przy tym należy podsuwania jakichkolwiek „zamienników”. Celem działań „rozmiękczających” jest bowiem nie tyle przeorientowanie ustalonego porządku, co wywołanie chaosu myślowego i pustki moralnej prowadzących do cynizmu i wątpliwości we własną zdolność dokonania oceny rzeczywistości.

Trzecie stadium zdominowane jest przez fałsz. „We mgle kłamstwa i fałszu toną i gubią się rzeczywiste wartości człowieka – odwaga, heroizm, dzielne znoszenie cierpienia, uczciwość, rzetelność. Kłamstwo je minimalizuje i czyni nieistotnymi. Plami je i bezcześci” – pisał jeszcze w latach 20-tych ubiegłego stulecia brytyjskich badacz propagandy Arthur Ponsonby. W propagandzie dozwolone jest rozpowszechnianie każdego kłamstwa pod pewnymi warunkami: musi być wpisane w generalną strategię, łatwe do przełknięcia i brzmieć wiarygodnie. „Mózg” brytyjskiej „czarnej” propagandy lat II wojny światowej Sefton Delmer zalecał współpracownikom z naciskiem: „Nie wolno nam kłamać przypadkowo lub z niechlujstwa, kłamiemy wyłącznie zgodnie z planem!”

W propagandzie wysoko notowane są zwłaszcza kłamstwa kreujące psychozę lęku. Najlepiej jakiegoś nieokreślonego lęku, gdyż obawa przed konkretnym zagrożeniem może skłonić odbiorców do zwarcia szeregów, natchnąć ich patriotyzmem i zmobilizować do obrony.

Celem trzeciego stadium niszczącej kampanii propagandowej jest sianie psychologicznej dywersji, deprecjonowanie autorytetów i podżeganie do buntu. Mniejsza o to, czy przeciwko aparatowi władzy, starszemu pokoleniu, instytucjom religijnym, odwiecznym zwyczajom i powszechnie przyjętym zasadom dobrych obyczajów, rodzicom, nauczycielom, innej płci, itd., itd. Ma to być prowadzony w imię postępu bunt przeciwko temu co istnieje.

Finał kampanii sprowadza się do utrzymania stanu chaosu, wpajania przekonania o bezcelowości oporu, likwidowania w zarodku wszelkich inicjatyw, promocji cynizmu prowadzącego do korupcji oraz paraliżowania prób organizacji życia społecznego.

I jeśli uda się skutecznie sponiewierać intelektualnie i otumanić atakowane społeczeństwo, to już tylko jedno zostaje do zrobienia – nałożyć wymóżdżonym jarzmo i pognać knutem do niewolniczej pracy.

 

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/6063/jak-wymozdzac-krotki-kurs

 

Dr Brzeski agentura wpływu

Organizacja bez organizacji – Rafał Brzeski

Jeśli chce się dobrze rządzić krajem wielkości Polski, to potrzeba około półtora miliona podobnie myślących ludzi. Nie muszą być z tej samej partii, czy grupy politycznej, ale muszą kierować się tym samym katalogiem wartości. Tak w życiu publicznym, jak prywatnym. Ludzie ci muszą być obecni na wszystkich szczeblach administracji państwowej, rządowej i samorządowej. W sferze informacji, gospodarki, kultury, nauki, w edukacji i w służbie zdrowia, w służbach mundurowych i w sporcie. W każdej dziedzinie życia publicznego, dosłownie wszędzie. Swoją działalnością, pracą i zachowaniem muszą – bez uciekania się do przemocy – narzucić model postrzegania rzeczywistości i poczucie obowiązku dbałości o dobro wspólne w służbie współobywateli.

Ukształtowanie „od zera” tak licznej społeczności podobnie myślących ludzi wymaga czasem pokoleń, ale zdarza się, że wystarczy tylko obudzić drzemiące w ludziach tęsknoty i dążenia przytłoczone hałaśliwym, a bezmyślnym, szumem dnia codziennego. Jeden impuls może sprawić, że ludzie zaczną rozglądać się wokół szukając możliwości przebudowania świata, z którego nie są zadowoleni. Pierwszym odruchem jest wówczas chęć zorganizowania się. I natychmiast pojawia się obawa przed aparatem inwigilacji i ucisku aktualnie rządzących, którzy zazwyczaj nie są chętni do oddania władzy, przywilejów i apanaży. Potencjalne zagrożenie organizujących się zależne jest od wyboru modelu przyszłej organizacji. Do podstawowych należą:

Organizacja wertykalna. Niepodważalny kanon w takiej organizacji, to przestrzeganie systemu wydawania poleceń w dół i składania sprawozdań w górę. Naruszenie tego systemu uważane jest za rzecz naganną.

Zaletą modelu jest zaspokajanie ambicji osoby na szczycie pionowej hierarchii.

Najistotniejsze wady modelu to:
– powolny obieg informacji, składanie sprawozdań w górę hierarchii trwa, a późniejsze spływanie poleceń również zabiera czas,
– niezdolność do szybkiej reakcji na dynamicznie zmieniające się warunki zewnętrzne,
– pozbawianie członków inicjatywy i kreatywności, ludzie czekają aż przyjdzie polecenie z góry,
– podatność na skostnienie, znudzeni członkowie przyzwyczajają się do biurokratycznej rutyny i staje się ona celem samym w sobie przesłaniając cel organizacji,
– duża podatność na penetrację, manipulację, prowokację i rozbicie lub neutralizację od wewnątrz.

Zakłócenie lub przerwanie łańcucha wydawania poleceń i/lub składania sprawozdań powoduje paraliż i/lub rozpad organizacji.
– głupota, zła wola, przeniewierstwo osoby na szczycie (przywódcy) szybko przekłada się na likwidację organizacji i/lub penalizację jej członków,
– eliminacja przywódcy powoduje rozpad organizacji.

Organizacja piramidalna. To spłaszczona organizacja wertykalna z rozbudowanym szczeblem średnim. Ulubiona przez wielkie korporacje.

Zalety:
– jest bardziej elastyczna niż organizacja wertykalna,
– zaspokaja ambicje większej grupy ludzi – tych na szczycie i pnących się po szczeblach hierarchii,
– utrudnia penetrację, manipulację, prowokację i rozbicie lub neutralizację od wewnątrz, gdyż zmusza przeciwnika do wprowadzenia lub zwerbowania większej grupy agentów. Można bowiem rozbić/sparaliżować fragment piramidy, ale wówczas całość się jeszcze nie zawali.

Wady:
– większość wad organizacji wertykalnej

oraz

– możliwość awansu i zaspokojenia ambicji wywoduje rywalizację i „wojny korytarzowe”,
– tendencja do budowy osobnych departamentów (piramid wewnątrz piramidy), co utrudnia komunikację poziomą między członkami organizacji. W konsekwencji obieg informacji wewnętrznej i proces podejmowania decyzji ulega spowolnieniu. (Pytanie wędruje w górę do średniego szczebla, potem w bok i potem w dół do poziomu członka i odpowiedź wraca tą samą drogą). Zniechęca to członków do działania. Konsekwencją na dłuższą metę jest niezdolność członków do samodzielnego podejmowania decyzji i przejmowania odpowiedzialności,
– próba wprowadzenia jakichkolwiek zmian organizacyjnych celem zareagowania na dynamicznie zmieniające się warunki zewnętrzne natrafia na opór średniego szczebla zainteresowanego przede wszystkim w utrzymaniu status quo, celem jeszcze bardziej skutecznego „okopania się”.

Organizacja horyzontalna. To sterowana przez Centralę rozczłonkowana organizacja składająca się z niezależnych komórek w zasadzie nie powiązanych ze sobą i komunikujących się z Centralą poprzez lidera każdej komórki. Przy czym lider komunikuje się zazwyczaj z Centralą poprzez pośredników (łączników). Przykładem takie modelu może być służba wywiadu oraz sieć rezydentur zagranicznych i siatek wywiadowczych.

Zalety:
– zaspokaja ambicje dużej liczby członków,
– zwiększa kreatywność niezależnych zespołów,
– wyrabia samodzielność zespołu,
– skłania członków do pracy zespołowej,
– zwiększa zdolność członków do samodzielnego podejmowania decyzji i przejmowania odpowiedzialności,
– utrudnia w istotnym stopniu penetrację, manipulację, prowokację i rozbicie lub neutralizację komórek od wewnątrz. Eliminacja jednej komórki może spowodować szkody i spowolnienie działania organizacji, ale nie jej rozbicie (likwidację).
– umożliwia szybkie zastąpienie zlikwidowanych komórek innymi komórkami znajdującymi się dotychczas w rezerwie lub doraźnie przekwalifikowanymi z innych zadań.

Wady:
– likwidacja Centrali pociąga za sobą rozpad całej organizacji,
– komunikacja między komórkami jest utrudniona z racji konieczności komunikowania się poprzez Centralę,
– wprowadzona do Centrali obca agentura może stosunkowo łatwo i skutecznie zakłócić działalność poszczególnych komórek i w konsekwencji spowodować powolny paraliż całej organizacji.

Organizacja bez organizacji. To działalność małych grup i pojedynczych osób powiązanych jedną myślą. A nie strukturą i przepisami.

Opisane wcześniej modele organizacji w mniejszym lub większym stopniu zakładają istnienie:
– przywódców,
– hierarchii,
– łańcucha wydawania poleceń i składania sprawozdań,
– różnych form ustalania priorytetów organizacji,
– mechanizmów budżetowania,
– dyscyplinowania członków celem zapobieżenia tworzeniu się frakcji i koterii.

Składa się to w sumie na istnienie jakiegoś organu centralnego. Przy czym likwidacja Centrali powoduje rozpad lub paraliż struktur i w konsekwencji rozpad całej organizacji.

Organizacja bez organizacji nie ma Centrali. Nie ma przywódców, nie ma hierarchii, nie ma formalnych struktur, budynków, biur, infrastruktury, budżetu, itp. Jest systemem otwartym. Każdy może zostać członkiem, każdy może odejść w dowolnej chwili. Małe grupki mogą się dowolnie łączyć, a większe dzielić. (W praktyce kilkanaście osób to maksymalna liczba członków jednej grupy, gdyż przy większej liczbie pojawiają się kłopoty ze sprawnym komunikowaniem się i szybkim podejmowaniem decyzji.) Organizacja jest płynna. Wygląda to na chaos, czyli paradoksalnie zaprzeczenie organizacji, ale chaos wymusza kreatywność, szybkie podejmowanie decyzji oraz poczucie odpowiedzialności za te decyzje.

Cementem łączącym członków takiej płynnej formacji są:
– jedność wartości,
– chęć utrzymania wartości,
– wola dokonania zmian dla zachowania wartości,
– wiedza i wola zdobywania tej wiedzy,
– determinacja w osiągnięciu celu postawionego przez siebie samego (tu nikt nie narzuca zadań, ani nie stawia celu).

Radykalna decentralizacja sprawia, że jak długo istnieje wspólna myśl i przestrzeganie wspólnego katalogu wartości, tak długo organizacja jest praktycznie nie do rozbicia.

– brak przywódców, hierarchii i Centrali (w postaci infrastruktury i ludzi centralnego aparatu) powoduje, że ewentualny przeciwnik nie bardzo ma co zlikwidować.
– głupota, zła wola, przeniewierstwo kierownictwa nie ma żadnego znaczenia z braku kierownictwa.
– brak kierownictwa i hierarchii powoduje, że nie ma kogo skorumpować.
– koszt ewentualnego skorumpowania wszystkich członków organizacji jest prohibicyjnie wysoki.
– istnieje wprawdzie teoretyczna możliwość wprowadzenia agentury penetracyjnej lub agentury wpływu do wnętrza każdej z miriady drobnych grup, ale w praktyce jest to bardzo trudne do wykonania.

System otwarty jest odporny nie tylko na zewnętrzną korupcję, ale również na zewnętrzną ko-optację (wchłonięcie przez inny system). Jest też odporny na korupcję wewnętrzną (kolesiostwo, tworzenie koterii, protekcję, itp.) oraz na skostnienie. W małej grupie bez przywódcy wszyscy się znają, wszyscy wspólnie decydują o priorytetach, każdy może rzucić pomysł i jeśli reszta uzna go za dobry, to wszyscy go realizują. Kto nie ma ochoty, może w każdej chwili odejść. Nikt nikogo nie trzyma. Z drugiej strony, łatwo jest buntować się przeciwko „szefowi”, ale znacznie trudniej przeciwko kolegom. A z założenia „szefa” nie ma.

Z otwartego systemu nie można wprawdzie nikogo wyrzucić, albo zmusić go do posłuszeństwa, ale osoby z jakiegokolwiek powodu „niepasujące” lub „niechciane” można łatwo zmarginalizować i albo same odejdą, albo zostaną „otorbione” i nie będą miały wpływu na działania grupy. Jeżeli w grę wchodzi jedynie konflikt osobowości, to nic nie stoi na przeszkodzie, by działać samodzielnie, albo utworzyć kolejną grupkę – współpracującą lub nie, ale wyznającą ten sam katalog wartości. I to jest najbardziej istotne.

Zaletą organizacji bez organizacji jest także jej lokalność. Kierujący się tym samym katalogiem wartości ludzie tworzący grupkę znają problemy swego środowiska i są świadomi tego, co chcą osiągnąć. Pozostaje zazwyczaj ustalenie najlepszego sposobu osiągnięcia tego celu, a potem sprawna realizacja. Nie muszą przy tym czekać na wytyczne, bo wytycznych nie ma i nie będzie! Jest tylko katalog wartości.

Jeśli cel i sposób jego osiągnięcia będą odpowiadać szerszej społeczności, to bardzo szybko powstaną spontanicznie kolejne grupki działające wprawdzie oddzielnie, ale utożsamiające się z tym samym katalogiem wartości. To wartości, wiedza o tych wartościach i świadomość konieczności ich przestrzegania są elementem organizującym ludzi. Patrz demonstracje przeciwko ACTA oraz Marsz Niepodległości.

Konieczna łączność między grupkami, wymiana informacji i materiałów wzbogacających wiedzę tworzy się w systemie otwartym spontanicznie w obecnych czasach poprzez Internet. Kiedyś poprzez słowo mówione, na zasadzie „jedna baba drugiej babie”, czemu obecnie odpowiada P2P.

Rozpowszechnianie informacji i propagację wiedzy w takim modelu trudno powstrzymać, gdyż w większości przypadków nie dotyczy ona konkretnych działań, którym można nadać etykietkę „spisku”, lecz ogólnej i szczegółowej wiedzy o wartościach. O zmianach kulturowych, o rozwoju cywilizacyjnym, itp. O spiskach wspomina się w kontekście historycznym i być może dlatego obserwuje się obecnie tendencję do limitowania wiedzy historycznej.

W organizacjach bez organizacji nie ma centralnego budżetu. Nie ma też infrastruktury. Działalność opiera się na dobrej woli i skromnych funduszach członków grupy, którzy spotykają się prywatnie u siebie w domach, albo w kawiarni, czy nawet w parku. Bazuje się nie tyle na funduszach, co na możliwościach członków. Jeden ma drukarkę, drugi papier, a trzeci klej i już można plakatować miasto. Finansowanie z zewnątrz grupy wiąże się z kontrolą. Kto płaci orkiestrze, ten wybiera melodię.

Modelowi organizacji bez organizacji zarzuca się, że jest skuteczny jedynie w działalności negatywnej. Krytycy przyznają, że owszem jest przydatny w mobilizacji ludzi do protestu, ale nie w kreowaniu czegoś pozytywnego, w zachęcaniu do działania na rzecz budowy lub modernizacji czegokolwiek. Zarzucają także, że nie sposób negocjować z masą drobnych, oddzielnych tworów pozbawionych liderów i osiągnąć z taką organizacją kompromis. W tej pozornej wadzie tkwi jednak siła modelu. Kompromis, w którym rezygnuje się z pewnych wartości, to poddanie się korupcji. Organizacja bez organizacji, jeśli chce pozostać wierna wyznawanemu katalogowi wartości to winna domagać się przestrzegania tych wartości bez jakichkolwiek ograniczeń, w całości.

Zadaniem organizacji bez organizacji jest nie tyle osiągnięcie władzy, co dokonanie przemiany. Nie oznacza to odżegnywania się od polityki. Wręcz odwrotnie, organizacja bez organizacji winna być głęboko zaangażowana w politykę tylko, że jej celem winna być zmiana kultury politycznej, a nie wygranie miejsc w parlamencie lub wspieranie konkretnych polityków. Praktyka bowiem wykazuje, że we współczesnym świecie tak partie polityczne, jak poszczególni politycy, podatni są na coś, co można określić mianem korupcji ze strony środowiska. Dopiero zmiana kultury politycznej może wykorzenić korupcjogenny wpływ środowisk obrastających parlamenty i otaczających parlamentarzystów (lobbystów, grup nacisku, mediów i ich właścicieli, itp.). Dopiero zmiana kultury może wpoić na trwale w reprezentantów obywateli, że ich obowiązkiem jest służyć dobru wspólnemu, a nie sobie lub swojemu ugrupowaniu.

Zmiana kultury politycznej może też uprzytomnić obywatelom, że to oni są podmiotem państwa i państwo powinno im służyć. Wyrobić w nich chęć i wolę aktywnego kształtowania swego losu, a nie czekania na kanapie przed telewizorem z nadzieją, że ktoś, coś za mnie zrobi.

Taka przemiana kultury politycznej nie przyjdzie z dnia na dzień. Pół wieku komunizmu oraz lata intensywnych zabiegów socjotechnicznych wykształciły pokolenie lemingów. Teraz trzeba zacząć aktywnie działać tak, żeby było to ostatnie stracone pokolenie.

Chyba, że nie chcemy być dłużej narodem i wystarcza nam rola zasobu ludzkiego i zbiorowiska jednostek statystycznych.

Rafał Brzeski

 

Źródło: https://socjocybernetyka.wordpress.com/2013/03/07/dr-r-brzeski-organizacja-bez-organizacji/

 

Organizacja bez organizacji – Rafał Brzeski

Dr Brzeski Ruch oporu bez przywódców

Kontrwywiad obywatelski

„Mamy tu agenturę…trzeba nas stąd wyciągać…prowadzić w obozach dywersyjne przeszkolenia i wrzucać tutaj nowe grupy…” – radził z Doniecka mężczyzna ukrywający się pod pseudonimem „Trifon” podczas telefonicznej rozmowy z przebywającym na Krymie niezidentyfikowanym oficerem Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji. Rozmowę podsłuchała i opublikowała Ukraińska Służba Bezpieczeństwa.

Nasycanie obcego terytorium własną agenturą należy do fundamentalnych zadań każdej tajnej służby. Bez względu na to, czy chodzi o terytorium przeciwnika, potencjalnego przeciwnika, podmiotu neutralnego, a nawet sojusznika. Na obcy teren infiltruje się własnych ludzi lub werbuje na miejscu tubylców. Tworzy się z nich sieci agentury wywiadowczej, agentury wpływu, agentury legalizacyjnej, agentury logistycznej, itp.

Obrona przed nadsyłaną i werbowaną agenturą to obowiązek wyspecjalizowanej służby bezpieczeństwa państwa zwanej popularnie kontrwywiadem. Zgodnie z definicją kontrwywiad to zbieranie informacji i prowadzenie działań dla obrony przed szpiegostwem, sabotażem i zamachami organizowanymi przez (lub na korzyść) innego państwa, organizacji, międzynarodowej grupy terrorystycznej lub osób fizycznych. Profesjonaliści dzielą przy tym kontrwywiad na trzy kategorie:

  • kontrwywiad ogólny – rozpoznanie możliwości wywiadowczych potencjalnych przeciwników,
  • kontrwywiad obronny – zapobieganie penetracji własnych służb przez służby wywiadowcze przeciwnika,
  • kontrwywiad zaczepny (ofensywny) – próby przejęcia kontroli i obrócenia wrogiej agentury po zidentyfikowaniu przeciwnika i rozpoznaniu jego celów. Obróconych, czyli „podwójnych agentów” wykorzystuje się dla dezinformowania lub inspirowania przeciwnika.

Zapewnienie bezpieczeństwa obywateli i obrona ich przed zniewoleniem to podstawowy obowiązek państwa. Cóż jednak robić w sytuacji kiedy minister spraw wewnętrznych – z urzędu zazwyczaj odpowiedzialny za ochronę obywateli przed obcą agenturą – konstatuje bezradnie, że „państwo istnieje tylko teoretycznie, praktycznie nie istnieje”?

Jeżeli obywateli nie obchodzi los ich państwa i narodu, a perspektywa obcego chomąta jest im obojętna, to mogą nie robić nic w imię świętego spokoju i własnej wygody. Jeśli jednak chcą żyć jako ludzie wolni i pracować ku pożytkowi własnego narodu i państwa, to mogą podjąć próbę samoobrony i tworzyć coś, co można nazwać kontrwywiadem obywatelskim.

Kontrwywiad obywatelski ma podobne zadania co „tradycyjny”. Z jedną wszakże, ale istotną, różnicą. Służby „tradycyjnego” kontrwywiadu są niebywale dyskretne. Bardzo rzadko publicznie demaskują agenta. Ujawnienie, albo postawienie wrogiego agenta przed sądem to porażka kontrwywiadu. Sukcesem jest ciche „obrócenie go” i uczynienie z niego podwójnego agenta. Przeciwnie kontrwywiad obywatelski. Jego podstawowym zadaniem jest budzenie świadomości zagrożenia drogą edukacji oraz zbieranie i ujawnianie informacji pomocnych w identyfikacji, demaskowaniu i ewentualnie eliminacji wrogiej agentury, kiedy nadejdzie ku temu sprzyjający czas. Wielu z gruntu uczciwych obywateli może uznać taki cel za moralnie podejrzany, śmierdzący inwigilacją, zbieraniem haków i ubectwem. Takie uzasadnione wątpliwości etyczne mogą odstręczać od koncepcji kontrwywiadu obywatelskiego, ale przy pojawianiu się rozterek warto pamiętać, że szpiegowanie w obronie własnego kraju, to coś całkiem innego, niż szpiegowanie na szkodę własnego kraju. Tym bardziej, że działania kontrwywiadowcze można zacząć od przestrzegania niewinnej zasady: o rzeczach ważnych nie mów przez telefon. Przez telefon można dzielić się poglądami, ale nie informacją

Kontrwywiad pasywny i aktywny.

Kontrwywiad obywatelski można podzielić na dwie kategorie: pasywną i aktywną. Pasywna ogranicza się do edukacji, do szerokiego budzenia społecznej świadomości, że kraj jest atakowany przez obce służby, które w imię interesów własnego państwa nie mają żadnych zahamowań i których zadaniem jest dyskretne pozyskiwanie tajemnic. W dalszej perspektywie celem tych służb jest rozmontowanie systemu państwowego przeciwnika, zdominowanie jego społeczeństwa i nałożenie mieszkańcom własnego jarzma. Nie jest to czarny scenariusz i teoria spiskowa tylko realia. Tak było, jest i będzie.

Realizacja powyższych zadań siłami własnych funkcjonariuszy jest możliwa tylko w bardzo ograniczonym stopniu, choćby ze względu na liczbę potrzebnych osób. Konieczna jest więc zwerbowana lokalnie agentura. Dlatego najważniejszym zadaniem każdego oficera operacyjnego jest werbowanie. Warto przy tym pamiętać, że „ktoś, kto nie chce angażować się w szpiegostwo bardzo rzadko staje się szpiegiem. Oficerowie wywiadu mogą sobie myśleć, że to oni werbują agentów, ale większość ich pracy w gruncie rzeczy sprowadza się do znalezienia ludzi, którzy chcą być zwerbowani”. Autorem tej mądrości jest nie byle kto, ale pułkownik Wiktor Czerkaszyn, były szef kontrwywiadu rezydentury KGB w Waszyngtonie, który uczestniczył w werbunku i prowadzeniu dwóch najlepszych szpiegów sowieckich końca ubiegłego stulecia Aldricha Amesa w CIA oraz Roberta Hanssena w FBI.

Koniec „zimnej wojny” i zachwyty polityków nad „dywidendą pokojową” sprawiły, że media rozbroiły opinię publiczną, która uznała, że skoro nie ma Związku Sowieckiego, to nie trzeba mieć się na baczności. Modny stał się „reset”, a ostrzegających przed penetracją wrogich służb zesłano do skansenu dla oszołomów.

Widząc szerzącą się beztroskę zagrażającą bezpieczeństwu państwa, FBI zorganizowało już 10 lat temu we wszystkich biurach regionalnych Akademie Obywatelskie, których program przeznaczony jest dla osób cieszących się szacunkiem w swoich środowiskach oraz dla liderów społeczności lokalnych. Podczas wykładów profesjonaliści uzmysławiają kursantom zagrożenia obcej penetracji, uczulają na podstawowe techniki prowadzenia wywiadu gospodarczego i prezentują stosowane przez FBI metody osłony biur projektowych i zakładów zbrojeniowych. Można również poznać podstawowe sposoby zabezpieczania własnej poczty elektronicznej przed włamaniem i wykradzeniem korespondencji. Ponieważ handlowcy uczestniczący w różnych targach, studenci studiujący zagranicą, naukowcy prowadzący badania w ramach wymiany akademickiej, ludzie pióra na stypendiach twórczych są dla obcych służb łakomym kąskiem wartym werbunkowego wysiłku, więc na zajęciach w Akademiach Obywatelskich omawiane są najpopularniejsze metody werbunku oraz sposoby takiego zachowania się podczas wystaw branżowych, konferencji naukowych i różnego rodzaju imprez handlowych by uniknąć sytuacji mogących prowadzić do werbunku i ułatwić go.

Narzędziem, które niepomiernie pomaga obywatelom w prowadzeniu kontrwywiadu aktywnego jest internet. Sieć jest szczególnie przydatna zwłaszcza w przeciwdziałaniu dezinformacji. Szybki dostęp do „surowej” i przetworzonej informacji prawdziwej umożliwia nie tylko poszerzenie wiedzy, zarówno ogólnej jak i wyspecjalizowanej, ale także przyspiesza proces weryfikacji wiadomości podejrzanych i pomaga w wykryciu i wyodrębnieniu dezinformacji. Internet umożliwia stosunkowo tanie, szybkie i szerokie rozpowszechnianie ostrzeżeń przed dezinformacjami i demaskowanie ich. Daje też możliwość tworzenia miejsc gromadzenia informacji prawdziwych oraz wymiany wiedzy o konkretnych operacjach dezinformacyjnych i sposobach przeciwdziałania im. Można również zbierać w bazach danych informacje kto, kiedy i co powiedział lub napisał. Zebrany materiał można poddać wnikliwej analizie w kontekście interesów własnego państwa oraz linii politycznej i działań innego. Wnioski i przemyślenia można sprawnie i szybko przedyskutować z ludźmi o podobnych zainteresowaniach oraz z ekspertami z różnych dziedzin. Solidna analiza oparta na szerokim materiale badawczym może wydatnie pomóc w wyodrębnieniu agentury wpływu. Wiarygodne i poparte dowodami zdemaskowanie tej agentury w sieci szybko ogranicza skuteczność jej oddziaływania.

Możliwości internetu wykorzystywane są aktywnie na Ukrainie, gdzie świadomi obywatele samorzutnie prowadzą działania z zakresu kontrwywiadu obywatelskiego. Proszę sprawdzić w archiwach portali informacyjnych ile potajemnych działań rosyjskich zostało wykrytych i zneutralizowanych dzięki umieszczonym w sieci zdjęciom, filmikom i relacjom świadków. Opublikowane w sieci materiały były szybko weryfikowane przez międzynarodowe media i ukraińskie służby. Jeśli zostały ocenione jako wiarygodne, to stawały się kolejnym elementem politycznej presji na Moskwę. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie sieciowa aktywność nie powiązanych ze sobą osób, to „zielone ludziki” miałyby ułatwione zadanie i być może osiągnęłyby postawiony im cel. Ukraińska praktyka wskazuje, że kontrwywiad obywatelski jest możliwy. Trzeba tylko chcieć taki kontrwywiad stworzyć.

Rafał Brzeski

Premiera w „Nowe Państwo” sierpień 2014

 

RWI 04. Kontrwywiad obywatelski – Rafał Brzeski

RWI 04. Jak rozpoznać agenta? – addendum Józefa Kosseckiego

Profesor dr Paweł Horoszowski, kierownik Katedry Kryminalistyki UW i kierownik Zakładu Kryminologii UŁ mówił, że każde śledztwo należy rozpocząć od postawienia hipotezy, jeśli ktoś przychodzi z doniesieniem o popełnieniu przestępstwa, pierwszą rutynową hipotezą powinno być to, że zrobił to ten kto o tym doniósł, jeśli wykluczymy tą hipotezę z takich czy innych powodów to stawiamy następną.

Dokładnie odwrotnie jak w kryminalistyce rosyjskiej – gdzie najbardziej zaufanym człowiekiem jest ten kto pierwszy przyszedł z donosem.

Walter Schellenberg szef wywiadu III Rzeszy Sicherheitsdienst mówił, że kontrwywiad powinien zwracać baczną uwagę na:
– ludzi nadgorliwych, bo z reguły swoją nadgorliwością próbują zakryć tym jakieś swoje ciemne sprawki
– ludzi którzy zmieniają swoje przekonania

Wojna Informacyjna – Rafał Brzeski

Przeciwnikiem nie są siły zbrojne, lecz cały naród z jego administracją państwową, aparatem władzy, sferami gospodarczymi, kręgami opiniotwórczymi, naukowymi, kulturalnymi, itp.

Z kart naszej historii. WOJNA INFORMACYJNA.
Rafał Brzeski

Wojny można podzielić na dwie kategorie:
– wojny energetyczne;
– wojny informacyjne.

Jeśli Kali palnąć kogoś maczugą, zgruchotać mu czaszkę i zabrać jego krowy, to jest to wojna energetyczna, ale jeśli Kali przekonać kogoś, żeby sam mu przyprowadził swoje krowy, to jest to wojna informacyjna.

W wojnach energetycznych pokonuje się wroga fizycznie w otwartej walce, maczugą, mieczem lub pociskiem samosterującym. Różnica polega tylko na stopniu stechnicyzowania użytej broni. Skutkiem ubocznym wojny energetycznej są straty w ludziach i zniszczenia substancji materialnej.

W wojnach informacyjnych obezwładnia się przeciwnika informacją – otumania się działaniami wywiadu, podszeptem agentury wpływu, propagandą i manipulacją, a potem bierze się go w poddaństwo.

W wojnie energetycznej walczące strony niszczą przeciwnika na jasno określonym froncie. Uderzenia są szybkie, potężne, widoczne i odczuwalne. Ideałem jest Blitzkrieg.

W wojnie informacyjnej zniewala się społeczeństwo stopniowo. Trwa to latami.

Polem walki jest ludzka świadomość. W pierwszej fazie wyznaczona do podboju społeczność jest demoralizowana, żeby złamać jej moralny kręgosłup. W kolejnej fazie burzy się obowiązujący w niej od wieków porządek wartości, potem pozbawia się ją poczucia własnej godności, zakłamuje osiągnięcia przodków, wpaja poczucie ogólnej niemożności, by wreszcie zniechęcić do stawiania oporu tłumacząc, że wszelki sprzeciw jest bezsensowny, bo trzeba płynąć z prądem.

W opinii rosyjskich analityków wojskowych „informacjonnaja wajna”, to w szerokim znaczeniu „środki stosowane głównie w czasie pokoju i skierowane nie tyle przeciwko siłom zbrojnym, co przeciwko ludności cywilnej i jej świadomości, przeciwko systemowi administracji państwowej, systemowi nadzoru produkcji przemysłowej, nadzoru nauki, kultury, itd.” Natomiast w węższym rozumieniu, są to działania, których zadaniem jest osiągnięcie przygniatającej przewagi nad przeciwnikiem w sferze:
• skuteczności informacji;
• pełni informacji;
• wiarygodności informacji ,
w trakcie
• przyjmowania informacji,
• przetwarzania informacji,
• wykorzystywania informacji ,

w procesie podejmowania efektywnych decyzji administracyjnych oraz w realizacji tych decyzji.

Z wykładu Jurija Bezmienowa, rosyjskiego dysydenta zbiegłego na zachód w latach osiemdziesiątych, rozkład państwa przebiega w czterech etapach:
1. Demoralizacja – 15-20 lat
2. Destabilizacja – 2-5 lat
3. Kryzys – ok. 2 miesięcy
4. „Normalizacja” (przez obce wojska, opozycjonistę – „lidera-zbawcę”)

Jedna z definicji amerykańskich mówi o:

„ofensywnym i defensywnym wykorzystaniu informacji i systemów informacyjnych w celu odcięcia przeciwnika od dopływu informacji oraz w celu wykorzystania, zniekształcenia lub zniszczenia informacji już przez niego posiadanych”, przy jednoczesnej obronie własnych zasobów i systemów informacyjnych.

W węższym, bardziej militarnym niż politycznym znaczeniu, mówi się o: „wspartym przez działania wywiadowcze zintegrowanym wykorzystaniu środków operacyjnych, dezinformacji, operacji psychologicznych, walki elektronicznej i niszczenia fizycznego w celu pozbawienia przeciwnika dopływu informacji, wypaczania i degradowania otrzymywanych informacji, a także niszczenia jego zdolności dowodzenia i kontroli wykonywania rozkazów”.

Przekładając mądre definicje na język potoczny,można stwierdzić, że wojna informacyjna sprowadza się do takiego otumanienia ludzi, żeby sami, z dobrej woli, wpakowali karki w jarzmo, przekonani, że jest to w ich najlepszym interesie.

Wielcy adwersarze toczonej przez blisko pół wieku „zimnej wojny” zgodnie uważają, że zwycięstwo w wojnie informacyjnej należy do tego, kto opanuje zasoby informacji i wiedzy przeciwnika. Przy czym, przeciwnikiem nie są siły zbrojne, lecz cały naród z jego administracją państwową, aparatem władzy, sferami gospodarczymi, kręgami opiniotwórczymi, naukowymi, kulturalnymi, itp.

Przewagę osiąga ta strona, która zniszczy lub wypaczy wiedzę posiadaną przez zaatakowany naród i zmanipuluje tę wiedzę w takim stopniu, że zaatakowane społeczeństwo zacznie zachowywać się zgodnie z zamiarami agresora. Informacyjna ofensywa może koncentrować się na wszystkich obywatelach danego kraju lub tylko na elicie rządzącej i środowiskach opiniotwórczych, które po „przełknięciu” poddanej im informacji wtórnie niejako manipulują współobywatelami. Przy czym to „przełknięcie” może być świadome – w zamian za określone profity, lub nieświadome – wskutek podstępnego podsunięcia sprytnie „ulukrowanej” informacji.

Informacyjna inwazja obejmuje najczęściej zarówno wiedzę o własnym społeczeństwie, jak i o świecie zewnętrznym. Info-agresor chce bowiem pozbawić ofiarę najazdu nie tylko prawdy o sobie, ale także zrujnować jej układ odniesienia, czyli zasób wiadomości, w stosunku do którego ocenia otrzymywaną informację.

Konsekwencją braku układu odniesienia (swoistego kamienia probierczego, na którym można ocenić wiarygodność i wartość przyjmowanych wiadomości) jest informacyjny chaos.

Kiedy rozpadną się naturalne, nawarstwione przez pokolenia „sita”, dzięki którym odruchowo odsiewa się informacje fałszywe lub nieistotne, nie można trafnie ocenić, czy informacja jest wartościowa, czy też jest to tylko szum informacyjny – atrakcyjne bzdury zamulające umysł.

Spranie mózgów wybranej do zdominowania społeczności jest podstawowym warunkiem zwycięstwa. Przejęcie kontroli musi bowiem odbywać się, nie jak w wojnie energetycznej poprzez okupację i jawny przymus, ale w możliwie niezauważalny sposób, skrycie, najczęściej przy pomocy zwerbowanej w tym społeczeństwie agentury wpływu oraz poprzez umiejętne użycie środków masowego przekazu.

Wykorzystuje się przy tym własne media, odpowiednio sterowane globalne organizacje medialne (głównie telewizje i agencje prasowe), a przede wszystkim przejęte potajemnie środki masowego przekazu przeciwnika.

Oddziaływanie musi mieć charakter masowy, bowiem dla przejęcia kontroli nad krajem wielkości Polski konieczne jest posiadanie około 1,5 miliona ludzi o podobnych poglądach, a jeszcze lepiej bez poglądów, których uplasuje się w aparacie administracji państwowej, gospodarce, szkolnictwie, służbach państwowych, itp.

Ponieważ trudno jest infiltrować skrycie na teren przeciwnika tak wielką liczbę własnych obywateli, to info-agresor nie ma innego wyjścia jak posłużyć się (przynajmniej w okresie przejściowym) pozyskanymi dla siebie tubylcami, to znaczy wytresowanymi zwolennikami, albo świadomymi lub półświadomymi agentami.

Bez uciekania się do przymusu fizycznego, terroru i zniszczeń substancji państwa tak wielką liczbę zwolenników można zdobyć jedynie drogą sterowania społecznego1.

Sterowanie społeczne, to wywieranie wpływu na społeczeństwo dla osiągnięcia określonego celu. Sterowanie społeczne nie jest niczym złym, pod warunkiem, że wytyczony cel jest dobry.

Przykładowo:

– prowadzony przez rząd program powszechnej edukacji jest sterowaniem społecznym, którego celem jest zwiększenie wiedzy i umiejętności obywateli;
– działalność ewangelizacyjna Kościoła jest sterowaniem społecznym prowadzącym do zbawienia;
– propagowanie podstawowych zasad higieny steruje społeczeństwo w kierunku dbałości o własne zdrowie, itp.

Sterować społeczeństwem można jednak również w złej wierze. Można na przykład:

– wpędzać wybraną społeczność w kompleks winy za czyny niepopełnione;
– można zniechęcać do własnych korzeni, do historii, do tradycji, podsuwając w zamian inne
– wzorce warte naśladowania albo gloryfikując inne społeczności i modele społeczne.

Formą sterowania społecznego, zwłaszcza w złej wierze, jest manewrowanie społeczne, czyli intencjonalne sterowanie społeczeństwem dla osiągnięcia określonych korzyści. Ta forma sterowania społecznego wykorzystywana jest przede wszystkim w wojnie informacyjnej, kiedy jedno państwo, chce podporządkować sobie obywateli innego państwa i za ich pośrednictwem przejąć kontrolę nad całą strukturą i substancją państwową.

W manewrowaniu społecznym wykorzystuje się manipulację ludźmi, a więc specyficzne sterowanie, w którym prawdziwy cel, a nawet sam fakt sterowania, ukryte są przed sterowanymi. Jest to niesłychanie niebezpieczne działanie, bowiem ludzie poddawani umiejętnej manipulacji wyobrażają sobie często, że działają w najlepszej wierze, walczą o własne interesy i realizują szczytne cele. Przykładowo, budują ponadnarodową strukturę, której harmonizowany system polityczny, prawny i gospodarczy zapewni mieszkańcom lepsze życie oparte na fundamencie stabilizacji ekonomicznej i tolerancji.

Manipulacja ludźmi polega zazwyczaj na takiej inspiracji ludzi, żeby wyobrażali sobie, iż działają samodzielnie i niezależnie, bowiem są wówczas znacznie bardziej efektywni. Ludzi nieświadomi swej roli, marionetki, przekonani, że działają w najlepszej wierze i realizują własny pomysł, walczą skuteczniej o zadaną im przez manipulującego „sprawę” niż najlepsi agenci skaptowani honorarium. Ponadto w przypadku zdemaskowania manipulacji, „kukiełce” trudno jest wiarygodnie zdyskredytować manipulującego, natomiast agent może go po prostu zdradzić, ujawniając fakt i mechanizm werbunku.

„Spalony” agent staje się bezużyteczny, natomiast umiejętnie manipulowaną marionetkę można wykorzystać ponownie, gdy ucichnie, lub zostanie wyciszona afera wywołana ujawnieniem manipulacji.

Do sterowania i manipulowania ludźmi wykorzystuje się najczęściej dezinformację, czyli rozpowszechnianie zmanipulowanych lub sfabrykowanych informacji (albo kombinacji jednych i drugich) w celu wywarcia wpływu na odbiorców i skłonienia ich do określonych zachowań korzystnych dla dezinformującego. Im większa liczba ludzi ulegnie dezinformacji i zacznie zachowywać się zgodnie z planami dezinformującego, tym dla niego lepiej. Podstawowym zadaniem info-agresora jest bowiem uzyskanie możliwie jak największego wpływu na ludzi i całe grupy społeczne, a poprzez nie na funkcjonowanie struktur państwowych atakowanego kraju.

Celem strategicznym jest zredukowanie ośrodków decyzyjnych atakowanego (np. rządu, parlamentu, najważniejszych instytucji) do roli figurantów, skłóconych, umotanych w rozwiązywanie nieważnych problemów, pozbawionych skutecznego wpływu na obywateli i bieg spraw państwowych.

Manipulacja informacjąpolega najczęściej na wykorzystaniu prawdziwych informacji, ale w taki sposób, żeby wywołać fałszywe implikacje. Np. drogą pomijania niektórych, istotnych, ale niewygodnych informacji, lub poprzez taki dobór informacji, żeby budziły fałszywe skojarzenia. Niektórzy twierdzą, że olbrzymi procent reklam, to informacje zmanipulowane. Uwypuklają one mniej lub bardziej realne zalety reklamowanego obiektu, natomiast maskują lub przemilczają wady. Bardziej nachalną i z punktu widzenia info-agresora bardziej ryzykowną metodą, jest fabrykacja informacji, czyli świadome tworzenie fałszywej informacji i podawanie jej za prawdziwą. Do jawnych kłamstw można posuwać się praktycznie bezkarnie po uzyskaniu kontroli nad większością mediów i ośrodków opiniotwórczych przeciwnika. Przy czym istotniejsza jest kontrola nad mediami niż nad ośrodkami opiniotwórczymi. Bez mediów ośrodki opiniotwórcze nie mogą bowiem skutecznie demaskować fabrykacji, gdyż ich krąg oddziaływania jest niewielki, praktycznie nieistotny w skali państwa. Kontrolując media można przy tym wykreować posłuszne sobie ośrodki opiniotwórcze, które będą uwiarygodniać sfabrykowane informacje.

Informacje zmanipulowane i sfabrykowane wykorzystuje się w walce informacyjnej będącej specyficzną, agresywną, formą sterowania społecznego w złej wierze. Zadaniem prowadzącego walkę informacyjną jest zniszczenia przeciwnika za pomocą informacji. Podstawowym orężem w walce informacyjnej jest informacja niszcząca, która spełnia dwojakie funkcje:

– osłabia strukturę przeciwnika – głównie utrudniając przekaz informacji między kierownictwem a wykonawcami,
– inspiruje błędne decyzje kierownictwa i błędne działanie wykonawców przeciwnika, co osłabia go, a w skrajnych przypadkach prowadzi do samozniszczenia.

Przykładem zastosowania informacji niszczącej do osłabienia struktury może być rozpowszechnianie na poły prawdziwych informacji dyskredytujących sprawnego, energicznego i kompetentnego polityka, żeby nie dopuścić go do wejścia w skład rządu, gdzie mógłby objąć resort kluczowy dla interesów państwa. Innym przykładem może być tworzenie takiego szumu informacyjnego wokół konkretnych działań rządu, żeby wykonawcy decyzji nie rozumieli lub rozumieli opacznie intencje ministrów.

Stosowaniem informacji niszczącej do inspirowania błędnych decyzji może być podsunięcie niewprawnym politykom tak spreparowanego programu reform, żeby jego realizacja prowadziła do osłabienia, a nie wzmocnienia państwa. Program może być tak opracowany, żeby po jego wprowadzeniu dawał stopniowo coraz większą kontrolę nad państwem jego prawdziwym autorom, sprowadzając władze państwa do roli pionków pozbawionych realnego wpływu.

Planowe stosowanie informacji niszczących na szeroką skalę składa się na dywersję informacyjną, w której inspiruje się błędne decyzje przeciwnika po to, żeby wykorzystywać ich skutki dla podsunięcia kolejnych informacji niszczących aż do kompletnego sparaliżowania ośrodków decyzyjnych państwa i w konsekwencji do jego samozniszczenia. Dywersja informacyjna jest najniebezpieczniejszą formą walki informacyjnej, gdyż jest to długofalowe ukryte sterowanie przeciwnika ku autodestrukcji, w którym wykorzystuje się manewrowanie społeczne, manipulację ludźmi i dezinformację.

Podstawowymi narzędziami w walce informacyjnej są:

Propaganda,czyli planowe oddziaływanie na ludzi zmasowanymi bodźcami o charakterze informacyjnym.

Wywiad – wyspecjalizowana służba zbierająca informacje o przeciwniku i prowadząca walkę informacyjną. Zgodnie z definicją NATO celem i zadaniem wywiadu jest dostarczyć potrzebna dane i informacje tym, którzy formułują główne założenia polityczne oraz przygotowują plany i decyzje na każdym szczeblu.2

Analogicznie – do obrony przed wrogimi działaniami informacyjnymi przeciwnika służy kontrwywiad, który winien być wspierany przez własną propagandę. Według Brytyjczyków zadaniem kontrwywiadu jest „ochrona bezpieczeństwa państwa…przed działaniami agentów innych państw i działaniami obliczonymi na zniszczenie lub osłabienie ustroju…środkami politycznymi, ekonomicznymi czy z wykorzystaniem środków przemocy.3

Główna rola w walce informacyjnej przypada kanałom sterowniczym, które oddziałują na strukturę państwową przeciwnika.

Są to: – kanały agenturalne – zobowiązane do wykonywania wszystkich poleceń prowadzącego walkę w zamian za korzyści osobiste (materialne lub nie), albo z motywów ideowych, etycznych lub prawnych. Są to agenci wywiadu lub tajni współpracownicy policji i kontrwywiadu. Należy przy tym pamiętać, że agentem jest zwerbowany obywatel innego państwa.

Zwerbowany obywatel własnego państwa nie jest agentem!

Jest tajnym współpracownikiem służby specjalnej. Obywatel własnego kraju może być pracownikiem kadrowym służby lub jej współpracownikiem tajnym albo jawnym. Nigdy agentem! Terminy te są często mieszane intencjonalnie, celem wywołania szumu informacyjnego lub dla zatarcia różnicy. Takie mieszanie pojęć utrudnia lub wręcz uniemożliwia poprawną kwalifikację moralną działalności pracowników lub współpracowników własnych służb i agentów obcego państwa. Przypisywanie terminu agent pracownikom kadrowym służb specjalnych świetnie maskuje działalność agenturalną na rzecz obcego państwa i w konsekwencji odbiorcy takiej dezinformacji tracą rozeznanie, kto jest kim, a co za tym idzie gubią możliwość dokonania właściwej oceny moralnej.

Z punktu widzenia działalności operacyjnej, agentów można podzielić na dwie kategorie: agentów podstawowych i agentów wspierających.

Do pierwszej kategorii zalicza się:

– rezydentów i szefów siatek agenturalnych,
– agentów stanowiących źródła informacji,
– agentów egzekutorów,
– agentów werbowników.

Do drugiej kategorii należą przede wszystkim:

– agenci legalizacyjni,
– kurierzy,
– właściciele lokali konspiracyjnych,
– prowadzący skrzynki korespondencyjne,
– prowadzący skrzynki kontaktowe i skrytki,

Szefowie siatek lub rezydentur agenturalnych, to doświadczeni agenci o sprawdzonej lojalności, którzy kierują grupami agentów. Mają zazwyczaj sporą władzę i niezależność oraz dysponują budżetem przyznanym im przez tak zwaną Centralę. Podstawową różnicą jest zależność hierarchiczna. Szef siatki podlega zazwyczaj rezydentowi (agenturalnemu lub kadrowemu rezydentowi służby działającemu w danym kraju) natomiast rezydent agenturalny podlega bezpośrednio Centrali służby. W służbach rosyjskich szef siatki agenturalnej nie może też werbować nowych agentów, natomiast rezydent agenturalny może.

Zadaniem agentów będących źródłem informacji jest zbieranie wiadomości, dokumentów i innych materiałów wywiadowczych. Werbuje się ich pod kątem dostępu do tajemnic danego państwa. Zajmowane przez nich stanowisko ma mniejsze znaczenie. Bardzo często agent zatrudniony w powielarni, informatyk obsługujący komputery, czy sekretarka mają znacznie łatwiejszy i szerszy dostęp do tajemnic niż ich szefowie i to nawet najwyższych szczebli.

Agenci-egzekutorzy werbowani są zasadniczo w jednym celu – likwidacji wyznaczonych osób lub przeprowadzenia energetycznych, a nie informacyjnych, aktów sabotażu i dywersji.

Agenci-werbownicy należą do najbardziej zaufanych i bardzo często wywodzą się spośród sprawdzonych i doświadczonych agentów zbierających informacje, którzy z różnych względów utracili dostęp do tajemnic państwowych. Wykorzystuje się ich do wyszukiwania kandydatów na agentów i werbowania ich. Czasami jedynie do wyszukiwania kandydatów i wstępnego ich urabiania, a sama operację werbunku przeprowadza innych agent (np. rezydent agenturalny) lub pracownik kadrowy służby. Wśród agentów wsparcia najistotniejszą rolę pełnią agenci legalizacyjni.

Należą do nich policjanci, celnicy, pracownicy biur paszportowych i urzędów wydających dokumenty, urzędów stanu cywilnego i innych instytucji wydających obywatelom różnego rodzaju dokumenty i prowadzących ewidencję.

Działają oni przede wszystkim na rzecz tak zwanych „nielegałów”, czyli kadrowych pracowników służby wysyłanych do obcego państwa, gdzie mają funkcjonować jako obywatele tego kraju. Zadaniem agentów legalizacyjnych jest uwiarygodnić fałszywą tożsamość „nielegała”, zaopatrzyć go w odpowiednie dokumenty na autentycznych blankietach, wpisać do odpowiednich rejestrów i ewidencji, itp. Zadaniem agentówlegalizacyjnych jest również pozyskiwanie pustych blankietów dokumentów, czystych formularzy, wzorów pieczątek, papierów firmowych urzędów, itp.

Zdobyta przez nich oryginalna „papeteria” wykorzystywana jest później przez Centralę służby do produkcji podrobionych imitacji lub do tworzenia zestawów „autentycznych” dokumentów, w które wyposaża się własnych pracowników kadrowych wysyłanych i działających nielegalnie na terenie danego kraju albo lokalnych agentów. Dla uzyskania wzorów dokumentów werbuje się też kryminalistów, zwłaszcza kieszonkowców.

Agenci kurierzy przewożą materiał wywiadowczy przez granice państwowe i werbuje się ich zazwyczaj w środowiskach zajmujących się zawodowo transportem (kierowcy, obsługa pociągów, marynarze floty handlowej) lub często podróżujących – np. handlowców.

Właściciele lokali konspiracyjnych oddają (zazwyczaj za wynagrodzeniem) posiadane mieszkania lub lokale użytkowe na potrzeby służby. W lokalach tych odbywają się spotkania pracowników kadrowych z tajnymi współpracownikami lub agentami w warunkach gwarantujących wysoki stopień poufności. Lokale takie mogą również służyć za kwatery zastępcze w sytuacjach alarmowych lub za „przebieralnie”, w których pracownik kadrowy lub agent może szybko zmienić swój wygląd zewnętrzny.

Prowadzący skrzynki korespondencyjne, to zwerbowane osoby, które dysponują „bezpiecznym” adresem, telefonem, faksem lub innym środkiem łączności, umożliwiającym skrytą łączność między pracownikami kadrowymi a agentami. Bardzo często pośredniczą oni w korespondencji między Centralą a agentem działającym w innym kraju niż kraj zamieszkania prowadzącego skrzynkę. Przewidujące GRU na prowadzących skrzynki korespondencyjne wybiera najchętniej osoby w starszym wieku, które w przypadku konfliktu zbrojnego (niekoniecznie z Rosją) nie podlegałyby mobilizacji, co mogłoby przerwać łączność.

Rola prowadzących skrzynki kontaktowe i skrytki jest podobna do roli agentów pośredniczących w korespondencji, tyle, że obejmuje przede wszystkim materiały wywiadowcze, instrukcje, pieniądze i różne przedmioty przekazywane agentom przez pracowników kadrowych i odwrotnie. Na agentów prowadzących skrzynki i skrytki werbuje się przede wszystkim właścicieli małych sklepików i punktów usługowych, gdzie łatwo jest coś przekazać pod pozorem zakupów. „Żywe” skrzynki kontaktowe wypierane są coraz częściej przez „martwe”, czyli umówione miejsca, w których można pozostawić rzecz nie widząc się z nikim i nie będąc widzianym.

Specyficznymi rodzajami agentury, istotnymi z punktu widzenia wojny informacyjnej, są agenci wpływu oraz kategoria znana powszechnie w sowieckich służbach pod mało pochlebną nazwą „gównojady”4. Kto wymyślił ten termin, nie wiadomo. Używano go zarówno w KGB jak i w GRU. Mianem tym obdarzano obywateli krajów zachodnich, którzy dobrowolnie, za darmo, niczym nie kaptowani, ani nie straszeni, byli gotowi zdradzać swój kraj i współpracować ze Związkiem Sowieckim. Byli to różnej maści zwolennicy jednostronnego rozbrojenia, postępowi radykałowie, pacyfiści, internacjonaliści, itp.

Trudno ich było kwalifikować jako agentów, gdyż nikt ich nie werbował, ale wykorzystywano ich w możliwie najszerszym stopniu, gdyż ochotnie robili to, co im kazano. Z punktu widzenia wojny energetycznej, czy prowadzenia dywersji zbrojnej, „gównojady” nie były wielce przydatne, ale ich rola w wojnie informacyjnej jest nie do przecenienia.

Trudno bowiem znaleźć bardziej podatny materiał do manipulacji i medium bardziej żarliwie rozpowszechniające wszelką dezinformację i informację niszczącą. Co więcej „gównojady” są wspaniałymi roznosicielami plotek i pogłosek oraz krzykliwym mięsem armatnim każdej demonstracji, którą można później nagłośnić i wykorzystać we własnych celach. Ponadto łatwo odciąć się od nich bez ryzyka dekonspiracji, gdyż skruszony „gównojad” nie jest w stanie udowodnić, że został zwerbowany np. w drodze szantażu lub za wynagrodzeniem. Wręcz przeciwnie, łatwo jest wiarygodnie przekonywać, że czynił to, co czynił dobrowolnie, samodzielnie, bez podszeptów.

W wojnie informacyjnej najgroźniejsza jest agentura wpływu.

Zgodnie z amerykańską definicją, agent wpływu to osoba, która może być wykorzystana do dyskretnego urabiania opinii polityków, środków masowego przekazu i grup nacisku w kierunku przychylnym zamiarom i celom obcego państwa5.

W przeciwieństwie do wymienionych wyżej rodzajów agentów, agenci wpływu nie zbierają, lecz rozpowszechniają informacje. Najczęściej prawdziwe, ale z niszczącym komentarzem, także informacje zmanipulowane i sfabrykowane. Można przyjąć, że agentura wpływu prowadzi szczególnie obliczoną na długie lata dywersję informacyjną. Swój jad sączy dyskretnie w środowiskach decyzyjnych i opiniotwórczych, sterując je powoli w kierunku samozniszczenia lub zniszczenia struktur państwa.

Wykrycie agentury wpływu jest niezmiernie trudne, a udowodnienie działania na rzecz obcego państwa praktycznie niemożliwe, gdyż każdy ma prawo do głoszenia własnych poglądów.

Agent wpływu nie wykrada tajemnic z sejfów i nie sposób go przyłapać na „gorącym uczynku”. Najczęściej nie kontaktuje się potajemnie z oficerem prowadzącym i nie otrzymuje od niego instrukcji wywiadowczej lub wynagrodzenia. Wyjeżdża na jawne seminaria lub konferencje naukowe, pobiera stypendia naukowe lub wykłada na zagranicznym uniwersytecie, zagraniczni wydawcy publikują jego książki, otrzymuje nagrody twórcze, spotyka się z politykami, ludźmi ze świata gospodarki i nauki. Zebrane „wrażenia” ubrane we „własne przemyślenia” publikuje w mediach lub rozpowszechnia w „politycznych salonach” albo podczas spotkań z politykami i decydentami własnego kraju. Formalnie nie robi nic nielegalnego, tylko skutki jego działalności są niszczące.

W przeciwieństwie do kanałów agenturalnych, które obowiązane są do posłuszeństwa wobec prowadzącego, kanały współpracujące wykonują tylko te polecenia prowadzącego walkę informacyjną, które są zbieżne z ich własnymi celami. Przykładowo w latach stanu wojennego podziemna „Solidarność” prowadziła swoją walkę informacyjną ze strukturami władzy PRL korzystając z pomocy finansowej i materiałowej CIA, bowiem obie organizacje miały wspólny cel – demontaż komunizmu.

Pracując na rzecz obcego państwa oba wymienione wyżej kanały działają w pełnej świadomości destrukcyjnego działania przeciwko strukturom państwa, którego są obywatelami. Odmienny jest charakter kanałów inspiracyjnych, które nieświadomie lub półświadomie wykonują polecenia prowadzącego walkę i tworzą chaos w strukturach przeciwnika, prowokując decyzje i działania sprzeczne z jego interesami oraz dostarczają przeciwnikowi informacje prowadzące do „samodzielnego” podejmowania szkodliwych dlań decyzji.

Odpowiednio zainspirowany człowiek, działaniem „w dobrej wierze” może często wyrządzić większe szkody niż agent. Jego działań nie ogranicza bowiem strach przed zdemaskowaniem. Lenin mówił o takich ludziach „pożyteczni idioci”, działacz Kominternu, niemiecki komunista Willi Muenzenberg nazywał ich „niewiniątkami”.

Muenzenberg cynicznie wykorzystywał swoje „niewiniątka” – intelektualistów zwabionych duchową solidarnością z proletariatem, tak zwanych niezależnych pisarzy, wykładowców i uczonych do szerzenia komunistycznej propagandy oraz do uwiarygodniania kampanii „agit-prop” Kominternu, a także do kamuflażu sowieckich działań wywiadowczych. Opierając się na otumanionych intelektualistach Muenzenberg zakładał w latach dwudziestych gazety, wydawnictwa i kluby książki kontrolowane przez Komintern, produkował filmy i wystawiał sztuki teatralne gloryfikujące komunizm i Związek Sowiecki. Arthur Koestler pisał, że nawet w Japonii ekipa Muenzenberga kontrolowała bezpośrednio lub pośrednio 19 gazet i czasopism6.

Każdy z wymienionych wyżej kanałów sterowniczych dzieli się z kolei na dwa rodzaje różniące się od siebie postawionymi im zadaniami. Są to:

piony informacyjne, których zadaniem jest zbieranie informacji o przeciwniku i jego otoczeniu oraz przekazywanie zebranego materiału prowadzącemu walkę informacyjną. Pion ten najbliższy jest tradycyjnemu szpiegostwu, chociaż coraz częściej oparty jest na tak zwanym „białym wywiadzie”, czyli na zbieraniu i analizowaniu informacji pochodzących z ogólnie dostępnych źródeł.

piony sterowniczo-dywersyjne wywierające wpływ na system i struktury przeciwnika inspirując decyzje prowadzące do samozniszczenia i blokując decyzje obronne. Tym właśnie pionom powierza się m.in. zadanie opanowania środków masowego przekazu przeciwnika, a jeśli już nie opanowanie, to przynajmniej osiągnięcie maksymalnego wpływu na publikowane przez nie treści. Piony te rozpowszechniają również wszelkie pogłoski, prowadzą lub inspirują kampanie oszczerstw i półprawd, podsuwają informacje zmanipulowane, sfabrykowane i niszczące, plasują agentów na odpowiedzialnych stanowiskach państwowych, wprowadzają agenturę wpływu do środowisk decyzyjnych i opiniotwórczych, inspirują reformy i programy prowadzące do rozpadu struktur i samozniszczenia państwa.

Jednym z podstawowych zadań w walce informacyjnej jest rozpoznanie kanałów przeciwnika oraz ich pionów. Rozpoznanie pionów sterowniczo-dywersyjnych jest łatwiejsze, niż pionów informacyjnych, ponieważ można odwołać się do zasady „po owocach ich poznacie”. Z tego tez względu w każdej profesjonalnej służbie wywiadowczej piony te rozgranicza się konsekwentnie, oddzielając przykładowo agenturę wywiadowczą od agentury wpływu.

Wykreowanym przez siebie „autorytetom” poleca się umieszczać w środkach masowego przekazu artykuły, wypowiedzi, wywiady, opinie oraz zabiegać o udział w dyskusjach organizowanych przez media elektroniczne.

Metody walki informacyjnej przeciwko państwu.

• Promocja centralizacji decyzji w obozie przeciwnika z równoczesnym osłabianiem powiązań poziomych. Jest to swoista wertykalizacja państwa, do której należy dążyć, ponieważ struktury scentralizowane są znacznie podatniejsze na działania sterowniczo-dywersyjne od struktur horyzontalnych, opartych na sieciowych powiązaniach grup społecznych.

Scentralizowane struktury odzwyczajają się szybko od samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, przez co paraliżuje je sam brak bodźców płynących od centralnego kierownictwa. Dlatego łatwiej jest rozmontować metodami walki informacyjnej państwo totalitarne, niż państwo oparte na swobodach społecznych z wolnymi obywatelami, mającymi poczucie własnej wartości.

• Inspirowanie błędnej polityki kadrowej, przede wszystkim na szczeblu decyzyjnym. Nie jest przy tym konieczne plasowanie na decyzyjnych stanowiskach własnej agentury. Wystarczy promowanie osób ambitnych, kłótliwych, niekompetentnych i podatnych na szantaż. Cechy te wystarczą, żeby przy odpowiednim sterowaniu osoby te doprowadziły szybko do chaosu decyzyjnego i sporów prowadzących do decyzyjnego paraliżu i w konsekwencji do stopniowej niewydolności struktur państwowych uwikłanych w walki wewnętrzne.

• Penetracja centralnego ośrodka decyzyjnego i rozbudowa własnych kanałów inspiracyjnych, przede wszystkim agentury wpływu. Najlepszymi agentami wpływu są doradcy, którzy inspirują decydentów, ale sami są mniej narażeni na zdemaskowanie, gdyż to nie oni podpisują decyzje i odpowiadają za ich ułomności.

• Inspirowanie błędnych decyzji podejmowanych przez organa centralne przeciwnika
, co przy wertykalnej strukturze i braku mechanizmów samokontroli prowadzi do szybkiego przełożenia tych błędów na realne szkody dla interesu państwa

• Inspirowanie nadmiaru decyzji podejmowanych przez organa centralne przeciwnika, co skutecznie blokuje samodzielność i inicjatywę aparatu wykonawczego struktur państwowych i powoduje ich przeciążenie pracą nie przynoszącą wymiernych efektów.

• Inspirowanie tarć i walk wewnętrznych.

• Demontaż mechanizmów samosterowania społecznego, zwłaszcza w centralnym ośrodku decyzyjnym przeciwnika. Szerzenie demoralizacji, dezinformacji, korupcji, indyferentyzmu ideologicznego pod przykryciem apolityczności. Rozkład tradycyjnego systemu prawnego opartego na odwiecznym systemie wartości oraz obywatelskim poczuciu sprawiedliwości i zastąpienie go tworzonymi masowo przepisami prawnymi. Należy pamiętać, że państwo prawa, to coś zupełnie innego niż państwo praworządne. Państwo prawa, to państwo przepisów regulujących wszystko aż do absurdu, ale niekoniecznie zgodnie z prawem naturalnym.

• Blokowanie przepływu informacji i dezorganizacja tych elementów państwa przeciwnika, które zajmują się przetwarzaniem informacji. Może to być przykładowo kampania zasypywania instytucji państwowych fałszywymi donosami, których sprawdzenie pochłania czas, środki i energię.

• Nasyłanie masowej agentury, łatwej stosunkowo do wykrycia, ale odwracającej uwagę i pochłaniającej czas oraz środki kontrwywiadu. Kampania taka pozwala działać swobodniej najcenniejszej agenturze uplasowanej na szczeblu decyzyjnym przeciwnika.

• Przechwytywanie dobrych inicjatyw kierownictwa przeciwnika przez piony informacyjne, a potem wypaczanie ich aż do karykaturalnych rozmiarów przez piony sterowniczo-dywersyjne, co zniechęca do tych inicjatyw atakowane społeczeństwo.

Główne obiekty działań agresywnych w wojnie informacyjnej.Wprawdzie ilość rozwiązań agresywnych w wojnie informacyjnej jest wielka, to jednak można wyróżnić pewne prawidłowości i ustalić listę obiektów, które są najczęściej atakowane. I takimi są:

Kręgi opiniotwórcze.

Początkowo kaptowane są poszczególne osoby, którym powierza się potrójne zadanie: typowanie kolejnych osób wartych skaptowania, urabianie osób wpływowych oraz urabianie szerokiej opinii publicznej drogą publikacji w mediach opinii sygnowanych przez siebie. W pierwszym rzędzie kaptowani są ludzie młodzi i ambitni, których karierą można sterować plasując ich w zaplanowanych miejscach struktur atakowanego państwa i dużym prawdopodobieństwem, że będą, z biegiem czasu, awansować. Jednocześnie drogą jawną i tajną kreuje się skaptowanych na „autorytety”. Sposoby są różne. Od przyznawania prestiżowo brzmiących nagród i honorów, przez stypendia i pomoc w uzyskaniu stopni naukowych, po promowanie w ramach uprawianej profesji przy pomocy już posiadanej agentury wpływu.

Kiedy grupa skaptowanych staje się liczniejsza można przystąpić do urabiania całych środowisk opiniotwórczych tworząc sztucznie „modę” na pewne poglądy oraz organizując profesjonalny ostracyzm wobec myślących inaczej.

Media.

W pierwszej fazie przejmowana jest kontrola nad treściami rozpowszechnianymi przez organizacje medialne. Do jej osiągnięcia wykorzystuje się skaptowane wcześniej osoby z kręgów opiniotwórczych oraz w środowiskach dziennikarskich.

Wykreowanym przez siebie „autorytetom” poleca się umieszczać w środkach masowego przekazu artykuły, wypowiedzi, wywiady, opinie oraz zabiegać o udział w dyskusjach organizowanych przez media elektroniczne. Skaptowanym wcześniej dziennikarzom poleca się (a nie skaptowanym sugeruje się) publikować materiały wytypowanych osób, zapraszać je do udziału w debatach, robić z nimi wywiady. Wbrew pozorom inspiracja taka nie jest trudna, nawet, jeśli nie ma się licznych dziennikarzy w swojej „stajni”. Środki masowego przekazu przejawiają „instynkt stadny” i z góry można liczyć, że umiejętnie wykreowany autorytet szybko stanie się „modny” i będzie chętnie zapraszany przed kamerę, mikrofon oraz na prasowe łamy. Kiedy moda na jeden „autorytet” minie (trwa zazwyczaj kilka miesięcy), to nie jest trudno podstawić mediom inny.

Na treści publikowane przez media można też wpływać za pośrednictwem własnej agentury wśród dziennikarzy. Taktykę tę od ponad 100 lat stosują Rosjanie.

Działająca w Paryżu od lat 80-tych XIX wieku Agentura Zagraniczna carskiej Ochrany miała na swojej liście płac dziesiątki dziennikarzy oraz płaciła tysiące rubli miesięcznie w subsydiach m.in. dla gazet Le Figaro, Echo de Paris i Gaulois7.

Równocześnie carskie ministerstwo finansów przepłacało francuskich dziennikarzy, żeby tworzyli przychylny klimat dla rosyjskich starań o kolejne pożyczki zagraniczne. Paryski przedstawiciel ministerstwa Artur Raffałowicz miał w kieszeni wszystkie liczące się gazety francuskie z wyjątkiem socjalistycznej (potem komunistycznej) L’Humanite.

Po przegraniu wojny z Japonią w 1905 roku, Raffałowicz wydawał miesięcznie do 200.000 franków na łapówki dla dziennikarzy, żeby minimalizowali porażkę Rosji.

Z doświadczeń Ochrany korzystała od swoich pierwszych dni CzeKa subsydiując dziesiątkami tysięcy funtów ukazujący się w Wielkiej Brytanii socjalistyczny dziennik Daily Herald9, który „odpłacił się” w 1920 roku medialnym patronatem nad zorganizowanym przez skomunizowany związek zawodowy dokerów bojkotem transportów broni i amunicji dla armii polskiej.

Przygotowując globalne przywództwo Związku Sowieckiego, KGB miało na swych usługach tysiące dziennikarzy na całym świecie, dzięki czemu mogło prowadzić koronkowe operacje dezinformacyjne rozpisane na kilka lub kilkanaście krajów. Skutki tych operacji wracają echem nawet dzisiaj, jak choćby „działania aktywne” Służby A Pierwszego Zarządu Głównego KGB z lat 80-tych XX wieku obliczone na zrzucenie winy za pojawienie się wirusa HIV na amerykański program wojny biologicznej.

Sfabrykowaną w Jaseniewie pod Moskwą historię AIDS przedrukowała w pierwszym półroczu 1987 roku prasa ponad 40 krajów rozwijających się. Na fabrykację KGB dały się nawet wziąć konserwatywny dziennik londyński Daily Express, brytyjski kanał telewizyjny Channel 4 oraz niemiecka Deutschland Rundfunk10.

Kupowaniem dziennikarzy zajmują się wyspecjalizowane służby wielu krajów i opis tylko najbardziej drastycznych przykładów zająłby gruby tom formatu książki telefonicznej.

W drugiej fazie przejmowania kontroli nad środkami masowego przekazu danego kraju następuje nabywanie już istniejących organizacji medialnych lub tworzenie własnych. Ponieważ otwarte przejęcie przez instytucje państwowe jednego kraju środków masowego przekazu w innym kraju nieuchronnie doprowadziłoby szybko do zdemaskowania wrogich zamiarów, kontrolę nad mediami zdobywa się za pośrednictwem firm prywatnych pod osłoną swobód gospodarki rynkowej. Można w tym celu założyć specjalnie firmę lub firmy o zakamuflowanym kapitale państwowym lub skłonić do współpracy i wykorzystać prywatne organizacje medialne własnego kraju w zamian za różnego rodzaju mniej lub bardziej utajnione subsydia. Mogą to być przykładowo zwolnienia podatkowe, ulgi celne, ulgi pocztowe, itp. Kamuflaż można posunąć jeszcze dalej i przejmować media „pod fałszywą flagą”, czyli pozorując, że nabywający organizację medialną jest prywatną firmą z kraju trzeciego, o kapitale zupełnie nie związanym z info-agresorem.

Organizacje medialne, których nie można przejąć albo nie udało się opanować za pośrednictwem szeroko pojętej agentury, można kontrolować poprzez źródła informacji. Koszty pozyskiwania informacji – to znaczy koszty utrzymania korespondentów, współpracowników, wysyłania reporterów, prowadzenia archiwów, itp. – są wysokie i redakcje chętnie korzystają z usług agencji prasowych. Dlatego uzyskanie kontroli nad istniejącymi agencjami prasowymi lub założenie własnych należy do podstawowych zadań w programie przejmowania mediów.

Partie polityczne.

Z uwagi na ich zhierarchizowanie oraz wymóg dyscypliny partyjnej opanowanie informacyjne partii najłatwiej przeprowadzić poprzez uzyskanie kontroli nad poszczególnymi działaczami oraz nad finansami ugrupowania. Udzielanie sekretnych subwencji może przybierać różne formy, od wręczonej dyskretnie paczki banknotów, po tani kredyt przed kampanią wyborczą udzielony dla niepoznaki przez bank w kraju trzecim. Bardziej skomplikowane jest kontrolowanie ugrupowania politycznego za pośrednictwem uplasowanej wewnątrz agentury wpływu, gdyż z natury ambitni politycy zazwyczaj z trudem podporządkowują się linii myślenia narzucanej im przez partyjnych kolegów. Bardziej podatni są na opinie doradców, ekspertów, autorytetów, komentarze mediów oraz wyniki sondaży opinii publicznej. Stąd dla pionu sterowniczo-dywersyjnego łatwiej jest manipulować partią z zewnątrz niż wewnątrz. Natomiast wewnątrz powinni działać agenci pionu informacyjnego.

Struktury państwa.

Atak na struktury państwa finalizuje agresję informacyjną. Jeżeli bowiem uda się wprowadzić chaos i spowodować erozję instytucji państwowych albo wypaczyć ich funkcjonowanie w takim stopniu, żeby działały przeciwko interesom państwa i jego obywateli, to państwo zostanie ubezwłasnowolnione i praktycznie nic już nie będzie stało na przeszkodzie w całkowitym podporządkowaniu go woli i interesom info-agresora. Dlatego też w działaniach przeciwko strukturom państwa wykorzystuje się wszystkie wymienione dotychczas sposoby i formy walki informacyjnej. Powodzenie zależne jest przede wszystkim od odpowiedniego zgrania różnych elementów w jedną całość, która doprowadzi to rozpadu mechanizmów samosterowania społecznego i do samozniszczenia państwa, do stanu podobnego nieco do wojny domowej wszystkich z wszystkimi. W takiej sytuacji info-agresorowi nie będzie trudno skłonić społeczność międzynarodową do zaaprobowania przejęcia pogrążonego w wewnętrznym chaosie państwa w imię zachowania szeroko pojętego bezpieczeństwa międzynarodowego.

Główne obiekty działań niszczących w wojnie informacyjnej. W wojnie informacyjnej obiektem wyznaczonym do zniszczenia może być praktycznie każda dziedzina życia społecznego, gdyż celem jest generalne osłabienie atakowanego społeczeństwa, aż do wprowadzenia go w stan uległości.

Najczęściej atakowane są:

Materiał ludzki. Podobnie jak w wojnach energetycznych, celem ataków informacyjnych są ludzie. Interes agresora, zarówno energetycznego jak informacyjnego, wymaga biologicznego osłabienia atakowanego społeczeństwa, żeby uruchomić mechanizm instynktu samozachowawczego, który nakazuje podporządkować się posłusznie w imię przetrwania narodu. Stąd bierze się promocja aborcji i eutanazji, zachęcanie do emigracji, lansowanie modelu rodziny 2+1+pies, itp.

Struktury społeczne. Niemal wszystkie działania z zakresu manewrowania społecznego obliczone są na rozbicie porządku społecznego. Od opluwania uznanych autorytetów i podsuwania w zamian wykreowanych przez siebie, przez rozbijanie i niszczenie wpływowych środowisk, niezależnych a cieszących się szacunkiem stowarzyszeń, grup i organizacji profesjonalnych, aż po rozbijanie rodziny. Celem tych działań jest zatomizowanie zaatakowanego społeczeństwa w stopniu wykluczającym spontaniczne zorganizowanie oporu. Ludzie pozbawieni zaplecza w postaci rodziny, krewnych, przyjaciół, sąsiadów są nie tylko podatniejsi na manipulacje, gdyż nie mają z kim skonfrontować własnych poglądów, ale również tracą wolę oporu nie widząc sensu w indywidualnym proteście.

Gospodarka. Ekonomiczne osłabienie atakowanego państwa i wprowadzenie chaosu w jego gospodarce zwiększa skuteczność działań informacyjnych. Zubożone społeczeństwo jest podatniejsze na manipulacje, gdyż dotarcie do informacji prawdziwej wymaga czasu, wysiłku i pieniędzy, a tego brak ludziom goniącym za chlebem. Wojna gospodarcza jest skrzyżowaniem zmagań informacyjnych i energetycznych, a zatem wymaga osobnego omówienia.

Nauka i kultura. Wiedza jest najlepszą tarczą przeciwko informacyjnej agresji, a zatem nauka i kultura są sferami życia społecznego niszczonymi szczególnie zajadle. W czasie II wojny światowej Niemcy starali się fizycznie wyeliminować polską elitę naukową i kulturalną, a życie naukowe i kulturalne ograniczyli do szkół zawodowych i półpornograficznych teatrzyków rewiowych. W latach rządów Stalina w Związku Sowieckim odcięto środowiska kulturalne i naukowe (poza kompleksem zbrojeniowym) od kontaktów międzynarodowych. Współcześni info-agresorzy twórczo przetwarzają niemiecko-sowieckie osiągnięcia rezygnując tylko z działań energetycznych na rzecz stopniowego wymóżdżenia społeczeństw wyznaczonych do podporządkowania. Najbardziej wartościowe jednostki ze świata kultury i nauki skłaniane są do emigracji zachętami ekonomicznymi lub możliwością szerszego rozwoju profesjonalnego. Działaniami z zakresu dywersji informacyjnej i manipulacji oraz kanałami agenturalnymi ogranicza się możliwości rozwoju naukowego i kulturalnego, zamyka instytuty naukowe, otwiera pseudouczelnie stanowiące konkurencję dla uznanych placówek akademickich. Pauperyzuje środowiska naukowe i twórcze, likwiduje biblioteki, placówki kulturalne i naukowe, obniża poziom nauczania w szkołach, itp.

Obrona przez info-agresją. Z uwagi na nieskończoność rozwiązań agresywnych, trudno jest napisać skrypt obrony przez informacyjną agresją. Ponieważ w wojnie informacyjnej polem walki jest ludzka świadomość, najistotniejszym elementem obrony jest zdać sobie sprawę z tego, że jest się atakowanym. Info-agresor może sączyć swój informacyjny jad bezkarnie tak długo, jak zatruwani nie są świadomi zagrożenia. Potem skuteczność działań sterowniczo-dywersyjnych gwałtownie maleje.

Na poziomie państwa istnieją wyspecjalizowane służby, które winny bronić kraj i obywateli przed informacyjną agresją. Jeżeli robią to skutecznie demontaż struktur państwowych i zniewolenie obywateli metodami walki informacyjnej staje się bardzo trudne lub wręcz niemożliwe.

II Rzeczpospolita miała taką wyspecjalizowaną służbę – Oddział II Sztabu Głównego, popularnie zwany „dwójką”. Był on tak skuteczny, że chociaż zniewolić Polskę metodami informacyjnymi usiłowały Niemcy i Związek Sowiecki nie potrafiły doprowadzić do erozji struktur państwowych i trzeba było sojuszu i uderzenia dwóch najpotężniejszych wówczas na świecie armii lądowych, żeby opanować nasz kraj.Na poziomie obywateli możliwości obrony w sferze prawa są niewielkie. Poza nielicznymi wyjątkami (zeznania pod przysięgą) wolno bezkarnie kłamać publicznie. Konstytucja nie zabrania politykom uciekać się do kłamstw. Nawet prezydentowi i premierowi. „Autorytety” nie mają obowiązku szerzyć prawdy, mogą pleść bzdury pod warunkiem, że będą one mądrze brzmiały i będzie je ktoś publikować. Prawne ograniczenia, które obowiązują media są tak mało precyzyjne, że w zasadzie uchodzi im niemal każde kłamstwo lub inteligentne oszczerstwo. W sytuacji, gdy brak formalnych zapór dla dezinformacji rośnie gwałtownie znaczenie samoobrony obywateli, indywidualnego oporu przed zalewem kłamstwa.

I w tej sferze można wyróżnić następujące czynniki obronne:

• możliwie szeroka wiedza. Im więcej wiemy generalnie i o przeciwniku, tym łatwiej nam rozpoznać i odeprzeć dezinformację, wykryć fabrykację i ustrzec się manipulacji.

• korzystanie z różnorodnych źródeł informacji, ułatwia ich weryfikację, a po wykryciu informacji zmanipulowanych lub sfabrykowanych umożliwia lokalizację źródła dezinformacji.

• wiedza o sobie, o swoich silnych i słabych stronach.

• unikanie myślenia, że przeciwnik myśli i zachowuje się tak jak ja. Takie myślenie, to najpewniejsza droga do samo-dezinformacji. Należy zakładać, że przeciwnik jest inteligentny i przewrotny.

• czujność – należy być zawsze przygotowanym na nieznane techniki, metody i rozwiązania.

• ustawiczne kształtowanie i umacnianie porządku moralnego opartego o system odwiecznych wartości, gdyż jest to najskuteczniejszy mechanizm samosterowania społecznego zarówno na płaszczyźnie ośrodka decyzyjnego jak i całej społeczności (narodu). Porządek ten można i należy wpajać na poziomie rodziny, ponieważ wyniesione z domu solidnie ukształtowane zasady są niezwykle trudne do wykorzenienia.

Wiarygodność informacji sprawdza się w oparciu o posiadaną wiedzę, wiarygodność posiadanej wiedzy w oparciu o przestrzegane zasady moralne, wiarygodność zasad moralnych w oparciu o 10 przykazań.

Rafał Brzeski

Manipulacja zamiast armat

Kształt wojny IV generacji jest nadal mgławicowy. W dotychczasowych dyskusjach przewiduje się, że będzie to raczej starcie idei i informacji niż stechnicyzowanych środków rażenia. Prognozuje się, że będzie to wojna bez linii frontu.

MANIPULACJA ZAMIAST ARMAT (DOK.)

Według zaleceń Mao, wzorowanych na doświadczeniach Lenina, partyzanci powinni tworzyć zjednoczony front różnych ugrupowań politycznych i organizacji społecznych i tą drogą budować sieć powiązań propagandowo-wywiadowczych, dzięki którym każdy członek społeczeństwa zostanie wpisany w wysiłek wojenny. Równolegle należy prowadzić dwutorową kampanie propagandową, prowadzącą z jednej strony do erozji woli politycznej przeciwnika oraz zniechęcenia jego sojuszników do udzielania pomocy, a z drugiej – do zjednania sobie przyjaciół i sojuszników.
Castro i Ortega
Przemyślenia Mao rozwinęli Ho Chi Minh i generał Vo Nguyen Giap i wykorzystali je w praktyce podczas wojny wietnamskiej. Ho Chi Minh uważał, że czynnikami decydującymi o przebiegu i wyniku wojny są międzynarodowa sytuacja polityczna oraz światowa opinia publiczna. Dlatego poszedł dalej niż Mao i zbudował sieć powiązań międzynarodowych, dzięki którym mógł wywierać wpływ na społeczeństwo amerykańskie i zmieniać jego stosunek do wojny. Manipulując umiejętnie mediami i akcjami partyzanckimi, Ho i Giap potrafili zaprezentować konflikt wietnamski jako problem niemożliwy do rozwiązania przez Stany Zjednoczone i tym samym zniechęcić Amerykanów do szukania dróg zwycięstwa. Ho i Giap nie dążyli do militarnego pokonania przeciwnika. Skruszyli jego wolę walki pośrednio poprzez oddziaływanie światowej opinii publicznej i w ten sposób zmusili USA do wycofania się.

Nikaragua: dlaczego wygrali sandiniści

W Nikaragui Front Wyzwolenia Narodowego im. Sandino (FSLN) nawet nie planował zwycięstwa militarnego. Zamierzał przejąć realną władzę, stojąc w cieniu, drogą wywierania wewnętrznego i zewnętrznego nacisku na rząd prezydenta Anastasia Somozy. W ocenie płk. Johna Waghelsteina, analityka działań wywrotowych z Instytutu Studiów Strategicznych, sandiniści obalili Somozę i przejęli władzę, ponieważ stworzyli inspirowany przez siebie ruch organizacji politycznych, który zdobył szerokie poparcie wewnątrz kraju i gorącą sympatię za granicą. Zadbali przy tym, żeby ich zagranicznych sympatyków nie można było powiązać z Kubą, Związkiem Sowieckim czy państwami bloku wschodniego. Legitymację moralną uzyskali, powołując się na teologię wyzwolenia, modną wówczas wśród części duchownych Kościoła katolickiego w Ameryce Łacińskiej. Po takich przygotowaniach wzięli szturmem opinię publiczną Stanów Zjednoczonych, manipulując umiejętnie lewicującymi dziennikarzami amerykańskich i światowych mediów, aż do podsuwania im nie tylko tematów, ale nawet gotowych tekstów. Osobną kampanię (wzorowaną w sporej mierze na działaniach Kominternu) prowadzili wykładowcy i mówcy wykreowani przez sandinistów na autorytety moralne i naukowe. Odwiedzali oni amerykańskie organizacje akademickie, społeczne i kościelne, tłumacząc „drugie dno” informacji napływających z Nikaragui i apelując o naciski na kongresmenów zasiadających w Waszyngtonie w komisjach odpowiedzialnych za kwestie bezpieczeństwa i polityki zagranicznej USA.
Utworzona przez sandinistów sieć propagandowa skutecznie wytworzyła obraz Frontu Wyzwolenia jako organizacji demokratycznej, opierającej się krwawemu reżimowi Somozy. Wielokierunkowe oddziaływanie tej sieci doprowadziło do zbudowania szerokiej koalicji wewnątrz i na zewnątrz Nikaragui, która otorbiła i sparaliżowała ekipę Somozy. Militarnie miała ona nadal przewagę nad sandinistami, ale straciła wolę walki, wolała oddać władzę i uciec z kraju. Sandiniści przejęli władzę, odsunęli niedawnych sojuszników i zdławili protestujących, którym marzyła się prawdziwa demokracja. Zachowali jednak międzynarodową sieć zwolenników, dzięki której sparaliżowali poparcie dla opozycyjnych Contras, montowane w Waszyngtonie przez administrację prezydenta Ronalda Reagana. Sandiniści tak skutecznie opanowali umysły „różowych” intelektualistów Europy Zachodniej, że kiedy druzgocąco przegrali wybory, prezenterzy dzienników telewizyjnych BBC założyli czarne krawaty przed podaniem rezultatów głosowania.

Intifada, czyli wstęp do wojny IV generacji

Wnikliwie analizowanym, chociaż jeszcze nie do końca rozpracowanym konfliktem o charakterystyce zbliżonej do wojen IV generacji jest palestyńska intifada. Dysponujące zdecydowaną przewagą militarną, stechnicyzowane izraelskie siły zbrojnie zostały w niej pokonane przez zgraję nastolatków z kamieniami. Intifada rozpoczęła się spontanicznie 9 grudnia 1987 roku i w ciągu kilku dni rozszerzyła się na całe terytorium okupowane. Po kilku tygodniach miała już kierownictwo na trzech niezależnych poziomach. Lokalnie protestem kierowały „komitety sąsiedzkie”. Adaptowały one do swoich warunków ogólne wytyczne centralnego ośrodka koncepcyjnego – Zjednoczonego Narodowego Dowództwa Powstania. Oddziaływanie na zewnątrz i do wewnątrz społeczności palestyńskiej zapewniali naukowcy, dziennikarze i politycy. Wymienione tu trzy środowiska istniały przed intifadą, ale działały oddzielnie. Protest połączył ich wysiłki. Komitety sąsiedzkie zaopatrywały manifestujących na ulicach w wodę, żywność i organizowały pomoc medyczną dla rannych. Zjednoczone Dowództwo luźno koordynowało działalność komitetów, natomiast środowisko intelektualistów skoncentrowało się na oddziaływaniu na światową opinię publiczną – przede wszystkim amerykańską i izraelską. W sumie wypracowano strategię: ograniczonej przemocy (zakaz używania materiałów wybuchowych i broni palnej), maksymalnego wykorzystania środków masowego przekazu (przede wszystkim telewizji), podział terenu konfliktu na strefę niebezpieczną dla przeciwnika (tereny okupowane) oraz strefę względnego spokoju (terytorium Izraela). Odrzucenie przemocy i eksploatacja mediów sprawiły, że w ciągu kilku miesięcy Izrael, który cieszył się dotychczas powszechną sympatią, jako mały naród zagrożony przez otaczających go wrogów, zaczął być postrzegany jako brutalny okupant stosujący powszechnie terror wobec dzieci. Natomiast koncepcja dwóch stref przekonała wielu Izraelczyków, że korzystniej jest wycofać się i żyć na terenach, gdzie panuje spokój. Trudno jeszcze mówić o rezultatach intifady, ale – jak się wydaje – Palestyńczycy osiągnęli dzięki niej więcej, niż w prowadzonych wcześniej tradycyjnych działaniach zbrojnych.

Net-wojna

Kształt wojny IV generacji jest nadal mgławicowy. W dotychczasowych dyskusjach przewiduje się, że będzie to raczej starcie idei i informacji niż stechnicyzowanych środków rażenia. Prognozuje się, że będzie to wojna bez linii frontu. Zanika bowiem rozgraniczenie na to, co „wojskowe” i to, co „cywilne”. Naprzeciw tradycyjnych sił zbrojnych stają nieuzbrojeni cywile, a nawet uzbrojeni przeciwnicy szukają schronienia wśród ludności cywilnej, która ponosi we współczesnych konfliktach wyższe straty niż regularni, „frontowi” żołnierze. W wymiarze wojny IV generacji trudno będzie o tradycyjny cel, który można obezwładnić i zniszczyć ogniem. Walka toczyć się będzie przede wszystkim w sferze informacji, nowym polem walki będzie ludzka świadomość, a powodzenie będzie zależne od opanowania zasobów wiedzy i informacji przeciwnika. Będzie to konflikt zwany czasami „net- wojną”, polegający na zakłócaniu, niszczeniu lub wypaczaniu wiedzy posiadanej przez społeczność będącą obiektem ataku lub na manipulowaniu tą wiedzą. Dotyczy to zarówno wiedzy o sobie, jak i o świecie zewnętrznym. Informacyjny atak może koncentrować się na obywatelach danego kraju lub tylko na jego elicie rządzącej i kręgach opiniotwórczych, które po „przełknięciu” informacji podsuniętej potajemnie przez przeciwnika (lub skonsumowanej za wynagrodzeniem) wtórnie niejako manipulują współobywatelami.

Propaganda głównym orężem współczesnej wojny

Naczelnym celem wojny IV generacji jest bowiem podporządkowanie sobie innych społeczeństw środkami nie powodującymi zniszczeń fizycznych. Przejęcie nad nimi kontroli w możliwie niezauważalny sposób, potajemnie, najczęściej przy pomocy zwerbowanej w tym społeczeństwie agentury wpływu. Wykorzystuje się przy tym szeroko kanały dyplomatyczne, propagandę, oddziaływanie psychologiczne, dywersję polityczną, kulturalną i obyczajową, a także manipulowanie historią i lokalnymi mediami, infiltracje sieci komputerowych, baz danych itp. Działanie musi być wielokierunkowe i masowe, bowiem dla przejęcia kontroli nad średnim krajem (rozmiaru Polski) konieczne jest posiadanie około 1,5 miliona ludzi o podobnych poglądach, uplasowanych w aparacie władzy i administracji państwowej, gospodarce, szkolnictwie, służbach państwowych itp. Inaczej mówiąc: do opanowania kraju drogą wojny IV generacji potrzebnych jest półtora miliona wyszkolonych zwolenników albo świadomych lub półświadomych agentów.
Bez uciekania się do przymusu fizycznego i zniszczeń substancji, tak liczną grupę podobnie myślących ludzi można ukształtować jedynie drogą sterowania społecznego. Przy czym w przypadku podboju innego narodu zadaniem dla prowadzących działania wojenne IV generacji jest doprowadzenie do samozniszczenia się tej społeczności. Do takiej zmiany sposobu myślenia społeczeństwa i takiego otumanienia warstwy rządząco-opiniotwórczej, żeby bez większego oporu sama oddała kontrolę nad własnym krajem i ludnością.
Obrona przed taką agresją jest trudna i skomplikowana, zwłaszcza kiedy przeciwnik naciera skrycie i umiejętnie. Najpierw bowiem trzeba rozpoznać, że jest się obiektem ataku, potem należy uzyskać społeczne poparcie dla przeciwdziałania agresji, a to może być prawie niemożliwe, gdyż współobywatele zostali już świadomościowo rozbrojeni. Dopiero po otrzymaniu społecznego poparcia można ruszyć do kontrnatarcia, zbrojnym w informacje i wiedzę opartą na solidnym fundamencie porządku moralnego i troskliwie kultywowanych własnych, tradycyjnych wartości.

Rafał Brzeski

Dr Rafał Brzeski specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących działalności służb specjalnych. Tłumacz książki Christophera Andrew Archiwum Mitrochina.

Źródło: http://www.andrzejwronka.com/archiwumtxt/brzeskimanipulacja.htm