Prawo prywatne [Trójprawo] i prawo publiczne w różnych cywilizacjach

Fragmenty z książki Józefa Kosseckiego Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach
(SOCJOLOGIA PORÓWNAWCZA CYWILIZACJI)

3. Cywilizacyjne znaczenie kategorii bytu ludzkiego

Aby zrozumieć na czym polega problem współmierności i harmonii między wszystkimi kategoriami bytu społecznego, musimy najpierw rozpatrzyć kolejno społeczno-cywilizacyjne znaczenie Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach. Socjologia porównawcza cywilizacjikażdej z nich.
1. W płaszczyźnie socjologicznej pierwsze miejsce zajmuje dobro. Normy społeczne z tej kategorii wartościują postawy i działania ludzkie z punktu widzenia dobra i zła. Różnorodność cywilizacji wywodzi się w pierwszym rzędzie z różnorodności postaw i sądów etycznych (moralnych) i ideałów społecznych oraz wynikających stąd różnych systemów prawnych. Etyka polega na dobrowolnym spełnianiu obowiązków, na poddawaniu się im bez przymusu z zewnątrz, zwłaszcza ze strony państwa, a tylko pod wpływem własnego przekonania członków społeczeństwa. Państwo natomiast opiera się na sankcjach przymusu względem opornych, przede wszystkim na sankcjach prawnych.
System ideałów społecznych określa nam cele do których dąży dane społeczeństwo. Między etyką, prawem i ideami danego społeczeństwa istnieje ścisła współzależność. Zarówno prawo, jak i ideologia muszą wynikać z etyki, inaczej nie będą miały oparcia w społeczeństwie, ale też z drugiej strony ideologia społeczna sprzyja rozszerzaniu zakresu etyki – można wyliczyć wiele przykładów kiedy dla realizacji swoich ideałów ludzie potrafili zdobywać się na wielkie poświęcenia, prawo natomiast będąc wyrazem mentalności danego społeczeństwa, samo z kolei tworzy, kształtuje i przekształca tę mentalność.
Na podkreślenie zasługuje w tym miejscu prawo naturalne wynikające z przyrodzonych właściwości natury ludzkiej. Ma ono bardzo ścisły związek z etyką jak również ideologią. Prawo naturalne ma oparcie w etyce, która ma o wiele szerszy zasięg niż prawo i tworzy społeczno-psychologiczną podstawę dla wszelkich norm prawnych. Normy prawa naturalnego pokrywają się z niektórymi normami etycznymi i podobnie jak one wynikają z przyrodzonych właściwości natury ludzkiej; normy te tym różnią się od etycznych, że opatrzone są sankcją. Ideologia, o ile ma być w społeczeństwie żywotna, również musi mieć pewne oparcie w naturalnych ludzkich pragnieniach i dążeniach, a w związku z tym ma ona niejako wspólne źródło z etyką i prawem naturalnym.
Dla struktury prawnej społeczeństwa podstawowe znaczenie ma tzw. trójprawo, to znaczy prawo rodzinne, majątkowe i spadkowe.

Prawo rodzinne określa formę rodziny w danym społeczeństwie. W różnych cywilizacjach spotykamy cztery zasadnicze formy rodziny: rodzina monogamiczna – związek jednego mężczyzny z jedną kobietą, poligamiczna – mężczyzna może posiadać kilka żon, półmonogamiczna – mąż może oddalić żonę bezpłodną lub nawet rodzącą same córki, czy wreszcie niewierną i pojąć inną (do tej formy zalicza się również inne formy monogamii z dopuszczalnością rozwodów), poliandryczna – kilku mężów posiada jedną żonę. Niektórzy badacze wyliczają jeszcze jedną formę rodziny – opartą na matriarchacie – gdzie jedna żona posiada kilku mężów, jednakże inni badacze (w tym F. Koneczny) kwestionują istnienie kiedykolwiek tego rodzaju formy rodziny, zaliczając ją do klasycznych mitów.
Największe znaczenie i największy zasięg mają rodziny monogamiczne, a do niedawna również poligamiczne, ostatnio zaś zaczęły się rozpowszechniać również rodziny monogamiczne z dopuszczalnością rozwodów – czyli półmonogamiczne – stając się formą dominującą.
Społeczna postawa i mentalność człowieka, który żyje w społeczeństwie opartym na rodzinie monogamicznej, jest całkowicie odmienna niż członka społeczeństwa, które poligamię uważa za normalną formę małżeństwa. We wszystkich społeczeństwach, w których panuje poligamia, a zatem gdzie kobieta uważana jest za istotę niższego rzędu, będącą własnością męża i w których zatem nie posiada ona żadnego wpływu na życie publiczne, możemy stwierdzić ogromne zubożenie w zakresie cywilizacji. Cywilizacja taka jest jednostronnie męska, brutalna, brak w niej czynnika kobiecego. Cywilizacje tego rodzaju cierpią też często na niedorozwój estetyki.
Co więcej, odmienność prawa małżeńskiego wpływa też często na wyrobienie odmiennych pojęć o pracy. Wszystkie społeczeństwa wielożenne – jak stwierdził F. Koneczny – są materialnie słabe, praca tam bowiem hańbi, a próżniactwo staje się ideałem społecznym, a właściwie antyspołecznym; jako przykład daje tu Koneczny niektóre społeczeństwa mahometańskie, które do dzisiaj nie mogą rozwinąć się gospodarczo. Istnieje też dość wyraźna korelacja między rozwojem gospodarczym wielu państw i narodów mahometańskich, a wprowadzaniem w nich monogamii (ewentualnie półmonogamii) i zmianą ich stosunku do pracy.
Społeczeństwa wielożenne są za to dość często prężne militarnie i zaborcze, gdyż opierają się na obozowej metodzie ustroju (np. społeczeństwa cywilizacji turańskiej).
W społeczeństwach opartych na rodzinie monogamicznej, kobieta staje się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, żona jest towarzyszką męża a nie jego niewolnicą, powstają obowiązki względem kobiety, odpowiedzialność wobec niej, a dzięki temu rozwija się etyka i rosną siły społeczne.
W społeczeństwach, w których występuje rodzina półmonogamiczna – dopuszczająca rozwody, które uderzają przede wszystkim w dzieci, a także dość często w kobietę, której trudniej jest znaleźć nowego partnera – wytwarza się sytuacja sprzyjająca powstawaniu poczucia krzywdy i niezadowolenia, a to dalej prowadzi do cofania się rozwoju społeczeństwa.
Z prawem rodzinnym łączy się też stosunek do dzieci, rozdział władzy w domu, jednostronność lub obustronność praw i obowiązków, rozległość i stopniowanie pokrewieństwa itp. Od prawa rodzinnego zależy też prawo majątkowe i spadkowe.

W prawie majątkowym chodzi przede wszystkim o to, czy uznaje ono własność osobistą, czy też wszystkie rzeczy są własnością państwa lub kolektywu społecznego. Na przykład w cywilizacji turańskiej wszystko było faktycznie własnością władcy państwa (sułtana czy cara), który mógł dowolnie rozporządzać mieniem swych poddanych, natomiast w cywilizacji rzymskiej czy potem łacińskiej, własność osobista była i jest chroniona przez prawo, nawet przed zakusami ze strony władzy państwowej (w Anglii do dzisiaj nie można wywłaszczyć prywatnego właściciela gruntu bez specjalnej uchwały parlamentu). Cywilizacja zaś żydowska znała tylko używalność ograniczonego obszaru rolnego. Kongres syjonistyczny w Wiedniu w roku 1925 uchwalił, że odzyskana w Palestynie ziemia może być własnością tylko Heren Kajemet (funduszu narodowego), a posiadacz gruntu jest jego użytkownikiem.
Istnieje uwarunkowanie między monogamią, a własnością prywatną, tak samo jak między despotyzmem szczepowym czy państwowym, a poligamią. Monogamia bowiem opiera się na poszanowaniu godności ludzkiej, a materialnym jej fundamentem jest własność prywatna, natomiast despotyzm władzy opiera się na bezwzględnym podporządkowaniu słabszego silniejszemu i z tego również wynika poligamia i podporządkowanie kobiety mężczyźnie.
Jeżeli zasada poszanowania godności ludzkiej ulega zachwianiu, wówczas z reguły monogamia zostaje podkopana przez wprowadzenie rozwodów, które uderzają przede wszystkim w dobro dzieci, a ponadto kobiety, a więc strony słabszej.

Prawo spadkowe określa sposób dziedziczenia własności, chodzi tu przede wszystkim o to, czy własność po śmierci właściciela przechodzi na jego dzieci, czy też staje się własnością państwa lub innego zrzeszenia. Tutaj również mamy ścisłą zależność od formy rodziny i własności. Rodzina monogamiczna i własność prywatna wymaga dziedziczenia majątku rodziców przez dzieci, w przeciwnym razie następuje naruszenie własności prywatnej jako fundamentu rodziny monogamicznej.
Chęć przekazania majątku dzieciom, staje się potężnym bodźcem działalności gospodarczej i fundamentem porządku społecznego. Natomiast despotyzm państwowy i rodzina poligamiczna, nie wymagają takiego ścisłego systemu dziedziczenia, gdyż w społeczeństwach, w których one istnieją i tak wszystko faktycznie jest własnością władcy (państwa).
Prawo rodzinne, majątkowe i spadkowe stanowi podstawę struktury społeczeństwa. Dlatego też najkrwawsze i najcięższe przewroty, łączyły się zawsze z próbami zmian w tej dziedzinie. Przykładem tego może być rewolucja 1917 roku w Rosji carskiej, a potem historia ZSRR po rewolucji, zwłaszcza zaś okres stalinowski (przymusowa kolektywizacja, przymusowe przesiedlanie ludzi, obozy pracy przymusowej, masowe mordowanie ludzi itp.). Innym przykładem może być rewolucja w Chinach, która rozpoczęła się w 1912 roku i trwała potem faktycznie długie dziesiątki lat, obfitując w podobne okropności jak rewolucja rosyjska.

Całe trójprawo jest prawem prywatnym, na wyższych szczeblach rozwoju społeczeństw nie wystarcza ono jako podstawa struktury prawnej społeczeństwa i obok niego, a właściwie na jego bazie, zaczynają się rozwijać inne formy prawne, które regulują rozwój życia zbiorowego.
Prawo, które reguluje funkcjonowanie i rozwój życia zbiorowego, zwiemy prawem publicznym, główną jego część stanowi prawo państwowe. Prawo publiczne ustala hierarchię władz, stosunki między obywatelem a władzą państwową, ustrój państwa, a także wzajemne stosunki między ludźmi w życiu publicznym, zarówno w trakcie społecznej działalności gospodarczej, jak i politycznej, naukowej, czy też w dziedzinie sztuki. Zaznaczyć przy tym należy, że własność środków produkcji należy do dziedziny prawa publicznego, gdyż jest ona nie czym innym, jak prawem do decydowania o kierunku działalności ludzi w społecznym procesie gospodarczym, którego narzędziem jest prawo własności środków produkcji. Uspołecznienie własności środków produkcji nie musi być równoznaczne z naruszeniem trójprawa cywilizacji łacińskiej.
Zalążek prawa publicznego widzimy we władzy starosty rodowego, a gdy rody tworzą szczep, we władzy książąt szczepowych.
Wzajemny stosunek prawa prywatnego i publicznego układa się różnie w zależności od typu cywilizacji. W cywilizacji turańskiej prawo publiczne powstało przez rozrost prawa prywatnego, dlatego też wszyscy poddani wraz ze swym mieniem uważani byli za prywatną własność władcy. Odwrotnie w cywilizacji bizantyńskiej, prawo publiczne wchłonęło prawo prywatne, powodując rozrost biurokracji. Wszechwładza państwa doprowadza do zaniku prawa prywatnego i etyki, a ponadto doprowadza do nadmiernego uszczuplenia jawności urzędowania i prawdomówności władz, co rzutuje na kategorię prawdy. W cywilizacji żydowskiej oba rodzaje prawa wywodzą się z przepisów religijnych, ideologicznych. Na koniec wreszcie w cywilizacjach – starożytnej rzymskiej i współczesnej łacińskiej, mamy ścisły rozdział prawa publicznego i prywatnego.

W kategorii dobra, obok prawa, decydującą rolę odgrywa etyka. Przez etykę rozumiemy zespół norm społecznych, wartościujących poglądy, postawy i działania ludzkie, z punktu widzenia dobra i zła. Mamy tu oczywiście na myśli tylko normy autonomiczne, to jest takie, których przestrzeganie nie opiera się wyłącznie na sankcji przymusu zewnętrznego, lecz wynika przede wszystkim z wewnętrznego przekonania członków społeczeństwa. Etyka jest więc trwalsza niż prawo, bo istnieć może bez działania przymusu zewnętrznego. Charakter pośredni zajmuje etyka roszczeniowa, której przestrzeganie poparte jest autonomiczną sankcją społeczną (nie państwową), a ponadto prawo autonomiczne, które stanowią normy oparte o autorytet zewnętrzny i autonomiczne poczucie prawne społeczeństwa oraz opatrzone sankcją społeczną – np. prawo narodowe narodu będącego pod zaborem. Na etyce roszczeniowej opiera się prawo naturalne, które ma charakter prawa autonomicznego.
W ramach różnych cywilizacji, mamy do czynienia z niezwykle różnorodnymi systemami etycznymi. W cywilizacji łacińskiej, etyka obejmuje swymi normami wszystkie pięć kategorii bytu społecznego i zajmuje stanowisko nadrzędne w stosunku zarówno do prawa, jak i wszelkich innych dziedzin życia. Podstawą etyki łacińskiej, jest uznanie wszechstronnego rozwoju osobowości ludzkiej i poszanowanie godności każdego człowieka, za główny cel rozwoju społeczeństwa. Wynika stąd uznanie za dobre, swobodnego dążenia do poznania prawdy, rozwoju piękna, pielęgnowania zdrowia i uprawiania działalności gospodarczej; przy czym zarówno działalność gospodarcza, jak i inne kategorie bytu (poza kategorią dobra), traktowane są jako środki, a nie cele rozwoju społeczeństwa. Stąd też wynika zasada nadrzędności społeczeństwa nad państwem oraz etyki nad prawem i innymi kategoriami bytu. Etyka łacińska obejmuje swymi normami wszystkie pięć kategorii bytu.
Inaczej wygląda sprawa w innych cywilizacjach. Po pierwsze nie wszystkie cywilizacje znają etykę niezależną od władzy państwowej, a po drugie nie wszystkie cywilizacje obejmują normami etycznymi wszystkie pięć kategorii bytu społecznego. Na przykład w cywilizacji turańskiej, gdzie ekonomiczna walka o byt staje się nadrzędnym czynnikiem rozwoju społeczeństwa, na pierwszy plan wysuwa się pewien rodzaj walki o byt – utrzymywanie się z podbojów. Stąd też wynika uznawanie za dobre tego wszystkiego, co nakazuje aktualny władca, a wszelkie działania powodujące nadmierny rozwój jednostki ludzkiej, są uznawane za szkodliwe i złe. Dlatego to cywilizacja turańska nie dopuszcza do swobodnego rozwoju nauki i obiegu informacji (u Mongołów w okresie rozwoju ich imperium nawet historia była tajna), nie pielęgnuje też piękna, a zdrowie pielęgnuje tylko dla potrzeb wojenno-państwowych. Dlatego też w cywilizacji turańskiej, etyka autonomiczna – tj. niezależna od nakazów władzy państwowej i sankcji zewnętrznej – nie istnieje.
W cywilizacji żydowskiej cała etyka wyprowadzona jest z przepisów religijnych (ideologicznych), które normują też wszystkie kategorie bytu ludzkiego. W cywilizacji bramińskiej kategoria zdrowia nie jest objęta wymogami etyki, wynika stąd niski stan zdrowotności społeczeństwa i duża śmiertelność, która przez długie wieki stanowiła hamulec wzrostu liczbowego społeczeństwa. Sytuacja uległa zmianie dopiero w ostatnich czasach, gdy Indie zaczęły przejmować elementy higieny i medycyny od społeczeństw o innych cywilizacjach (a zwłaszcza łacińskiej).
Z etyki danego społeczeństwa wynika i łączy się z nią ściśle, system jego ideałów społecznych, który określa cele rozwoju społecznego i metody dochodzenia do nich. Takim celem może być albo wszechstronny, to jest odbywający się we wszystkich kategoriach bytu, rozwój osobowości ludzkiej i poszanowanie godności każdego człowieka (cywilizacja łacińska), albo wszechstronny rozwój państwa, dokonywany bez względu na środki, którymi się do niego dąży, przy czym rozwój ten rozumiany jest przede wszystkim jako rozwój materialny, ekonomiczny i traktowany jako cel sam w sobie (cywilizacja turańska, częściowo bizantyńska). Ten system celów działalności danego społeczeństwa, wynika oczywiście z przekonań etycznych, to jest z poglądów na to co jest dobre, a zatem warte wysiłku, a co złe, nie warte zachodu. Oczywiście z etyką i ideologią danego społeczeństwa, związany jest system prawny i państwowy, który musi służyć realizacji wytyczonych przez nie celów.
Wszechstronny rozwój jednostki warunkuje równomierny rozwój społeczeństwa we wszystkich dziedzinach bytu, przy czym decydującą rolę gra kategoria dobra. Natomiast rozwój jednostronny, skierowany na przykład tylko w kierunku materialnej walki o byt, powoduje niedorozwój w innych dziedzinach, w konsekwencji na dłuższą metę hamując nawet rozwój materialny.

(…)

Ad 4) Dalszym istotnym wyróżnikiem cywilizacyjnym jest stosunek prawa prywatnego do prawa publicznego. Chodzi przy tym o to, czy w społeczeństwach danej cywilizacji istnieje prawo publiczne całkowicie oddzielone od prawa prywatnego oraz czy panuje zasada bezwzględnego poszanowania prawa obydwu kategorii. Chodzi tu z jednej strony o pewność obywatela, że żadne z jego uprawnień nie będzie pogwałcone (zwłaszcza przez państwo), że prawo państwowe zawsze weźmie go w obronę, a z drugiej strony o to, żeby interesy państwowe nie były wykorzystywane do prywatnych celów poszczególnych obywateli, zwłaszcza zaś osób sprawujących władzę. Łączy się z tym ściśle problem stosunku państwa do społeczeństwa – tylko w cywilizacjach z wyodrębnionym i rozdzielonym prawem publicznym i prywatnym istnieje organizacja społeczna niezależna od państwowej, przy czym państwo opiera się na społeczeństwie. W cywilizacjach, w których panuje monizm prawa państwowego i prywatnego, nie może wytworzyć się organizacja społeczna wyodrębniona z państwowej i w dużej mierze niezależna od niej.
Przez prawo prywatne rozumiemy trójprawo tj. prawo rodzinne, majątkowe i spadkowe oraz wszelkie normy prawne regulujące stosunki między poszczególnymi członkami danego społeczeństwa, natomiast przez prawo publiczne rozumiemy normy prawne regulujące ustrój państwa, określające sposób funkcjonowania organów państwa oraz regulujące stosunki pomiędzy poszczególnymi organami władzy państwowej i pomiędzy poszczególnymi członkami społeczeństwa (obywatelami lub poddanymi) a organami władzy państwowej.
Prawo publiczne wyodrębniło się ewolucyjnie z prawa prywatnego, zalążek jego tkwi we władzy starosty rodowego, a gdy rody tworzą plemię, książę plemienny staje się najstarszym ze starostów rodowych, przy czym w jednych plemionach jest on pierwszym między równymi, a w innych zwierzchnikiem starostów. Początek władzy książąt plemiennych pochodzi stąd, że księciu nadaje się władzę starosty rodowego nad wszystkimi rodami, podporządkowując mu starostów właściwych, ograniczonych do jednego rodu; jest to zarazem zalążek władzy państwowej. Właściwa władza państwowa powstaje przez jednoczenie kilku plemion pod władzą jednego księcia, równocześnie z powstaniem władzy państwowej powstaje też właściwe prawo publiczne.
Znaczna część ludzkości nie zna do dzisiaj prawa publicznego zdecydowanie i zasadniczo nie związanego z prawem prywatnym, o czym świadczą liczne przykłady m.in. reżimów dyktatorskich. Do niedawna w sytuacji takiej znajdowała się zdecydowana większość społeczeństw.
W cywilizacji turańskiej mamy do czynienia z rozrostem prawa prywatnego w publiczne. U ludów turańskich władca przejął wszystkie prawa despotycznego starosty rodowego: stał się właścicielem wszystkiego i wszystkich w swym państwie. Mógł rozporządzać swymi poddanymi i ich majątkiem według swej woli. Najwyższym prawem była oczywiście wola władcy. Jeżeli władca zezwala niektórym poddanym na jakieś prawa, może to w każdej chwili według swego uznania odwołać.
Wszystkie kultury cywilizacji turańskiej – zarówno w kulturze ojgurskiej, w uniwersalnym państwie Dżyngis-chana, potem w ordach tatarskich Kipczaku, czy wreszcie w carskiej Rosji – pielęgnowały obozowo-wojskową metodę ustroju życia zbiorowego, połączoną z kultem wodza-władcy, zmierzały też do tego, aby każdy stał się osobiście zależny od władcy i wyznaczonych przez niego mandatariuszy. Na przykład w państwie mongolskim można właściwie mówić, że wszyscy poddani byli niewolnikami władcy. Wola władcy zastępuje prawo publiczne. Zakres swej władzy określił typowo po turańsku chan Kandżutu w Azji Centralnej, Safder-Ale, w liście do generała Grąbczewskiego: „wiedz, że jesteś w kraju gdzie nawet ptaki poczynają mieć siłę w skrzydłach dopiero otrzymawszy mój rozkaz”. Natomiast w Rosji carskiej, kiedy po klęsce pod Cuszimą referowano Mikołajowi II nastrój prasy z powodu utraty floty, odezwał się car: „czego chce ta hołota i czego się wtrąca? to moja flota”. Uważał się za prywatnego właściciela floty państwowej, jakimże prawem wtrącali się dziennikarze w sprawy cudzej własności. Nawet po rewolucji bolszewickiej tego rodzaju tendencje odżyły w okresie kultu osoby Stalina.
Jest to skrajny monizm prawny – całe życie społeczne oparte jest na rozszerzonym prawie prywatnym panującego. Oczywiście przy takim moniźmie prawnym, nie ma mowy o rozwoju społeczeństwa obok państwa, ani też o zasadzie poszanowania prawa.
W sakralnej cywilizacji bramińskiej mamy pewne zawiązki organizacji społecznej, ale kończy się ona na ustroju rodowym w obrębie kast. Maharadża był zwierzchnikiem starostów rodowych i despotycznym władcą we wszystkich sprawach publicznych, nie mógł natomiast ingerować w sprawy organizacji rodowo-kastowej. W cywilizacji bramińskiej państwo było despotyczne, społeczeństwo nie miało prawa ingerencji w sprawy państwowe, państwo natomiast nie mogło ingerować w sprawy społeczne. Można więc stwierdzić, że dominował tu monizm prawny, gdyż prawo publiczne wyprowadzone było z prywatnego, chociaż były pewne zalążki dualizmu prawa. W Indiach występował zawsze niedorozwój zarówno społeczeństwa, jak i państwa, znaczniejsze państwa powstające w Indiach należały zawsze do cywilizacji naniesionych z zewnątrz, przy czym nie naruszały one nigdy ustroju rodowo- kastowego. W ostatnich czasach, głównie pod wpływem cywilizacji łacińskiej, podjęto w Indiach próbę budowania nowoczesnego państwa, które w pewnym stopniu ingeruje w sprawy zastrzeżone dawniej dla rodu i dąży do zniesienia kast; na razie jednak trudno przewidywać jaki będzie rezultat tych prób, gdyż powstała klasyczna mieszanka cywilizacyjna.
Również w cywilizacji arabskiej prawo publiczne wyprowadza się z prywatnego, bowiem trzeba było je wyprowadzić jakoś z Koranu, w którym znajduje się tylko prawo prywatne. Dlatego też podatki podciągnięto – jak już wspominaliśmy – pod obowiązek dawania jałmużny, a służbę wojskową wydedukowano z obowiązku świętej wojny. W rezultacie takiego monizmu prawnego nastała w cywilizacji arabskiej samowola panujących, co w praktyce sprowadziło się do samowoli każdego urzędnika państwowego z powoływaniem się na Koran. Dlatego też cywilizacja arabska doprowadziła do wybujałych form państwowych, nie dopuszczając do samorzutnego rozwoju społeczeństw. Władza państwowa mogła w każdej chwili wdać się w każdą sprawę społeczną. Podobne stosunki panują do dziś w większości państw arabskich i to nie tylko w tradycyjnie rządzonych państwach Półwyspu Arabskiego, ale również w Iraku, Syrii czy Egipcie. Wyjątkiem była tylko kultura mauretańska w Hiszpanii, w której dopuszczono do swobodnego rozwoju społeczeństwa i do oparcia państwa na społeczeństwie. Elementy tej kultury możemy odnaleźć w ustroju Tunezji, Algierii i Maroka. Ostatnio ciekawym fenomenem w tej dziedzinie jest powstanie arabskiego narodu Palestyńczyków. W kulturze palestyńskiej obserwujemy również rozwój społeczeństwa, a organizacja państwa palestyńskiego na wygnaniu oparła się na społeczeństwie.
W cywilizacji chińskiej nie było kast, dlatego też ułatwione było łączenie rodów w coraz większe całości, z plemion wytwarzały się wcześnie państwa dzielnicowe, które z kolei złączono w jedno cesarstwo już wtedy, kiedy cywilizacja chińska zorganizowała się dzięki ekspansji wspólnego pisma, obmyślonego w taki sposób, żeby można je było odczytać w każdym języku. Cesarz stał się starostą starostów rodowych i księciem książąt. Mówiło się o Chinach jako o jednym wyolbrzymionym rodzie. Cesarz miał w Chinach władzę absolutną, władza jego składała się jakby z sumy kompetencji starostów całego państwa. Było to rozrośnięte prawo prywatne, władza patriarchalna nad całym państwem. Władza państwowa w Chinach ograniczona była samorządem rodowym, nigdzie też nie mieszała się w sprawy rodowe. Społeczeństwo nie miało jednak żadnego wpływu na sprawy państwowe. Państwo i społeczeństwo rozwijały się osobno i społeczeństwo stykając się ze sprawami publicznymi umiało tylko robić rewolucje. Od najazdu mongolskiego stanęła obok cesarza biurokracja, zagarniając stopniowo władzę dla siebie i tworząc państwo mandaryńskie, które stało się chińskim prawem publicznym. Od 1912 roku w Chinach rozpoczął się proces rozsadzania struktur rodowych połączony z wyzwalaniem się Chin spod obcej hegemonii, jednak mimo dwu rewolucji do dzisiaj w ChRL mamy silne pozostałości dawnych pojęć – np. Mao Tse-tung uważany był jakby za ojca wszystkich Chińczyków, miał też absolutną władzę, a społeczeństwo w zetknięciu ze sprawami państwowymi robiło tzw. rewolucję kulturalną. Pod rządami Mao rozbijano dawne struktury rodowe, masowo przesiedlając ludność. Państwo zaprowadziło też administracyjną kontrolę urodzeń – małżeństwom mieszkającym w mieście wolno posiadać tylko jedno dziecko, natomiast na wsi wolno posiadać dwoje, jeżeli pierwsza urodziła się dziewczynka. Matka, która urodziła już dozwoloną liczbę dzieci powinna poddać się sterylizacji i przedstawić władzom odpowiednie zaświadczenie. Lekarze, którzy za pieniądze wystawiają fałszywe zaświadczenia, skazywani są na karę śmierci. Obecnie na nowym etapie rozwoju ChRL, gdy zaprzestano masowych przesiedleń i trochę ograniczono ingerencję w sprawy społeczne, ubocznym skutkiem tej nowej polityki może być odradzanie się – zwłaszcza na wsi – struktur rodowych.
Cywilizacja żydowska również nie znała rozdziału prawa prywatnego i publicznego. Źródłem obydwóch rodzajów prawa były przepisy religijne judaizmu, przy czym nie uznawano właściwie prawa prywatnego – na przykład właściciel ziemi uważany był tylko za użytkownika. Wszystkimi sprawami, zarówno prywatnymi, jak i publicznymi, kierowali w sposób bezwzględny członkowie kolektywnego kierownictwa narodu wybranego; byli oni skrępowani tylko przepisami religii żydowskiej. Nie było też mowy o niezależności organizacji społecznej od państwowej, chociaż organizacja państwowa po wypędzeniu z Palestyny miała specyficzny charakter, nie dysponowała bowiem wszystkimi atrybutami władzy, w praktyce też zastępowały ją miejscowe kierownictwa żydowskie – kahały.
Pod wpływem nieżydowskiego otoczenia część Żydów zaczęła przejmować łacińskie prawo prywatne. Aby temu przeciwdziałać kierownictwo żydowskie zaczęło przypominać wszystkim Żydom o obowiązku łożenia na wspólne cele, poza tym kongres syjonistyczny w Wiedniu w 1925 r. uchwalił, że odzyskana w Palestynie ziemia winna być własnością Heren Kajemet (Funduszu Narodowego), a posiadacz gruntu jest użytkownikiem. We współczesnym państwie Izrael Żydzi starają się wrócić do sakralnego monizmu prawa prywatnego i publicznego – rozbudowują własność zbiorową w formie np. kibuców i starają się całe życie prywatne obywateli poddać pod władzę państwa i związanych z nią organizacji oraz podporządkować religii żydowskiej. Jednakże pewna część społeczeństwa izraelskiego sprzeciwia się temu dążąc do rozdziału prawa prywatnego i publicznego.
Po raz pierwszy w dziejach, w starożytnej cywilizacji rzymskiej, pojawia się całkowite wyodrębnienie prawa publicznego od prywatnego i dopiero tam powstaje społeczeństwo odrębne od państwa. Trójprawo i w ogóle prawo prywatne obywateli było w republice rzymskiej niezależne od władzy konsulów czy trybunów. Prawo obydwu rodzajów musiało też być bezwzględnie szanowane zarówno przez obywateli, jak i przez władzę państwową.
Podobny dualizm prawny i niezależność społeczeństwa od państwa, mamy w nowoczesnej cywilizacji łacińskiej.
W cywilizacji bizantyńskiej, która powstała w wyniku przenikania elementów cywilizacji Wschodu do cywilizacji rzymskiej, znowu nastąpił przerost prawa publicznego, które dąży do wchłonięcia prawa prywatnego. Wyrazicielem prawa publicznego staje się władca państwa (antropolatria). Społeczeństwo w cywilizacji bizantyńskiej może istnieć i organizować się, ale tylko o tyle, o ile państwo na to zezwala. Państwo przepisuje zarazem zakres i formy organizacji społecznej. Prawo prywatne jest też wciąż osłabiane i ograniczane przez prawo państwowe. Społeczeństwo albo wykonuje polecenia władz państwowych (tj. zachcianki biurokracji oraz jej spekulacje polityczne i gospodarcze), albo też dana organizacja społeczna jest uznawana za antypaństwową i przez biurokrację niszczona. Prawo prywatne jest ograniczane według uznania biurokracji, wszelkie stosunki prawne, zwłaszcza wynikające z prawa prywatnego, są kasowane jeżeli sprzeciwiają się interesom biurokracji. Państwo w cywilizacji bizantyńskiej opiera się nie na społeczeństwie, lecz na biurokracji i etatyźmie.
Widzimy więc, że w cywilizacjach – turańskiej, bramińskiej, chińskiej i arabskiej, mamy monizm prawa prywatnego i publicznego, przy czym publiczne opiera się na wyolbrzymionym prywatnym. Warto przy tym zauważyć, że są to zarazem – historycznie rzecz biorąc – cywilizacje częściowo lub całkowicie poligamiczne i oparte na strukturach rodowych.
W cywilizacji żydowskiej mamy monizm prawa prywatnego i publicznego oparty na sakraliźmie religijnym. W bizantyńskiej mamy prawo prywatne i publiczne, ale prywatne jest pochłaniane przez wyolbrzymione publiczne. Dlatego też cywilizacja bizantyńska stanowi swego rodzaju typ pośredni.
Tylko w cywilizacji łacińskiej oraz w starożytnej rzymskiej mamy całkowity, konsekwentny rozdział prawa publicznego (państwowego) i prywatnego, poszanowanie obu rodzajów prawa i niezależność społeczeństwa od państwa. Warto też podkreślić, że tylko cywilizacja łacińska jest konsekwentnie monogamiczna (w starożytności konsekwentnie monogamiczna była cywilizacja rzymska). Tak więc daleko sięgają skutki monogamii.
Ad 5) Problem źródeł prawa i stosunek etyki do prawa oraz do innych kategorii bytu ludzkiego, stanowi chyba najważniejszy wyróżnik cywlizacyjny. Chodzi przy tym przede wszystkim o to, czy w danej cywilizacji istnieje etyka niezależna od prawa oraz czy panuje zasada nadrzędności etyki w stosunku do prawa i w ogóle w stosunku do innych kategorii bytu społecznego. Łączy się z tym ściśle problem emancypacji sił społecznych w stosunku do państwa i zasada nadrzędności społeczeństwa nad państwem, z której wynika podporządkowanie państwa etyce i uznanie etyki oraz woli społeczeństwa za jedyne źródło prawa oraz zasada, że żadne prawo nie może być narzucone społeczeństwu przy pomocy samej tylko supremacji siły.
Etyka tym zasadniczo różni się od prawa, że jest ona dobrowolna, podczas gdy prawo wyposażone jest w przymus zewnętrzny. Jeżeli przez twory organiczne w życiu społecznym rozumieć będziemy to, co powstaje i rozwija się ewolucyjno-historycznie, za twory zaś mechaniczne uważać będziemy to, co powstaje sztucznie i jest niezgodne z naturalnym kierunkiem rozwoju danego społeczeństwa, wówczas etykę musimy uznać za twór organiczny. Jeżeli zaś chodzi o prawo, to może być ono tworem organicznym (prawo naturalne) i wówczas prawo opiera się na etyce – która je wyprzedza – i tylko sankcjonuje te normy etyczne, które stały się już powszechne w społeczeństwie na danym etapie jego rozwoju; jednakże prawo może też nie być tworem organicznym lecz powstać odgórnie, przy czym może ono albo wynikać z woli władcy państwa (lub zespołu kierującego państwem) i wówczas jedynym jego źródłem jest siła państwa, albo też jego źródłem może być wymyślona sztucznie, a priori, doktryna lub religia (w cywilizacji sakralnej) i wówczas również najczęściej w praktyce siła staje się jego źródłem, gdyż trzeba je sztucznie narzucać większości społeczeństwa. W wypadku odgórno-apriorycznej genezy prawa, powstać może przeciwieństwo i rozbieżność etyki i prawa, co prowadzi do rozbieżności państwa i społeczeństwa oraz do zaniku etyki i społeczeństwa.
W cywilizacjach sakralnych źródłem prawa jest religia, podobnie zresztą etyka wynika z religii, nie ma więc mowy o przeciwieństwie między etyką i prawem, o wszystkim rozstrzyga religia i zdanie kapłanów lub uczonych w piśmie. W sakralnej cywilizacji bramińskiej prawo wynika z przepisów religijnych, jeżeli natomiast problem wykracza poza normy sakralne, wówczas źródłem prawa jest wola ludzi sprawujących władzę (dawniej maharadży, obecnie rządu i parlamentu). Ponieważ zaś w świętych księgach Wedy jest prawo prywatne, ale nie ma publicznego, więc przez całe stulecia maharadża był samowładcą, byle tylko spełniał przepisy rytualne. Dzisiaj miejsce maharadży zajął aparat państwowy. W tych warunkach oczywiście nie mogła rozwinąć się etyka, a organizacja społeczna nie wykracza poza kasty. Ostatnio – od czasów Gandhiego – powstał dość silny ruch zmierzający do rozwoju etyki w życiu publicznym i oparcia na niej organizacji społeczeństwa, trudno jednak jeszcze przewidzieć na ile ruch ten będzie w stanie zmieść dawne normy cywilizacji bramińskiej.
Szerszy zakres ma sakralność żydowska. Istnieje tam etyka obok prawa, ale źródłem zarówno etyki, jak i prawa jest religia, czyli prawo objawione. Interpretacja prawa jest zastrzeżona dla rabinów, w razie rozbieżności zdań, lub gdy problem zasadniczo może być rozwiązany rozmaicie, rabini mają wolny wybór interpretacji. Źródłem prawa jest więc rabin, cadyk, a formalny władca państwa o tyle, o ile rabin przyzna mu kompetencję.
W ostatnich czasach część funkcji religii przejęły tworzone przez Żydów ideologie społeczno-polityczne, a część kompetencji rabinów przejęli żydowscy ideologowie i przywódcy ruchów politycznych opartych na tych ideologiach. Prawo aprioryczne, wynikające z religii lub doktryny, udziela sankcji nie stosunkom istniejącym lub tworzącym się w sposób naturalny, lecz wymyślonym koncepcjom mającym urządzać stosunki według z góry powziętego planu. Prototypem prawa apriorycznego było mojżeszowe prawo agrarne, nadane a priori koczownikom pustynnym, ruszającym na zdobycie Kanaanu.
W ostatnich czasach przykładem takiego aprioryzmu politycznego i prawnego, była działalność dogmatyczno-sekciarskiej grupy działaczy Komunistycznej Partii Polski, która nie chciała docenić roli czynnika narodowego, a potem gdy zdobyła w Polsce władzę, w latach 1948-1956, tworzyła różne aprioryczne prawa – np. mające zmusić chłopa do wstępowania do spółdzielni produkcyjnych. Szczególnie gorliwi w tego rodzaju działalności byli tacy działacze jak: Jakub Berman, Hilary Minc czy Roman Zambrowski, którzy chociaż niejednokrotnie osłabili lub nawet zerwali więzy łączące ich z narodem żydowskim (i w sensie narodowym trudno ich traktować jako Żydów), to jednak zachowali charakterystyczny dla cywilizacji żydowskiej aprioryzm.
W Izraelu władze żydowskie ustanowiły szereg sztucznych praw wynikających z apriorycznej doktryny syjonistycznej, które narzucone zostały odgórnie – jako przykład może tu służyć wywłaszczenie Arabów i osadzenie na roli Żydów, którzy przedtem z rolnictwem nie mieli nic wspólnego.
W cywilizacji turańskiej zawsze głowa państwa stanowiła jedyne źródło prawa (pozostało to nawet u mahometan tej cywilizacji). W związku z tym w cywilizacji turańskiej życie publiczne jest w ogóle bezetyczne, prywatne natomiast bez etyki nie może się obyć i stąd zachodzi stała rozbieżność etyczna życia państwowego i prywatnego, przy czym oczywiście wszystkie nakazy władzy państwowej uważa się za etyczne niejako z natury rzeczy. Władza państwowa decyduje też o tym co rozumne i moralne.
W cywilizacji arabskiej mamy prawo niesakralne (chociaż muzułmanie innych cywilizacji uznają tylko sakralne), którego interpretacja należy do władcy. Wprawdzie w zasadzie w cywilizacji arabskiej źródłem prawa jest nauka, popularyzowana za pomocą specjalnych szkół wyższego typu, jednak niektórzy Arabowie uznają, że może istnieć prawo poza Koranem, byle nie było sprzeczne z nim – ta interpretacja staje się ostatnio coraz bardziej popularna w świecie arabskim. W praktyce jednak głównym źródłem prawa w większości społeczeństw cywilizacji arabskiej była i jest wola osoby stojącej na czele państwa, wyjątek stanowi tu kultura mauretańska, a ostatnio kultura narodu Palestyńczyków.
W cywilizacji chińskiej źródłem prawa był każdy ojciec rodziny, starosta rodowy, przełożony związku zawodowego, coraz wyżej idąc aż do cesarza, a w ostatnich czasach sekretarz partii czy przewodniczący komuny ludowej itp., aż do przewodniczącego Mao lub jego następców. Tylko cesarzowi wolno było tworzyć nowe prawa, miał on władzę najwyższą i miał prawo nawet targnąć się na zwyczaj; analogiczne prawo przysługiwało też przewodniczącemu Mao, zaś teraz przysługuje jego następcom.
Próbowało też w Chinach wielu myślicieli z Konfucjuszem na czele, wymyślać różne sztuczne etyki, które jednak nie przyjmowały się w społeczeństwie i praktycznie panowała naturalna etyka rodowa. Tylko w kulturze japońskiej wytworzyły się pewne instytucje porządku moralnego. Rozdźwięk między niesłychanym konserwatyzmem zwyczaju, a przyznanym władzy państwowej prawem burzenia go, zamienił się w walkę dwóch poglądów na świat i życie, w której tkwi coś z walki dwojga etyk – a ta zamieniała się w dziejach Chin zawsze w gwałtowną rewolucję.
Kiedy w XX wieku nadeszło w Chinach przesilenie spowodowane początkami emancypacji rodziny, zachwiały się podstawy państwa, bo ubyło mu społecznego podłoża. Dlatego też w cywilizacji chińskiej zazwyczaj rządy urządzały rewolucje, nie zaś społeczeństwo. Podobnie też wyglądała sprawa z tzw. Wielką Rewolucją Kulturalną, którą w Chinach urządził sam przewodniczący Mao.
W starożytności cywilizacja rzymska, a współcześnie tylko cywilizacja łacińska, wprowadza prawo (nawet publiczne) podporządkowane etyce i z niej wypływające, a jednocześnie zdecydowanie oddziela je od dziedziny sakralnej. Jednakowa też panuje etyka w życiu prywatnym i publicznym. Podobnie zresztą inne kategorie bytu zostają podporządkowane etyce. Prawa muszą być zatem stanowione przez społeczeństwo, a nie przez państwo i nikt też, nie wyłączając przedstawicieli władzy państwowej, nie może stać ponad prawem, czy też ponad etyką; życie publiczne, państwowe musi być poddane etyce, podobnie jak prywatne. Przez długie wieki państwo rzymskie jako takie nie wydało ani jednej ustawy, ponieważ samo podlegało prawom uchwalanym przez zgromadzenie wolnych obywateli, przez kurie i komicje itp. Prawom tym podlegał zarówno konsul, jak i pontifex maximus. Władza urzędów polegała tylko na wykonywaniu prawa. Oczywiście tak stanowione prawa były prawami organicznie wynikającymi z potrzeb rozwoju społeczeństwa, nie mogły też wynikać z apriorycznie przyjętych doktryn religijnych czy politycznych.
Dzięki temu zarówno w cywilizacji rzymskiej, jak i łacińskiej, nastąpiła emancypacja sił społecznych i hegemonia społeczeństwa oraz etyki nad państwem i prawem. W cywilizacji łacińskiej w średniowieczu, wyrazem tego była zasada niezależności Kościoła od państwa w imię niezależności etyki od prawa, a w czasach najnowszych zasada legalnej opozycji w państwie, moralnie dopuszczalnej, nie stanowiącej niczego niewłaściwego, uprawnionej do publicznej krytyki postępowania rządu. W państwach, gdzie organizacja społeczna jest niezależna i dominuje nad organizacją państwową, wytwarza się forma państwa autonomiczno-obywatelska, oparta na poszanowaniu godności osoby ludzkiej i niezależności społeczeństwa.
Cywilizacja bizantyńska powstała w wyniku przenikania wpływów Orientu (cywilizacji perskiej, syryjskiej, żydowskiej) do cywilizacji rzymskiej, dlatego też w cywilizacji bizantyńskiej mamy rozbieżność etyczną życia państwowego i prywatnego, rozbieżność etyki i prawa oraz państwa i społeczeństwa. Uznanie za etyczne wszystkiego, co jest zgodne z prawem, pociąga za sobą w konsekwencji bezetyczność życia państwowego.
W cywilizacji bizantyńskiej panuje zasada supremacji państwa nad społeczeństwem i prawa nad etyką. Źródłem prawa jest wola władcy państwa i wola wszechwładnej biurokracji, faktycznie nie kontrolowanej przez społeczeństwo i nie podlegającej etyce. Prowadzi to do względności prawa w zależności od sytuacji politycznej, woli władcy i woli biurokracji, a dalej do zaniku etyki nie tylko w życiu publicznym, lecz również w prywatnym.
Z zasady podporządkowania społeczeństwa państwu, wyprowadza się w cywilizacji bizantyńskiej wniosek, o podporządkowaniu religii i wszelkiej ideologii potrzebom państwa. Zarówno w Bizancjum, jak i w Rosji carskiej, głowa państwa uznawana była za głowę kościoła; Kajzar bizantyński uważany był za najwyższego interpretatora kanonów soborowych, on też w ostatecznej instancji rozstrzygał spory dogmatyczne. Religia i wszelka ideologia staje się instrumentem państwa.
We współczesnych odmianach cywilizacji bizantyńskiej, również aktualny szef względnie kierownictwo państwa, czy też szef lub kierownictwo partii rządzącej państwem, uważa się za najwyższą wyrocznię w sprawach ideologiczno-politycznych i prawnych. Prowadzi to do zaniku sił społecznych i oparcia państwa na biurokracji i sile fizycznej. Charakterystyczną dla cywilizacji bizantyńskiej formą państwa jest państwo biurokratyczne, coraz bardziej bezetyczne i oderwane od życia, zatopione w sztucznych koncepcjach i papierowych fikcjach.
O niezależność etyki i społeczeństwa od państwa i prawa formalnego, toczyła się niejednokrotnie walka – pierwszą taką walką była walka papiestwa z cesarstwem o niezależność Kościoła od państwa. Kościołowi chodziło o zasadę, że w pewnych sytuacjach trzeba się sprzeciwić nakazom władzy państwowej w imię etyki i sumienia. W ostatnich czasach również widzieliśmy niejednokrotnie objawy takiej walki – np. hitlerowscy mordercy wielu ludzi, uważali, że są w porządku, gdyż działali z nakazu legalnej władzy państwowej i w oparciu o ustanowione przez nią prawa, natomiast ich przeciwnicy uważali, że te nakazy i prawa były sprzeczne z etyką i prawem naturalnym, a więc zbrodnicze i należało się im sprzeciwić.
Widzimy więc, że tylko w cywilizacji rzymskiej i łacińskiej, nastąpiła emancypacja społeczeństwa spod przewagi państwa, w imię zasady supremacji etyki nad prawem i innymi kategoriami bytu społecznego. Emancypację tą nazywa F. Koneczny emancypacją sił duchowych spod przewagi sił fizycznych. Warto zauważyć, że emancypacja powyższa nie nastąpiła nigdzie tam, gdzie nie ma pełnego wyodrębnienia prawa publicznego od prawa prywatnego, a to z kolei nie występuje nigdzie tam, gdzie nie ma monogamicznej rodziny wyemancypowanej spod władzy rodu. Tak daleko zatem sięgają następstwa monogamii. Koneczny zwraca uwagę, że np. kiedy u Maurów w Hiszpanii zaczęło się zanosić na monogamię, zaraz za tym organizowały się siły społeczne poza organizacją państwa.

 

Wykład NAI pt: Stosunek prawa prywatnego do prawa publicznego.

Litera i duch – artykuły

Duch prawa a litera prawa, czyli rodzina mongolska w Polsce

Do czego w ogóle potrzebne jest prawo?

Pewnie po to, żeby życie społeczne ująć w jakieś ramy, zasady, przepisy, przy stosowaniu których wszystkim powinno się żyć lepiej i bezpieczniej. Nie wiem, czy taka jest definicja- takie jest moje rozumienie prawa i chciałabym, aby taki był duch prawa, czyli myśl przewodnia tworzenia i później respektowania prawa- dążenie do tego, aby życie społeczne rozwijało się w pożądanym i przyjaznym dla człowieka kierunku.

Tyle duch a litera prawa? Zbiór suchych przepisów i norm, które podlegają interpretacji, jako że nie sposób przewidzieć wszystkich zaistniałych sytuacji w konkretnych poszczególnych przypadkach. Musi być jakiś margines od-do obejmujący sytuacje i przypadki nietypowe. Tym samym, jeśli litera prawa dopuszcza różne interpretacje tego samego przepisu, to duch prawa niejako podpowiada, którą z nich zastosować dla dobra i człowieka, i społeczeństwa.

Jak to się ma do ostatniej sprawy, czyli planowanej deportacji z Polski mongolskiej rodziny?

Mnie się po prostu włos jeży na głowie!

Pięcioosobowa rodzina na tyle zasymilowana, że samowystarczalna: kobieta jest tłumaczką /jedną z niewielu w Polsce!!!/ z języka mongolskiego, jej synowie studiują bądź zamierzają studia podjąć, najmłodszy syn urodził się w Polsce… Na temat męża i ojca wiem niewiele, ale skoro ma taką rodzinę i nie wszedł w konflikt z prawem, to chyba jest normalnym i odpowiedzialnym facetem, przynajmniej tak można by wnioskować.

Oby wszystkie polskie rodziny z dziada pradziada tak się prezentowały jak ta mongolska!!

Podejrzewam, że w innym kraju potraktowano by ich jako bardzo cenny nabytek i dość szybko uzyskaliby prawo stałego pobytu czy obywatelstwa. Ale u nas- nie!!!

U nas pan sędzia orzeka, że na czas wydania ostatecznej decyzji /czy wolno im będzie już na stałe mieszkać i pracować w Polsce/ mają być przeniesieni do ośrodka dla uchodźców na okres… do 90 dni! Na to już trzeba biurokraty i urzędasa w najbardziej satyrycznym wydaniu a nie sędziego z prawdziwego zdarzenia. LICZY SIĘ LITERA PRAWA!!! TYLKO I WYŁĄCZNIE LITERA PRAWA!!! NIC INNEGO NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA!!!

Można wyrwać 11-letnie dziecko ze szkoły, z grupy rówieśniczej, można rozwalić rodzinne życie i z trudem wypracowaną stabilizację tylko dlatego, że pan sędzia, zakładając togę, napęczniał dumą, że będzie decydował o ludzkim losie i zadecydował… o trzymiesięcznym odosobnieniu od normalnej ludzkiej egzystencji, potraktował jak groźnych przestępców, których pewnie trzeba pilnować…

Aż chce mi się powtórzyć, że Polska to dziki kraj! I jest mi po prostu wstyd!!!

Podpisałam petycję do Rzecznika Praw Obywateskich. Czy mój głos będzie miał jakieś znaczenie? Nie wiem, ale to jedyne, co w tej sprawie mogłam zrobić… 🙁

Źródło: http://babciabezmohera.blox.pl/2011/02/Duch-prawa-a-litera-prawa-czyli-rodzina-mongolska.html

 

Duch i litera

10 lutego 1978 roku zgłosiłam się do szpitala przy Żelaznej do porodu, ale lekarz odmówił przyjęcia mnie na oddział bez skierowania, które zostawiłam w domu. „Czy bez tego papierka dziecko się nie urodzi”?- zapytałam. „Może się i urodzi, ale będzie nieważne, a to tak jakby go nie było”- odparł dowcipnie lekarz.
Wtedy jak w iluminacji dotarła do mnie różnica między duchem prawa i literą prawa. Miałam pełne prawo do korzystania z usług tego szpitala, gdyż był to mój szpital rejonowy. Byłam ubezpieczona i miałam przy sobie książeczkę ubezpieczeniową.. Skierowanie było nic nieznaczącym świstkiem papieru.
Dominacja litery prawa nad duchem prawa, obca naszej łacińskiej cywilizacji dotarła do nas pośrednio  z USA.
W Stanach Zjednoczonych, gdzie w wielu stanach dopuszczalna jest aborcja w dowolnym stadium ciąży, o statusie egzystencjalnym dziecka decyduje wpis: birth lub partial abortion. W pierwszym przypadku płód jest człowiekiem ratowanym w razie potrzeby przy użyciu wszelkich dostępnych środków medycznych, w drugim strzępem tkanki, który wyląduje w kuble na odpadki. Zdarza się, że w tym samym szpitalu w tym samym czasie rodzą się dwa 8 miesięczne wcześniaki. Jedna matka zgłosiła się do porodu i jej dziecko personel biegiem niesie do inkubatora. Druga do aborcji- i to, jednakowo zdolne do życia dziecko, jeżeli nie zostało zabite w czasie porodu, dogorywa w kuble.
W Stanach Zjednoczonych jeżeli dowody w jakiejś sprawie zostały zdobyte niezgodnie z procedurą prawną sąd nie zgadza się na ich użycie.
Podobnie – jeżeli funkcjonariusz zapomniał wypowiedzieć odpowiedniej formuły,  jego czynność prawna jest nieważna.
Sąd II instancji uniewinnił Sawicką tylko dlatego, że zdaniem sądu przedstawione dowody jej przestępstwa zostały uzyskane z naruszeniem obowiązujących procedur.
Wchodzimy w szpony zupełnie obcej dla nas kulturowo cywilizacji, gdzie ważna jest litera prawa a nie duch prawa i gdzie morderca złapany z dymiącym naganem nad zwłokami, może zostać uniewinniony tylko dlatego, że zatrzymujący go funkcjonariusz zapomniał wypowiedzieć obowiązującej przy zatrzymaniu formułki.

Źródło: http://naszeblogi.pl/37931-duch-i-litera

 

Co ważniejsze: Duch, czy Litera?

To pytanie jest – tak naprawdę – na miarę hamletowskiego „być, albo nie być”. No właśnie – z kim być? Z duchem, czy z literą?

Kiedy zmienił się nam ustrój mieliśmy nadzieję, że wreszcie będziemy mieli bezpośredni wpływ na sprawy naszej Małej Ojczyzny. To takie trochę nieudolne połączenie pojęć ojczyzna i ojcowizna. W mentalności niemieckiej zwanej krótko i dla wszystkich (Niemców) zrozumiale Heimat – miejsce urodzenie, pochodzenia, zamieszkiwania. Tam gdzie „moja chata skraja” – jak pisał poeta. Nasza Mała Ojczyzna.

W nowym ustroju społecznym, w instytucji zarządzającej najmniejszą jednostką administracyjną – gminą – nie miało być urzędników, ale pracownicy samorządowi. Chciano w ten sposób znieść wreszcie bariery pomiędzy mieszkańcem a władzą, aby wymóc sytuację, kiedy organ administracji terytorialnej byłby prawdziwie służebny w stosunku do społeczności lokalnej. Żeby w sytuacji kiedy pracownik samorządowy stanie przed dylematem jak ma interpretować pojemny, pozwalający na to przepis, zawsze czytał go w jego duchu – na korzyść członka społeczności lokalnej, a nie chował się za suchą, bezduszną jego literą. Taka była idea nowego ustroju, przesłanie jego zmiany autorstwa nieodżałowanego prof. Michała Kuleszy – współtwórcy reformy samorządowej z 1990 roku.

Wymagało to oczywiście nowego podejścia do sprawowania władzy, armii bezpartyjnych pracowników samorządowych. I był kłopot, bo skąd ich było brać? Przyjęto więc Ustawę osamorządzie gminnym, ich organy nazwano Urzędami i dalej Ustawę o urzędnikach gminnych. I się zaczęło… Litera prawa zapanowała nad jego Duchem, bo urzędnicy gminni okopali się za swoimi biurkami i w trosce o swoją posadę zaczęli interpretować prawo tak żeby mieć święty spokój, żeby się nie wychylać… Tak jest od wielu lat.

Dlaczego ja to – trochę zawile przypominam? Bo słuchałem niedawno audycję radiową RMG (9 stycznia br.), która poświęcona była kondycji gorzowskiej kultury. Zaproszone do dyskusji były też dwie panie: dyrektor Wydziału kultury, Sportu i Promocji UM – dr Ewa Pawlak i Alina Czyżewska, aktorka, modus operandi Inicjatywy Obywatelskiej Ludzie Dla Miasta. I stała się rzecz zastanawiająca. Obie panie mówiły o tym samym, odnosiły się do tych samych uwarunkowań, odwoływały się do tej samej Strategii Rozwoju Kultury przyjętej dla Gorzowa. Ale mówiąc o tym samym mówiły zupełnie nie to samo. Bo urzędująca Pani Dyrektor Wydziału mówiła o Literze, a Alina Czyżewska o Duchu podjętych (czy raczej zaniechanych) działań.

I wraca fundamentalne pytanie: co jest ważniejsze: duch, czy litera?

I nie ma na to pytanie – w tym konkretnym przypadku – jednoznacznej odpowiedzi. Bo wszystko zależy od tego kto i w jakiej intencji pyta. Jeżeli pytał by np. przełożony Pani Dyrektor, urzędnik (najemnik Pana Prezydenta, jak sam siebie w rozmowie ze mną określił) przytłoczony wieloma innymi sprawami, zmuszony do trzymania się Litery przyjętego z całą powagą Urzędu i pięknie oprawionego Aktu Prawa Miejscowego zmuszony rozstrzygać co ważniejsze, to… jakie ma wyjście? Litera jest zawarta w Strategii – namacalna, konkretna. Otworzy Akt i Litera w nim jest. ADuch? Ulotne to, niemierzalne… jak to ująć w sprawozdaniach? A, że gdzieś tam, z tyłu głowy plącze się pewnie – zapamiętana ze szkoły – złowieszcza przestroga romantyków „… bez ducha to szkieletów ludy…”. I dalej coś o młodości, skrzydłach, wzlataniu ponad poziomy… Ale to dawno już było – zapomniał pewno. Może to i dla Niego lepiej?

Źródło: https://stoliknumer1.pl/mojewyboje/co-wazniejsze-duch-czy-litera/

Teorie dowodów sądowych. Obraz polskiego sądownictwa…

Teorie dowodów sądowych. Obraz polskiego sądownictwa…

Teorie dowodów sądowych. Obraz polskiego sądownictwa…

Wymiar sprawiedliwości stanowi fundament porządku prawnego. Decydenci polityczni zauroczeni zbiurokratyzowanym wzorcem państwa prawa starają się ze wszech miar budować autorytet wymiaru sprawiedliwości zapominając o najważniejszym elemencie – wprowadzeniu w system szkolnictwa i w sądownictwie nowoczesnych teorii dowodów sądowych.

Najstarsze teorie dowodów sądowych opierały się na przekonaniu o doraźnym, bezpośrednim sterowaniu przez Boga. W związku z tym, że nie wiedziano, które zeznanie jest prawdziwe, a które nie, stosowano praktyki takie jak wrzucanie na głęboką wodę czy pojedynek. Wierzono bowiem, że opatrzność wyratuje tego, co mówi prawdę. Nowatorskim przełomem w ocenie dowodów i teorii dowodów była procedura inkwizycyjna, która wprowadziła i stosowała arytmetykę dowodów. Po pierwsze obowiązywała zasada swobodnej oceny dowodów przez sąd inkwizycyjny, ale nie tak swobodnej żeby mogła ignorować zasadę teorii dowodów. Tym samym określono jakiego typu zeznania liczy się jako pełen dowód, jakiego typu jako półdowód, czy też ćwierć dowód. Wyrok sądu inkwizycyjnego stanowił natomiast arytmetyczną wypadkową zebranego materiału dowodowego…
Podstawą studiów prawniczych i przygotowania zawodowego przyszłych sędziów do 1948 roku był przedmiot:

Teoria Prawa: część I: Socjologia, część II: Psychologiczno-socjologiczna teoria nauk prawnych, które wykładał wybitny profesor Henryk Piętka.

Ze studiów po 1948 roku (po przejęciu szkolnictwa przez Jakuba Bermana) usunięto przede wszystkim elementy służące do samodzielnej oceny dowodów. Przed 1948 rokiem były to 2 lata propeudetyki filozofii, 4 lata łaciny, 2 semestry logiki na których opierała się metodologia pracy prawnika. Przedmioty te służyły jako narzędzie w dochodzeniu do prawdy jako celu procesu.
W okresie stalinowskim powstała w ZSRR teoria dowodów sądowych, której głównym twórcą był Andrzej Wyszyński. W swej teorii stwierdzał, że: „Sąd nie jest skrępowany żadnymi formalnymi wymogami i wymaganiami ani odnośnie do oceny dowodów, ani też przy ich wyjednywaniu.” Teorie te były (i w zasadzie w różnych wymiarach są) stosowane zarówno w ZSRR jak i państwach o ustrojach demokracji ludowej, w tym w Polsce.
Ta swoista swobodna ocena dowodów obowiązuje do dziś. W 2006 roku oburzył się na to minister Ziobro, który rozumując logicznie przyznał, że sąd może swobodnie zawyrokować, że siła grawitacji nie działa, albo, że 2+2=6 a nie 4 i według procedur obowiązującej w Polsce nie jest tym skrępowany. Ponadto, w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z dnia 31 maja 2006 roku (syg. IV SA/Po 1146/04), stwierdzono, że: „w prawie polskim nie obowiązuje legalna teoria dowodów, wskazująca na większą moc dowodową jednych dowodów w stosunku do innych dowodów”.
„System dowodów (wg A. Wyszyńskiego) opiera się na zasadzie przekonania wewnętrznego, a mianowicie socjalistycznego przekonania sędziego uzbrojonego w socjalistyczną świadomość prawną i prawdziwie naukową metodologię marksizmu-leninizmu”. Praktyczne zastosowanie głoszonej przez A. Wyszyńskiego teorii doprowadziło do stosowaniu 3 zasad:

1. Do tego by skazać oskarżonego nie jest konieczne udowodnienie mu winy w stu procentach lecz wystarczy tylko jej uprawdopodobnienie ( w takim stopniu by sędzia nabrał przekonania o winie oskarżonego, w praktyce zaś sędzia już od początku rozprawy miał takie przekonanie gdyż ufał socjalistycznym organom bezpieczeństwa i prokuraturze).

2. Za współdziałanie można uznać jakikolwiek związek danej osoby z popełnionym przestępstwem lub nawet tylko z przestępcą, a zatem do skazania oskarżonego nie jest nawet konieczne uprawdopodobnienie (czy tym bardziej udowodnienie) popełnienia przez niego czynu przestępczego, wystarczy tylko wykazać jakikolwiek jego kontakt z przestępstwem lub z przestępcą; na tej zasadzie opierała się cała kategoria prawna członków rodzin tzw. „wrogów ludu”,

3. Przyznanie się oskarżonego do winy stanowi samodzielny, pełnowartościowy dowód (w praktyce było traktowane jako tzw. „korona dowodów”), z tej zasady brała się swoista konieczność stosowania praktyk powodujących wymuszone przyznawanie się do winy oskarżonych lub wymuszanie fałszywych zeznań świadków świadczących przeciwko oskarżonym, które to zeznania mogły być jedynym dowodem w sprawie.

W okresie gdy władzę w ZSRR sprawował Nikita Chruszczow potępiono oficjalnie błędy i wypaczenia okresu stalinowskiego, w tym również praktyki A. Wyszyńskiego i jego teorię dowodów sądowych. Jednak do czasów nam współczesnych nie zastąpiono jej żadną inną teorią dowodów sądowych, w rezultacie czego elementy tej teorii nadal funkcjonują w praktyce nie tylko krajów powstałych w wyniku rozpadu ZSRR, ale nawet dawnych tzw krajów demokracji ludowej – w tym Polski już w okresie istnienie III RP. Zwracał na to uwagę doświadczony sędzia Janusz Wojciechowski w artykule „Dowód koronny” (Rzeczpospolita z dnia 4 marca 1996r.) pisząc:

„nie zapomnę wstrząsającej sprawy chłopaka oskarżonego o zabójstwo własnej matki. Przyznał się i siedział ponad rok w areszcie zanim obiektywne dowody wykluczyły jego sprawstwo. Przepadła zarazem szansa złapania prawdziwego zabójcy. Pamiętam inną sprawę – mężczyzny oskarżonego o zabicie kobiety, wieczorem na skraju miasta. Też się przyznał, przesiedział 3 lata aż się okazało, że kobieta prawdopodobnie w ogóle nie została zamordowana, tylko ja samochód zabił”.

 Ten sam sędzia w artykule „Przyznanie się do winy, czyli utrudnianie śledztwa” (Rzeczpospolita z dnia 12 grudnia 1996r.) pisał:

„Może zabrzmi to jak herezja, ale tak to widzę na gruncie własnych sądowych doświadczeń, że nie ma nic gorszego dla śledztwa niż podejrzany ochoczo przyznający się do winy. Prowadzący śledztwo tracą wtedy głowy. Przestają myśleć o zabezpieczeniu śladów, eksperymentach, ekspertyzach, opiniach, poszukiwaniach obiektywnych, wiarygodnych świadkach. Nic tylko przesłuchują podejrzanego dziesiątki razy maglują na wszystkie strony od świtu do wieczora i kupują największe brednie. (…) A potem przed sądem oskarżony oświadcza niespodziewanie, że nie jest winien i że się nie przyznaje. Poprzednie wyjaśnienia są nieprawdziwe, bo go do nich nakłaniano, zastraszano albo bito. (…) No i wtedy wychodzi na jaw przykra prawda, że poza odwołanym przyznaniem się to właściwie innych dowodów nie ma. I oskarżenie zaczyna się sypać.”

 Przytoczone wyżej fakty świadczą o tym, że w naszych organach ścigania funkcjonuje podejście zgodne z przytoczoną wyżej trzecią zasadą stalinowskiej teorii dowodów. O tym, że również funkcjonuje zasada pierwsza świadczą dość częste przypadki gdy to co zostało uznane za dowód przez jednego sędziego, nie jest uznawane przez innego (potwierdzać mogą to wypowiedzi Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego).O funkcjonowaniu drugiej zasady (A.Wyszyńskiego) świadczy chociażby proces byłego prezydenta A. Kwaśniewskiego przeciwko redakcji „Życia”, która zarzuciła mu fakt kontaktu z rosyjskim dyplomatą, który miał być równocześnie oficerem rosyjskiego wywiadu, podczas pobytu w ośrodku  wczasowym w Cetniewie.
Od ponad pół wieku kształceni są prawnicy nie wiedząc nawet o istnieniu takiego przedmiotu jak teoria dowodów sądowych. Uważa się, że dowodem jest to co sąd za dowód uzna. Zapomina się przy niestety o tym, że w cywilizowanych krajach chodzi o niezależność od nacisków społecznych a nie od nauki.
W systemie stalinowskim o winie oskarżonego czy nawet tylko podejrzanego, rozstrzygały władze polityczne, sąd zaś wyrokował zgodnie z ich wolą nie licząc się zbytnio z dowodami. Stosowanie wspomnianych zasad nie pasuje do obecnej polskiej rzeczywistości, w której sędzia wydając wyrok nie powinien działać według dyrektyw władz politycznych, czy jakichkolwiek innych, zaś brak nowoczesnej teorii dowodów zarówno na studiach prawniczych, jak i w praktyce naszego sądownictwa, obniża sprawność i autorytet wymiaru sprawiedliwości.
Źródło:  http://twx.bloog.pl/id,3909537,title,Teorie-dowodow-sadowych-Obraz-polskiego-sadownictwa,index.html?smoybbtticaid=6167fe
Józef Kossecki o teorii dowodów sądowych w kontekście śmierci gen. Petelickiego
https://www.youtube.com/watch?v=OYChB2prSVA

Widmo Wyszyńskiego – Maciej Henryk Górny

„Jako jest z jednostkami, tako i z narodami – tłumaczył Filus. -Żadne społeczeństwo nie będzie na tyle głupie, by wolało praworządność i niewolę niż bezprawie i władzę.”
Marek Tulliusz Cyceron, „O państwie”

Po kraju krąży widmo. Widmo Wyszyńskiego. Lękają się go… . No właśnie. Kto się lęka i o jakiego Wyszyńskiego w ogóle chodzi??? Nazwisko Wyszyński kojarzy się przeciętnemu Polakowi wyłącznie ze Stefanem kardynałem Wyszyńskim, Prymasem Polski. Tymczasem znacznie większy wpływ na dzieje świata i w tym niestety na krajowe organa śledcze, wymiar sprawiedliwości, biurokrację etc. miał i ma ciągle Andrzej Januarowicz Wyszyński. – Absolwent polskiego gimnazjum, następnie uznany prawnik carskiej Rosji, mienszewik „nawrócony” na bolszewizm, rektor Uniwersytetu Moskiewskiego, w końcu osławiony prokurator generalny ZSRR, autor podręczników tłumaczonych na wiele języków (w tym rzecz jasna i na polski), twórca stalinowskiej teorii dowodów sądowych, minister spraw zagranicznych. Choć został on pośmiertnie potępiony jeszcze za Chruszczowa, jego protegowani poddani szykanom, a jego teorie przestały być obowiązującą wykładnią prawa i instrukcjami praktyki śledczej w Kraju Rad oraz w bratnich krajach demokracji ludowej to jego koncepcje do dziś pokutują w praktyce zawodowej oraz mentalności części funkcjonariuszy organów ścigania, służb inspekcji i kontroli, a zdarza się, że i sędziów.

Wbrew obiegowej opinii Andriej Wyszyński nie uznawał przyznania się za najlepszy dowód. Podobnie jak dzisiejsi luminarze prawa, historii, socjologii etc. wyśmiewał zasadę „confessio est regina probationum”, jako przeżytek średniowiecza. (NB! Trzeba jednak przyznać, że w ocenie średniowiecznej praktyki śledczej był znacznie bardziej obiektywny i uczciwy niż niektórzy z nich. Podkreślał chociażby, że procedury stosowane przez Świętą Inkwizycję stanowiły ogromny postęp wobec świeckiej praktyki śledczej tego okresu.). Najważniejszy był dla niego donos. Donoszenie uznawane było za cnotę obywatelską. Donos był nie tylko źródłem wiedzy operacyjnej, ale pełnił również funkcję samoistnego i niezwykle „wiarygodnego” dowodu w postępowaniu sądowym. Ponadto donosiciel, jako wzorowy obywatel, automatycznie stawiany był poza podejrzeniem. Wykładnia prawa, aby mieć jakikolwiek sens, zdaniem Andrieja Januarowicza, winna być motywowana politycznie. Samo uprawdopodobnienie winy było dla prokuratora
Wyszyńskiego wystarczające do skazania człowieka. Uprawdopodobnieniem zaś mogło być li tylko wykazanie związku oskarżonego z przestępstwem bądź przestępcą. Było to przeciwieństwo polskiej przedwojennej praktyki śledczej, gdzie donosiciel, o ile nie był ofiarą, traktowany był z największą podejrzliwością. Ponadto przed sądami obowiązywała zasada „jeden świadek- żaden świadek”. Pomińmy już funkcję sędziego śledczego, który nie będąc stroną postępowania mógł je nadzorować w sposób bezstronny i rzeczowy. Funkcję tę należałoby rzecz jasna przywrócić, ale to zagadnienie na zupełnie osobny tekst.
Dla nikogo kto zawodowo lub naukowo styka się z praktyką dochodzeniowo- śledczą lub choćby interesuje się tym tematem nie stanowi żadnej tajemnicy fakt, że niektórym przepisom, procedurom, zwyczajom i ludziom związanym z organami ścigania, służbami kontroli i inspekcji, czy z wymiarem sprawiedliwości, bliżej jest do stalinowskich, niż do przedwojennych polskich standardów. Podkreślam przy tym słowo NIEKTÓRYM. Wielu z tych ludzi bowiem wykonuje swoją pracę w sposób uczciwy i stroni od tego typu praktyk. Wielu chciałoby wykonywać swoją pracę skuteczniej i rzetelniej, ale hamują ich kulawe rozwiązania prawno- organizacyjne. Ilość przykładów bolszewizacji jest jednak zatrważająca.
Udowadniać swą niewinność zobowiązani są oskarżeni o zniesławienie lub pomówienie (mimo, iż są to przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego). W podobnej sytuacji znajdują się oskarżeni o molestowanie. Wiara zaś jaką niektórzy śledczy, (a w ślad za nimi zdarza się i, że niektórzy sędziowie), przykładają do pomówień współoskarżonego ma nieraz charakter magiczny. Tak więc donosicielstwo nadal traktowane jest przez niektórych jako cnota, a donosy stanowią nieraz koronny a czasem i jedyny dowód w sprawie. Nawet ponawiane stanowisko Sądu Najwyższego nakazujące traktować dowody z pomówień współoskarżonego z najwyższą ostrożnością i z ponadprzeciętną skrupulatnością nie dociera do niektórych pogrążonych w rutyniarstwie i lenistwie (a czasem karierowiczostwie i chorych ambicjach) śledczych. Co gorsza zdarzają się i sędziowie, którzy przyjmują narrację takich śledczych, czasem wręcz kopiując i wklejając tezy z aktu oskarżenia do uzasadnień swoich wyroków (co znów potępiał Sąd Najwyższy). Skandalem jest nie tylko fakt, że zdarzają się sędziowie ignorujący stanowisko Sądu Najwyższego w tej sprawie, ale i to, że Sąd Najwyższy w ogóle stanął wobec konieczności zajęcia się zagadnieniem, które dla każdego normalnego prawnika winno być oczywistym.
Tymczasem zdarzają się prokuratorzy mający swoich nadwornych gangsterów, którzy dziwnym trafem „posiadają wiedzę” w tych postępowaniach, w których ci prokuratorzy nie posiadają żadnego innego dowodu. Pewien oskarżony spędził w areszcie śledczym wiele miesięcy tylko dlatego, że jeden z tych nadwornych gangsterów „przypomniał” sobie, że jakiś więzień (którego danych rzecz jasna nie pamięta) pod celą wspominał, że ów oskarżony był zamieszany w działalność zorganizowanej grupy przestępczej przy braku jakichkolwiek innych dowodów. Podobny los spotkał adwokata, który na podstawie li tylko pomówień bandyty został aresztowany przed salą rozpraw (na której miał występować zawodowo) i osadzony w areszcie. Adwokatowi temu udało się wybronić, ale zdarza się, że ludzie są na podstawie tych pomówień, niepodpartych żadnymi innymi dowodami, skazywani. Tak więc można trafić za kratki tylko za sprawą pomówień bandyty, czasem skonfliktowanego z oskarżonym. Mamy więc do czynienia z ogromnym regresem w stosunku do praktyk stosowanych przez Świętą Inkwizycję, która nie traktowała zeznań osób skonfliktowanych z oskarżonym jako dowodu. Na domiar złego przypadki karania za fałszywe zeznania i donosy są niezwykle rzadkie, a kary śmiesznie niskie. Dodajmy do tego śledztwa motywowane politycznie (ad exemplum: sprawa profesora Romualda Szeremietiewa), ideologicznie (sprawa skopanego 11 11 11 przez policyjnego bandytę Daniela Kloca), czy ekonomicznie (sprawa Romana Kluski, założyciela Optimusa), a także przypadki wtargnięć oddziałów antyterrorystycznych do niewłaściwych mieszkań i otrzymujemy całkiem przerażający obraz.
Obraz ten jednak nie był dotychczas dostrzegany przez większość społeczeństwa. Większość ludzi widziała jedną stronę medalu- okrutni bandyci otrzymują stosunkowo łagodne wyroki, skorumpowani i skrajnie niekompetentni urzędnicy często pozostają bezkarni podobnie jak politycy- zdrajcy. „Statystyczni” Polacy nie zdawali sobie sprawy z tego, jak łatwo być oskarżonym, jak łatwo zrobić z kogoś bandytę. To się zmieniło.
Andrusza nie przypuszczał chyba, że jego upiorne widmo stanie się przyczyną masowych protestów za sprawą forsowanej przez koncerny z USA umowy międzynarodowej (ACTA), którą podpisano 20 lat po upadku Sojuza. W oczach zdezorientowanych i zaskoczonych politykierów ukazało się za to widmo innego Wyszyńskiego- Prymasa Stefana kardynała Wyszyńskiego. Znów słychać głośne „Non possumus!”. W oczach skonfundowanych pachołków systemu, który stanowi żałosne popłuczyny po bizantynizmie, ukazał się duch Cywilizacji Łacińskiej. Cywilizacji, w której etyka stoi ponad prawem, co na gruncie naukowym wspaniale wykazywał prof. Feliks Koneczny, a co w praktyce duszpasterskiej wcielał w życie Prymas Wyszyński.
Zaskoczenie to wynika z jednej strony z ogromnej siły jaką posiada w sobie Łacińskość, z tego, że łacińskie algorytmy są głęboko zakodowane w polskim społeczeństwie. Z tego, że do protestu dołączyły niezwykle różne środowiska- od prawicy po lewicę, od dzieci po starców, od tradycjonalistów katolickich po „wojujących ateistów”, od artystów i kombatantów, przez naukowców i kibiców po adwokatów (vide oświadczenie Okręgowej Rady Adwokackiej w Katowicach) i przedsiębiorców, a nawet niektórych najwyższych urzędników (ad exemplum Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych). Z drugiej zaś strony wynika ono z krótkowzroczności. Ekipa świetnie przygotowana do odnoszenia taktycznych sukcesów za pomocą socjotechnicznych sztuczek, nie ma zielonego pojęcia o strategii, nie mówiąc już o ideologii (bo ta ustalana jest za granicą). Politykierom z reguły wydaje się, że między rządzącymi a rządzonymi występuje sprzężenie proste. Tymczasem w rzeczywistości jest to sprzężenie zwrotne, co opisywał wybitny fizyk i cybernetyk prof. Marian Mazur.
Ponadto ciągłe propagandowe tresowanie społeczeństwa o dominujących motywacjach etycznych w duchu dominacji motywacji prawnych powoduje osłabienie zarówno motywacji etycznych jak i prawnych. Wzmocnieniu ulegają za to motywacje, które znajdowały się na drugim miejscu- a więc motywacje witalne. Zwłaszcza w ich części konsumpcyjnej oraz części dotyczącej pragnienia świętego spokoju, życia wolnego od strachu. I właśnie dlatego Naród Polski odrzuca stanowczo niewolę i wybiera władzę. Wieloletnia propaganda okazała się mieczem obosiecznym. Nawet gdyby po stronie oferowanej nam niewoli stała prawość, sprawiedliwość i słuszność to przy wzroście dominacji norm witalnych mało kto by ją wybrał. Tymczasem naprzeciw niewoli stoją nie tylko władza ale również sprawiedliwość, etyka, zdrowy rozsądek oraz podstawowe zasady naszego systemu prawnego i naszej tradycji prawnej. Jeżeli dołączy do nich wytrwałość to będzie to koalicja cech i wartości, z którą należy się liczyć także przy stopniowym wprowadzaniu rozwiązań a la ACTA w innych aktach prawnych.
Sądy nie mogą być niezależne od nauki! O poststalinowskim systemie sądowniczym etc. – Doc. Kossecki
https://www.youtube.com/watch?v=fdrd4TVWIDI