Kiedy zacząłem uczyć w szkole, spędziłem wiele czasu przewracając kartki podręczników do historii. Omówienia wydarzeń zawarte w tych książkach niezmiennie zawierały przewidywalny zestaw konkretów – co, kto, gdzie i oczywiście kiedy. Ale niemal zawsze wydawało się, że brakuje kontekstu, czyli dlaczego i jak. Jedną z rzeczy, która początkowo zdawała mi się bardzo niejasna było powstanie Trzeciej Rzeszy. W książkach znajdowało się mnóstwo wykresów, map, słownictwa, ilustracji i osi czasowych. Ale znów, żadnego dlaczego ani jak. Dlaczego Niemcy nie tylko tolerowali takiego przywódcę jak Adolf Hitler, ale oklaskiwali jego dojście do władzy? Dlaczego akceptowali okrucieństwa popełniane w ich imieniu w Niemczech i całej Europie? Dlaczego byli do tego stopnia podatni na propagandę Józefa Goebbelsa? Dlaczego byli tak krótkowzroczni, jeśli chodzi o poważne konsekwencje istnienia nazistowskich Niemiec w dłuższej perspektywie czasu? Co uczyniono tym ludziom?

Kto nie zna historii, skazany jest na jej powtórne przeżycie.

Jeśli jesteś nauczycielem realizującym program według podręcznika, historia jest prosta. Rozpoczyna się w 1939 r. Jeśli jednak chcesz się sam czegoś nauczyć i kierujesz się własną ciekawością, możesz łatwo odkryć, że powstanie Trzeciej Rzeszy to historia, która rozpoczęła się ponad sto lat temu i trwa nadal. W pierwszej dekadzie XX wieku, w Królestwie Prus, przyszłych geograficznych i kulturowych Niemcach, rządzący, intelektualiści i przywódcy zdecydowani byli rozwiązać problem indywidualnej i kapryśnej natury swoich żołnierzy, którzy dopuszczali się szalonych i niezrozumiałych zachowań, jak np. uciekali przed kulami w celu ratowania własnej skóry zamiast gorliwie poświęcać życie dla potrzeb państwa. Chcąc wyeliminować ten niezależny sposób myślenia i zastąpić go posłuszeństwem oraz konformizmem, rządzący opracowali pewien system. Nazwali go „szkul”. W ciągu kilku pokoleń system ten zmienił świat. Z pozoru szkoły te powstały, aby dać dzieciom szansę na edukację, lecz bliższe przyjrzenie się sprawie pokazuje, że było niemal na odwrót. W szkołach tych nie chodziło o faktyczną edukację, ale o tresowanie, indoktrynację, przerabianie, formowanie, uwarunkowywanie, klasyfikowanie oraz krzywdzenie dzieci dla potrzeb i pragnień rządzących i przywódców. Szkoły te nadal okradają dzieci z ich wrodzonych talentów, ciekawości, kreatywności oraz indywidualności i zastępują to wszystko ślepym posłuszeństwem wobec państwa i władzy. Przekazem, jaki szkoły te miały dla uczniów mógł być seidl. Dzieci słyszały go głośno i wyraźnie. Nie musiały same myśleć, musiały tylko wierzyć w sposób myślenia swoich władców. Szkoły te uwieczniły bardzo dziwną ideę nacjonalizmu. Dzieci dowiadywały się, że jako indywidualności są stosunkowo nieważne. Były również infekowane ideą, że jako kultura, jako społeczeństwo mają wielkie znaczenie. I że ich kultura i ich społeczeństwo stoją ponad wszystkimi innymi kulturami do tego stopnia, że usprawiedliwiało to przenoszenie własnych przekonań do innych społeczeństw w innych miejscach. Tak wyszkoleni ludzie w rezultacie pozwolili na to, by wciągano ich raz za razem w imperialistyczną politykę państwa. Nigdy nie byli w stanie bliżej przyjrzeć się sytuacji, zorientować się jak bardzo taka polityka krzywdzi ich samych, jednocześnie przynosząc korzyść ludziom u władzy. Nie powinno dziwić, że po dłuższym czasie, gdy tak maszerowali starając się wetknąć własną flagę w różnych miejscach na ziemi, znaleźli się w kompletnej ruinie gospodarczej. Nie mając pojęcia o historycznej przyczynowości, ulegali każdemu, kto obiecywał zmiany i obranie nowego kursu. Jednocześnie nie rozumieli zawiłości stosunków międzynarodowych. Sparaliżowani strachem przed zagranicznymi najeźdźcami, ulegali ludziom, którzy deklarowali, że mogą ich ochronić. Akceptowali zapewnienia tych ludzi, że ich celem jest pokój, nawet jeśli w tym samym czasie prowadzili wojny wyprzedzające. Niestety owo ślepe posłuszeństwo państwu i fikcyjnej zbiorowości ostatecznie zastąpiło troskę ludzi o ich własną wolność i przyszłość jako jednostek. Z tego powodu byli tak haniebnie tolerancyjni wobec powolnego, ale stałego marszu w kierunku państwa policyjnego, które było konieczne, ponieważ ludziom powiedziano, że nie zagrażają im jedynie siły zewnętrzne, ale również wewnętrzne. Z tego powodu akceptowali wydarzenia takie jak podpisanie dekretu Hindenburga, który odebrał im jeszcze więcej wolności osobistych. Z tego powodu tolerowali utworzenie obozów jenieckich. Z tego powodu nie mieli nic przeciwko uzbrojonym mężczyznom, którzy jak burza wdzierali się do domów spokojnych ludzi i wsadzali ich za kratki ze względu na przekonania i zachowania. To dlatego zgadzali się, by dzieciom w szkołach mówiono, że powinny zgłaszać władzom podejrzane zachowania własnych rodziców. I ta właśnie nieumiejętność docenienia, a nawet zrozumienia własnej wolności umożliwiła w końcu rządowi zdobycie takiej władzy, która pozwoliła na aresztowanie i zatrzymanie w kraju każdej podejrzanej osoby. [Kiedy ktoś mówi, że potrzebuje prawnika, słyszy w odpowiedzi, że ma się zamknąć.] Doprowadziła ponadto do rozwoju stronniczego, relatywistycznego systemu prawnego, pełnego „szarych stref” i zasad ustalanych ad-hoc. [To Ranieri jest winny, a nie facet z tasakiem, który dopuścił się morderstwa? To klasyczny przypadek obarczania winą posłańca przynoszącego złe wieści.]. Kiedy ludzie zorientowali się jak niebezpieczni są w rzeczywistości rządzący i jak wiele dodatkowej władzy zagarnęli, nie było możliwości podjęcia jakichkolwiek działań politycznych, które mogłyby rozwiązać problem. Patrząc wstecz, mam nadzieję, że rozumiecie, iż za wpędzenie całego społeczeństwa w totalitaryzm nie był odpowiedzialny żaden z tych ludzi ani jeden człowiek u władzy ani jedna partia. Był to proces, który trwał już od stu lat. Rozpoczął się od szkolenia ludzi, żeby byli głupi. W ciągu ostatnich siedmiu minut być może powstało w was niepokojące podejrzenie, że Amerykanie byli szkoleni, aby stać się podobnym systemem. Taka jest prawda. W latach 40-tych XIX w. system pruski został przeniesiony na grunt Stanów Zjednoczonych przez ojca edukacji publicznej, Horacego Manna. W jego „Siódmym Rocznym Sprawozdaniu” odczytanym przed Radą Edukacji w stanie Massachusetts w 1843 r., Mann pochwalił system pruski, chociaż jednocześnie zmuszony był przyznać, że wywiera niszczący wpływ na umysły dzieci. Ale nie panikujmy. Mann po prostu stwierdził: „jeżeli Prusy potrafią wypaczyć dobroczynny wpływ edukacji w celu wzmocnienia władzy arbitralnej, my z pewnością możemy wykorzystać go dla wsparcia i utrwalenia instytucji republikańskich”. Wobec tego nie jest tak źle.

%d bloggers like this: