S.O. Umysłu – Rozdział VI: Anatomia decyzji

Podejmowanie decyzji jest pierwszym z trzech wewnętrznych zasobów który rozłożymy na kawałki. Odkryliśmy już jak „decyzję definiują życie” – to co tworzy naszą tożsamość unikalną dla każdej osoby na ziemi, składającą się z całkowitej sumy wszystkich podjętych decyzji.
Decydujemy o swoich preferencjach, dalej używamy własnych granic do egzekwowania tych preferencji, dając naszym granicom kształt. W końcu przechowujemy rezultat jako informacje opisujące nasz obraz siebie. W taki sposób nasze decyzje dosłownie pomagają w naszym samo definiowaniu się.

Decyzje są czymś więcej niż definicją życia, znacznie więcej. Są też definicjami wzrostu, tożsamości i dojrzałości. Jakość naszych decyzji zaznacza jak  dojrzali jesteśmy psychologicznie i jest na to dokładny sposób aby to zmierzyć. Pokaże Ci to wkrótce. W międzyczasie nauczmy się tego, że im bardziej dojrzali jesteśmy, tym lepiej jesteśmy wyposażeni aby osiągnąć Trwałe Spełnienie – ukończenie naszej życiowej misji. Sprawdźmy jak to działa.
Jeśli byli byśmy komputerami to podejmowanie decyzji było by naszym „mikroprocesorem”. Wielu ludzi w młodym wieku jest łapanych na pewnych wzorcach odnośnie podejmowania decyzji, które odsłaniają poziom dojrzałości na którym są – nazywamy to Obroną Ego. Psychoanalitycy analizują te „niedojrzałe mechanizmy obronne” i pomagają w wzrastać bardziej dojrzałym mechanizmom obronnym

Jestem pewny, że słyszałeś o „byciu ofiarą”/”postawą ofiary”, utrzymywaniu żalu, byciu pasywno-agresywnym, byciu plotkarzem, widzeniu rzeczy w „czerni albo bieli”, obwinianiu innych za swoje problemy lub „byciu w negacji/zaprzeczeniu/oszukiwaniu siebie”. To wszystko to niedojrzałe mechanizmy obronne ego które psychoanalitycy próbują w nas przełamać.
Te niedojrzałe mechanizmy obronne są prostymi nawykami które są destruktywnym typem podejmowania decyzji. Taka osoba ma prymitywny mikroprocesor – sprawia, że robota jest wykonana w Twoim komputerze, ale w nieefektywny, prymitywny sposób.

Swoją drogą częścią Twojego celu dla zasobu – podejmowania decyzji jest podejmować je w bardziej dojrzały sposób. Robiąc tak powoduje to, że społeczeństwo nagrodzi Cię większącwolnością, drugą nagrodą z Trwałego Spełnienia.
Dla kontrastu dojrzałe mechanizmy obronne ego są jak zaawansowany wydajny mikroprocesor, który całą robotę robi dokładnie i łatwo, bez większego cierpienia.
Czekałeś kiedyś na telefonie dzwoniąc do obsługi klienta firmy komputerowej potrzebując pomocy z niemożliwym problemem który sprawił, że komputer przestał działać? Czekasz pół godziny, godzinę, a potem okazuje się, że nie mogą Ci pomóc? Sfrustrowany? Nie rób tego.
Rozwiń zaawansowany mikroprocesor dla siebie, który prawie zawsze działa doskonale i nie potrzebuje serwisowania.

Poniżej jest kilka aspektów odnośnie decyzji, których musimy się nauczyć, żeby je udoskonalić:
* Decyzje są odpowiedzialne za nasz wzrost, kiedy używamy Obserwacji Ego do ich analizy

* Cały zestaw decyzji które są podobne w swojej naturze, stają „bazą/zapleczem” lub „autopilotem” nazywamy nawykami
* Każda decyzja jaką kiedykolwiek podjąłeś była albo destruktywna, albo konstruktywna.
* Co oznacza także, że są konstruktywne i destruktywne nawyki. Są tym samym co psychoanalitycy nazywają dojrzałymi mechanizmami obronnymi ego i niedojrzałymi mechanizmami obronnymi ego.
* Destrukcyjność jest tym co nazywa się myśleniem lub zachowaniem typu wygrana-przegrana, niedojrzałością, stan bycia dzieciakiem, bycie osobą widzącą świat jako miejsce braku/niedostatku, gdzie nie ma wystarczająco dobrej waluty w obiegu.
*W tym destruktywnym stanie, zwanym także narcyzmem nie możesz czuć się dobrze dopóki ktoś inny nie czuje się źle i nie możesz być „dobrym” dopóki ktoś inny nie jest „zły”. Jest to nadużywanie siły, dziecinada, przestępczość, a nawet to co teologowie nazywają „grzechem” lub „złem” na świecie. Szczur i Zając w naszej bajce używają wyłącznie tego stanu.
* Konstruktywność jest tym co nazywa się myśleniem lub zachowanie typu wygrana-wygrana, dojrzałością, cierpliwością, zorientowanym na tworzenie grup, stanem w którym widzi się świat jako miejsce obfitości, gdzie jest wystarczająca ilość zasobów walut w obiegu dla każdego.
* W tym stanie sposobu podejmowania decyzji, osoba widzi każde działanie jako potencjalnie użyteczne dla innych, widzi szerokie i różnorodne opinie w świecie w sposób w którym „wszyscy z nas są w porządku”. W tym sensie szanują granice innych i ich niezbywalne prawo do opinii
* Jest to siła cywilizacji i moralnego wzrostu, nastawionego w kierunku wyważonego rodzaju decyzji zwanego mądrością. Żółw w naszej bajce wyłącznie używa tego stanu.
* Decyzję egzystują na spektrum funkcji karmione przez dwa pod-typy zasobów, zwane intuicja i sumienie.
* Sumienie jest wewnętrznym zasobem reprezentującym jeden koniec spektrum decyzji. Jest naszym poczuciem moralności, dobre kontra złe, etyką, zmysłem który mówi nam kiedy jesteśmy destruktywni lub konstruktywni dla innych lub otoczenia.
* Intuicja jest wewnętrznym zasobem reprezentującym drugi koniec spektrum podejmowania decyzji. Jest to nasz zmysł „bystrości” lub „obycia w świecie”. Jest to pewnego rodzaju zmysł oszacowywania różnych typów otoczenia/środowiska, aby wiedzieć które mają tendencje do bycia destrukcyjnymi dla nas, a które mają tendencje do bycia konstruktywnymi dla nas. Środkowy punkt tych dwóch nazywa się mądrością – równowaga sumienia i intuicji perfekcyjnie wyważona do wymagań otoczenia z pragnieniami które mamy w środku.
* Kiedy osiągamy mądrość, społeczeństwo chce nam dawać więcej i więcej wolności ponieważ prawie wszystko co robimy przynosi korzyść społeczeństwu poprzez zachowanie typu wygrana-wygrana.
* Później nauczymy się jak nasz zasób podejmowania decyzji łączy się z naszym intelektem, aby stworzyć intencje, pewien rodzaj znaku(celu) lub kompasu, który bezbłędnie zabierze nas do naszych celów.
* Nasz zasób podejmowania decyzji jest jak mikroprocesor komputera, potężna rzecz. Nauczysz się jak zaprojektować. siebie

Głębsze Zrozumienie Decyzji: Nasz PIERWSZY Wewnętrzny Zasób

System 6-1

Pamiętaj, każda decyzja ma destrukcyjny lub konstrukcyjny wynik – dla Ciebie lub dla innych lub dla obu stron. Destruktywne decyzje są zachowaniem, pomysłami lub emocjami typu wygrana-przegrana. Są niedojrzałe i słabego charakteru.
Konstruktywne decyzje są zachowaniem, pomysłami lub emocjami typu wygrana-wygrana. Są dojrzałe i solidnego charakteru.
Znałem raz firmę zajmującą się produkcją środków ochrony zdrowia, której dyrektor który ciągle narzekał jak bardzo nie znosi lekarzy.
Oczywiście było to za zamkniętymi drzwiami, ale było to jego prawdziwym sentymentem. Myślał, że wszyscy są chciwi, sprawiają mu trudności i żyją tylko po to aby bruździć mu w zyskach. Cóż, jego firma była raz pochwalona za wzrost na giełdzie, ale pod jego zarządzaniem firma zaczęła tracić lekarzy.

Teraz im bardziej firma krwawiła personelem lekarskim, tym bardziej dyrektor (CEO) wylewał nienawiść na tych którzy pozostali – jak to byli podstępni i chciwy by opuścić korporację.
Aż w końcu pewnego dnia stało się i firma musiała wycofać się z kilku zachodnich stanów, ponieważ zbyt wiele lekarzy słyszało co dzieje się w ich firmie.
Nawet nie musieli słyszeć tego z ust prezesa – wyczuwali to w zachowaniu jego firmy.
To jedno, samotne decyzje łącznie z prostackim językiem w stronę pracowników rozpaliło bardzo destrukcyjne nawyki u tego człowieka.

Nawyk rozrastał się dając chwilowo wyższe zyski kosztem jego źródeł czyli lekarzy dla niego pracujących.
Jednak na dłuższą metę, jego niedojrzałość zdziesiątkowała firmę.

Destrukcyjność wytworzyła negatywne momenty w jego osobistym rozwoju. Jeśli miałeś jakieś zwyżkowe ruchy i wzrost, to te negatywne momenty zwolnią i możliwe, że przyczynią się do cofania rozwoju jeśli będziesz wystarczająco destrukcyjny przez wystarczający okres czasu. Wtedy cofasz się do niższego stanu życia. W efekcie Twoja niedojrzałość sprawi, że poczujesz się „mniej żywy”.
Z innej strony, słyszałem raz o dwóch kobietach które miały do podjęcia dwie ważne decyzje – jak sobie poradzić ze śmiercią swoich dzieci. Miały wybór, aby zgorzknieć, stać się złośliwymi i popaść w niekończącą się depresje lub zrobić coś konstruktywnego i pozytywnego.
Miłość, która wlewała się w nich ze strony społeczności, dzięki czemu czuły się dobrze i uzdrowione w małej części.
Posuwając się na przód rozpoczęły zbiórki pieniężne w imieniu swoich synów – na co społeczność odpowiedziała gwałtownie. Zaczęły akcje non-profit która obecnie rozrasta się – M.A.D.D. Mother Against Drink Driving (Matki Przeciwko Pijanym Kierowcom). Fundacja która pomaga milionom, wszystko zaczęło się od konstruktywnej decyzji prowadzącej do konstruktywnego nawyku.
Konstruktywność produkuje pozytywne momenty dla Twojego rozwoju osobistego. Jeśli miałeś jakieś zniżkowe ruchy i regresje, możesz to zawrócić poprzez konstruktywność.

Pamiętaj, odkąd biolodzy definiują „życie” jako „moc podejmowania decyzji przez istotę”, podejmowanie jakichkolwiek decyzji sprawia, że istoty wzrastają i czują się „bardziej żywi i wolni”. Brak podejmowania decyzji z jakiegokolwiek powodu powoduje, że indywiduum przestaje rosnąć i czuje się „mniej żywe” nawet szybciej niż mogą to zrobić destrukcyjne decyzje powodujące regresje.

Szczur w naszej bajce nie podejmuje decyzji i szybko poczuł się mniej żywy – pewien rodzaj destrukcyjności w absentia, „Najgroźniejszy człowiek to ten który nic nie ma”.
Teraz Zając w naszej bajce jest definitywnie podejmującym destruktywne decyzje i tworzącym destruktywne nawyki. Myśli, że naprawdę „żyje na wysokich obrotach” ,ale wypala się szybko. Z kolei Żółw jest podejmującym konstruktywne decyzje w nas – jest najbardziej żywym w nas. Użyj swojej Żółwiej mocy.

Momenty są tym dzięki czemu Żółw przekroczył linię mety. Pozytywne momenty. W fizyce moment jest z klasyfikowany jako „masa, czas i prędkość”. To znaczy, że możemy budować momenty, albo przez dodanie większej „masy” do naszych zasobów, albo przez bardziej efektywne ich użytkowanie, nawet jeśli mamy mniejszą całkowitą ich „masę”.
Pomyśl o tej fizycznej idei momentu w odniesieniu do swoich nawyków. Niosą one momenty w sobie. Nawyki są gromadą różnego rodzaju decyzji, którą mają ze sobą coś wspólnego. Jeśli podjąłeś masę podobnych decyzji, wtedy masz sporą „Magę” nawyku w danym momencie. Jeśli masz tendencje aby te podobne decyzje podejmować szybko i wydajnie, masz tendencje do tego aby w przyszłości przyspieszyć ten nawyk.

Zdobywanie większej „masy”, potem możliwe, że większej szybkości z czasem da Ci więcej szans, aby zebrać nową „masę/obciążenie” do nawyku. Działa to w obydwu przypadkach zarówno pozytywnych jak i negatywnych nawykach, cykl zatacza kręgi raz po raz, z każdym kolejnym razem jest lepiej lub gorzej.

Nawyki: Automatyczne Powtarzalne Decyzje

System 6-2

• To co prowadzi do konceptu momentu nazywane jest nawykiem, tak długo jak wygrana-przegrana (destruktywność) stoi w opozycji to wygrana-wygrana (konstruktywność).
• Nawyki są zestawami automatycznych decyzji szczególnego rodzaju.
• Naturalna historia wygranych-przegranych destruktywnych nawyków prowadzi do negatywnych momentów, które społeczeństwo lub Twój zespół będzie miał tendencje do odrzucania jako (wygrana-przegrana) destrukcyjne zachowanie np. przestępczość.
• Naturalna historia wygranych-wygranych konstruktywnych nawyków prowadzi do pozytywnych momentów, które społeczeństwo lub Twój zespół będzie miał tendencje do wspierania (wygrana-wygrana) konstruktywnych zachowań np. „służebne przywództwo”

Pomyśl o tym przez chwilę. Możemy popełniać błędy a potem podejmować nowe rodzaje decyzji przy następnej próbie, regulując nasz kurs w drodze do wyznaczonego celu. Robiąc to jest to koncept z nauki i matematyki zwany powtarzaniem[iteration]. Powtarzanie w matematyce jest sposobem na zbliżenie się do ważnego celu używając niewielkich zmian w „formule” która hipotetycznie zaprowadzi nas do wartości której chcemy. To znaczy, że jeśli weźmiemy za cel zmiany w naszym życiu i mamy teorie jak coś zmienić, dajemy jej szanse w wielokrotnych próbach.
Nauczymy się później o koncepcie intencji w kierunku celu.
W intencji, najpierw używamy Obserwacji Ego do mierzenia rezultatów, dalej uczymy się z nich, a jeszcze później delikatnie dopracowujemy nasze przyszłe działania do następnej rundy. Rób tak do czasu aż będziemy mieć rzetelną formułę która działa w naszym życiu – która może być używana i za każdym razem przeniesie taki sam efekt.

Dziennik/pamiętnik jest wspaniały do tego celu.

Kiedy użyliśmy powtórzenia jako narzędzia do doskonalenia naszej formuły sukcesu, nasze decyzje zaczną rutynowo dawać nam dobre efekty w życiu – otoczenie jest dla nas konstruktywne. Wtedy pozwalamy formule zacząć działać w tle na „autopilocie”. Powtórzenie doprowadziło nas do konstruktywnego nawyku. Więc w pewnym sensie, przeciwieństwo – destrukcyjne nawyki – pochodzą ze stopnia bezmyślności wobec decyzji które podejmujemy bez Obserwacji Ego do analizy i uczenia się z nich.

Niedojrzałe kontra Dojrzałe Mechanizmy Obronne Ego

Odkąd mówimy o Systemie Operacyjnym ludzkiego umysłu, chcę abyś zaczął myśleć matematycznie tak samo jak naukowo. Przed końcem tej książki zrozumiesz jak wszystkie ludzkie umiejętności i zachowania mogą być zredukowane do formuł i równań.
To jest dobre. Jeśli możemy zrozumieć siebie matematycznie to znaczy, że możemy mierzyć nasze zachowania i używać formuł z powtórzeniami, aby je naprawić.
Mechanizmy obronne ego są jak układy scalone naszego komputera. Są podobne do programów komputerowych z tym, że nie mogą być tak łatwo zmienione lub przeprogramowane – nie bez przebudowy całego nowego mikroprocesora. To dlatego ludzie chodzą do psychoanalityka – aby dostać nowy sprzęt bez środków medycznych.

Dla Twojego zrozumienia poniżej znajduje się pierwszy zestaw równań:
Mechanizmy obronne ego = Zachowania = zbiory decyzji pewnego rodzaju
Niedojrzałe mechanizmy obronne=Destruktywne nawyki=Destruktywny „autopilot” = Dziecinność = Narcyzm = Kryminalność = Zło = „Grzech”

Aby wziąć coś pozytywnego z tych równań absolutnie potrzebujemy umiejętności Obserwacji Ego do zmian w naszych nawykach i transformacji ich natury. Dokonanie tego wymaga umysłu w chwili obecnej do wprowadzania zmian.

Dojrzałe mechanizmy obronne=Konstruktywne nawyki = Konstruktywny „autopilot” dzięki uwadze Obserwacji Ego = Duchowe Oświecenie = Cnoty = Dobro = Prawość

Proces przebiega od nieświadomego „Autopilota” do świadomej Obserwacji Ego, poprzez wewnętrzną pracę nad decyzjami, aby zmienić je na bardziej konstruktywne z wystarczającą ilością praktyki budujemy wystarczającą „masę” naszego momentu we właściwym kierunku. Potem wracamy na „Autopilota” z nowym konstruktywnym nawykiem.
Przykłady niedojrzałych mechanizmów obronnych ego to:
widzenie rzeczy w „białych lub czarnych kolorach”, negacja/wycofanie, plotkowanie, obwinianie innych (projekcie i wypieranie), problemy z władzą, wstrzymywanie żalów, masochizm (obwinianie siebie zamiast zmienianie siebie) i zależność, która niesie ze sobą brak nadziei beznadziejność oraz bezradność.

W skład tego wchodzi:
*Kłamanie
*Kradzieże
*Uzależnienia
*Oczernianie
*Rezygnacja
*Zemsta
*Martwienie (robienie z igły wideł)
*Zazdrość
*Tchórzostwo
*Żałowanie
*Wszystkie „siedem grzechów głównych”
*Agresja
*Sadyzm
*Manipulowanie
*Jakiekolwiek destruktywne sposoby zachowania typu wygrana-przegrana, które krzywdzą lub wykorzystują innych dla własnej korzyści

Widzisz dlaczego wszystkie nazywane są „obroną” – „ochrzaniają” innych zanim inni będą mieli szanse „ochrzanić” ich.

Niedojrzałe mechanizmy obronne ego są swego rodzaju decyzjami które często połączone są z dziurami w granicach osobowości, jak to już przedyskutowaliśmy w sprawie negacji, gdzie zdecydowaliśmy się patrzeć na terytorium poza naszymi granicami i to, że ktoś należy do naszej kontroli, kiedy w rzeczywistości do niego nie należy.

Dojrzałych mechanizmów obronnych jest mniej i zawierają:
*Altruizm
*Humor
*Powstrzymanie (czekanie na działanie do czasu aż nadejdzie właściwy czas)
*Sublimacja (wzięcie niekontrolowanych sytuacji i przepracowanie naszych energii oraz ich zamiana na to co kontrolujemy)
*Przewidywanie (przygotowanie na przyszłe zagrożenia, adaptacyjna droga do ich minimalizacji)
*Asertywność (branie tego co chcesz bez krzywdzenia innych)
*Odwaga ( stawianie czoła lękom, zmianom, ryzyku, robienie „właściwych rzeczy” bez względu na dyskomfort jaki powodują)

Zauważ jak wszystkie niedojrzałe mechanizmy obronne ego mają dwie rzeczy wspólne – są nawykami z metodami typu wygrana-przegrana i słabe funkcje granic osobowości (dziury lub mury).

Dojrzałe mechanizmy obronne są nawykami z metodami typu wygrana-wygrana i są połączone z dobrymi funkcjami granic, czyli mają drzwi zamiast dziury lub mury.

Wróg Mocy Decyzyjnej: Patologiczny Narcyzm

System 6-3

W miarę jak rośnie nasza psychologiczna dojrzałość przemieszczamy się z prawej do lewej według powyższego diagramu.
Obserwacja Ego wspomaga ten proces. Jak wiesz, rysując ten diagram samodzielnie automatycznie praktykujesz Obserwacje Ego – Ty patrzysz na siebie. Wszystkie dziecięco-wyglądające charakterystyki są po prawej, a dojrzałe myślenie po lewej.

Zauważ, w jaki sposób możemy stać się całkiem dobrzy w analizie własnych mechanizmów obronnych ego lub nawyków dzięki umiejętności Obserwacji Ego jako naszego własnego „trenera”.
Zauważ, jak możemy uprościć nasz rozwój przez symbolizowanie wszystkich tych dzikich nawyków/przyzwyczajeń do terminów wygrana-przegrana i wygrana-wygrana. Czy Twoje nawyki są korzystne zarówno dla Ciebie jak i innych?
Następnie czy są one konstruktywne i dojrzałe. Czy Twoje nawyki są korzystne tylko dla Ciebie? Albo korzystne tylko dla innym? Następnie czy są one destruktywne i niedojrzałe. Symbole wygrana-wygrana i wygrana-przegrana mogą oznaczać całą listę – tysiące rodzajów zachowań – wszystko pod jednym pojęciem.

Poprzez myślenie symbolami, możemy uprościć wszystko w psychologii. Nie musimy znać szczegółów sytuacyjnych, jeśli zawsze zadajemy sobie pytanie, czy nasze nawyki lub działania są typu wygrana-wygrana.

Teraz nadszedł czas, aby dowiedzieć się o niesamowitym matematyku, który zapoczątkował badania w obszarze ekonomii zachowania – John Forbes Nash, przedstawiony w filmie Piękny Umysł.

Teoria gier i „Równowaga Nasha” w podejmowaniu decyzji

Przejście na następny poziom w naszym zrozumieniu decyzji pomoże w odnalezieniu znaczenia ostatniego diagramu. Kolejny poziom jest o tym jak jedna osoba decyduje – rozgrywa w grupie ludzi.
Prawie nigdy nie podejmujemy decyzji, które by nie miały wpływu na innych ludzi – tak więc wysłanie prostej wiadomości może albo zarazić ich system negatywnym wirusem lub rozjaśnić ich dzień miłym słowem!
John Nash był pionierem w dziedzinie matematycznego obszaru ekonomii o nazwie teoria gier. Jest to obszar nauki społecznej, która dotyczy zachowania gospodarczego grup osób zajmujących się handlem. Jednak w S.O. Umysłu, równowaga Nasha jest kamieniem węgielnym tłumaczącym ludzkie zachowania na język matematyki.

Chciałbym wziąć to nawet ponad to i przekształcać zachowania w matematycznie dokładne wizualne diagramy! Teoria gier i Równowaga Nasha są cudami nowoczesnej myśli w istocie, bo według mnie pomysły Nash’a są proste, pierwszy matematyczny dowód duchowego prawa – mianowicie naukowy dowód na karmę/przeznaczenie! Słyszałem o tym stwierdzeniu wcześniej w starym powiedzenie „to co przychodzi, odchodzi/what comes around goes around.””
Nash używał matematycznej idei powtórzeń do przybliżonych wzorów, które wyjaśniają ludzkie zachowania konfliktu i negocjacji. Jeśli formuła może być udowodniona matematycznie, to można się na nią powołać ponownie i ponownie i oczekiwać takich samych wyników w interakcjach społecznych. Czy to nie ciekawe, jak stara, a nawet starożytna „powszechna mądrość” czasami kończy udowodniona przez naukę i matematykę?

Oto co Nash mówi, w jego „Równowadze”. Studiował studentów na uczelni w modelowej grze określanej jako Dylemat Więźnia – gra, w której dwóch przeciwników przeciwstawia się w pseudo-śledztwie przez organy ścigania. Chodzi w niej o to, że obaj byli współwinni zbrodni, ale zatrzymani i przesłuchiwani oddzielnie.
Teraz haczyk, że nie było zasad tej gry. Jeśli przyznasz się do zbrodni, a Twój partner w zbrodni zaprzeczy, on będzie wolny, a Ty pójdziesz do więzienia . W przypadku gdy Ty się nie przyznasz do przestępstwa, a on się przyzna, to on pójdzie do więzienia. Jeśli przyznacie się oboje, to obydwoje dostaniecie wyrok, a jeśli oboje zaprzeczycie, oboje dostaniecie krzesło.
Więc uczniowie pracowali nad mentalnością i zamiarami swój kumpli. Czy to nie jest tak jak dwóch znajomych w biznesie – którzy mają bardzo prywatne granice – każdy zawiera swoje przekonania o świecie oraz o ich potencjalnym partnerze biznesowym?
Teoria Nasha była żywo opisana w filmie o jego życiu.
Piękna dziewczyna weszła do pomieszczenia w towarzystwie mniej urodziwych przyjaciółek. Teraz jeśli wszyscy kawalerowie podeszli by do najlepiej wyglądającej dziewczyny, wszyscy stracą w tej grze społecznej – zbyt duża konkurencja dla jednej dziewczyny, a inne dziewczyny były by obrażone, bo nikt nie lubi być „drugą najlepszą.” Jeśli jednak nikt nie poszedł by do najładniejszej dziewczyny, a wszyscy połączyli by się z mniej urodziwymi dziewczynami, to większość ludzi w pomieszczeniu osiągnęła by szczęście w interakcji społecznej – cele osiągnięte.

Teoria mówi, że „w jakimkolwiek współzawodnictwie, najwyższa wartość jest osiągana, gdy ktoś robi zarówno to, co jest najlepsze dla siebie jak i dla grupy jednocześnie. To jedyny sposób na aby „każdy wygrał”.
Tak oto narodziła się idea wygrana-wygrana.

W swoich badaniach Nash odkrył, że uczniowie tworzyli strategie opierające się wyłącznie na tym, co mieli we własnych głowach – ich światopogląd – a nie na obiektywnych dowodach w otoczeniu/środowisku. Jak mogłoby być inaczej? Eksperyment usunął wszystkie obiektywne dowody z środowiska. Po wszystkim byli oni „przesłuchiwani” w oddzielnych pomieszczeniach i nie mogli wiedzieć co inni myśleli. Brzmi znajomo? Jak typowa oferta biznesowa? Albo zakup nowego samochodu? Albo nawet w odniesieniu do współmałżonka? Nigdy nie jesteśmy w stanie wiedzieć co inna osoba dokładnie myśli, ani w co dokładnie wierzy.

Chociaż Nash nie połączył kropek/punktów w swoim czasie z zakresu psychoanalizy, to te tajemnicze strategie które studenci wymyślili w swoich głowach nie były niczym innym niż nawykami myślowymi i zachowaniami zwanymi jako mechanizmy obronne ego.
Uczestnicy gry rzeczywiście odsłaniają swoje nagie mentalne wnętrzności podczas gry.
Pokazują gołe Mechanizmy Obronne Ego.
Dwie główne strategie pojawiły się na spektrum funkcji – brzmi znajomo?

Na jednym końcu byli głownie Ci którzy używaliby „Złotej zasady” – uczniowie którzy często przyznawali się do przestępstwa z dobroci ich własnych serc. Byli gotowi oddać swoją wolność, tak aby druga osoba mogła być wolna, możliwe, że oczekiwali tego, że w jakiś magiczny sposób zostaną wynagrodzeni za odgrywanie roli ofiary. Pozwalali sobie „przegrać” po to, aby partner mógł „wygrać” lub po prostu „rezygnowali z dalszej gry” z powodu frustracji.

Zachowanie typu wygrana-przegrana tak jak zwierzak w naszej bajce – Szczur.
Ci uczniowie szybko przegrywali grę. Nigdy nie zostali nagrodzeni za odgrywanie głupca lub męczennika. Brzmi znajomo do twoich doświadczeń w karierze lub interesach? Czy istnieje jakaś natychmiastowa nagroda gdy oddasz swój awans, bonus, własną firmę innym osobom gdy podpiszesz umowę? Nie. To podejście wykorzystuje „zbyt duże sumienie” i dziury w granicach osobowości.

Na drugim końcu spektrum strategii studenci mogliby wykorzystać to, co niektórzy nazywali „Żelazna Zasadą” lub „oko za oko” ( która jest dominującą strategią w biznesie dzisiaj, prawda?).
Ci studenci zazwyczaj zaprzeczą przestępstwu za każdym razem. Z każdym powtórzonym przesłuchaniu, mieli nadzieję na to, że ich partner na pięćdziesiąt procent podda się i przyzna – aby zdobyć warunkową ugodę.
Studenci kierujący się „Żelazną Zasadą” myśleli, że mogą skorzystać z tych danych statystycznych. Jednak w rzeczywistości gracze byli informowany o wyniku każdego z szeregu przesłuchań – tak więc ich przeciwnik czasami mógł zmienić podejście. Ta strategia żelaznej zasady również była również trybem gry typu wygrana-przegrana, ale ze względu na agresję tego trybu Ci którzy go używali przynajmniej chwilowo odnosili serię zwycięstw.

W końcu ich agresywne, metody „podcinanie gałęzi na której siedzieli” mogły być wychwycone przez przeciwnika-przyjaciela i odcięte – spotkanie z tą samą Żelazną Zasadą z powrotem. „Oko za oko”, która doprowadziłaby do krzesła elektrycznego. Tymczasowy „wysokie” wygrane, ale ewentualne straty dla obu graczy. Wszystko przez używanie ścian w granicach osobowości przyjmowania podejścia bardzo konkurencyjnego, Zając w naszej historyjce – za „sprytny”, ze zbyt dużą intuicją.
Kiedy ta metafora została  zastosowana do biznesu, stało się jasne, że ani Złota Zasada ani Żelazna Zasada nie były zwycięskimi strategiami z długo terminowymi korzyściami dla wszystkich graczy. Złota Zasada działa tylko gdy każdy gracz w systemie robi to za każdym razem. Żelazna Zasada daje tylko tymczasowe szybkie i pewne wygrane w biznesie. Podejmowanie decyzji w grupe miało mieć inne rozwiązanie, które dało najlepsze rezultaty. To była strategia typu wygrana-wygrana którą używał Żółw w naszej bajce.

Połowa drogi między Złotą Zasadą a Żelazną Zasadą była punktem równowagi. Gdy próbujesz kompromisu, jak faceci w filmie podchodząc do mniej urodziwych dziewczyn.
Najlepszy wynik w Równowadze Nash’a nastąpił gdy osoba spotkała się z agresją, podporządkowała się do Żelaznej Zasady, a potem z łatwością powracała Złotej Zasady gdy przeciwnik-przyjaciel zmienił i robił właściwe rzeczy – konstruktywne rzeczy – „wybaczyć i zapomnieć.” Krótko mówiąc słowami Tedda Roosevelta „mów cicho, ale noś ze sobą duży kij”.
Z biznesowego punktu widzenia można to nazwać tak, że najlepsze efekty uzyskasz gdy używasz „zarówno marchewki jak i kija ” gdy są one potrzebne.

Ta strategia waha się w przód i w tył w Równowadze Nasha, jest taka sama jak stosowanie dojrzałych drzwi w granicach osobowości, w połączeniu z konstruktywnym podejmowaniem decyzji – jak pół przepuszczalne błony komórkowe. Najlepszy do uzyskania wynik w biznesie z Równowagi Nasha jest taki sam jak najlepszy wynik w polityce i biurze – otwarcie drzwi na konstruktywność i zamknięcie destruktywność.
Chciałbym dodać, że dwa końce spektrum są bardzo ważne, ponieważ są one czystymi klasami zachowań. One całkowicie wyjaśniają nasze umiejętności podejmowania decyzji – sumienia i intuicji!

Sumienie używa zbyt dużo Złotej Zasady na jednym końcu spektrum – za dużo naiwności aby pasowało do środowiska społecznego.

Intuicja używa zbyt dużo Żelaznej Zasady na drugim końcu spektrum, zbyt dużo sprytu i amoralności pasujących do okoliczności. Mądrością nazywamy używanie ich obydwu w odpowiednich warunkach.

Więc jest spektrum podejmowania decyzji w grupach ludzi (nad którym później spędzimy teraz trochę czasu).

Po prostu sumienie będziemy uznawać jako wewnętrzny zmysł tego, że robimy dobrze albo źle, jesteśmy konstruktywni lub destruktywni.

Intuicja jest wewnętrznym zmysłem tego czy środowisko jest destruktywne czy konstruktywne dla nas oraz faktycznym ustaleniem faktów.

Rodzaje Decyzji

System 6-4

Uczniowie którzy używali Złotej Zasady nie mieli wystarczająco dużo intuicji, aby wiedzieć, że czasami ich przeciwnik-przyjaciel wykręca im numer – naiwne z ich strony. Studenci którzy używali Żelaznej Zasady nie mieli wystarczająco dużo świadomości społecznej, aby wiedzieć, że podczas dokopywania przeciwnikowi-przyjacielowi z taką agresją, ostatecznie pokonają siebie zbyt wrogim sposobem negocjacji.

„Jesteśmy światem” po wszystkim. Potrzebujemy siebie nawzajem w dłuższej perspektywie, choć konkurujemy na krótką metę. Tak więc jedynym sposobem, aby „wygrać” grę życia jest bycie takim jak Żółw i dążyć w naszych działaniach, aby odnosić korzyści dla siebie i innych osób jednocześnie. Mądrość leży po środku, balansuje pomiędzy.

System 6-5

Wyobraź sobie, że właśnie się urodziłeś, jesteś żywy i masz decyzje do podjęcia. Są one dość toporne i na początku podejmujesz je metodą prób i błędów – popełniasz dużo więcej błędów niż zamierzałeś? Robimy kupę w miejscu i czołgamy się do gorącego pieca, aby uzyskać „Ała” dotknąć gniazdka elektrycznego, aby otrzymać „Bzzz” w naszym palcu, który jest emocjonalnie „szokujący” o ile nie fizycznie. Będziemy trzymać nasze palce w słoiku aby zobaczyć ten dziwny olbrzymi kształt zwany „ręką mamusi(chodzi o klapsa)” który dziwnie powoduje nam ból.
Ręce mamy uczą nas, że za każdym razem gdy robimy to ręka ( i ból) spotyka nasz tyłek. Nic z tego nie ma sensu – to tylko powoli zmienia jakie będą nasze następne decyzje.

Dalej wyobrazić sobie, że gdy się rodzimy, mamy niejasne wnętrze, granice osobowości są rozmyte, posiadamy zestaw dwóch zbiorników – nazywamy pierwszy z nich  „sumienie „, a drugi „intuicją”. Powiedz mi: czy są one pełne czy puste w chwili naszych narodzin? Są puste.
(Należy pamiętać, że przez intuicję, nie mam na myśli instynktu zwierzęcego lub odruchu. Nie ma wyższego rzędu procesów instynktu niż ten który jest wbudowany w nas jak refleks, który odciąga naszą rękę od gorącego pieca. Chodzi mi intuicje której można się nauczyć jako umiejętności, poczucie które powstaje w nas zanim podejmiemy przedsięwzięcie w środowisku lub spróbujemy czegoś nowego.)

Idziemy dalej – w momencie naszego urodzenia mamy puste zbiorniki z tymi dwiema rzeczami. Jednak to samo życie wypełnia nas nowym sumieniem i intuicją. Życie jest niekończącą się serią decyzji – każda nowa decyzja jaką podejmujemy może zmienić strukturę naszego mikroprocesora, jeśli rzucamy okiem Obserwacji Ego na ten proces.
Z każdą decyzję jaką podejmujemy wynik może być albo destruktywny albo konstruktywny, jakkolwiek każda decyzja którą podejmujemy napełnia nas odrobiną nowego sumienia i intuicji. Jesteśmy nagradzani za każdą decyzje jaką podejmujemy, bez względu na wynik!

Tak właśnie poprzez podejmowanie własnych decyzji, nasz „mikroprocesor” ewoluuje!
Ten aspekt podejmowania decyzji – to, że mamy samo rozwijający się mikroprocesor z racji bycia żywym i rozwijającym się, jest być może najważniejszą rzeczą, oprócz istnienia emocji, który oddziela nas od komputerów.

Jesteśmy żywi, a komputery nie są. Mamy zdolność do uaktualniania własnego mikroprocesora, a dzisiejsze komputery nie mogą tego zrobić.
Zmysł sumienia naszych wewnętrznych motywów, który mówi nam czy decyzje są dla nas destruktywne ( wygrana-przegrana) lub konstruktywne (wygrana-wygrana). Komputery nie wiedzą, co jest moralnie dobre, a co złe, więc komputery nie mogą mieć etyki. Tylko my możemy. Tak samo jest z naszą intuicją.

System 6-6

Zmysł intuicji jest poczuciem tego czy środowisko jest wobec nas destruktywne (wygrana-przegrana) lub konstruktywne (wygrana-wygrana). Podczas gdy my możemy poprawić naszą własną intuicję z każdą kolejną decyzją, komputery nie mogą. One nie mają umiejętności Obserwacji Ego. (Pomyśl o komputerach, że zawsze funkcjonują na „automatyczny pilocie”).

Innym powodem dzięki któremu definicją życia jest to, że „podejmujemy decyzje” wynika z faktu, że będąc twój umysł jest w chwili obecnej (tu i teraz), nie możemy stracić czegokolwiek podejmując jakąkolwiek decyzje. Rozwijamy tą ciekawą rzecz o nazwie intuicja po prostu przez podejmowanie wielu decyzji i uczenia się z nich poprzez próbowanie zróżnicowanych środowisk/otoczenia.

Dlaczego ? Ponieważ każdy rodzaj decyzji – Żółw, a nawet Zając – powoduje, że rośniemy psychicznie z racji wypełniania naszych zbiorników sumienia i intuicji. Wypełniamy o nowe informacje na temat moralności i przenikliwości.
W 2001 roku ukazał się remake niezwykły film o nazwie The Count of Monte Cristo. Historia ta oparta jest na prawdopodobnie najlepszej powieści wszechczasów, napisana przez Aleksandra Dumas’a . W książce bohater, Edmund Dantes, zaczyna swoje życie z „dobrym sercem”, ciekawy świata prawie jak dziecko, otwarty na ludzi i pełny dobrej etyki. Awansuje w swojej karierze żeglarza i zostaje kapitanem statku, ale inni są zazdrośni o jego reputację, a zwłaszcza o jego piękną narzeczoną. Wykorzystują jego naiwność, zdradzają i wrabiają w morderstwo którego nie popełnił.

W więzieniu przez czternaście lat, Edmund zaprzyjaźnia się z innym współwięźniem, kapłanem, który uczy go sprytu „obycia w świecie” jakiego nie miał. Kapłan przed śmiercią daje mu mapę skarbów do najcenniejszego skarbu jaki kiedykolwiek znany był ludzkości. Uzbrojony w nową „przenikliwą” wiedze, Edmund ucieka z więzienia, staje się bogatszy niż ktokolwiek kiedykolwiek słyszał i szuka zemsty na swoich byłych wrogach.
Co takiego Edmund Dantes wytworzył w czasie tych czternastu lat pobytu w więzieniu? Na początku przez pożyczenie, a następnie pielęgnowanie tego? Intuicja. Bardzo brakowało mu intuicji na temat tego jak różne środowiska mogą zaskoczyć go różnymi problemów i wyzwaniami – za „bardzo” nastawiony na sumienie, które jest nadmiernie opiekuńcze i wrażliwe na innych.

„Mapa skarbów” jest metaforą przewodnika w rozwoju charakteru, a „najbogatszym skarbem znanym człowiekowi” jest metaforą dla nagrody jaką jest Trwałe Spełnienie za trwały wzrost charakteru/osobowości. Edmund Dantes popełniał jeden dziecinny błąd – posiadał braki w intuicji. Ale okazało się, że mapa skarbów do dojrzałej męskiej mocy jest o wiele bardziej wartościowa niż materialny skarb Monte Christo. W pielęgnowaniu swojego charakteru szybko stał się „starą duszą”.
Czy kiedykolwiek myślałeś o różnych rodzajach „starzenia się”? Jest wiek chronologiczny, który wszystkie nasze prawa oceniają jako normy moralne związane z nim związane – nieletni różnią się od dorosłych. Jest jeszcze „wiek ” który jest w środku, w naszej psychice i duchowości. Czy zauważyłeś, że psychologiczny i duchowy wiek ludzi rzadko pasuje do naszego wieku chronologicznego?

Każdy miał szefa, który nie mógł zachowywać się z psychologiczne punktu widzenia wyżej niż 14 lat lub brata którzy nie mógł zachowywać się więcej niż na 20 lat mimo że jest 50 latkiem lub znajomego, który jest jak „dziecko uwięzione w ciele kobiety”, czy gorzej, małżonka który ma 40 lat na zewnątrz, ale tylko 12 lat wewnątrz.

Psychologiczny wiek nie jest zgodny z wiekiem chronologicznym. Jest to spowodowane
tym co nazywa się „areszt rozwojowy”, gdzie ktoś się „złapany” od czasu do czasu i unieruchomiony na pewnym poziomie dojrzałości pomimo tego, że czas chronologiczny nadal biegnie. Czy to nie jest coś dziwnego, że sądzimy dorosłych przestępców przy pomocy dorosłych norm, chociaż każdy jeden z nich jest tak naprawdę dzieckiem w środku z dziecinnymi mechanizmami obronnymi ego lub nawykami decyzyjnymi?

Powiedzmy, że naprawdę chcesz milion dolarów. Masz wybór, czyż nie? Możesz korzystać ze wszystkich charakterystyk dzieciństwa – natychmiastowe zadowalanie/gratyfikacja, destruktywność, myślenie typu wygrana-przegrana które widzi świat jako miejsce niedoboru, lekceważenie innych, egoizm, brak szacunku, brak dyscypliny oraz pomysły w stylu napad na bank.
Alternatywnie można użyć dorosłych mechanizmów obronnych ego i metod – cierpliwość, opóźniona gratyfikacja, samoświadomość (Obserwacja Ego) i samodyscyplina, wygrana-wygrana, konstruktywne myślenie, poszanowanie innych i idea pracy zespołowej powoli budując biznes, podczas poświęceń – wszystko do dojrzałego starania się zdobycia miliona dolarów w ciągu 10 lat . Tylko może okazać się, że prawdopodobnie zarobisz 10 milionów.

Cała przestępczość jest dziecinna jak widzisz, co za tym idzie cała destruktywność jest dziecinna – nawet wojny. Dojrzałość wyprowadza z bycia „uwięzionym” w swoim obecnym życiu – do wolności, której duchowo ewoluującym dorosłym sprawia przyjemność. Mądrość.

Z powodu strasznej słabości ludzkiej którą jest „zahamowanie rozwoju” ma miejsce coś co można nazwać dryfowaniem wśród populacji. Jak myślisz na jaki „psychologiczny wiek” jest w stanie wychować rodzic swoje dzieci, który sam ma 15 lat? To prawda na 15 lat. Jak wychowa rodzic swoje dziecko, którego wewnętrzny wiek to 21 lat? To prawda na 21 lat. Jeśli te dzieci wychowają dzieci, a być może im przytrafi się „zahamowanie rozwoju” – jaką dojrzałość pomogą im osiągnąć? To prawda, nawet mniej niż 15 lub 21 lat.

Z wyjątkiem istnienia czego?

To prawda – umiejętności Obserwacji Ego, która pomaga rozwijać się tak szybko, jak tylko możesz dać radę.

Wszystkie siły w życiu, które nas blokują przed myśleniem w czasie teraźniejszym promują dryfowanie po równi pochyłej w społecznej dojrzałości. Nawet całe terytoria świata mogą mieć obniżoną duchowo-psychiczną dojrzałość od średniej z innych obszarów świata. Siły wywołujące to powodują na przykład to, że jest tak wiele miejsc pracy w których nigdy nie masz wolnego czasu, a nawet nie masz jak zjeść z kimś wspólny posiłek. Obejmują one również sporo reklam i bezmyślnej rozrywki na które zwracasz uwagę zamiast na swój własny samorozwój osobisty. Jeszcze inne siły, które sprawiają, że edukacja i leczenie zdrowia psychicznego są zbyt drogie, a nawet sama obecność choroby psychicznej jak Stres Pourazowy (PTSD) i depresja, które „zamykają/blokują” Cię w przeszłości – lub zaburzenia lękowe, które „zamykają/blokują” Cię w martwieniu się o przyszłość.

Zablokuj umiejętność Obserwacji Ego i zatrzymasz podejmowanie decyzji jak Szczur.
Zatrzymałeś rozwój i stałeś się mniej żywy – skazany na uwięzie w tym co nazywa się Wyścig Szczurów, gdzie nie możesz rozwinąć mądrości aby się uwolnić.

Mądrość jest tym czego wszyscy potrzebujemy – doskonała równowaga sumienia i intuicji. Jeśli czytałeś książkę lub widziałeś film „Ja, Robot” nauczyłeś się jak to jest niemożliwe dla komputera mieć mądrość. W tym filmie, roboty były prowadzone przez trzy prawa:
*Nie szkodzić człowiekowi przez agresję lub przez zaniedbanie,
*Wykonywać polecenia ludzi chyba, że skierowane są na robienie krzywdy,
*Nie wolno dopuścić do własnej szkody/uszkodzenia chyba, że koliduje to z dwoma pierwszymi prawami.

Częścią problemu z komputerami lub robotami, które w zasadzie są „zaprogramowanymi autopilotami” jest to, że są zbiorem wbudowanych „zachowań”. Te trzy prawa są zachowaniami/nawykami, które działają na autopilocie. Nie ma możliwości Obserwacji Ego ponieważ komputery nie mają poczucia przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. One nie mają lewo-półkulowego lub prawo-półkulowego myślenia o czasie oraz „wolnej woli” lub „duszy”.
Tylko istoty z duszą i wolną wolą mogą mieć sumienie, intuicje i ostatecznie mądrość.

System 6-7

• Spektrum podejmowaniu decyzji posiada sumienie na jednym końcu i intuicje na drugim.
• Sumienie jest to wewnętrzne poczucie tego co dobre i złe, czy też wybieranie bycia destruktywnym (wygrana-przegrana) lub konstruktywnym (wygrana-wygrana).

• Intuicja jest wewnętrznym poczuciem tego czy konkretne środowisko, które wybrałeś może być destruktywne (wygrana-przegrana) lub konstruktywne (wygrana-wygrana) w stosunku do Ciebie.

Wolność jest pochodną równowagi sumienia i intuicji, którą nazywamy mądrością. Ta mądrość jest skarbem Monte Christo, drogą Edmunda Dantesa i drogą Żółwia w naszej oryginalnej bajce. Jak już dowiedzieliśmy się o mądrości, społeczność wokół nas szanuje nasze decyzje wystarczająco dobrze, aby dać nam jeszcze więcej wolności, bo wszystko co robimy przynosi korzyści każdemu w naszym otoczeniu. Zarówno nam jak i innym – wygrana-wygrana.
W przemówieniu którego udzielają nam linie lotnicze o maskach tlenowych, które spadną w dół, jeśli opadnie ciśnienie w kabinie, zawsze mówią, aby umieścić je na swojej twarzy zanim nawet pomożemy zrobić to dzieciom. Dlaczego? Ponieważ to jest mądrość.

Gdybyśmy mieli dać naszą maskę jednemu dziecku – uratować dziecko ale tracąc własne życie – co w tym dobrego jeśli mogliśmy uratować o pięć więcej dzieci i siebie przez umieszczenie maski na własnej twarzy w pierwszej kolejności? To byłoby głupie. Byłby to brak w intuicji o niezwykłym środowisku z niskim poziomem tlenu w którym się znaleźliśmy – jedno z tych których nigdy nie byliśmy świadkami do tej pory lub nie będziemy ponownie. Nasze sumienie było by moralnie absolutne, kierowane Złotą Zasadą, ale bylibyśmy również naiwni i możliwe, że nasz dobry czyn ostatecznie mógłby się źle skończyć.

Kiedy jesteśmy naiwni i brakuje nam intuicji nie jesteśmy w stanie gromadzić wsparcie od innych, aby pomóc nam w naszych dobrych uczynkach. Zamiast tego, wyglądamy głupio, niemądrze i bezsilnie idealistyczne – wsparcie społeczności wyparowuję.
Z drugiej strony co jeśli byśmy walczyli o jedyną działającą maskę w samolocie – walczyli o nią nawet z pilotem – jaka byłaby nasza sytuacja jeśli samolot zaczął by opadać po tym jak pilot by zmarł? Uratowaliśmy siebie na kilka minut i co dalej, nasze działanie uniemożliwiło by pilotowi zejście na niższy pułap w środowisko bogatsze w tlen, bliżej powierzchni Ziemi. Ta głupota byłaby Żelazną Zasadą w akcji – wygrana-przegrana – tymczasowe zwycięstwo skazane na długoterminowy upadek.

Mądrość jako stan równowagi pomiędzy sumieniem a intuicją w podejmowaniu decyzji.

Co jeśli miałbyś decyzję do  podjęcia, a pytanie brzmi: „czy powinienem strzelać z pistoletu?”
Czy jest na to pytanie prawidłowa odpowiedź? Nie! Zależy nie tylko od Ciebie, ale i od kontekstu i otoczenia w którym podejmowana jest decyzja oraz moralna sytuacja.
Co jeśli dodamy „czy powinienem powinienem strzelać z pistoletu na przedmieściach?” Cóż, prawdopodobnie odpowiedź będzie prawdopodobnie na nie. Jeśli zdecydujesz się użyć broni istnieje prawdopodobieństwo, że będzie to destruktywna decyzja pochodząca ze słabego sumienia (nie dbasz o dobrostan sąsiadów), albo słabej intuicji (nie byłeś wystarczająco bystry, aby wiedzieć, że przedmieścia są kiepskim środowiskiem do podjęcia takiej decyzji).
Ale co jeśli nie dodamy „czy powinien strzelać z pistoletu, jeśli jestem członkiem Sił Specjalnych w czasie bitwy?” Cóż, odpowiedź prawdopodobnie będzie na tak. Będziesz dobrze wyszkolonym żołnierzem – aby nie używać broni w sposób, który może być uznany za tchórzliwy i destruktywny dla siebie, dla Twoi współtowarzyszy i kraju. Nie użycie broni może ukazać słabe sumienie. Także słaba intuicja wskazywała by na brak bystrości i wiedzy o środowisku w którym obrona własnego bezpieczeństwa i innych może wymagać użycia broni.

Niektórzy ludzie są nazbyt moralistyczni mogą mieć tendencję do brania ciężaru świata na własne ramiona, mają za dużo sumienia, aby dopasować ich poziom intuicji. Freud nazywał to top-heavy on „Superego guilt”/super ciężki wobec „winy Superego”. Innym osobom znowu brakuje sumienia i są nadmiernie bystrzy – wiedzą o tym jak różne typy środowiska mogą być dobrym lub złym miejscem do podjęcia decyzji przybliżających ich do ich celów. O tych ludziach Freud powiedział by, że są super ciężcy wobec „Id” – instykt zwierzęcy. Jak prezesi firm, kryminaliści w białych kołnierzykach.
W przeszłości był człowiek, którego uważano za jednego z najmądrzejszych. Nazywał się król Salomon, który został poproszony o sąd przez dwie kobiety, każda z nich twierdziła, że jest matką tego samego dziecka. Pomyślał rozwiązać problem opracował sekretny test, który angażował zarówno sumienie jak i intuicje. Jeśli w którejś z kobiet były obecne w równej ilości to ona była mądrzejsza. Z definicji, byłaby najbardziej dojrzała, a więc najbardziej pasuje matkę.
Salomon rozkazał strażnikowi „przecięcie mieczem dziecka na dwie części” i dał im kilka chwil do namysłu. Jedna z kobiet błagała króla, aby nie wydawał tak okropnego rozkazu, podczas gdy druga kobieta mówiła, że byłoby to sprawiedliwe rozwiązanie. Te odpowiedzi objawiły królowi, że pierwsza kobieta miała doskonałą świadomość, choć to było bardzo głupie i naiwne, aby przeciwstawiać się poleceniom potężnego króla. Druga kobieta miała poczucie tego, aby podporządkować się rozkazom króla.
Drugie polecenie zostało wydane, odciąć dziecku głowę naciskając w ten sposób na kobiety bardziej. Tym razem pierwsza kobieta powiedziała, aby oddać dziecko drugiej kobiecie – przynajmniej dziecko będzie żyło przez jakiś czas, ale druga kobieta uparcie chciała, aby wykonać rozkaz króla i ściąć dziecko. Druga część osądu objawiła królowi, że pierwsza kobieta miała również lepszą intuicje – lepszą bystrość, wystarczającą nawet by obejść edykt króla odwołując się zarówno do jego znaczenia w społeczeństwie jak i jednocześnie uratowania życia dziecku. Była ona oczywiście matką – mądrzejsza i dlatego bardziej dojrzała. Mądrość króla odnalazła mądrość prawdziwej matki i tylko mądrość może rozpoznać mądrość.
Dziecko oddano pierwszej kobiecie i puszczono wolno razem z jej dzieckiem.

Mądrość to doskonała równowaga zarówno sumienia na temat tego co jest dobre a co złe i intuicji, która przenikliwie informuje Cię o wszystkich rodzajach różnych środowisk w których można podjąć decyzje – otoczenie może być konstruktywne lub destruktywne dla Ciebie.
Mądrość jest sposobem podejmowania decyzji typu wygrana-wygrana oraz oznaką solidnego charakteru i przywództwa. Nagrodą jest to, że społeczeństwo daje Ci większą swobodę.

Opanowaliśmy już Pierwszy Wewnętrzny Zasób: Decyzje prowadzą do Wolności
[Obrazek: w6ns.jpg]

• Więc teraz wiesz jak opanować procesy decyzyjne, pierwszy wewnętrzny zasób psychologiczny w granicach osobowości.
• W związku z tym możesz osiągnąć komponent Trwałego Spełnienia zwanym wolność.
• Im mądrzejsze są Twoje decyzje tym bardziej społeczeństwo chce nagradzać Cię jeszcze większą wolnością w podejmowaniu decyzji, a nawet tym abyś stał się liderem.

Wracając do historii, która pokazuje jak mądrość składa się zarówno z sumienia jak i intuicji oraz jak dosłownie może doprowadzić do wolności. Arcydzieło Alexandra Dumasa, Hrabia Monte Christo pokazuje jak wzrost równowagi między sumieniem i intuicją może nas uwolnić na podstawie prawdziwej historii prawdziwej postaci.
Edmund Dantes był pierwszym oficerem na statku, pełnym sumienia – tak pełnym, że pokochała go za jego dobroć dziewczyna o imieniu Mercedes, która podążyła by zanim nawet na koniec Świata. Podziw kobiety do niego wzbudziła zazdrość jego pracodawcy i ludzi wokół. Trzech mężczyzn uknuło spisek by wrobić go w morderstwo i wysłać do więzienia do końca jego dni. Edmundowi brakowało intuicji w połączeniu z naiwnością – przeciwieństwo intuicji – doprowadziła to tego, że łatwo było go oszukać przez hordę destruktywnych mężczyzn.
Podczas pobytu w więzieniu spotkał księdza, który stał się jego mentorem „użyczył mu swojej umiejętności Obserwacji Ego” w obecnych środowisku w którym nie było nic do robienia jak tylko się uczyć. Edmund uczył się – o ekonomii, polityce, wojnie, kulturze, filozofii – „pożyczał” do momentu aż sam stał się roztropny i rozwinął własną intuicję.

W czasie ucieczki z więzienia Edmund był mądry, miał kulturę i umiejętność sprytu, które teraz doskonale równoważyły jego oryginalny wysoki poziom sumienia. W sprytny sposób zawiązał intrygę na swoich zdrajców – prowadząc ich do więzienia lub zabijania samych siebie. Ksiądz dał mu mapę skarbów, nie skarb sam w sobie, co dodatkowo spowodowało, że Edmund chytrze rozwijał swoje umiejętności, aż odkrył, że jest tak bogaty, że posiada wszelkie potrzebne zasoby do pokonania wroga, nie przez zwierzęcą (typu wygrana-przegrana) zemstę, ale dzięki sprawiedliwości.

Edmund Dantes odzyskał wolność, miał wszystkie pieniądze, które mogłyby chcieć, a nawet odzyskał swoją kobietę z powrotem. Wszystko to dzięki równowadze sumienia i intuicji nazywanej mądrością.

Na kolejnych stronach do końca tej książki chciałbym Ci dać nie jedną, ale kilka map skarbów do Twoich własnych wewnętrznych działań, plan(prototyp) Twojej duszy, szczegółowe plany do reszty Systemu Operacyjnego Twojego komputera – dzięki którym możesz ćwiczyć rozwój trwałości i wolności, możesz rozwijać dwa pozostałe elementy wymagane do Trwałego Spełnienia jakimi są sukces i szczęście.

Tak więc aby móc zanalizować ten drugi psychologiczny kamień węgielny Twoich „problemów” musisz zdać sobie sprawę z:
* Decyzje są definicją życia. Więc jeśli podejmiesz jakąkolwiek decyzję to jest to lepsza sytuacja niż gdybyś nie podjął  żadnej. Przestań być bierny jak Szczur. Bądź w czasie teraźniejszym jak Żółw gdy jesteś w pełni świadomy i zdolny do podejmowania decyzji, a mając umiejętność Obserwacji Ego będziesz mógł uczyć się od każdej podjętej decyzji.
* Badaj naturę swoich decyzji, które otaczają problem. Czy masz tendencje do bycia destruktywnym, typu wygrana-przegrana jak Zając lub masochistycznym (przegrana- wygrana) jak Szczur, widzisz świat jako miejsce niedostatku – jeśli Ty masz rację i jesteś „w porządku” to ktoś inny jej nie ma i „myli się”? Lub czy masz tendencję do bycia konstruktywnym (wygrana- wygrana), widzisz świat jako miejsce obfitości – gdzie każdy może być szczęśliwy i każdy może mieć „rację” ?
* Co z problemami które sprawią, że czujesz się „uwięziony”, „kontrolowany” lub brakuje Ci wolności? Cokolwiek to jest potrzebujesz napełnić swoje zbiorniki albo sumieniem albo intuicja, żeby to rozwiązać.
* Testuj swoje sumienie w odniesieniu do problemu. Czy problem powstał ponieważ nie zbadałeś swojej etyki lub motywów? Czy jesteś destruktywny/niemoralny? Jeśli tak, wyciągnij wnioski i korzystaj z Obserwacji Ego, aby to powstrzymać i bądź bardziej konstruktywny. Obróć to w nawyk („moment”).
* Testuj swoją intuicję w odniesieniu do problemu. Czy problem powstał bo byłeś naiwny? Czy przeoczyłeś to, jakie problemy stwarza dane środowisko, które są dla Ciebie destruktywne? Jeśli tak, wyciągnij wnioski i przejść do bardziej konstruktywnego środowiska. Włącz tą chęć/wolę do swoich nawyków („momentu”). Jeśli to zrobisz, decyzyjna część problemu zostanie rozwiązana i będziesz miał wolność/swobodę z tym związaną.

 

Dylemat więźnia i inne możliwości

Problem wydaje się dość prosty: Dlaczego ludzie ze sobą nie współpracują? Lub raczej, dlaczego nie współpracują ze sobą bardziej? Przecież, jeżeli ja pomogę tobie, a ty pomożesz mnie, to czy nie skorzystamy na tym obaj? Podobnie, czy nie skorzystalibyśmy wszyscy na konsekwentnym trzymaniu się sposobu postępowania wolnego od stosowania przemocy? Krótko mówiąc, co wydaje się tak trudne w słynnym pytaniu, które niegdyś postawił amerykański motocyklista Rodney King, pobity w Los Angeles przez policjantów: „Dlaczego nie możemy żyć wszyscy w zgodzie i bez przemocy?”.

Udzielenie odpowiedzi okazuje się bardziej skomplikowane, niż można by przypuszczać. Jednak cały szereg metod podejmowania decyzji, znanych jako teoria gier, pomaga wystarczająco naświetlić oba dylematy – włącznie z problemem wyboru między przemocą a niestosowaniem przemocy — a także pokazać kilka możliwych sposobów ich rozwiązania.
Teoria gier pozwala spojrzeć na różne sytuacje, angażujące w najprostszym przypadku dwie strony („graczy”), przez pryzmat „wypłat” bądź „zysków”, związanych nie tylko z działaniem każdego pojedynczego gracza oddzielnie, ale z wzajemną interakcją obu stron.
Bez założenia tej interakcji „gry” nie byłyby zbyt skomplikowane: każdy z graczy po prostu robiłby wszystko, co tylko możliwe, by uzyskać najwyższą wygraną, nie zwracając w ogóle uwagi na sytuację drugiego gracza. Na przykład, jeśli pada deszcz, prawidłowym posunięciem może być zabranie ze sobą parasola, niezależnie od tego, co zrobią w tej sytuacji inni. Stan pogody zazwyczaj nie zmienia się pod wpływem czyjegoś zachowania, każdy więc może postępować zgodnie ze swoim upodobaniem, mając w nosie to, co poczną inni.
Z drugiej strony, wyobraźmy sobie, że dwoje ludzi znajduje, powiedzmy, mały plik banknotów. Wówczas najlepiej na tym wyjdą, jeśli wezmą pod uwagę zachowanie drugiej osoby, na przykład raczej dzieląc łupy po równo, niż próbując zagarnąć całą wypłatę i w następstwie wdawać się w otwartą bójkę. Właśnie w podobnych sytuacjach, gdy potencjalny zysk zależy nie tylko od zachowania gracza A, ale także od równoległych posunięć gracza B, warto odwołać się do teorii gier.
Niestety, taki sposób podejmowania decyzji jest zazwyczaj mniej oczywisty niż zwykłe przerwanie kłótni, a co gorsza, stwarza wiele okazji do unikania współpracy, szczególnie jeżeli kooperacyjne nastawienie jednego z graczy czyni go podatnym na wykorzystanie przez innych. Z podobnymi sytuacjami mają często do czynienia zarówno pojedyncze osoby, jak i całe grupy społeczne poszukujące różnych sposobów zapobiegania konfliktom i unikania przemocy.
Krótko mówiąc, pojawia się zagrożenie, że dając pierwszeństwo współpracy przed rywalizacją, pokojowo nastawiony gracz ryzykuje utratę wszystkiego na rzecz bardziej agresywnego przeciwnika. Wyobraźmy sobie na przykład, że w przypadku wspomnianej wcześniej dwójki, która znalazła plik pieniędzy, jedna z osób nagle wyciąga broń i stwierdza, że wszystkie pieniądze należą do niej, podczas gdy druga pozostaje konsekwentna w niestosowaniu przemocy. Wydaje się, że agresywny uczestnik wydarzeń uzyskuje nagrodę za swoje zachowanie (zatrzymuje wszystkie pieniądze), podczas gdy ten łagodniejszy zostaje z niczym, lub, jak wyraził to Machiavelli:

„Ten, kto ślubuje zachowanie dobroci we wszystkim, co czyni, umiera w zgryzocie, otoczony przez tych, którzy wcale nie są dobrzy”.

Unikanie przemocy

Jest jednak pewna nadzieja. Teoria gier nie tylko pozwala na lepsze zrozumienie tego problemu, ale również podpowiada i wspiera pokojowe rozwiązania. Dylemat więźnia, wywiedziony z teorii gier, bardziej przemawia na rzecz rozwijania współpracy niż rywalizacji. Jak większość modelowych rozwiązań, jest dość nieskomplikowany, ale pomaga w uporządkowaniu myślenia. Załóżmy, że istnieją dwie osoby, grupy, a nawet państwa, które mogą wybierać między przemocą i powstrzymywaniem się od niej. Teoretycy mówią wówczas o nastawieniu „kooperacyjnym” i „zdradzieckim”, bądź nice i nasty, używając tego rodzaju określeń do opisania takich zagadnień międzynarodowych, jak wyścig zbrojeń czy stosowanie barier celnych. Jeżeli obie strony zrezygnują ze stosowania rozwiązań siłowych, każda z nich na tym zyskuje, na przykład poprzez pokojowe rozwiązanie konfliktu, lub, jak było w przypadku znalezionych pieniędzy, zyskując swój udział bez walki.
Jeżeli obie strony wybiorą przemoc, każda otrzymuje w grze wypłatę innej wysokości: karę w postaci potencjalnych szkód. Ale jeżeli jedna ze stron odstępuje od przyjętych zasad, a druga nadal nastawiona jest na współpracę, zdrajca zyskuje to, co nazywamy pokusą zdrady (w tym przypadku wszystkie pieniądze), a ten, który decyduje się na współpracę (kto zachowuje się uczciwie, gdy drugi wybiera przemoc) otrzymuje zapłatę frajera: nie otrzymuje żadnych pieniędzy.
Aby zrozumieć, co nastąpi dalej, wystarczy wyobrazić sobie, że znamy myśli obu graczy:

„Ten drugi może albo ze mną współpracować, albo mnie oszukać. Jeżeli będzie ze mną współpracował, najlepiej go zdradzić, ponieważ wówczas uzyskam najwyższą możliwą wypłatę, kiedy on — prawdziwy frajer — zostanie z niczym. Choć z drugiej strony, on też może mnie zdradzić lub zagrozić mi przemocą, a wówczas mój najlepszy ruch to zrobić to samo, ponieważ nawet jeśli ryzykuję karę za zdradę, co grozi uzyskaniem dość niskiej wypłaty w grze, jest to przynajmniej lepsze niż skończyć jak frajer i stracić wszystko”.

Skutek zastosowania tej bezwzględnej logiki jest taki, że każda strona jest bardziej skłonna do zastosowania rozwiązania opartego na zdradzie i przemocy, co stanowi naprawdę niepokojący dylemat, ponieważ przez takie postępowanie każdy otrzymuje karę (w przypadku osób jest nią na przykład bójka, ale w przypadku narodów może to być wyczerpujący wyścig zbrojeń lub wojna celna), kiedy najlepszym rozwiązaniem jest uzyskanie godziwej wypłaty za współpracę i powstrzymanie się od stosowania przemocy.
Dylemat więźnia jest użytecznym sposobem zobrazowania takiego sposobu myślenia, zgodnie z którym wszyscy muszą się zachowywać w sposób nieuczciwy, ponieważ są powodowani strachem, że każdy kto postępuje w dobrej wierze, pozostaje w końcu na łasce i niełasce tych, którzy nadal trwają przy swojej zdradzieckim postępowaniu (podobnie jak utrzymywał Machiavelli).
Z drugiej strony, nie jest to jedyny możliwy sposób ujęcia sprawy. Na przykład, kiedy zachodzi konieczność wyboru między przemocą i powstrzymywaniem się od jej stosowania, sytuację trafniej przedstawia gra w cykora. Przypomina ona dylemat więźnia, ale w jej przypadku otrzymanie kary jest najgorszą możliwą do uzyskania wypłatą. Koszty ewentualnej walki, a nawet tylko jej groźba, znacznie przewyższają wówczas koszty zostania frajerem za cenę uniknięcia konfliktu. Cykor jest grą, w której dwóch kierowców, jadących wprost na siebie z przeciwnych kierunków, próbuje wymusić na tym drugim uchylenie się przed kolizją. Ten, który w końcu ustąpi (jego rola przypomina gracza wybierającego współpracę w dylemacie więźnia), zostaje cykorem, a ten, który nadal jedzie prosto przed siebie (odpowiednik zdrajcy z dylematu więźnia) – wygrywa. Problem jednak polega na tym, że jeżeli żaden z kierowców nie ustąpi, i teoretycznie wygra kosztem drugiego, wynik gry dla obu z nich oznacza przecież przegraną!

Rundy wielokrotne

W wersji uproszczonej modele bazujące na teorii gier zakładają, że istnieje tylko jeden rodzaj wygranej, a do interakcji między graczami dochodzi tylko jednokrotnie. Ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej! Osoby i grupy stykają się ze sobą wiele razy i mogą zmieniać swój sposób postępowania w odpowiedzi na to, co je spotkało w przeszłości. W związku z tym obie strony mają wspólny interes w utrzymaniu całego ciągu pozbawionych przemocy, kooperacyjnych kontaktów, ponieważ tak w przypadku dylematu więźnia, jak w przypadku gry w cykora, nagroda za uczciwą współpracę zawsze przewyższa karę, wynikającą z zastosowania przemocy czy dopuszczenia się zdrady. Wynik gry zapewnia w ten sposób każdemu graczowi najwyższą wypłatę.
Co ciekawe, nawet gdy mamy do czynienia z izolowanymi, jednokrotnymi interakcjami, kiedy ściśle racjonalne rachuby wskazują, że nieuczciwe posunięcie jest jak najbardziej „logiczną” reakcją, większość ludzi jest bardziej skłonna, by dążyć do współpracy, szczególnie gdy zrozumieją, że interakcja ma szanse się powtórzyć.
W przypadku wielokrotnych interakcji występuje nie tylko o wiele większa groźba powtórnego otrzymania kary, związanej z wzajemną zdradą, ale również coraz bardziej obiecująca staje się perspektywa otrzymania kolejnej nagrody, wynikającej ze współpracy i unikania przemocy.
Matematyczne i komputerowe symulacje wykazały na przykład, że prosta strategia „coś za coś” („wet za wet”) może wygenerować najwyższą wypłatę dla wszystkich graczy, nawet w sytuacji klasycznego dylematu więźnia. Taka strategia zakłada początkową współpracę, po której każdy gracz jedynie powtarza ruch swojego poprzednika. W ten sposób kooperacyjne posunięcie gracza A przeradza się we współpracę gracza B, i tak bez końca- w wyniku czego, obaj uzyskują zwielokrotnioną nagrodę, wynikającą ze współpracy. W podobny sposób, zdradzieckie posunięcie gracza A skutkuje podobnym posunięciem gracza B, co chroni go przed kolejnym frajerskim zachowaniem, a jednocześnie zniechęca gracza A do wyboru oszukańczego posunięcia w pierwszym ruchu.

King i GandhiMahatma Gandhi nie był zwolennikiem zasady „wet za wet”, ale wyraźnie podkreślał, że satjagraha — jego określenie dla biernego oporu — musi zostać wyraźnie odróżniona od biernej akceptacji własnego położenia lub też pragnienia, by uniknąć konfliktu za wszelką cenę. Było dla niego oczywiste, że satjagrahi swoją konsekwentną postawą muszą w końcu doprowadzić do zmiany zachowania potencjalnych agresorów; że przez ich przykład i gotowość do akceptowania cierpienia (bycia przez jakiś czas frajerami — w terminologii teorii gier), mogą doprowadzić do tego, czego teoretycy teorii gier zwykle nie biorą pod uwagę: zmienić zachowanie drugiej strony przez odwołanie się do jej najszlachetniejszych cech.
Kiedy ofiara odpowiada na przemoc jeszcze większą przemocą, zachowuję się w sposób, który jest przewidywalny, wręcz instynktowny, i który ma skłonność do potęgowania agresji ze strony napastnika, a nawet, w pewnym sensie, może usprawiedliwiać zastosowanie przemocy w mniemaniu agresora. Skoro ofiara zachowuje się tak gwałtownie, przypuszczalnie zasłużyła sobie na to!
W dodatku w relacjach społecznych często znajduje zastosowanie zasada, przypominająca trzecią zasadę dynamiki Newtona, zgodnie z którą każda akcja pociąga za sobą przeciwną i równie silną reakcję. W ten sposób, gdy uderzy gracz A i gracz B odpowie ciosem za cios, prawie zawsze stanowi to dla gracza A zachętę do kolejnego uderzenia. Gandhi nie był zwolennikiem biblijnego zalecenia „oko za oko, ząb za ząb”, wskazując, że jeżeli wszyscy zachowalibyśmy się w ten sposób, wkrótce cały świat byłby pełen bezzębnych ślepców. Jeśli zamiast tego gracz B powstrzyma się od zastosowania przemocy, przerywa w ten sposób łańcuch gniewu i nienawiści (podobny do cyklu śmierci i ponownych narodzin w hinduizmie), ale również stawia gracza A w zaskakującej sytuacji.

„Poszukuję sposobu, zdolnego całkowicie stępić ostrze tyrańskiego miecza”— pisał Gandhi- „nie poprzez użycie jeszcze ostrzejszej broni, ale przez niespełnienie oczekiwania, że zareaguję fizycznym sprzeciwem”.

Taki sposób postępowania nie jest ani łatwy, ani całkowicie bezbolesny, ale teoria gier, jak pokazują również doświadczenia Gandhiego w Afryce Południowej i Indiach, a Martina Luthera Kinga Jr. i innych aktywistów w Stanach Zjednoczonych, potwierdza, że może być nadzwyczaj skuteczny.

Starożytny rzymski mąż stanu i filozof, Cyceron, w Listach do Przyjaciół pytał: „Co można przeciwstawić przemocy prócz przemocy?”. Znawcy problemu odpowiedzieliby: „bardzo wiele”. Co więcej, poważnie kwestionowaliby, czy w ogóle można zrobić coś skutecznego, trwałego lub wartościowego reagując przemocą na przemoc.
Jak zostało wykazane, wzajemne uciekanie się do przemocy łatwo prowadzi do sytuacji, którą teoretycy określają jako karę za zdradę, i to ze szkodą dla wszystkich. Amerykański lider ruchu praw obywatelskich, Martin Luther King, który, podobnie jak Gandhi, był realistą i w swoich działaniach zawsze pozostawał silnie zorientowany na cel, napisał, że

„reagowanie przemocą na przemoc rodzi przemoc, pomnażając ciemność już bezgwiezdnej nocy. Ciemność nie może zwalczyć ciemności; jedyne światło może to zrobić. Nienawiść nie może pokonać nienawiści, jedynie miłość”.

Podsumowując, teoria gier pomaga lepiej zrozumieć granice wzajemnej współpracy, wskazując, dlaczego „życie w zgodzie” nie jest tak proste — lub zgodne z ludzką naturą — jak niektórzy by sobie życzyli. Ale równocześnie, teoria gier pokazuje, że istoty ludzkie niekoniecznie są skazane na życie w świecie znanym z dzieł Hobbesa, czyli w świecie niekończącej się zdrady i mozolnej rywalizacji, pod warunkiem, że spojrzą szerzej na swoją własną sytuację i dostrzegą leżące w ich zasięgu możliwości.

Tekst oryginału.
Barash, D. P. (2009). The Prisoner’s Dilemma and Other Opportunities. „eJournal USA”,14 (3), 26-28.

Źródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,569

 

 

Dylemat więźnia

Dylemat więźnia – problem w teorii gier. Jest oparty na dwuosobowej grze o niezerowej sumie, w której każdy z graczy może zyskać zdradzając przeciwnika, ale obaj stracą jeśli obaj będą zdradzać. Dylemat ten jest więc niekooperacyjną (o częściowym konflikcie) grą o sumie niezerowej, ponieważ strategia konfliktu przeważa nad strategią pokojową: najwięcej można zyskać zdradzając, a najwięcej stracić idąc na współpracę. W odróżnieniu jednak od dylematu kurczaków w tej grze istnieje większe pole do współpracy, która może zaistnieć w strategiach wielokrotnego dylematu więźnia.

Dylemat więźnia został wymyślony przez dwóch pracowników RAND Corporation: Melvin Dreshera i Merrill Flood w 1950 roku. Albert W. Tucker sformalizował jego zasady i jako pierwszy użył nazwy dylemat więźnia (Poundstone, 1992). W klasycznej formie jest przedstawiany następująco:
Dwóch podejrzanych zostało zatrzymanych przez policję. Policja, nie mając wystarczających dowodów do postawienia zarzutów, rozdziela więźniów i przedstawia każdemu z nich tę samą ofertę: jeśli będzie zeznawać przeciwko drugiemu, a drugi będzie milczeć, to zeznający wyjdzie na wolność, a milczący dostanie dziesięcioletni wyrok. Jeśli obaj będą milczeć, obaj odsiedzą 6 miesięcy za inne przewinienia. Jeśli obaj będą zeznawać, obaj dostaną pięcioletnie wyroki. Każdy z nich musi podjąć decyzję niezależnie i żaden nie dowie się czy drugi milczy czy zeznaje, aż do momentu wydania wyroku. Jak powinni postąpić?

Jeśli założymy, że każdy z więźniów woli krótszy wyrok niż dłuższy i że żadnemu nie zależy na niskim wyroku drugiego, możemy opisać ten dylemat w terminach teorii gier. Więźniowie grają wtedy w grę, w której dopuszczalne strategie to: współpracuj (milcz) i zdradzaj (zeznawaj). Celem każdego gracza jest maksymalizacja swoich zysków, czyli uzyskanie jak najkrótszego wyroku.

W tej grze zdradzaj jest strategią ściśle dominującą: niezależnie od tego co robi przeciwnik, zawsze bardziej opłaca się zdradzać niż współpracować. Jeśli współwięzień milczy, zdradzanie skróci wyrok z sześciu miesięcy do zera. Jeśli współwięzień zeznaje, zdradzanie skróci wyrok z dziesięciu lat do pięciu. Każdy gracz racjonalny będzie zatem zdradzał i jedyną równowagą Nasha jest sytuacja, gdy obaj gracze zdradzają. W efekcie obaj zyskają mniej, niż gdyby obaj współpracowali.
Iterowany dylemat więźnia (patrz niżej) polega na rozgrywaniu tej samej gry wielokrotnie. Wtedy każdy gracz ma możliwość ukarania drugiego gracza za zdradzanie w poprzedniej rundzie. W tej sytuacji, jeśli straty wynikające z ukarania będą większe niż zyski z zdradzania, współpraca obu graczy może utworzyć stan równowagi. Taka gra może mieć też wiele innych stanów równowagi.

Iterowany dylemat więźnia

W iterowanym dylemacie więźnia, ci sami gracze grają wielokrotnie ze sobą, wybierając strategie w kolejnych rundach na podstawie wcześniejszych rund. Robert Aumann pokazał w 1959 roku, że w nieskończonym ciągu takich rozgrywek, współpraca może być stanem równowagi.
W przypadku gdy wiadomo, ile dokładnie będzie rozgrywek, optymalna jest strategia Zawsze Zdradzaj. Wynika to z następującego rozumowania: w ostatniej rundzie można równie dobrze zdradzić, ponieważ przeciwnik nie będzie miał już okazji ukarać za to zagranie. Dlatego obaj gracze w ostatniej rundzie zdradzają. Zatem w przedostatniej rundzie również opłaca się zdradzić, ponieważ w ostatniej rundzie przeciwnik i tak zdradzi itd. Zatem aby pojawiła się współpraca, liczba rund musi być losowa, albo przynajmniej nieznana graczom.

W 1984 roku Robert Axelrod zaprosił akademików z całego świata do uczestnictwa w turnieju dla programów komputerowych, grających w iterowany dylemat więźnia. Przysyłane programy różniły się pod względem złożoności, startowego zachowania, reakcji na działanie przeciwnika itp. Wyniki pokazały, że przy wielokrotnych rozgrywkach, egoistyczne strategie dawały średnio bardzo małe wygrane w porównaniu z bardziej altruistycznymi. Axelrod pokazał w ten sposób możliwość ewolucyjnego wykształcenia się zachowań altruistycznych z nastawionych na własny zysk, wyłącznie za pomocą selekcji naturalnej.
Najlepszą deterministyczną strategią w tym turnieju okazała się strategia wet za wet (strategia coś za coś), którą zgłosił Anatol Rapoport. Była ona jednocześnie najprostszą zgłoszoną – jej cały program w języku BASIC zajmował cztery linie. Strategia polegała na współpracy w pierwszej rundzie, a w każdej kolejnej robieniu tego co przeciwnik robił w poprzedniej.
W niektórych sytuacjach lepsza była lekko zmodyfikowana strategia wet za wet z wybaczaniem. W strategii tej, jeśli przeciwnik zdradzał, z małym prawdopodobieństwem (1%-5%) gracz wybaczał i w kolejnej rundzie dalej współpracował. Pozwalało to na przerwanie ciągu wzajemnych zdrad, w którym dwie strategie wet za wet mogły utykać w nieskończoność.

Analizując najlepsze strategie, Axelrod przedstawił kilka cech którymi się one wyróżniały:
Przyjazność – oznaczająca nie zdradzanie dopóki przeciwnik tego nie zrobił.
Mściwość – oznaczająca reagowanie na zdradę przeciwnika. Bez tej cechy, strategia nie mogła dawać dobrych rezultatów. Przykładowo strategia Zawsze Współpracuj dawała bardzo kiepskie wyniki, gdyż wielu przeciwników bezlitośnie wykorzystywało takiego gracza.
Skłonność do wybaczania -oznaczająca wracanie do współpracy po okresie zemsty za zdradę. To pozwalało uzyskać znacznie lepsze wyniki niż ciągłe wzajemne mszczenie się.
Brak zazdrości – oznaczająca nie staranie się uzyskać lepszego wyniku niż przeciwnik.

Axelrod wywnioskował, na podstawie tego eksperymentu, że dbanie wyłącznie o własne zyski można często najlepiej realizować będąc przyjaznym i wybaczającym.
W jednorazowym dylemacie więźnia, zdradzanie jest zawsze najlepszym rozwiązaniem, niezależnie od tego co robi przeciwnik. W iterowanym, optymalna strategia zależy od tego jak grają przeciwnicy i jak reagują na współpracę i zdradę. Przykładowo, gdyby wszyscy gracze grali strategią Zawsze Zdradzaj, to jeden gracz grający strategią Wet Za Wet uzyskałby nieco gorszy wynik niż reszta. Gdyby wszyscy gracze grali strategią Zawsze Współpracuj, znacznie lepszy wynik uzyskałby jeden gracz grający strategią Zawsze Zdradzaj.
W pewnych sytuacjach optymalna okazuje się strategia zwana Pavlov. Polega ona na współpracy w pierwszej rundzie i zawsze jeśli w poprzedniej rundzie gracze zagrali tak samo. Jeśli w poprzedniej rundzie gracze zagrali różnie, strategia każe zdradzić.

Znajdowanie optymalnych strategii

W ogólności, optymalne strategie znajduje się na dwa sposoby:
1. Analitycznie: Jeśli statystyczne występowanie wszystkich strategii w grze jest znane (np. 50% wet za wet i 50% zawsze współpracuj), optymalną strategię można wyliczyć na tej podstawie.
2. Metodą Monte Carlo: Symulując wiele rozgrywek i usuwając strategie które dają najgorsze wyniki, zastępując je tymi które dają najlepsze. Aby uniezależnić końcowy wynik od początkowego rozkładu, można dodać losowe mutacje do powielanych strategii, uzyskując algorytm genetyczny do znajdowania strategii optymalnej. Eksperymenty pokazują że ta metoda zwykle prowadzi do opracowania strategii wet za wet (Chess 1988), ale nie ma dowodu że zawsze tak musi być.

Mimo że wet za wet jest uważana za najlepszą strategię, w zawodach urządzonych w dwudziestolecie zawodów Axelroda wygrała zupełnie inna strategia. Zaproponowała ją drużyna z Uniwersytetu w Southampton. Opierała się ona na współpracy pomiędzy programami przysłanymi przez tę drużynę, tak aby uzyskać maksymalny wynik jednego z tych programów. Uniwersytet przysłał 60 programów, które były napisane tak, aby rozpoznać się wzajemnie na podstawie pierwszych 5-10 posunięć. Po rozpoznaniu, jeden program zawsze współpracował a drugi zawsze zdradzał, tak aby dać maksymalny zysk zdradzającemu. Grając przeciwko przeciwnikowi nie z Southampton, program poświęcający się zawsze zdradzał, tak aby zminimalizować zysk przeciwnika, a program wygrywający stosował wet za wet. W rezultacie, drużyna zajęła pierwsze trzy miejsca (i wiele ostatnich).[4]
Powyższa strategia wykorzystała fakt, że w tym turnieju można było zgłaszać wiele programów, a wynik był mierzony dla najlepszego z nich. Dlatego poświęcanie własnych graczy pozwoliło uzyskać lepszy rezultat. Gdy każda drużyna może zgłosić tylko jednego gracza, wet za wet pozostaje optymalną możliwością. Przykład ten pokazuje dodatkowo możliwości jakie daje uzgadnianie strategii przed przystąpieniem do gry. Podobne sytuacje opisał wcześniej Richard Dawkins w książce Samolubny gen.
Dylemat więźnia stanowi podstawę niektórych teorii ludzkiej współpracy i zaufania. Zakładając że może on modelować interakcje w społeczeństwie, powstawanie zaufania można przedstawiać jako wynik iterowanego dylematu więźnia pomiędzy wieloma graczami.

Dylemat więźnia w wersji ciągłej

Większość prac dotyczących iterowanego dylematu więźnia skupia się na przypadku dyskretnych, w którym gracze mogą albo współpracować albo zdradzać. Można jednak rozważać też przypadek ciągły, w którym strategia gracza może przyjmować wartości pośrednie. Le i Boyd pokazali, że w takim przypadku współpraca pojawia się znacznie rzadziej. Wynika to z prostego argumentu: w takiej wersji, jeśli początkowo gracze zdradzają, gracze lekko współpracujący zyskują bardzo niewiele grając ze sobą. W dyskretnej wersji, gracze współpracujący ze sobą uzyskują znaczną przewagę nad graczami zdradzającymi się nawzajem. Wynik ten ma znaczenie w modelowaniu zachowań zwierząt stadnych. Ponieważ zwykle mają one znacznie więcej możliwości interakcji niż tylko dwie skrajne, może to wyjaśniać czemu zachowanie wet za wet jest spotykane bardzo rzadko, mimo że teoretycznie jest optymalne.

Wpływ doświadczenia

Jeśli gracze mogą uczyć się oceniać prawdopodobne zachowanie przeciwnika, mogą dostosowywać do tego swoje własne zachowanie. Statystyka pokazuje, że początkujący gracze z większym prawdopodobieństwem uzyskują nietypowo wysokie lub nietypowo niskie wyniki. Jeśli grają potem na podstawie tych doświadczeń (częściej współpracując lub zdradzając z ich powodu), wpływa to również na ich przyszłe wyniki. W ten sposób wczesne doświadczenia mają większy wpływ na sumaryczny wynik graczy niż takie same późniejsze doświadczenia. Ten efekt dobrze modeluje istnienie kształtujących doświadczeń u młodych ludzi.
Prawdopodobieństwo zdradzania w grupie można zredukować przez zbudowanie pomiędzy graczami zaufania bazującego na współpracy we wcześniejszych grach. Poświęcanie się niektórych graczy może po początkowym okresie strat przekonać większą część grupy do współpracy, co w efekcie przynosi zyski wszystkim grającym. Efekt ten jest szczególnie silny w małych grupach. Takie procesy są przedmiotem intensywnych badań dotyczących altruizmu odwzajemnionego, doboru grupowego i doboru krewniaczego.

Racjonalność i nadracjonalność

Douglas Hofstadter w książce Metamagical Themas zaproponował wprowadzenie konkurencyjnego pojęcia do racjonalności, która każe graczom zdradzać i uzyskiwać niższy wynik. W jego definicji, prawdziwie racjonalny gracz (nadracjonalny) powinien przewidywać również przypuszczalne zachowanie swojego przeciwnika i zakładać że przeciwnik postąpi tak samo. W takiej sytuacji bardziej opłacalne jest współpracowanie.

Przykłady w świecie rzeczywistym

Istnieje wiele sytuacji w których interakcje w społeczeństwie jak i w przyrodzie charakteryzują się podobnymi wypłatami jak w dylemacie więźnia. Z tego powodu dylemat ten jest badany w wielu naukach społecznych takich jak ekonomia, polityka czy socjologia, jak również w naukach biologicznych takich jak etologia i biologia ewolucyjna. Wiele procesów w przyrodzie można również modelować w postaci niekończącej się gry w iterowany dylemat więźnia.
W politologii, przykładowym scenariuszem są dwa państwa uwikłane w wyścig zbrojeń. Każde z nich ma dwie możliwości: albo zwiększyć wydatki na zbrojenia albo podpisać porozumienie o ich zmniejszeniu. Żadna ze stron nie może być pewna czy druga dotrzyma warunków porozumienia. W rezultacie, racjonalną decyzją każdego państwa jest rozwój militarny.
W sporcie, podobny dylemat dotyczy wszystkich szkodliwych dla zdrowia zabiegów poprawiających szanse zwycięstwa. Przykładami może być doping bądź gwałtowne tracenie wagi tak aby trafić do niższej kategorii wagowej. Zawodnik który tego nie robi (współpracuje) może stracić szanse na zwycięstwo. W momencie gdy wszyscy tak robią, sensowność zawodów staje się problematyczna.
Innym przykładem związanym ze sportem jest sytuacja w zawodach kolarskich. Częstą sytuacją jest gdy dwóch zawodników wyprzedza peleton, zmieniając się na męczącej przedniej pozycji. Jeśli żaden z zawodników nie będzie się starał jechać jako pierwszy, peleton szybko ich dogoni. Jeśli tylko jeden z nich będzie to robił, istnieje duża szansa że zawodnik który jechał za nim i dzięki temu mniej się męczył, wyprzedzi go tuż przed metą.
W przemyśle reklamowym, sytuacja podobna do dylematu więźnia odnosi się do towarów które ludzie kupują niezależnie od tego czy są reklamowane. Przykładowo gdy dwie firmy sprzedają papierosy na tym samym rynku, zysk każdej z nich zależy głównie od tego ile sprzeda druga firma. Jeśli obie przeznaczą więcej pieniędzy na reklamy, ich efekty się zniosą. Jednak jeśli tylko jedna firma będzie reklamować swoje produkty, zyska znacznie więcej niż druga. Obu firmom zależy wtedy na tym żeby wszyscy ograniczyli swoje wydatki na reklamę. W rzeczywistości w USA producenci papierosów aktywnie wspierali uchwalenie prawa zabraniającego ich reklamowania.
W informatyce, udostępnianie programów na publicznej licencji GNU (jak np. Linux) jest odpowiednikiem współpracy w dylemacie więźnia. Każda firma która udostępnia takie oprogramowanie, ułatwia prace innym firmom, które mogą z niego korzystać przy tworzeniu własnych produktów. Każde ulepszenie takiego oprogramowania musi zostać również udostępnione na publicznej licencji, co wymusza współpracę pomiędzy rywalizującymi firmami.
W ochronie środowiska, dbanie o czystość wód, powietrza, utylizacja odpadów etc., są działaniami odpowiadającymi współpracy, które wymagają wysiłku. Znacznie łatwiej jest nie podejmować tej współpracy a korzystać z wysiłku innych na rzecz czystego środowiska – to postawa zdrajcy. Kiedy jednak wszyscy będą zdradzać i zaśmiecać środowisko, życie w nim stanie się uciążliwe.
W systemie podatkowym, każdy kto płaci należne podatki przyczynia się do finansowania zadań i potrzeb publicznych. Zdrajcy, którzy starają się unikać płacenia podatków, czerpiąc z tego doraźne korzyści finansowe, najczęściej korzystają na równi z innymi z infrastruktury, edukacji, systemu opieki zdrowotnej etc., finansowanych z podatków, które płacą inni.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dylemat_wi%C4%99%C5%BAnia

Nauczanie trivium: trivium w praktyce – napisy PL

Nauczanie trivium: trivium w praktyce – napisy PL

Nauczanie dziecka, które nie ukończyło dziesięciu lat, wymaga położenia nacisku na rozwój komunikacji werbalnej, więc lepiej spożytkujesz ten czas rozwijając jego słownictwo, które jest pierwszym wskaźnikiem inteligencji.

Nauczanie trivium: trivium w praktyce

 

Najpierw będziemy mówić o najwcześniejszym etapie nauczania – dziesięciu rzeczach, które należy zrobić przed ukończeniem przez dziecko dziesiątego roku życia. Nada to właściwy tok przekazywanym przeze mnie informacjom i będzie stanowiło zastosowanie tego, o czym mówiliśmy wczoraj podczas seminarium będącego wstępem do trivium. Przed ukończeniem dziesięciu lat, dziecko znajduje się na wczesnym etapie gramatyki, kiedy w największym stopniu uczy się na drodze konkretnych doświadczeń zdobywanych za pomocą zmysłów. W wieku około dziesięciu lat wkracza w bardziej intensywną fazę etapu gramatyki, kiedy jego mózg staje się fizycznie zdolny do tworzenia bardziej skomplikowanych powiązań, co sprawia, że dziecko jest w stanie lepiej pojmować abstrakcyjne pojęcia, a to z kolei pomaga mu w samodyscyplinie i samokontroli. Forsowanie na siłę formalnej nauki przed ukończeniem przez dziecko dziesięciu lat stanowi wyłącznie stratę czasu, nie daje pozytywnych wyników, na których ci zależy i może spowodować szkodę. Oczywiście dokładny wiek może być różny u różnych dzieci, jednak w wieku około dziesięciu lat dziecko staje się na tyle rozwinięte i dojrzałe, by rozpocząć naukę o bardziej akademickim charakterze. Przed ukończeniem przez dziecko dziesięciu lat należy się skupić na zbudowaniu dobrych podstaw do późniejszej nauki w szkole. Sugerujemy, że na formalnej nauce należy się skoncentrować po ukończeniu przez dziecko dziesięciu lat. Jeśli ćwiczymy te części umysłu naszego dziecka, które się rozwijają, wzmacniamy i zwiększamy jego zdolności. Dlatego w pierwszych latach, przed ukończeniem przez dziecko dziesięciu lat, chcemy zasiać takie nasiona jak szacunek dla Boga i rodziców, rozwój zdolności uczenia się języka, rozwój chęci do nauki, wzmacnianie pamięci, rozbudzanie kreatywności, wpajanie etyki pracy i służby. To są właśnie te rzeczy, które dadzą podstawy do rozpoczynającej się później formalnej nauki. Tak więc formalna nauka musi opierać się na dobrych podstawach moralnych. A zatem najpierw omówimy listę dziesięciu rzeczy, które należy zrobić przed ukończeniem przez dziecko dziesięciu lat.

Numer 1 to czytanie i pisanie. W którymś momencie zanim twoje dziecko skończy dziesięć lat, należy nauczyć je czytać wykorzystując dobrą intensywną metodę foniczną. Niewiele dzieci opanowuje umiejętność czytania w wieku czterech lat, bardzo niewiele potrafi pewnie przeczytać prostą czytankę dopiero w wieku dziesięciu lat, jednakże większość dzieci opanowuje umiejętność czytania w którymś momencie między piątym a ósmym rokiem życia. Wiek, w jakim dziecko osiąga tę umiejętność nie stanowi wskaźnika jego inteligencji ani tego jakie będzie miało wyniki w dalszej nauce. Nasze dzieci nauczyły się czytać jakoś między piątym a dziewiątym rokiem życia, i wszystkie czytają tak samo dobrze. Sugerujemy rozpoczęcie nauki czytania, gdy dziecko ma 5 lub 6 lat, a kiedy po upływie rozsądnego czasu okaże się, że dziecko nie przyswaja nauki, nawet jeśli wkłada w to dużo wysiłku, wtedy dobrze jest odłożyć program nauczania na bok, poczekać kilka miesięcy i zacząć od nowa i kontynuować to postępowanie aż dziecko zacznie przyswajać naukę. Nie zamartwiajcie się, jeśli wasz pięcio- czy sześciolatek nie umie czytać – wiele dzieci opanowuje umiejętność czytania, gdy mają 7 lub 8 lat. Rodziny edukacji domowej mają duży wybór dobrych intensywnych programów fonicznych. Z których wy korzystacie? Tak, „Phonics Pathways” to dobry intensywny foniczny program nauczania. Tak, „Learn to Read – 180 Lessons” to również dobry intensywny foniczny program nauczania. „The Writing Road to Reading” Spauldinga uchodzi za najlepszy intensywny foniczny program nauczania. Kilka osób rozwinęło program zawarty w tym podręczniku i uczyniło go bardziej użytecznym. „TATRAS” to ten, który ja szczególnie lubię. Pełny tytuł brzmi „Teach America to Read and Spell”, zaś autorem jest Frank Rogers. Jest bardzo dobry. „Alpha Find” to kolejny znakomity program. Jest naprawdę duży wybór dobrych intensywnych fonicznych programów nauczania. Kopiowanie. Kiedy twoje dziecko osiąga dostateczną biegłość w pisaniu liter i jest już na drodze do nauki czytania, możesz wprowadzić kopiowanie. Praktyka kopiowania sięga starożytności i stanowi, wraz z ustną narracją, pierwszy krok w uczeniu dziecko pisania. Kopiowanie jest dobrym sposobem ćwiczenia umiejętności odręcznego pisania, wzmocnienia nauki fonicznej, wprowadzenia gramatyki i właściwej budowę zdań, a także kładzie podstawy twórczego pisania, kiedy dziecko będzie starsze. Kopiowanie polega na tym, że dziecko kopiuje na kartce papieru słowo po słowie ze zdania lub akapitu, który ktoś inny napisał. Kładziesz więc przed dzieckiem jakiś fragment literatury, jak werset z Biblii, wiersz czy coś podobnego, dziecko ma ołówek automatyczny i kartkę i kopiuje słowo po słowie to co widzi na papierze. Jest to pierwszy krok w nauce pisania.

Numer 2 to ustna narracja. Pod koniec XIX wieku w Wielkiej Brytanii niejaka Charlotte Mason opracowała koncepcję narracji jako metody nauczania. W książce „For the Children’s Sake”, Susan Schaeffer Macaulay ponownie wprowadziła narrację do rodzin praktykujących edukację domową. Karen Andreola – tak przy okazji słyszałam, że będzie tu miała prelekcję w przyszłym roku, a jest naprawdę wspaniałym wykładowcą – więc Karen Andreola opublikowała później książkę p.t. „Charlotte Mason Companion”. Narracja polega na tym, że rodzic czyta coś dziecku – lub dziecko czyta coś samo – a następnie opowiada rodzicowi własnymi słowami to, co właśnie zostało przeczytane. Najlepiej jest rozpocząć narrację w jak najmłodszym wieku, powiedzmy wtedy, gdy dziecko ma 4 lub 5 lat. Należy ją ćwiczyć codziennie i kontynuować do czasu, kiedy jest już starszym nastolatkiem. Narracja to ćwiczenie budujące umysłową wytrzymałość. Według Karen Andreoli, „narracja zajmuje miejsce kwestionariuszy i testów wielokrotnego wyboru. Umożliwia dziecku wykorzystanie wszystkich umiejętności umysłu. Kiedy opowiada własną wersję jakiejś historii, dziecko rozwija swoje słownictwo i poznaje talent literacki dobrych pisarzy”. Mówiąc między nami, narracja jest bardzo trudna do wykonania. Czy wy, bez notatek, potrafilibyście opowiedzieć mi kazanie, którego wysłuchaliście w ostatnią niedzielę? Potrafilibyście? Większość z nas nie potrafiłaby, ponieważ nie rozwinęliśmy naszego umysłu do tego stopnia, żebyśmy mogli coś usłyszeć, zatrzymać to, a następnie o tym opowiedzieć. Wyobrażacie sobie, jakie to trudne? I właśnie to powinniście wykonać ze swoimi dziećmi, kiedy są jeszcze małe – rozwinąć tę umiejętność. Widzicie jak wzmocniony i wytrenowany staje się umysł dziecka, jeśli zaczniecie wtedy, gdy jest małe i będziecie kontynuować tę metodę do czasu aż będzie miało kilkanaście lat. Zacznij od niedługiego fragmentu tekstu, przeczytaj swojemu dziecku jeden krótki akapit nieskomplikowanej historii, a następnie poproś o opowiedzenie jej własnymi słowami. Na początku trzeba mu będzie pomóc zadając pytania na temat przeczytanego fragmentu, ale w miarę jak dziecko nabiera większej wprawy w narracji, jest w stanie opowiadać dłuższe, bardziej szczegółowe fragmenty.

Numer 3 to coś, co idzie w parze z narracją – zapamiętywanie. Naukę zapamiętywania należy rozpocząć, kiedy dziecko jest małe, nawet dwu- lub trzyletnie, i kontynuować przez całe życie. Codziennie należy poświęcić temu czas. Zachęcaj swoje dziecko, by zapamiętywało różne rzeczy, takie jak alfabet grecki bądź hebrajski, wersety biblijne, wiersze, katechizmy, fragmenty literatury. Naucz dziecko zapamiętywać te same wersety biblijne po grecku, po łacinie i po angielsku, aby dać mu wyczucie językowe. Zapamiętywanie fragmentów literatury przygotuje twoje dziecko do nauki gramatyki formalnej w wieku dziesięciu lat. Da mu to orientację w jaki sposób składa się zdania i pomoże rozbudowywać słownictwo. Tak więc zapamiętywanie przygotowuje twoje dziecko również do tego, by w przyszłości dobrze pisało. Być może jest możliwość, by przedstawiało to, co zapamiętało rodzinie lub większej grupie osób. To przygotuje je do rywalizacji w ustnej interpretacji, przemowach i debatach, kiedy będzie starsze. A zatem zapamiętywanie wraz z narracją wytrenują, wyostrzą i wzmocnią umysł twojego dziecka, co przygotuje je do późniejszej bardziej rygorystycznej nauki. To jest dokładnie to, co chcemy osiągnąć zanim dziecko skończy 10 lat. Dla kontrastu, jakie rzeczy, które robicie w swoim domu, działają odwrotnie? Nie ćwiczą ani nie wzmacniają umysłu dziecka? Telewizja, filmy video, wiele tzw. edukacyjnych programów komputerowych. Tego typu rzeczy nie ćwiczą ani nie wzmacniają umysłu, lecz przynoszą odwrotny skutek. Sugerujemy, żebyście – zwłaszcza przed ukończeniem przez dziecko dziesięciu lat – wyeliminowali te rzeczy z życia waszego dziecka. Toczy się dyskusja na temat tego jakiego rodzaju informacje dziecko ma zapamiętywać. Są miliony takich rzeczy. Niektórzy mówią, że trzeba poświęcać czas na zapamiętywanie faktów, dat, końcówek łacińskich czasowników, przeróżnych danych naukowych i geograficznych. Być może tak jest, ale ponieważ nie mamy nieskończenie wiele czasu do dyspozycji w ciągu dnia, my jako rodzice musimy zdecydować jak najlepiej wykorzystać ten czas, którym dysponujemy. Jeżeli ważne jest dla ciebie, żeby twoje dziecko przed ukończeniem dziesięciu lat znało nazwy wszystkich stanów i ich stolic, niech zapamiętuje właśnie to. Oboje rodzicie powinni usiąść i stworzyć listę rzeczy, co do których ważne jest dla nich, żeby ich dziecko je zapamiętało, a potem, kiedy pojawią się inne priorytety, dostosowywać tę listę. Naszym zdaniem ważniejsze jest, by zapamiętać fragmenty literatury niż po prostu rozmaite fakty i dane.

Numer 4 to słyszenie i słuchanie. Kiedy czytasz na głos swojemu dziecku, ono uczy się brzmienia wyrazów, wzbogaca swoje słownictwo, zwiększa własne pojmowanie świata i rozwija wyobraźnię. Sugerujemy, żebyście czytali swoim dzieciom co najmniej dwie godzinny dziennie, oczywiście niekoniecznie w jednym ciągu. Korzystajcie z różnorodności dobrych książek – biografii, fikcji historycznej… Uwzględnijcie książki z dziedziny nauki, geografii, sztuki, muzyki i historii. Niektórzy rodzice łączą czas poświęcony na narrację z czasem czytania na głos. Chcę tu powiedzieć o trzech rzeczach. Nie bójcie się czytać małym dzieciom książek z długimi rozdziałami. Pięciolatek jest w pełni zdolny do zrozumienia takich książek jak „Wyspa skarbów” czy „Podróż do wnętrza Ziemi”. Po drugie nie marnujcie czasu na czytanie bezwartościowych książek. Kto może podać przykłady takich książek? Komiksy, tak. Książki z cyklu „Babysitter Club”. Co jeszcze? Nancy Drew,  „Boxcar Children”. Nie usłyszałam? Goose? Książki z cyklu „Goosbumps”, dobrze. Dlaczego powiedziałam, żeby unikać bezwartościowych książek? Chcecie u swojego dziecka rozwinąć właściwy rodzaj apetytu/smaku. Powiedzmy, że masz dziecko, które od urodzenia karmisz tylko hamburgerami i frytkami. Kiedy ma dziesięć lat, dajesz mu szparagi. Co by zrobiło? Nie smakowałyby mu. A dlaczego? Ponieważ nie rozbudził się w nim ten rodzaj smaku, rozbudził się w nim niewłaściwy rodzaj smaku.

Głos z sali: [nie słyszę]

Rozbudziło się w nim zamiłowanie do śmieciowego jedzenia. Nie smakuje mu zdrowe jedzenie. Tak samo jest z literaturą. Jeśli masz córkę, która od początku aż do ukończenia dziesięciu lat czytała tylko Nancy Drew, a ty jej dajesz Roberta Goose Stevensona, ona na to powie: „To jest nudne, nie rozumiem tego, nie podoba mi się to”, ponieważ rozbudził się w niej niewłaściwy rodzaj smaku. Sugerujemy więc, żebyście pomogli swojemu dziecku rozwinąć właściwy rodzaj smaku – już wtedy, gdy jest małe. Jest miejsce na książki takie jak „Boxcar Children”, kiedy dzieci są bardzo małe – jako pomoc w uczeniu je czytania. Należy jednak wyeliminować ten rodzaj literatury najszybciej jak to możliwe i zachęcić dzieci do trudniejszych książek. Tak?

Głos z sali: A co z, no wiesz, jeśli mamy wiele ilustrowanej klasyki dla małych dzieci?

Chodzi o skrócone wersje?

Tak. Klasycznych książek.

Sugerowałabym, żeby trzymać się od nich z daleka. Po pierwsze zniekształcają fabułę oryginału. Dziecko może potem nawet nie chcieć przeczytać oryginalnych wersji, a to byłoby złe. I naprawdę nie ma potrzeby, żeby czytać te książki. Jest tak wiele innych dobrych książek, które są napisane łatwiejszym językiem, jak np. książki Loisa Lenski’ego czy seria „Mały domek na prerii”. Mamy książeczkę p.t. „Hand that Rocks the Cradle”, w której znajduje się lista wszystkich książek, które my czytaliśmy naszym dzieciom w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat i są one podzielone na kategorie według wieku. Po trzecie nie wymagaj od swojego dziecka, żeby siedziało przy tobie całkowicie nieruchomo, kiedy mu czytasz. Pozwól mu bawić się na podłodze swoimi zabawkami, klockami LEGO, niech rysuje, szyje, cokolwiek. W naszej rodzinie mieliśmy taką zasadę, że musieliśmy być w tym samym pokoju i nie rozmawialiśmy, ale zajmowaliśmy się wszystkim co akurat mieliśmy do zrobienia, kiedy ja czytałam na głos. Obiecuję wam jedną rzecz: gdy wasze dziecko będzie miało 26 lat, będzie cicho, gdy będziecie czytać. Ale pozwólcie waszym dzieciom zajmować się czymkolwiek chcą się zajmować, kiedy czytacie im na głos. Czytanie na głos to moja ulubiona część edukacji domowej. Ilu z was lubi czytać na głos? Tak, wszyscy uwielbiamy czytać na głos. Ilu z was miało takie doświadczenie… Siedzicie na kanapie, może też być krzesło, ale powiedzmy, że na kanapie i czytacie dobrą książkę, jak np. „Men of Iron”. Czy ktoś czytał „Men of Iron” Howarda Pyle’a? „Men of Iron”? To taka książka… „Men of Iron” to jedna z najlepszych książek… Podobnie jak inna książka Pyle’a, „Otto of the Silver Hand”. Och, te książki są tak dobre… Tak czy inaczej, czytasz „Men of Iron”, jedno dziecko siedzi tutaj, jedno tutaj, jedno siedzi za plecami z tyłu kanapy, jedno na twoich kolanach… jeden… dwa… trzy… cztery… Piąte siedzi u twoich stóp czy gdziekolwiek. Wszystkie siedzą tak, żeby widzieć ilustracje. Musisz przerywać, żeby mogły obejrzeć ilustracje. Czy lubicie czytać w dialekcie? Ilu z was czyta w dialekcie? W porządku, w jakim dialekcie czytasz? Tak? John Buckett napisał wiele książek w irlandzkim, szkockim i angielskim dialekcie. Moje dzieci odmawiają przejechania przez „drive thru” w McDonaldzie, kiedy jestem w tym nastroju. Mamo, proszę cię… Lubicie smutne książki? Najsmutniejsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam… Najsmutniejsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam ma tytuł „Bob, Son of Battle”. Ta książka z całą pewnością… jest po prostu… jest wspaniała. Dobrze, rozwiń u swojego dziecka pojęcie o ciągłości historii zaznaczając rzeczy, o których się uczycie bądź czytacie na osi czasu. Musisz więc wziąć długi kawałek papieru do drukarki, kartki muszą być połączone, i narysować linię po środku. Na jednym końcu piszesz datę 4004 r. p.n.e., a na drugim dzisiejszą datę. Przyczep to do ściany w salonie i zostaw tam na następne dwadzieścia lat. To jest oś czasu twojej rodziny. Za każdym razem, gdy przeczytasz coś o znaczeniu historycznym, zaznacz to na osi. Dzięki temu twoje dzieci zrozumieją pojęcie ciągłości historii.

Numer 5 to rodzinne praktykowanie religii. Mówiliśmy o tym dzisiaj rano. Na przekór staremu powiedzeniu, „Rodzina, która modli się razem, pozostaje razem”, badania wskazują, że rodzina, która tylko modli się razem, to jest wspólnie praktykuje religię tylko w kościele, zwykle nie pozostaje razem. Rodzina, która pozostaje razem to rodzina, która modli się i regularnie studiuje Biblię w domu jako rodzina. Mamy na naszym seminarium książeczkę na ten konkretny temat. Tak?

Głos z sali: [nie słychać]… Mam kilkoro dzieci… [nie słychać]… Tak trudno jest czytać im na głos.

Oddałabym życie, żeby dziś zobaczyć taką scenę. Wszystkie moje dzieci mają ponad 20 lat, ciesz się tym, to nie trwa długo. I czytajcie książki, które lubicie, nie czytajcie książek, których nie znosicie, ponieważ właśnie to przekażecie swoim dzieciom. Czytajcie więc książki, których czytanie sprawia wam przyjemność. Tak?

Głos z sali: [nie słychać]

C.S. Lewis?

Głos z sali: [nie słychać]

Nie, sądzę, że pięciolatek zrozumie C.S. Lewisa, jak najbardziej. Tak?

Głos z sali: Czy później czytałaś książki swoim nastolatkom?

Jasne. Czytaliśmy…

Głos z sali: [nie słychać]

Tak. Czytaliśmy „Mały domek na prerii” sama nie wiem ile razy. Czytałam prawie każdą książkę prawdopodobnie dwukrotnie. Tak… Tak?

Głos z sali: Jaki jest tytuł książki Harolda Pyle’a?

„Men of Iron” i „Otto of the Silver Hand”. Wszystkie książki są wymienione w naszej książeczce „Hand that Rocks the Cradle”. Mamy również książeczkę p.t. „Lives in Print”, która wymienia biografie. Lista w „Hand that Rocks the Cradle” w większości zawiera fikcję.

Dobrze, przejdźmy do numeru 6 – Plastyka i zajęcia artystyczne. Małe dzieci uczą się przede wszystkim poprzez zmysły, więc zanim skończą 10 lat potrzebują wielu zajęć związanych z manipulowaniem dłońmi. Należy zapewnić dziecku miejsce, narzędzia i czas, aby rozwinęło swoje zdolności twórcze wykorzystując sztukę. W salonie czy gdziekolwiek, gdzie czytasz na głos swoim dzieciom, powinieneś mieć nisko zawieszoną półkę, którą zapełnisz dobrej jakości przyborami plastycznymi – dobrej jakości kredkami ołówkowymi, papierem, folderami z próbkami tapet, kawałkami materiału, klejem, gliną, tego typu różnorodnymi rzeczami. Trzeba też mieć mały stół i krzesła, tak żeby dzieci mogły wyciągnąć swoje przybory, kiedy mają na to ochotę i zająć się zabawą nimi. Nie trzymajcie przyborów plastycznych na wysoko zawieszonej półce, żeby nie musiały prosić mamusi o ściągnięcie ich z góry. To nie zachęca dzieci do kreatywności. Niech będzie tak, żeby same mogły je wyciągnąć, kiedy tylko będą chciały. Oczywiście naucz dzieci utrzymywania porządku. To jasne, że estetyka twojego domu i ogrodu na tym nie zyska, ale twoim celem powinno być umożliwienie dzieciom rozwoju ich zdolności twórczych. I nie każcie im odkładać wszystkiego na miejsce. Jeżeli zajmują się jakimś projektem, nie każcie im go odkładać na koniec dnia, ale pozwólcie trzymać go na wierzchu. Nic tak nie tłamsi kreatywności młodego artysty niż konieczność przerwania pracy nad projektem i odłożenia go na koniec dnia. Oczywiście czasami trzeba zastopować jakiś projekt, ale pozwólcie dzieciom na kreatywność.

Numer 7 to wycieczki i biblioteki. Wybierajcie się często na wycieczki. Wygospodarujcie czas na uczestnictwo w koncertach i przedstawieniach teatralnych, wizyty w muzeach i na wystawach. Odwiedzajcie miejsca pracy. Kiedy wasze dziecko ma 4 czy 5 lat, zacznijcie chodzić na lokalne targi naukowo-techniczne. Czy ktoś z was był kiedyś na targach naukowo-technicznych? W porządku… Zwykle organizowane są mniej więcej w lutym bądź marcu. Można tam obserwować różne rodzaje projektów i eksperymentów oraz zachęcić dziecko – jeśli ma około trzynastu lat lub więcej – do zastanowienia się czy chciałoby uczestniczyć w którymś z nich. Wcześnie wypracuj zwyczaj cotygodniowego odwiedzania biblioteki. Oczywiście, kiedy twoje dziecko jest małe, zaczniesz od lokalnej biblioteki publicznej. Naucz je jak rozmawiać z bibliotekarką, gdzie jest literatura piękna, gdzie publicystyka i biografie, a także jak korzystać z komputera. A później, kiedy dzieci mają około dwunastu lat, zabierz je do dobrej biblioteki w college’u, gdzie używają systemu Biblioteki Kongresu. Naucz dzieci jak szukać książek używając tego rodzaju systemu. I wreszcie, przed ukończeniem przez nie piętnastu lat, zabierz je do dobrej, bardzo dużej biblioteki uniwersyteckiej. Jaką macie tu największą bibliotekę uniwersytecką? W porządku. Ilu z was było w tej bibliotece razem z dziećmi? Ok… Zanim skończą osiemnaście lat, powinny być mniej więcej zaznajomione z przeszukiwaniem katalogów w dużej bibliotece uniwersyteckiej. Oczywiście nauczycie się tego wraz z nimi. Jeżeli nie wiecie jak to robić, to jeśli dzieci są małe, zaczniecie od małych kroczków, a potem nauczycie się więcej.

Numer 8 to praca i służba. Rozwiń w swoim dziecku miłość do pracy i służby. Od momentu, w którym opanuje chodzenie i mówienie, trzeba, by miało stałą pracę do wykonania. Nie mówię tylko o karmieniu lalki i ścieleniu łóżka, mówię o tym, że pięciolatek jest absolutnie zdolny do odłożenia całego prania, do poskładania i odłożenia na miejsce całego prania. Dziesięciolatek może przygotowywać proste posiłki, od początku do końca. Dzieci w każdym wieku mogą sprzątać i porządkować dom. Ty jako matka nie powinnaś chodzić za nimi i zbierać, zbierać, zbierać różnych rzeczy, a potem je odkładać – wiesz, że to może trwać cały dzień. Dzieci powinny robić to wszystko zamiast ciebie. Ja nie gotuję. Nie gotuję od lat. Moje dziewczynki… Przekazałam moim dziewczynkom jurysdykcję mojej kuchni. Zajmują się… Zarządzają całym gospodarstwem domowym za mnie. To powinien być wasz cel. Do czasu kiedy wasze dzieci staną się nastolatkami, powinny być w stanie poprowadzić gospodarstwo domowe. Wraz z pracą, dzieci powinno się uczyć służby. Prawdopodobnie macie wiele okazji do prac społecznych na tak dużym terenie. Kiedy nasze dzieci były młodsze, regularnie odwiedzaliśmy domy opieki. Jest mnóstwo innych okazji do zaangażowania się w wolontariat. Nasze dziewczynki szydełkowały maleńkie buciki z przędzy dla różnych organizacji broniących prawa do życia. Gdy kobieta ma pozytywny wynik testu ciążowego, dostaje takie buciki jako pierwszy prezent dla dziecka. Innym miejscem, w którym można praktykować służbę jest oddział intensywnej terapii dla noworodków w waszym lokalnym szpitalu. Czy są tu szpitale uniwersyteckie?

Głos z sali: Wiele szpitali dla dzieci… [nie słychać]

Ok. Możecie się tam popytać. Oni potrzebują szpitalnych ubranek dla urodzonych tam noworodków, ubranek, dla dzieci, które wychodzą do domu oraz dla zmarłych noworodków. Numer 9 to dyscyplina. Niektórzy zastanawiają się dlaczego mówimy o dyscyplinie na takim seminarium jak to, poświęconym edukacji domowej. Odkryliśmy jednak, że jeśli zaniedbuje się obszar dyscypliny, to równie dobrze można zapomnieć o nauce. Dzieci nigdy nie nauczą się samodyscypliny, jeśli dorośli nie będą ich w tym ćwiczyli. Dziecko, które nie rozwinęło samodyscypliny odniesie porażkę w wielu dziedzinach, łącznie ze studiami, do których macie nadzieję je przygotować. Oto pytania, które możecie sobie zadać: czy jestem zadowolona z posłuszeństwa moich dzieci? Czy jestem zadowolona z posłuszeństwa mojego dziecka? Czy przebywanie w towarzystwie mojego dziecka sprawia mi przyjemność? Czy przebywanie w towarzystwie mojego dziecka sprawia mi przyjemność? Czy moje dzieci darzą mnie czcią i szacunkiem, czy postrzegają mnie jako królową, a tatusia jako króla, a one same są małymi szkolącymi się służącymi? To one mają służyć tobie, a nie na odwrót. Jeśli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań brzmi „nie”, to powinnaś przeszacować swoje priorytety. Jeśli nie doświadczasz bezwarunkowego posłuszeństwa ani szacunku ze strony swoich dzieci, niezależnie od ich wieku, wówczas całe przedsięwzięcie, jakim jest edukacja domowa, napotka wiele trudności. W odniesieniu do kwestii bezwarunkowego posłuszeństwa gorąco polecamy książkę wydaną po raz pierwszy w 1843 roku. Ma tytuł „The Mother at Home”, a autorem jest John Abbott. „The Mother at Home” Johna Abbotta. Ta książka jest cennym źródłem służącym szkoleniu, z perspektywy biblijnej, młodych kobiet w sztuce bycia matką. Nie pozwalaj swojemu dziecku ignorować cię. Ty jesteś bezpośrednim powodem, dla którego ono żyje. Kiedy mu coś mówisz, upewnij się, że cię słyszy.

Ostatnią rzeczą, numer 10 jest – daj swojemu dziecku wiele czasu na zabawę i odkrywanie. Hej, co pominęłam?

Głos z sali: Matematykę.

Zgadza się, pominęłam matematykę. Ok. Porozmawiamy o tym w dalszej kolejności. W porządku, przechodzimy dalej. Etap późniejszej wiedzy. 10 rzeczy do zrobienia, gdy dziecko ma od dziesięciu do dwunastu lat. W ciągu całego etapu wiedzy, czyli od narodzin do ukończenia dwunastego roku życia, dziecko zdobywa wiedzę. Na tym późniejszym etapie, kiedy ma od dziesięciu do dwunastu lat, dyscyplina akademicka staje się bardziej ukształtowana i formalna, zaś nauka gramatyki języka formalnego i matematyki rozpoczyna się. Rozważcie tę podstawową zasadę edukacji domowej. Doba ma tylko 24 godziny. Ilu z was zgadza się z tym zgadza? Dobrze… Chcę, żebyście mieli to na względzie, kiedy będziecie decydować których z wielu przedmiotów wasze dziecko będzie się uczyć w ciągu lat spędzonych na szkolnej nauce i jaki jest najwłaściwszy sposób wykorzystania czasu, którym dysponujecie. Mamy do dyspozycji tylko 24 godziny w ciągu dnia. Przed ukończeniem dziesięciu lat większość dzieci wkracza w etap późniejszej wiedzy. Jest to mniej więcej ten wiek, kiedy dzieci są gotowe do bardziej formalnej nauki. W wieku około dziesięciu lat zapala się światełko, mózg staje się fizycznie zdolny do tworzenia bardziej skomplikowanych połączeń, które między innymi sprawiają, że dziecko jest zdolne do rozumienia abstrakcyjnych pojęć, a także pomagają mu w zachowaniu samodyscypliny i samokontroli.

Omówimy teraz listę rzeczy, które należy zrobić, kiedy dzieci mają od dziesięciu do dwunastu lat.

Numer 1 to ponownie rodzinne praktykowanie religii. Uważamy, że regularne praktykowanie religii w rodzinie nie jest tylko dodatkiem, czymś co dodajemy na koniec dnia, jeśli tak się akurat złoży, że mamy na to czas. Przed ukończeniem dziesięciu lat twoje dziecko jest w stanie szybko przyswoić sobie nauki biblijne dzięki wskazówkom ojca.

Numer 2 to literatura i czytanie na głos. Teraz powinnaś wymagać, żeby twoje dziecko codziennie przeczytało coś z klasycznej literatury lub poezji albo krótkie opowiadanie. Oczywiście wiele dzieci już sporo czyta samodzielnie przed osiągnięciem tego wieku. Stare podręczniki takie jak McGuffey są dobrym źródłem tego rodzaju literatury. Nie trzeba koniecznie kupować lektur poziomowanych, można skorzystać z biblioteki. I chociaż teraz twoje dzieci czytają samodzielnie, powinnaś nadal czytać im na głos dwie godziny dziennie. To prawdopodobnie będzie wasza ulubiona część edukacji domowej. Niektóre z polecanych przez nas książek to „Lorna Doone” Richarda Blackmore’a i „39 kroków” Johna Buchana. Ilu z was czytało „Robinsona Crusoe”, oryginalną wersję? To jest naprawdę… To wspaniała książka. Albo książki G.A Henty’ego. Są bardzo dobre. Które książki najchętniej czytacie na głos?

Głos z sali: ”Małe kobietki”.

„Małe kobietki”.

Głos z sali: „Ania z Zielonego Wzgórza”.

„Ania z Zielonego Wzgórza”, dobrze.

Głos z sali: „Hobbit”.

„Hobbit”? Moje dzieci bardzo lubią tę książkę, a ja jej nie znoszę. Moje dzieci ją uwielbiają, a ja zwyczajnie nie rozumiem tych wszystkich słów, nazw i całej reszty. W porządku… Kontynuujcie zapamiętywanie i relacjonowanie na głos fragmentów utworów literackich i poezji. Czytanie interpretacyjne jest prostą metodą łatwego zaznajomienia uczniów ze sztuką przemawiania i prowadzenia dyskusji. Przyzwyczaja ich do występowania przed publicznością i umożliwia ćwiczenie kontaktu wzrokowego. Konkursy formalnych przemówień i dyskusji zawierają elementy czytania interpretacyjnego.

Numer 3 to historia. Historia jest bardzo obszernym przedmiotem z wieloma różnorodnymi zmiennymi. Przed ukończeniem dziesięciu lat dziecko powinno czytać książki historyczne i opowiadać ci to co przeczytało. Biografie, autobiografie i fikcja historyczna idealnie nadają się do tego celu i oczywiście wielu z tych książek można szukać w bibliotece. Możesz uczyć historii w kolejności chronologicznej albo zgodnie z zainteresowaniami dziecka, albo też robić jedno i drugie w zależności od celów, jakie ci przyświecają. Chronologiczna nauka historii powinna się rozpocząć od najdawniejszych czasów i postępować epoka po epoce aż do czasów współczesnych. Dla wielu to idealny sposób uczenia się historii. Niektórzy uczą się jej całej w 2 lata, inni rozciągają naukę do trzech lat, a jeszcze inni do czterech. Jeśli nie uczyliście historii w porządku chronologicznym, to możecie zacząć, kiedy najstarsze dziecko skończy 10 lat lub zdecydować, że odłożycie to na później. Matka, która ma tylko jedno lub dwoje dzieci prawdopodobnie zorganizuje chronologiczną naukę historii bez większego trudu, jednak w przypadku większej liczby dzieci, szczególnie małych, nauka historii najprawdopodobniej straci nieco ze swojego chronologicznego charakteru i być może trzeba ją będzie dopasować do zainteresowań dzieci, przynajmniej do czasu, kiedy najmłodsi uczniowie trochę podrosną. Tak więc twoja oś czasu będzie służyła do poprawiania możliwego braku ciągłości w przyjętym przez ciebie podejściu poprzez ukazywanie ciągłości historii. Nie martwcie się zatem, jeśli nie możecie prowadzić ściśle chronologicznej nauki historii. To nie zabije waszych dzieci. Jeśli chcecie uczyć zgodnie z zainteresowaniami dziecka, to nie ma absolutnie żadnych przeciwwskazań. Podręcznik do historii, taki jak „Streams of Civilization”, może wam służyć jako podstawa i pomóc w chronologicznym nauczaniu tego przedmiotu, ale oczywiście będzie jedynie podbudową, szkieletem, w oparciu o który dodacie inne źródła historyczne. Należy uzupełnić podręcznik do historii lekturą źródeł bezpośrednich: biografii, autobiografii, pamiętników oraz fikcji historycznej. O źródłach bezpośrednich będziemy mówić później. Dobrze… Pominę zeszyt do historii i przejdę do jarmarków i konkursów historycznych. Czytanie i nauka historii to nasze ulubione elementy edukacji domowej. Przez wiele lat nasza rodzina organizowała jarmark historyczny dla prowadzących edukację domową. Odkąd skończyły 10 lat, nasze dzieci co roku musiały przygotować projekt z historii. Przygotowując taki projekt dziecko udoskonala swoją umiejętność przeszukiwania katalogów bibliotecznych. Projekt z historii może obejmować dowolną liczbę rzeczy. Nasze były trójwymiarowe i generalnie wyglądały trochę jak projekty na jarmark naukowy. Mieliśmy ilustracje, osie czasu, drzewa genealogiczne i rozmaite tego typu rzeczy, a także relacje świadków i innego rodzaju dane w zależności od tematyki projektu. Dzieci przebierały się w odpowiednie kostiumy i prezentowały rozmaite artefakty. Po zaprezentowaniu projektu na jarmarku historycznym, często przenosiliśmy go do biblioteki, gdzie dodatkowo był pokazywany. W naszej książce p.t. „Teaching the Trivium” znajduje się lista konkursów dla prowadzących edukację domową. Wśród nich są też konkursy historyczne, w których można wziąć udział. A teraz kopiowanie i dyktowanie.

A teraz kopiowanie i dyktowanie. Numer 4 to wypracowania. Przed ukończeniem dziesięciu lat uczniowie powinni być biegli w kopiowaniu. Pamiętacie, kopiowanie polega na tym, że kładziecie przed dzieckiem to co chcecie, żeby skopiowało, słowo po słowie. W wieku około dziesięciu lat dzieci mogą być gotowe do przejścia do dyktand. Niektóre dzieci mogą być na to gotowe w wieku dziesięciu lat, inne wcześniej, jeszcze inne później. Dyktanda są odrobinę trudniejsze niż kopiowanie, ponieważ teraz matka mówi to co chce, żeby dziecko zapisało, a więc dziecko musi słuchać, słyszeć i zapisać to, co słyszy. Rozumiecie więc, że jest to trochę trudniejsze niż zapisywanie tego co się widzi. Dziecko musi coś usłyszeć, zobrazować to w swojej głowie, a następnie zapisać. Niektóre dziesięcioletnie dzieci najzwyczajniej w świecie nie są jeszcze gotowe na dyktanda. Inne są gotowe dużo wcześniej. Kolejnym krokiem w procesie nauki pisania są pamiętniki oraz listy do krewnych i korespondencyjnych przyjaciół. Tutaj dziecko łączy umiejętność kopiowania z umiejętnością narracji. Musi teraz stworzyć w swoim umyśle to co zapisze na kartce, a zatem kiedy pisze w pamiętniku, musi to nie tylko zapisać, ale stworzyć w swoim umyśle. Musi to wymyślić, musi pomyśleć o zdaniu, a potem je zapisać i to jest kolejny krok po dyktandach – kopiowanie, dyktanda, twórcze pisanie. Niektórzy chłopcy po prostu nie są do tego zdolni w wieku dziesięciu lat, nie potrafią wymyśleć żadnej rzeczy, którą mogliby zapisać. Poza tym mają też alergię na ołówki, ale to… A zatem nasza droga do nauki gramatyki może się rozpocząć od kopiowania. Ty, matka, piszesz list, a dziecko go kopiuje. Następnym krokiem jest to, że matka dyktuje list do babci, zaś w ramach trzeciego dziecko samo tworzy list do babci. Jest to więc stopniowy postęp. Musisz sama zdecydować kiedy twoje dziecko jest gotowe na następny krok. Umiejętność pisania konspektów. Większość rodzin potrzebuje pomocy w nauczaniu umiejętności pisania konspektów. Większość z nas wszystko zapomniała z czasów, gdy chodziliśmy do szkoły. Umiejętność pisania konspektów można włączyć do programu nauki pisania albo kupić książkę o tym jak pisać konspekty. Naukę pisania konspektów rozpoczynamy, gdy dziecko ma około 12 lat.

Numer 5… Może są pytania? Dobrze, numer 5 to ortografia i gramatyka angielska. Przed ukończeniem dziesięciu lat twoje dziecko potrafi zrozumieć abstrakcyjne gramatyczne pojęcia rzeczownika, czasownika i dopełnienia bliższego i może się bez trudu nauczyć gramatyki angielskiej czy gramatyki jakiegokolwiek innego języka. Polecamy zacząć, kiedy dziecko ma około dziesięciu lat. Abstrakcyjne pojęcia matematyki formalnej i gramatyki formalnej najlepiej odłożyć do czasu, kiedy dziecko jest rozwojowo gotowe do ich zrozumienia. Przed ukończeniem dziesięciu lat zapamiętywanie, narracja, czytanie na głos i kopiowanie budują solidne podstawy dla wpajania gramatyki formalnej w wieku dziesięciu lat. W najnowszym numerze pisma „Homeschooling Today” znajduje się znakomity artykuł Ruth Beechick, w którym autorka pisze o odłożeniu na później gramatyki formalnej i powodach, dla których się to robi.

Numer 6 to łacina i greka. Możesz zapoznać swoje dzieci z tymi dwoma alfabetami już w bardzo wczesnym wieku. Pamiętacie, mówiliśmy o tym dzisiaj. Jeśli nie rozpoczęliście nauki przed etapem późniejszej wiedzy, sugerujemy, że trzeba to zrobić jak najszybciej. Alfabetu greckiego można uczyć równolegle z alfabetem angielskim. Kiedy dziecko opanuje umiejętność pisania w alfabecie greckim, wówczas ćwiczenia na kopiowanie mogą uwzględniać fragmenty z Nowego Testamentu po grecku. Nauka gramatyki łacińskiej może się rozpocząć, kiedy dziecko ma 10 lub 11 lat, podobnie jak gramatyki greckiej. Proponowany tok nauki… Powiedzmy, że chcesz nauczyć dwóch języków, zdecydowałaś, że chcesz nauczyć zarówno greki, jak i łaciny. Sugerujemy, żebyście zaczęli od greki, kiedy dzieci są jeszcze bardzo małe. Uczcie alfabetu, a potem, gdy będą mieć 10 lat, przejdźcie do gramatyki łacińskiej. Nauka alfabetu łacińskiego przebiega bardzo szybko, więc nie trzeba spędzić nie wiadomo jak wiele czasu ucząc się go. Zatem kiedy dzieci mają około dziesięciu lat wprowadźcie gramatykę łacińską, a potem, po mniej więcej trzech latach, można przejść do gramatyki greckiej. Zróbcie tak wtedy, gdy chcecie nauczyć obu języków.

Głos z sali: Mam pytanie.

Tak?

Głos z sali: Czy polecasz nauczanie gramatyki angielskiej równocześnie z gramatyką łacińską?

Tak. Tak.

Głos z sali: Czyli uczą się przymiotnika w obu językach?

Tak. Można tak zrobić. Uważamy, że 3 lata nauki gramatyki angielskiej wystarczą – wtedy, gdy dziecko ma od dziesięciu do dwunastu lat – a następnie można porzucić gramatykę angielską po to, by więcej czasu poświęcić nauce gramatyki łacińskiej czy greckiej. Dziesięciolatek może spędzić 15 minut dziennie na nauce łaciny, podczas gdy dwunastolatkowi można wydłużyć ten czas do 30 minut. W porządku.

Numer 7 to wczesna logika. Przed ukończeniem dziesięciu lat dzieci znajdują się na etapie późniejszej wiedzy. Są zdolne jedynie do wykonywania podstawowych ćwiczeń z logiki. Formalny kurs logiki przekracza ich zdolności rozwojowe. Jest wiele ćwiczeń z wczesnej logiki, które mogą być pomocne, na przykład seria zeszytów do ćwiczeń p.t. „Bulding Thinking Skills”. Dziesięciolatek jest w stanie wykonać ćwiczenia z „Building Thinking Skills Book 2”, jedenastolatek z „Building Thinking Skills Book 3 Figural”, a dwunastolatek z „Building Thinking Skills Book 3 Verbal”. To są wszystko ćwiczenia z wczesnej logiki. To jeszcze nie jest prawdziwa logika, a jedynie wczesna logika, „pre-logika”, która ma wam pomóc przygotować się do nauczania dzieci logiki, gdy będą miały około trzynastu lat. „Building Thinking Skills”… To wszystko znajduje się w naszym katalogu, możecie to zobaczyć w naszym katalogu.

Numer 8 to arytmetyka. Dla dziesięciolatka, który nie uczył się dotąd z ćwiczeń czy podręcznika do matematyki, doskonale nadaje się podręcznik dla klasy szóstej. Pominięcie matematyki w programie nauczania od przedszkola do piątej klasy na pewno nie wpłynie negatywnie na późniejsze wyniki w nauce tego przedmiotu. Nie musisz wystawiać na próbę zainteresowania swojego dziecka ani własnej cierpliwości próbując skłonić je do zrozumienia czegoś, czego nie pojmie ze względu na niewystarczającą liczbę odpowiednich połączeń w mózgu. Wystarczy jednak poczekać aż dziecko skończy 10 lat, kiedy będzie rozwojowo gotowe, aby bez trudu zrozumieć pojęcia matematyczne, a nauka arytmetyki stanie się bardzo prosta. To co było boleśnie rozciągnięte na 5 poprzednich lat, może być teraz skondensowane bezboleśnie nawet do tak krótkiego okresu jak miesiąc. Nie twierdzimy, że masz trzymać swoje dziecko z dala od cyfr do czasu, gdy skończy 10 lat, absolutnie nie. Dzieci liczą przez cały czas. Jeśli zachęcasz je do nauki, to będą zadawać wiele pytań i będziesz mieć mnóstwo okazji do nieformalnego uczenia liczb i miar. Sugerujemy więc, żebyście przed ukończeniem przez dziecko dziesięciu lat uczyli arytmetyki w sposób nieformalny. Lista kilku sugestii na temat tego co rozumiemy przez nieformalne uczenie matematyki znajduje się w książce p.t. „Teaching the Trivium”, jak również na naszej stronie internetowej. Nie zachęcamy do formalnego nauczania z zeszytu do ćwiczeń przed ukończeniem przez dziecko dziesięciu lat, chyba że wykazuje ono autentyczne zainteresowanie i potencjał umożliwiający przyswojenie takiej formalnej nauki. Nauczanie dziecka, które nie ukończyło dziesięciu lat, wymaga położenia nacisku na rozwój komunikacji werbalnej, więc lepiej spożytkujesz ten czas rozwijając jego słownictwo, które jest pierwszym wskaźnikiem inteligencji. Pamiętajcie o zasadzie, że „doba ma tylko 24 godziny”. Znacznie lepiej  wykorzystasz czas czytając dziecku książki na głos niż zmuszając je do zmagania się z pojęciami matematycznymi, do których zrozumienia po prostu nie jest jeszcze rozwojowo gotowe. W piśmie „Homeschooling Today” z września-października 1995 roku jest artykuł p.t. „Solution to a Math Problem”. Autorka artykułu wyjaśnia to w ten sposób: masz dziecko w wieku przedszkolnym, pięcioletnią córkę. Dajesz jej ćwiczenia do matematyki na poziomie przedszkola i ona dobrze sobie z nimi radzi, ponieważ to zasadniczo kształty, kolory i tym podobne. Potem przychodzi pierwsza klasa i dajesz jej pierwsze ćwiczenia do matematyki dla pierwszej klasy. Nagle styka się z takimi pojęciami jak wartość miejsca. Nie wie co to znaczy, ale ponieważ jest bystra, może wpaść na procedurę umożliwiającą znalezienie prawidłowej odpowiedzi. Jednak potem już nigdy nie czuje się do końca pewnie, ponieważ nauka matematyki stała się żmudnym procesem zapamiętywania procedur. My sugerujemy wyłącznie, że można zaczekać aż dziecko skończy 10 lat i dopiero wtedy wprowadzić takie abstrakcyjne pojęcia jak wartość miejsca, ułamki i tego rodzaju rzeczy, bo wtedy dziecko pojmie je w oka mgnieniu. Zaoszczędzisz dużo czasu zanim skończy 10 lat, będziesz mogła spożytkować ten czas czytając na głos dzieciom zamiast spędzać godzinę dziennie próbując przekonać je do matematyki, której tak naprawdę nie rozumieją. Jednak jeśli twoje dziecko jest nad wiek rozwinięte i rozumie pojęcia matematyczne – wiesz, że je rozumie – i chce się uczyć matematyki, a ty uważasz, że w ten sposób dobrze wykorzystacie wasz czas, to jak najbardziej przerabiaj z dzieckiem ćwiczenia do matematyki. My sugerujemy po prostu, że być może mogłabyś odłożyć na później formalne nauczanie matematyki. Są pytania? Tak?

Głos z sali:… tabliczkę mnożenia?

Tabliczkę mnożenia? Cóż, musisz zdecydować czy jest dla ciebie ważne, aby twoje dzieci się jej nauczyły. W naszej rodzinie wymagałam od dzieci, aby zapamiętały dodawanie ułamków zanim skończyły 11 lat, sądzę, że miały 10 albo 11 lat, a następnie mnożenie i dzielenie zanim skończyły 12 lat. Tak więc jeśli zdecydujesz, że twoje dzieci powinny zapamiętać tabliczkę mnożenia, to następne pytanie brzmi kiedy powinny się jej nauczyć. Możesz o tym sama zdecydować. Są jeszcze pytania w związku z matematyką? Jestem pewna, że macie pytania na ten temat.

Głos z sali: Jak doszliście do wniosku, żeby nie uczyć dzieci matematyki przez 10 rokiem życia?

Nie, nie wpadliśmy na ten pomysł. To nie jest bynajmniej nasz oryginalny pomysł. Raymond Moore jako pierwszy zwerbalizował tę koncepcję odłożenia formalnej matematyki na później i najpierw z Nathanem w 1980 roku, kiedy tworzyliśmy program nauczania w 1980 roku i on miał 4,5 roku, a matematyka… sądzę, że to były dwa zeszyty ćwiczeń do matematyki… Przeczytałam wcześniej Raymonda Moore’a i uznałam, że to szmira. Wyrzuciłam jego książki. On nie zna mojego syna, mój syn jest genialny. Pójdzie do szkoły średniej zanim skończy 12 lat. Przerobił więc podręcznik przedszkolny, podręcznik do pierwszej klasy, do drugiej klasy, wielki stos książek, i szło mu dobrze, zdał testy i inne tego rodzaju rzeczy, ale też codziennie płakał. To było straszne. Przed końcem tego trzeciego roku zaczęłam zdawać sobie sprawę, że Raymond Moore może coś jednak wiedzieć o koncepcji odłożenia formalnej matematyki na później, przeczytaliśmy jego książki i nasza filozofia edukacji w pewnym sensie ewoluowała przez lata. Zaledwie kilka lat temu przeprowadziliśmy badanie dotyczące faktycznej historii nauczania matematyki i możecie przeczytać artykuł na ten temat na naszej stronie internetowej. Sądzę, że chyba jest też w naszej książce. Odkładanie na później formalnej matematyki… Dawno temu nie uczono matematyki małych dzieci. [Więc, jeśli chcę się obrzydzić uczenie i ciekawość świata, to uczenie matematyki od wczesnych lat może być dobrym do tego sposobem? – BladyMamut] To nowa koncepcja, która pojawiła się w ciągu ostatnich stu lat. Widzicie, wasze dzieci mogą rozpocząć naukę matematyki na poziomie szóstej klasy, gdy mają 10 lat.

Numer 9 to nauki przyrodnicze. Etap wiedzy to etap obserwacji praw natury. Należy więc zapewnić dziecku czas, narzędzia i wiele okazji do eksperymentalnej obserwacji i badania rzeczywistości. Na etapie późniejszej wiedzy realizowanie programu może być dopasowane do zainteresowań dziecka i można je uzupełnić eksperymentami, tworzeniem kolekcji, badaniami przyrody i kopiowaniem. Pominę niektóre rzeczy, bo nie mamy czasu, żeby to wszystko omówić.

Przejdźmy do etapu rozumienia, dziesięciu rzeczy, które należy zrobić, gdy dziecko ma od trzynastu do piętnastu lat. Kiedy dzieci wkraczają w etap rozumienia, edukacja domowa staje się bardziej interesująca. Młode nastolatki zmieniają się w myślące, rozumujące, kwestionujące fakty istoty. Już nie zadowala ich wiedza na temat tego co się stało, chcą wiedzieć dlaczego. Jednakże na etapie rozumienia wielu rodziców martwi się, ponieważ program staje się trudniejszy, a dzieci zadają bardziej skomplikowane pytania. W rezultacie wielu rodziców rezygnuje z edukacji domowej i wysyła dziecko do szkoły. Ale to nie jest czas, by rezygnować. Zachęcamy rodziców, żeby wytrwali do końca. Pamiętajcie, że edukacja domowa jest dla rodziców, dzieci pojawiają się tylko na przejażdżkę. Mamy okazję do nauczenia się rozmaitych rzeczy, kiedy uczymy nasze dzieci.

Numer 1 to po raz kolejny rodzinne praktykowanie religii. Na poziomie rozumienia dziecko powinno się rozwijać pod względem wiedzy teologicznej. Wie nie tylko co Biblia mówi, zna nie tylko fabułę Pisma Świętego, ale zaczyna rozumieć co to znaczy, pojmuje bardziej subtelne implikacje i powiązania. Dziecko zaczyna zadawać pytania, a ojciec musi się nauczyć odpowiedzi. Ojciec staje przed wyzwaniem – musi się stać domowym teologiem.

Numer 2 – czytanie na głos. Należy kontynuować czytanie na głos wszystkim swoim dzieciom przez kilka godzin dziennie. Czytaj jak najbardziej różnorodne utwory literackie i kontynuuj narrację. Czy są jakieś pytania?

Numer 3 to historia i literatura. Na etapie rozumienia łączymy nauczanie historii i literatury, ponieważ te dwa przedmioty naprawdę wzajemnie się uzupełniają. Będziemy mówić o ośmiu kluczowych elementach uczenia historii i literatury, niezależnie od tego czy uczysz w porządku chronologicznym czy nadal zgodnie z zainteresowaniami dziecka.

Osiem kluczowych elementów.

Numer 3.1 to podręcznik do historii, taki jak „Streams of Civilization” lub jakikolwiek inny, który wybierzesz i który możesz wykorzystać jako podstawę do uczenia [nauczanie] historii. To będzie twój przewodnik, który będzie ci dawał pojęcie czego uczyć i nie pozwoli ci zboczyć z kursu, jeśli uczysz historii w porządku chronologicznym.

Numer 3.2 to konieczność konsultowania się tak często jak to możliwe ze źródłami bezpośrednimi. Do źródeł takich zaliczają się utwory literackie, które powstały w okresie, o którym uczysz, takie jak fikcja, eseje, sztuki czy przemowy. Na przykład, kiedy uczysz wczesnej historii Ameryki, możesz przeczytać „Of Plymouth Plantation” Bradforda. Kiedy uczysz historii amerykańskiej konstytucji, możesz przeczytać konstytucję, „The Federalists’ Papers”, „Anti-Federalists’ Papers”. Kiedy uczysz historii Grecji, możesz przeczytać „Anabazę” Ksenofonta. Twoje dziecko może pisać konspekty, opisy bądź streszczenia tych utworów literackich. Niektórzy będą się zastanawiać w jaki sposób skoordynować epoki historyczne z literackimi źródłami bezpośrednimi. Obecnie mamy do dyspozycji liczne źródła, które mogą nam pomóc. Modułowe programy nauczania, takie jak „Konos”, „Beautiful Feet”, „Mystery of History”, „Tapestry of Grace” – wszystkie one są bardzo przydatne w skoordynowaniu nauczania historii i literatury. Jest seria zeszytów ćwiczeń p.t. „Critical Thinking in U.S. History”, które uczą jak stosować logikę w odniesieniu do historii poprzez analizę i ocenę źródeł bezpośrednich. To jest strona z „Critical Thinking in U.S. History” – „Kto pierwszy strzelił pod Lexington Green?” Czy byli to Brytyjczycy czy koloniści? W tym rozdziale znajdziecie trochę źródeł bezpośrednich – zaprzysiężone zeznania, fragmenty pamiętników ludzi, którzy faktycznie tam byli. Dziecko uczy się analizować źródła bezpośrednie i decydować czy autor jest stronniczy i czy dane źródło jest źródłem bezpośrednim czy pośrednim. To ci pomoże w nauczaniu historii.

Numer 3.3 to oś czasu, która będzie doskonale służyła uczniowi do lokalizowania wydarzeń w ogólnym schemacie czasu w odniesieniu do innych wydarzeń. Oczywiście oś czasu wprowadzisz najprawdopodobniej już na etapie wczesnej wiedzy.

Numer 3.4 to konieczność korzystania z map, atlasów historycznych i globusów.

Numer 3.5 to uporządkowany zeszyt do historii, który każde dziecko powinno prowadzić. Powinien być zapełniony jego notatkami, konspektami, rysunkami, esejami i opisami.

Numer 3.6 to czytanie na głos biografii, autobiografii i pamiętników ludzi, którzy żyli w epoce historycznej, o której uczysz.

Numer 3.7 to lektura fikcji historycznej i książek popularnonaukowych z biblioteki napisanych w epoce, o której uczysz.

Numer 3.8 to według mnie najważniejsza rzecz – zmień swoje nauczanie historii i literatury w projekt.

Część tych rzeczy będziemy musieli pominąć.

Numer 4 to wypracowania. Teraz, na etapie rozumienia, dziecko jest zdolne do tworzenia trudniejszych wypracowań, łącznie z pisemnymi opisami, konspektami wydarzeń, pisaniem streszczeń, esejów, a także twórczym pisaniem. Zajmę się teraz pisemnymi opisami. Są podobne do ustnych opisów z wyjątkiem tego, że teraz dziecko ma w ręce ołówek, na biurku leży kartka, a umysł dziecka musi pracować. Oto fragment z rozdziału „How I Taught Myself to Write” z autobiografii Benjamina Franklina. To wam da pojęcie o tym jak ludzie wykorzystują pisemne relacje, żeby opanować sztukę pisania. Oto cytat z Franklina:

„Od dziecka lubiłem czytać i wszystkie drobne kwoty, które trafiały do moich rąk wydawałem na książki. Jako że bardzo podobała mi się ‘Wędrówka Pielgrzyma’, moją pierwszą kolekcją były utwory Johna Bunyana w oddzielnych małych tomach. Później sprzedałem je, by móc kupić ‘Burton Historical Collection’. Znajomość z uczniami księgarzy umożliwiła mi pożyczenie niekiedy małej książki i bardzo pilnowałem, żeby ją oddać na czas i w dobrym stanie. Często siedziałem w swoim pokoju spędzając na lekturze większą część nocy, jeśli książka została wypożyczona wieczorem. Mniej więcej w tym czasie natrafiłem na stary egzemplarz pisma ‘Spectator’. Kupiłem go, czytałem raz za razem i byłem zachwycony. Uznałem, że styl jest znakomity i zapragnąłem, o ile to możliwe, naśladować go. W tym celu wziąłem trochę kartek, zapisałem krótką wskazówkę co do ogólnego sensu każdego zdania, odłożyłem kartki na kilka dni, a następnie, bez patrzenia do książki, spróbowałem uzupełnić zapiski rozwijając każdą zapisaną wskazówkę”.

Zatem Franklin wybrał fragment klasycznego utworu literackiego, przeczytał go kilka razy, a potem odłożył książkę na bok i napisał własnymi słowami to, co czytał. Odtwarzał to własnymi słowami. Tak właśnie Benjamin Franklin nauczył się jak pisać. Kilku innych znakomitych pisarzy również korzystało z tej metody. Wy także możecie zrobić z niej użytek w waszej domowej szkole. Niech wasze dziecko wybierze fragment klasycznego utworu literackiego. Zacznijcie od czegoś krótkiego, od niedługiego akapitu. Niech dziecko przeczyta ten fragment kilka razy, odłoży na bok i napisze to własnymi słowami. Ćwiczenie takie można wykonywać powiedzmy 2 lub 3 razy w tygodniu.

Numer 5 to przemówienia i dyskusje. Na etapie wiedzy uczniowie regularnie ćwiczyli interpretację. Na poziomie rozumienia kontynuujemy interpretację i możemy dodać przemówienia oraz ewentualnie dyskusje.

Numer 6 to języki. Dzieci na etapie rozumienia powinny nadal uczyć się gramatyki łacińskiej, ale można teraz dołączyć gramatykę grecką, jeśli uczycie dwóch języków. Uczniowie wciąż muszą prowadzić zeszyty do języków. Możesz zrezygnować z gramatyki angielskiej, jako że będziesz uczyć gramatyki języka obcego.

Numer 7 to logika. Ok, teraz dzieci są gotowe do nauki logiki formalnej, czyli prawdziwej logiki. Wiek 13 lat to idealny wiek do rozpoczęcia nauki logiki formalnej i nieformalnej. Oto nasze ogólne zalecenia dotyczące uczenia logiki formalnej. Pamiętacie, że przerabiacie „Building Thinking Skills” z dziećmi w wieku od dziesięciu do dwunastu lat. Teraz, gdy uczniowie mają 13 lat, możecie wprowadzić książkę p.t. „The Fallacy Detective”, którą napisał nasz syn. „The Fallacy Detective” jest dobrym wprowadzeniem do nauki logiki formalnej. Bardzo łatwo się z niej korzysta, uczy tylko sofizmatów. Gdy dziecko ma 14 lat, możesz zacząć uczyć z książki „Critical Thinking Book 1”, gdy ma 15 lat – z „Critical Thinking Book 2”. Pamiętacie, jak wczoraj mówiłam, że nauka logiki przypomina naukę pływania? Zaczynasz od brodzenia w wodzie, następnie wchodzisz do głębszej wody, a potem – gdy już nauczysz się pływać – do bardzo głębokiej. Jeśli chodzi o logikę, zaczynamy od „The Fallacy Detective”, a później przechodzimy do „Critical Thinking”. Potem, kiedy dziecko ma około szesnastu lat, czyli na etapie retoryki, możesz przejść do kursu video „Introductory Logic”. Jednak nie wprowadzałabym tego kursu przed przerobieniem tych dwóch książek. Matematykę pominiemy. Nauki przyrodnicze… Jeżeli o nie chodzi, chcę powiedzieć o serii książek „Exploring Creation” Jay’a Wile’a. Jest to doskonały kurs nauk przyrodniczych w formie samouczka, uwzględniający biologię, chemię, fizykę oraz kilka innych kursów, które polecamy.

Głos z sali: Jak się nazywa autor?

Nie usłyszałam?

Głos z sali: Jak się nazywa autor?

Jay, Jay Wile. „Exploring Creation”.

Głos z sali: Apologia…

Tak, wydawnictwo Apologia Educational Ministries. Tak. Coś przed biologią…

Głosy z sali: Ogólne nauki przyrodnicze.

Ogólne nauki przyrodnicze, następnie biologia, chemia, fizyka…

Głos z sali: Chemia zaawansowana.

Chemia zaawansowana, fizyka zaawansowana, biologia zaawansowana. To wszystko znakomite kursy. Najlepsze jest w nich to, że mają formę samouczka. Dzieci mogą je przerabiać same. W porządku, chyba mówiliśmy o… Powiedzieliśmy o nauce na etapie rozumienia, ale trzeba powiedzieć trochę więcej. Klasyczna domowa szkoła, jak sami mogliście zobaczyć, to nie tylko łacina i logika – to sposób na życie. W naszej edukacji domowej popełnialiśmy błędy. Oto jeden z nich. Ojciec powinien być więcej niż tylko w przenośni dyrektorem domowej szkoły. Dzieci na etapie rozumienia potrzebują ojca. Oczywiście dzieci w każdym wieku potrzebują zainteresowania ojca, jednak młode nastolatki jeszcze bardziej. W naszej rodzinie nie zawsze byliśmy tego świadomi. Szkoda, że nie możemy cofnąć się w czasie i zrobić niektórych rzeczy inaczej, ale być może inni wyciągną naukę z naszych błędów. Jeśli wasz syn ma właśnie pisać wyrazy podzielone na sylaby, a tatuś chce, żeby pomógł mu w koszeniu trawy, to koszenie trawy jak najbardziej powinno wygrać, ponieważ tata nie ma zbyt dużo czasu dla dzieci i trzeba ten czas jak najlepiej wykorzystać. Sugerujemy, żeby ojcowie przyjęli na siebie obowiązek nauczenia dzieci greki. To nie tylko pomoże dzieciom, ale także im samym w studiowaniu Słowa Bożego na wiele różnych sposobów. Również logiki najlepiej, żeby uczył ojciec. Oto fragment eseju, który nasz najstarszy syn Nathaniel napisał kilka lat temu:

„Kiedy miałem około trzynastu lat, rodzice oznajmili, że będziemy się uczyć logiki. Jakie myśli przeleciały wtedy przez mój anty-intelektualny umysł, nie potrafię teraz dokładnie powiedzieć, ale wyobrażam sobie, że nie były pozytywne. W tamtym czasie mój ojciec nie był jeszcze zaangażowany w naszą edukację, więc cały ciężar spoczął na barkach matki. Jeśli nie wiecie jak to jest uczyć się logiki od kobiety, nie wiem jak wam to opisać.”

Ale ja uczyłam logiki… Cytujemy to nie po to, by zasugerować wam, że matki nie potrafią uczyć logiki, ale by dać do zrozumienia, że być może ojcowie lepiej nadają się do tego zadania.

Nauczanie trivium

Nauczanie trivium

 

 

 

Jak wymóżdżać – krótki kurs

Jak wymóżdżać – krótki kurs

W naszych czasach „epoki informacyjnej” znaczenie propagandy urosło do niebywałego poziomu. Stała się podstawowym instrumentem zniewalania całych grup społecznych i narodów.

„Propaganda jest narzędziem agresji” – pisali już w 1939 roku Alfred McLung Lee i Elizabeth Bryant Lee, para amerykańskich socjologów, autorów znakomitej pracy „Delikatna sztuka propagandy ”. Dzisiaj głównym zadaniem propagandy jest przede wszystkim osłabienie woli sprzeciwu i chęci oporu. Redukowanie samodzielnego myślenia do pełnego rezygnacji przyzwolenia „trzeba płynąć z prądem”.

Doświadczenia wyniesione z konfliktów ubiegłego stulecia (dwóch wojen gorących i jednej zimnej) skutkowały i skutkują pracami nad teorią propagandy, przy czym brzydko pachnące słowo „propaganda” zastępuje się bardziej strawnym terminem „marketing”. Od prawie stu lat teoretycy i praktycy propagandy podkreślają przy tym, że gra spreparowaną informacją wymaga bardzo umiejętnego stosowania. Tak zwane przedobrzenie może spowodować generalną klapę propagandowej kampanii.

Do podstawowych zasad zalicza się:

• utrzymanie w tajemnicy źródła powstawania propagandy i jeśli to możliwe kanałów jej rozpowszechniania,
• dokładne rozpracowanie podatności przeciwnika na działania propagandowe,
• przygotowanie dobrze przemyślanej strategii propagandowej,
• zapewnienie jednolitego i konsekwentnego nadzoru nad realizacją tej strategii.

Przestrzeganie ostatniej zasady jest koniecznym warunkiem powodzenia, bowiem chcąc oddziaływać propagandowo na odbiorcę należy mówić jednym głosem. Współpraca różnych grup propagandystów jest imperatywem. Ideałem jest, żeby wszystkie media, wszystkie kanały komunikacji społecznej rozpowszechniały ten sam przekaz. Rozbieżność w przekazie i sprzeczność argumentacji może bowiem doprowadzić do powstania wątpliwości u odbiorców, rozbudzić chęć dotarcia do prawdy i w konsekwencji może spowodować zawalenie się misternej strategii propagandowej. Chęć uniknięcia tego zagrożenia leży zapewne u źródła porozumienia ACTA oraz trudności Radia Maryja i TV Trwam, która ma koncesję, ale nie ma miejsca.

Do propagandy, zwłaszcza agresywnej, sięga się zazwyczaj w sytuacjach konfliktowych i z biegiem lat stała się ona „kulturalnym” substytutem przemocy fizycznej. We współczesnych sporach, zwłaszcza politycznych, nie daje się już przeciwnikowi po pysku, ale dokonuje się „mordu reputacji”, oczerniając, opluwając, pomawiając, insynuując i bezczelnie kłamiąc. Zamiast wysyłać zbrojne hufce prezentuje się opinii międzynarodowej zmanipulowany „wizerunek” danego kraju. Spreparowany obraz propagandowy podsuwa się, a jeśli można to wręcz narzuca, wybranemu do zniewolenia społeczeństwu.

Liczbę koncepcyjnych rozwiązań agresywnych działań propagandowych ograniczają w zasadzie tylko możliwości techniczne i pomysłowość propagandystów. Istnieją jednak sprawdzone kanony. Do nich należą między innymi:

• uwypuklanie własnych sukcesów i prawdziwych lub domniemanych porażek przeciwnika,
• przesadna prezentacja własnych możliwości,
• podkolorowywanie własnego potencjału,
• przedstawianie moralnej wyższości swojej strony,
• straszenie przywództwa przeciwnika odpowiedzialnością, zwłaszcza po przegranych wyborach,
• wzbudzanie w społeczności przeciwnika wątpliwości w sprawność i uczciwość jej przywódców,
• prowokowanie niesnasek i podziałów w obozie przeciwnika,
• wpajanie w społeczność przeciwnika przekonania, że jest oszukiwana przez swoich przywódców,
• kreowanie w społeczności przeciwnika wrażenia, że jest nieuczciwie wykorzystywana przez swoich sojuszników.

Pierwszym etapem niszczącej kampanii propagandowej jest zdobycie zaufania odbiorców, wykreowanie autorytetów i otwarcie świadomości odbiorców na ich argumenty. W tej fazie korzysta się jeszcze z informacji prawdziwych lub mieszaniny informacji prawdziwych i lekko podkolorowanych.

W drugiej fazie atakuje się powszechnie szanowane instytucje przeciwnika, tradycyjne przekonania, porządek wartości i przestrzegany przez pokolenia ład moralny. Unikać przy tym należy podsuwania jakichkolwiek „zamienników”. Celem działań „rozmiękczających” jest bowiem nie tyle przeorientowanie ustalonego porządku, co wywołanie chaosu myślowego i pustki moralnej prowadzących do cynizmu i wątpliwości we własną zdolność dokonania oceny rzeczywistości.

Trzecie stadium zdominowane jest przez fałsz. „We mgle kłamstwa i fałszu toną i gubią się rzeczywiste wartości człowieka – odwaga, heroizm, dzielne znoszenie cierpienia, uczciwość, rzetelność. Kłamstwo je minimalizuje i czyni nieistotnymi. Plami je i bezcześci” – pisał jeszcze w latach 20-tych ubiegłego stulecia brytyjskich badacz propagandy Arthur Ponsonby. W propagandzie dozwolone jest rozpowszechnianie każdego kłamstwa pod pewnymi warunkami: musi być wpisane w generalną strategię, łatwe do przełknięcia i brzmieć wiarygodnie. „Mózg” brytyjskiej „czarnej” propagandy lat II wojny światowej Sefton Delmer zalecał współpracownikom z naciskiem: „Nie wolno nam kłamać przypadkowo lub z niechlujstwa, kłamiemy wyłącznie zgodnie z planem!”

W propagandzie wysoko notowane są zwłaszcza kłamstwa kreujące psychozę lęku. Najlepiej jakiegoś nieokreślonego lęku, gdyż obawa przed konkretnym zagrożeniem może skłonić odbiorców do zwarcia szeregów, natchnąć ich patriotyzmem i zmobilizować do obrony.

Celem trzeciego stadium niszczącej kampanii propagandowej jest sianie psychologicznej dywersji, deprecjonowanie autorytetów i podżeganie do buntu. Mniejsza o to, czy przeciwko aparatowi władzy, starszemu pokoleniu, instytucjom religijnym, odwiecznym zwyczajom i powszechnie przyjętym zasadom dobrych obyczajów, rodzicom, nauczycielom, innej płci, itd., itd. Ma to być prowadzony w imię postępu bunt przeciwko temu co istnieje.

Finał kampanii sprowadza się do utrzymania stanu chaosu, wpajania przekonania o bezcelowości oporu, likwidowania w zarodku wszelkich inicjatyw, promocji cynizmu prowadzącego do korupcji oraz paraliżowania prób organizacji życia społecznego.

I jeśli uda się skutecznie sponiewierać intelektualnie i otumanić atakowane społeczeństwo, to już tylko jedno zostaje do zrobienia – nałożyć wymóżdżonym jarzmo i pognać knutem do niewolniczej pracy.

 

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/6063/jak-wymozdzac-krotki-kurs

 

Dr Brzeski agentura wpływu

Inwazja motywacji konsumpcyjnych w kontekście integracji europejskiej

Źródło: http://www.autonom.edu.pl/publikacje/wegrzyn_maciej/

Maciej Węgrzyn 

 

Inwazja motywacji konsumpcyjnych w kontekście integracji europejskiej

W artykule podano cybernetyczne aspekty powstawania i rozpowszechniania się norm w tym norm konsumpcyjnych w oparciu o cybernetyczna teorie charakteru M. Mazura  i cybernetykę społeczną J. Kosseckiego . Na wstępie podano  założenia teorii podejmowania decyzji wg M. Mazura, podstawy teorii motywacji i jej miejsce w podejmowaniu decyzji, następnie  predylekcje powstawania norm według poglądów autora, miejsce norm konsumpcyjnych w systemie norm społecznych oraz uwarunkowanie cywilizacyjne i wskazówki wychowawcze niezbędne dla prawidłowego kształtowania norm społecznych  .

1. Proces podejmowania decyzji wg M. Mazura

Według teorii M.Mazura  skutecznym sposobem na rozwiązywanie problemów jest zastosowanie metody generalizacji i wprowadzenie do rozważań tworów teoretycznych, modelujących rzeczywistość .
Takim tworem modelującym zachowania się organizmów żywych /w tym i człowieka / jest system autonomiczny. Jego budowę i oznaczenia podsystemów oraz oddziaływań sterowniczych pokazano na rysunku poniżej, z uwzględnienie wszystkich podsystemów i ich oddziaływań.

rys.1
Inwazja 1

Proces podejmowania decyzji w systemie autonomicznym a do tej klasy systemów należą ludzie polega na doprowadzeniu do przekroczenia progu czułości potencjału decyzyjnego w podsystemie korelator , służącym do przechowywania i przetwarzania informacji./rys2/

Inwazja 2

Jak widać w procesie podejmowania decyzji aż dwa razy występują wyobrażenia – wyobrażenia o sytuacji i wyobrażenia o decyzjach będące zmiennym parametrem sterowniczym. Ich zmiana zachodzi po każdym  procesie podejmowania decyzji.
Wyobrażenia są indywidualne i zapisane w korelatorze każdego systemu autonomicznego .
Diagram podejmowania jednostkowej decyzji podaje rysunek poniżej wg M.Mazura .

Rys 3.
Inwazja 3
Bodziec S powoduje powstanie wrażenia bodźca i powstanie potencjału receptorowego Vr, w zależności od przewodności dróg korelacyjnych G / dających pamięć bierną / i aktualnego rozpływu mocy korelacyjnej K / dającego pamięć czynną / oraz potencjału homeostatycznego powstanie wyobrażenie o sytuacji dające potencjał efektorowy Ve i potencjał perturbacyjny Vp. Jednocześnie potencjał homeostatyczny daje rozpływ mocy w kierunku potencjały perturbacyjnego uruchamiając świadomość.
Jeżeli potencjał efektorowy przekracza granice czułości efektora powstaje decyzja odruchowa.

Jednocześnie potencjał perturbacyjny daje emocje skierowana do homeostatu, który zamienia ję na refleksję dającą nowy potencjał homeostatyczny Vh i wyobrażenie o decyzji.
Zmiana mocy korelacyjnej powoduje podwyższenie potencjału efektorowego i decyzję.
Każda decyzja powoduje zmiany w pamięci czynnej / przez zmianę rozpływu mocy korelacyjnej/ i zmianę pamięci biernej/ przez zmianę przewodności dróg korelacyjnych w korelatorze. Zmiany te są indywidualne dla każdego systemu autonomicznego.
Powoduje to trudności w sterowaniu grupami ludzi .
Aby te trudności zredukować wprowadza się kształcenie i wychowywanie młodzieży mające na celu ujednolicenia wyobrażeń o sytuacji i wyobrażeń o decyzjach

2. Normy spoleczne

J. Kossecki podaje ,.że zbiory wyobrażeń szczególnego typu – parainformacje wg Mazura   są postawa powstawania motywacji będących uogólnieniem różnych wyobrażeń.
W zależności od zawartości informacji bądź energomaterii w zbiorze wyobrażeń Kossecki podaje następujące motywacje :
a. Poznawcze
b. Ideologiczne
c. Etyczne
d. Prawne
e. Ekonomiczne
f. Witalne

Motywacje te są  źródłem  norm , czyli zbioru wyobrażeń o sytuacji i o decyzjach odpowiednich do tej sytuacji. W ujęciu Kosseckiego normy zostały wprowadzone w oparciu o uogólnione obserwacje tegoż autora i nie maja  oparcia we właściwościach systemu autonomicznego, ani tez przełożenia na nie – sa więc metacybernetyczne. Kształtowanie się motywacji Kossecki przypisuje większościowym typom bodźców występujących w środowisku społecznym. Proces przystosowania się ludzi do potrzeb społeczeństwa, polega na wytworzeniu odpowiednich norm zachowania ludzkiego .Normy społeczne  to zależności po między bodźcami działającymi na członków społeczeństwa a odpowiednimi wywołanymi przez nie działaniami  Normy społeczne należą do obszaru informacyjnego sterowania społeczeństwem w sposób pośredni.
Cybernetyczny mechanizm powstawania norm wyjaśnił on opierając się  na założeniu, że w korelatorze następuje powstawanie rejestratorów   bodźców i działań na ich podstawie podjętych, co zwiększa prawdopodobieństwo podjęcia analogicznych działań w przyszłości o ile działania  i ich skutki były zgodne z wyobrażeniami o interesie własnym człowieka. Zbiór tych norm, które w społeczeństwie stanowią. większość na tyle znaczącą, aby spowodować określone skutki sterownicze w wyniku ich częstszego występowania, określił J Kossecki jako normotyp .
Zgadzając się z tezą , że o statystycznej częstości podejmowania określonych działań decyduje rejestrat  wyobrażeń bodźców i decyzji, wprowadzimy do rozważania nie dane pochodzące z obserwacji  rzeczywistości społecznej, ale z założenia, że systemy autonomiczne, z jakich składa się społeczeństwo, rozpatrywane będą jako szczególny typ „mazurianów” /patrz praca J,Ekiela  / zwanych systemami typu „MAZUR”
Wzrost  rejestracyjności w wyniku powtarzania się bodźców został udowodniony przez Mazura
Warunki równowagi systemu autonomicznego przyjmiemy  jako możliwości pobierania i wydawania informacji i energii. Zakłócenia w możliwości pobierania lub wydawania informacji i energii zakłócają równowagę systemu jako jednostki w w przypadku łączenia systemów w sieci, również całej sieci- np. społeczeństwa . W pojedynczym systemie równowagę przywraca homeostat, w sieciach równowagę przywracają elementy sieci o odpowiedniej do zapotrzebowania charakterystyce działania. Wynika stąd wniosek ,że objawy stałości i trwałości społeczeństwa nie musza być wynikiem homeostazy. Wystarczy odpowiednio dobrać systemy tworzące sieć aby wyrównać zapotrzebowania na określone zachowania się. Społeczeństwo może być wtedy sterowane z zewnątrz bez działania homeostatu społecznego

3. Predylekcje powstawnia norm społecznych

Ponieważ w systemie autonomicznym receptory, alimentator i efektor leżą na granicy otoczenia i systemu autonomicznego zaś nie można ściśle określić , gdzie tak granica przebiega, można zmodyfikować model sytemu podjąć ,że posiada on wejścia i wyjścia informacyjne i energetyczne.

Koncepcję tego modelu nazwałem MAZUR- Modyfikacyjny Automat Z Uogólnionymi Reakcjami.
Zarówno wejścia jak i wyjścia maja określona większa lub mniejsza czułość, Jeżeli rozkład bodźców w otoczeniu jest przypadkowy, o ilości dochodzących bodźców decyduje czułość wejścia- im większa czułość ,tym więcej bodźców jest zauważonych.
Do rozważań przyjmiemy uogólniony system sterowniczy typu „ MAZUR”, posiadający co najmniej dwie pary wejść i wyjść:

Wejścia
:”I”– informacyjne – pobierające informację z otoczenia
„S” – energetyczne – pobierające zasilanie z otoczenia
Wyjścia:
„O” informacyjne – wydające informacje sterownicze do efektora- informacje optymalizujące
„R”– energetyczne wydatkujące energię  sterowniczą do efektora

Przyjmujemy, że zarówno receptory, pobierające informację, jak i alimentatory , pobierające zasilanie, można scalić, jako układy połączone szeregowo z układami zwanymi odpowiednio  Korelatorem w systemie autonomicznym  i  Akumulatorem w systemie autonomicznym.
Przyjmijmy też ,że układ zwany Efektorem – znajduje się w otoczeniu i jest zasilany energią sterowniczą z systemu „Mazur” oraz informacjami sterowniczymi, powodującymi odpowiednio do działania systemu „MAZUR” działanie efektora .
Część mocy , jaką dysponuje system Mazur jest zużywana na potrzeby własne systemu i zaznaczona jak Pstr / moc strat/
Przyjmijmy, że niski próg czułości wejścia sprzyja powstawaniu rozpływów informacji i energii w określony w danym przypadku sposób. To samo dotyczy wyjścia- im większa czułość , tym więcej bodźców jest wysyłanych.Skojarzenia wejść i wyjść dają predylekcje do powstawania wyobrażeń , motywacji i w konsekwencji norm społecznych.Zgodnie z teoria Mazura częste pojawianie się bodźców / związane z czułością wejścia / powoduje wzrost przewodności dróg korelacjyjnych i zapamiętywanie określonych sytuacji.Częste decyzje dają wzrost wyobrażeń o decyzjach określonego rodzaju.

Wniosek
Kształtowanie czułości/ wrażliwosci/ wejścia i wyjścia daje predylekcje do wyrabiania pożądanych norm społecznych.

Ponieważ mamy cztery wyróżnione miejsca w systemie „Mazur” liczba możliwych kombinacji, a zatem i możliwych przypadków rozpływów informacji i energii /czyli norm/ wynosi szesnaście.
Rozpatrzymy je kolejno i przyrównamy do ustaleń J. Kosseckiego. Jednocześnie wskażemy na pewne konsekwencje sterownicza wynikające z postulatu utrzymania systemu w równowadze energo – informacyjnej w jego otoczeniu. Postulat taki jest w sensie sterowniczym odpowiednikiem wystąpienia zjawiska homeostazy w systemie typu „Mazur”,
Nie określamy, dlaczego czułość wejść lub wyjść miałaby być niższa lub wyższa, ani też jak taką. czułość mierzyć, Przyjmujemy, że  rozkład częstotliwości bodźców jest taki, ze niższy próg czułości pozwala na zarejestrowanie większej liczby bodźców /np.  przy rozkładzie liniowym/.
Jest to istotne o tyle, że liczba bodźców rejestrowanych może zależeć od rozkładu częstotliwości bodźców i od rozkładu energetycznej częstotliwości bodźców. Wynika stąd też ,że  zmiana rozkładu częstotliwości jest niedocenianym prze teoretyków sposobem sterowania społecznego. W artykule nie rozpatrywano koincydencji czasowej bodźców i reakcji , czy pierwszy pojawi się sygnał wejściowy , czy wyjściowy , bowiem wymaga to rozbudowy rozumowania ponad założoną objętość pracy. W następnych pracach takie zależności będą uwzględnione i rozpatrzone jako przypadki bardziej szczegółowe. Poszczególne typy predylekcji przedstawiono poniżej podając ich odnośniki społeczne oraz umocowanie w systemie empirycznym wynikającym wyłącznie z obserwacji.

1. systemy o czterech punktach wyróżnionych ” I,S,O,R; „,

Rys.4
Inwazja 4

.W tym przypadku występuje równowaga  pomiędzy działaniem wejść i wyjść.
Odpowiada to normom konstytutvwnym wg Kosseckiego  i objawom statyzmu  wg, Mazura, System jest czuły zarówno na bodźce energetyczne jak i informacyjne, oraz odpowiednio wydaje informacje sterownicze i energię sterowniczą. Wytwarza to złudzenie ścisłego związku pomiędzy bodźcem a reakcję i skłania do oczekiwania, że wystarczy dobrać odpowiednie bodźce, aby otrzymać pożądane reakcje, Odchylenia zachowania się systemu od oczekiwań – kładzie się na karb oddziaływania bodźców informacyjnych lub energetycznych niepożądanych /wrogich lub zgubnych/,
Techniki sterownicze dotyczące sterowania informacyjnego zalecają więc izolowanie systemu którym chcemy sterować od tej części otoczenia, która ten nie¬pożądany wpływ wywiera. Ponadto należy zadbać o to, aby system otrzymywał z otoczenia informacje , które są korzystne dla sieci z podpowiedzią ,że są korzystne również dla sytemu.
Ponieważ nie określamy progu czułości w jakichś konkretnych jednostkach, to bardzo trudno odróżnić taki system od systemu, gdzie żaden. punkt nie jest wyróżniony   ” -,-,-,-,”   tutaj bowiem decyduje czułość wejść obserwatora porównywana z czułością,  wejść systemu/ co dla obserwatora, będzie silnym bodźcem, dla  systemu  może być niezauważalne/.
Można stwierdzić, że systemy „I,S,O,R” są dobrze zrównoważone, Jedynie przy nazbyt niskim progu czułości wejść i. wyjść, dla równowagi całości „sieci” takich systemów tworzących nadsystem zwany „społeczeństwem”, potrzebne jest istnienie systemów
typu „-,-,-,-„, które działają „tonująco” i „uspokajająco” na nazbyt „przeczulone systemy” „I,B,O,R” /pewien indyferentyzm tonujący nerwowe reakcje/. Tak zadziałał król Zygmunt Stary w czasie „wojny kokoszej”, gdy w obozie polskich wojsk wybuchła panika wyjechał na majdan w pełnej zbroi i spokojnie zarządził przegląd chorągwi. Na widok spokojnego wodza wojsko natychmiast się uspokoiło i stanęło w regulaminowym ordynku.

2. systemy o dwu punktach wyróżnionych
2.1. – systemy o niskim progu czułości wejścia i wyjścia informacyjnego „I,-O,_”

Rys.5.
Inwazja 5

Taki typ systemu odpowiada powstawaniu predylekcji poznawczych
System jest mało wrażliwy na zmiany w zasileniu , ale szybko rea¬guje na zmiany dotyczące informacji i wydaje dużą ilość informa¬cji do otoczenie  /głód wiedzy , pociąg do nauki i radosna twórczość/,z uwagi na rzucające się w czy elementy twórczości – pozornie egzostatyczny. Tak działają naukowcy. W sieciach musi być uzupełniany systemami zapewniającymi zasilanie i wydawanie energii- nauka bez zasilania obumiera.
2.2. – systemy o niskim progu czułości  wejścia i wyjścia energetycznego” _S_R.; ”

Rys. 6
Inwazja 6

Taki typ systemu odpowiada powstawaniu predylekcji witalnych.
System jest mało wrażliwy na bodźce informacyjne / „nie da się go przegadać” / i nie wydaje dużej ilości informacji /”małomówny”/, za to szybko reaguje na zmiany w zasilaniu, zmieniając ilość wyda¬wanej energii /np. , daje się przekupić/. Z uwagi na łatwo rozpoznawalny element działalności jakim jest gromadzenie energomaterii – pozornie endostatyczny. Dobrze współpracuje z poprzednim- jest sponsorem nauki i wykorzystuje jej osiągnięcia. Współpraca takich systemów jest ideałem społecznym. Oba te systemy są dość stabilne w stałych warunkach w otoczeniu, ale w działaniu „sieci” i w zmiennych warunkach powinny się uzupełniać , gdyż inaczej system sieci ulegnie zagładzie.
W przypadku zakłóceń w zasilaniu energią małe szanse maje systemy o wyłącznych motywacjach poznawczych, a z braku aktualnych i wartościowych infor¬macji mogą zginąć systemy o wyłącznych motywacjach witalnych.
Na tym polegał dramat Milona z Krotony, siłacza z V w. p. n, e, który wierzył w siłę swoich mięśni  i chciał rozerwać sosnę bez używania klinów, a że odstraszył sąsiadów swoim gburowatym zachowaniem, to nikt nie pomógł, gdy rozrywana przezeń sosna ścisnęła mu dłonie, /a wilki pożywiły się ciałem 6-cio krotnego zwycięzcy olimpijskiego w zapasach/ .

2.3.-systemy o niskim progu wejścia informacyjnego i wyjścia energetycznego : „I,-,-,R:”

Rys.7
Inwazja 7

Taki typ systemu odpowiada predylekcjom etycznym
literackim opisem działania takiego sytemu jest fragment arii miecznika ze „Strasznego Dworu” Moniuszki – „Dla ojczyzny macierzystej- na skinienie / bodziec informacyjny/ oddać krew / reakcja energomaterialna/. System reaguje zmianami w wydawaniu energii na zmiany o charakter informacyjnym, Oddziaływanie energetyczne jest podporządkowane zewnętrznym bodźcom. System jest słabo zrównoważony , gdyż grozi mu popadnięcie w niedobory energetyczne – może wydać dużą ilość energii , która nie przyniesie mu wzrostu zasilania/ np. walce o honor/. W sieciach musi być uzupełniany o elementy gromadzące energomaterię / ktoś musi bohatera  uzbroić / i wydające informację/ ktoś musi czyny bohatera opiewać/. Stąd widać nieskuteczność wychowawczą stoicyzmu- według starożytnego etyka Seneki cnota sama w sobie jest nagrodą- tłumaczenie dobre dla statyków, posiadających dobrze działające zasilanie/ a Seneka już według starożytnych był właścicielem tysiąca stołów cyprysowych/, którzy będą opisywani przez historyków.
Ponieważ jednak młodzież jest egzostatyczna, to  brak pochwał za dobre zachowanie ze strony pedagogów/ a statyczni  nauczyciele się tłumaczą- to przecież obowiązek ucznia/ powoduje nieodwracalne przejście do zachowań zwracających uwagę otoczenia na egzostatyczny  system autonomiczny- zaczynają się wygłupy i popisy. Ponadto z rysunku widać ,że nie można w nieskończoność żądać ofiarności , bo z braku zasilania system zginie. Nie sposób wymagać etyki od ludzi głodnych, czego np. prawnicy nie zauważają.

2.4. – systemy o niskim progu czułości wejścia energetycznego i wyjścia informacyjnego”-,S,0,-

Rys.8
Inwazja 8

Taki typ systemu odpowiada powstawaniu predylekcji ekonomicznych.
System reaguje oddziaływaniem informacyjnym na otoczenie przy zauważonych zmianach w zasilaniu, System jest lepiej niż poprzedni zrównoważony energetycznie, ale grozi mu „przegrzanie” wskutek nadmiernej , a nie odprowadzonej do otoczenia, ilości skupionej energii. W przypadku istnienia „sieci” o przewadze jednego z tych elementów , w jej skład powinny wejść jako elementy przywracające równowagę- systemy o drugim rodzaju predylekcji/ np. w imperium babilońskim opartym o motywacje ekonomiczne , powstał ruch religijny o dominującym motywie etycznym – wędrówka Abrahama/.Występowanie dominujących motywacji określonego typu jest być może związane z warunkami naturalnymi – patrz „Geografia Dynamizmu” Adama Lecha zamieszczona na stronie www.autonom.edu.pl
Dobrze działający system gospodarczy polega na współdziałaniu tych dwu norm: za wydawaną prace/ R/ otrzymujemy znak wartości /O/ , za ten znak będący dla innego sytemu informacją /I/ w tym ,że wykonaliśmy prace społecznie użyteczną otrzymujemy zasilanie /S/

2.5 – systemy o czułych wejściach

Rys.9
Inwazja 9

Pozorny endodynamizm- gromadzenie informacji i energii pozornie bez ich wydawania. Działanie takie nie jest uważane za normę społeczną aczkolwiek w niektórych kulturach występuje- tak zachowują się Eskimosi i inne ludy Północy. Nadmiar zgromadzonych środków i informacji uwalniany jest w czasie świąt plemiennych .

2.6 -systemy o czułych wyjściach

Rys.10
Inwazja 10

Pozorny egzodynamizm- wydawanie informacji i energii bez zwracania uwagi na zasilanie.
Również takie działanie nie jest uważane za normę , chociaż np. w kulturach afrykańskich każda okazja do świętowania jest dobra, a już obowiązkowa po udanym polowaniu.

3. Systemy o jednym punkcie wyróżnionym:
Są to systemy niezrównoważone i dlatego same nie tworzą „sieci” gdyż szybko ulegają zagładzie, a w potocznym rozumieniu tego zjawiska zachowują się aspołecznie:

3.1. Systemy o niskim; progu czułości wejścia informacyjnego” I -”

Rys 11
Inwazja 11

Nastawione są na zbieranie informacji, ale je „utajniają” sprawiają wrażenie
endostatycznych o predylekcji poznawczej, ale jest to dynamizm pozorny. Z powodu braku oddziaływania informacyjnego na otoczenie szybko wpadają w kłopoty związane
z nadmiarem zgromadzonych informacji /np.  zbójca Gębon z humoreski St. Lema/. Z tego względu zachowanie takie nie jest rozpoznawane jako norma społeczna , chociaż we współpracy i innymi systemami jest nie tylko racjonalna ale i pożądana/ banki informacji/

2. Systemy o niskim progu czułości. wyjścia informacyjnego  O .. .,

Rys.12
Inwazja 12

Są nastawione na wydawanie informacji, które same  produkują. Sprawiają wrażenie egzostatycznych o predylekcjach poznawczych /też jest to pozorny charakter/
Z powodu braku informacji o otoczeniu maje z otoczeniem konflikty /np. różni „guru”, poeci, twórcy/ i szybko mogą stracić równowagę, dlatego same nie są w stanie stworzyć „sieci.”. Natomiast w niektórych typach sieci są niezbędne dla utrzymania równowagi funkcjonalnej. Stąd szacunek dla poetów wśród moralistów, o czym nizej.

3. Systemy o niskim progu czułości wejścia  energetycznego-  S—

Rys.13
Inwazja 13

Są nastawione  na gromadzenie energii i sprawiają wrażenie endostatycznych o predylekcjach witalnych, Z powodu nadmiaru mocy tracą zdolność sterowania się /np. , imperium perskie Dariusza III/. Również nie jest to norma uważana za normę społeczną , chociaż może byś pożądana czy wręcz konieczna dla pracy sieci.

3.4. Systemy o niskim progu wyjścia energetycznego-

Rys 14.
Inwazja 14

Nastawione  są na rozpraszanie energii , pozorny egzodynamizm o predylekcjach witalnych, są niezrównoważone, gdyż łatwo wpadają w niedomiar, a więc samodzielnie „sieci” nie są w stanie stworzyć. Jednakże mogą uwalniać nadmiar energomaterii zgromadzonej w systemie- np przez wielkie budowle. Tak powstały piramidy. Utracjusze są jednak czasem potrzebni do zachowania równowagi sieci. Kiedy Aleksandr Macedoński zaczął garściami wydawać zdobyczne złoto i srebro, gospodarka hellenistyczna ruszyła z kopyta.

4. Systemy o trzech punktach wyróżnionych

Są to systemy dość dobrze zrównoważone sterowniczo, ale do pełnej równowagi potrzeba, aby „sieci” znajdowały się niejako dla dopełnienie – systemy o jednym punkcie wyróżnionym, które omówiono powyżej. Z uwagi na uprzedzenia badaczy nie wszystkie były dotychczas rozpoznawane . Brak czułości niektórych elementów był raczej uznawany za defekt, zachowanie aspołeczne , niepożądane lub szkodliwe. Jednak z analizy zjawiska powstawania predylekcji do określonych norm wynika ,ze są to stany naturalne , wzmacniane przez aktualny dynamizm charakteru systemów autonomicznych. Sądzę ,że wykaz norm podany przez J. Kosseckiego powinien być uzupełniony na zasadzie zupełności elementów rozumowania.

4.1., Systemy o niskim progu czułości wejścia i wyjścia informacyjnego i wejścia  energetycznego „I,S,O,-”

Rys. 15
Inwazja 15

Nastawione są na pobieranie i wydawanie informacji oraz pobieranie o energii – odpowiada to predylekcjom poznawczo – ekonomicznym , określanym krótko jako ideowe. Aby przywrócić równowagę w „sieci” muszą się znajdować elementy „-,-,-,R”, rozpraszające nadmiar  energii – dlatego w systemach społecznych o takich motywacjach dochodzi do budowy piramid, gigantycznych obiektów itp.

2.Systemy o niskim progu czułości wejścia i wyjścia informacyjnego oraz wejścia energetycznego „I,-,O,R”

Rys 16
Inwazja 16

Nastawione są na pobieranie i wydawanie informacji i wydawanie energii: odpowiadają  za powstanie predylekcji  poznawczo – etycznych, w skrócie religijnych. W tradycyjnych naukach te dwa normotypy słabo rozróżniane, Z uwagi na nadmiar objawów rozpraszania energii wymagają w „sieci” istnienia  elementów typu „-,S,-,-,” nastawionych na  gromadzenie energii, Bez takich elementów szybko ulegają zagładzie z braku energii, /np. Abraham korzystał z fortuny zgromadzonej przez Teracha /
Z uwagi na możliwość wydawania informacji i energii jest to norma atrakcyjna dla egzosatyków- młodzież  mająca zapewnione zasilanie chętnie garnie się w szeregi stowarzyszeń religijnych. Dziwne, że do tej pory nie uznano tego za normotyp społeczny

4.3. Systemy o niskim progu czułości wejścia informacyjnego oraz wejścia: i wyjścia energetycznego: „I ,S,,-,:R”

Rys 17
Inwazja 17

Nastawione są na pobieranie informacji oraz wydawanie i pobieranie energii, co daje warunki dla predylekcji etyczno – witalnych /moralność/
Jednakże oznacza to, że znaczna część informacji będzie „utajniona” zaś dla przywrócenia równowagi należy wykorzystać systemy „-,-,O,-„, stąd taki szacunek dla wieszczów/ czy gawędziarzy/,a przy niskim poziomie inteligencji – plaga plotek wyssanych z palca,
Z tego względu łatwo modą stracić równowagę sterowniczą bo czułe wejścia informacyjne plotki potraktują poważnie / dramat Otella/ a utajnianie budzi sprzeciw społeczny
/ np. sprawa Katynia /. Z rysunku widać ,że wszystkie systemy moralnościowe mają zaprogramowaną dbałość o zasilanie / sa nastawione na równowagę w wydawania i pobierania energii/ oraz oparcie w etyce, natomiast w niektórych wypadkach sama etyka może być niemoralna- brak zasilania prowadzi do destrukcji systemu.
Z uwagi na brak wydawania informacji moralność jest nieatrakcyjna dla egzostatyków, stąd trudności we wdrażaniu systemów tego typu w społeczeństwach pozornie egostycznych/ młodych/

4.4. Systemy o niskim progu czułości wyjścia informacyjnego oraz wejścia i wyjścia energetycznego”-,S,0,R”

Rys 18
Inwazja 18
Nastawione są na pobieranie energii oraz wydawanie energii  i. informacji, co oznacza warunki do powstania predylekcji ekonomiczno -witalnych „społeczeństwa konsumpcyjne”, Dla równowagi potrzebne jest istnienie elementów typu ” I,-,-,-” a więc „banków  informacji”,
Niebezpieczeństwo dla takiego systemu polega na tym, że gromadzona przez wyspecjalizowane elementy informacja może być użyta przeciw systemowi stad dążenie do uczulenia opinii publicznej na tę kwestię- kłamstwo jest uważane za najcięższy grzech.
Ten normotyp jest również pomijany przez moralistów a konsumpcja jest uważana za coś niewłaściwego, tymczasem jest to wynik predylekcji wynikających z takiego układu czułości wejść i wyjść systemu MAZUR , a zmianę można osiągać prze zmianę tych czułości
Podany sposób ustalenia możliwych do przewidzenie typowych sposobów zachowania się ludzi /odpowiednik norm społecznych/ jest o tyle nośny poznawczo, że ujmuje również zachowania się rzadkie statystycznie, a istotne dla uzyskiwania równowagi w nadsystemie. Przyjęcie podanej systematyki umożliwia wytłumaczenie, dlaczego pewne określone predylekcje są charakterystyczne dla pewnych obszarów, Trzeba tu uwzględnić rozważania A. Lecha w pracy „Geografia dynamizmów” , Otóż przewaga czułości wejść da objawy endodynamizmu i będzie akceptowane jako przydatna do przetrwa¬nia na  obszarze endo-, równowaga będzie akceptowana i ulegnie wzmocnieniu na obszarze statyzmu, zaś przewaga czułości  wyjść będzie charakteryzowała obszary egzodynamizmu..
Najciekawsze są kombinacje trzech punktów – endostatyzmowi odpowiadają predylekcje poznawczo – ekonomiczno „I,S,O,-” /ideologiczne/ oraz etyczno-witalne „I,S,-,R”- moralne przy czym bardziej endo są „I,S,0,-” z uwagi na nieczułość wyjścia energetycznego, a więc mogą być w konflikcie z ,”I , S,-,R” stad konflikty pomiedzy ideologią i moralnoscia,.
Egzostatyzmowi odpowiadają predylekcje „I,-,O,R” /religijne/ oraz „-,S,O,R” – /konsumpcyjne/, stad konflikt, w którym brak czułości wejścia energetycznego oznacza, że „religijne”   są w gorszej sytuacji niż „konsumpcyjne” /słabsze ekonomicznie/.

Inwazja norm konsumpcyjnych

Jak widać z powyższych rozważań można było się spodziewać powstawania norm konsumpcyjnych w sytuacji, gdy systemy maja wyrabianą czułość wejścia energomaterialnego /najpierw trzeba coś zarobić, żeby wydawać/. Oczywiście należało wziąć pod uwagę taką możliwość, wynikającą wprost z rozważań Mazura i Kosseckiego, gdyby się szczerze chciało ukierunkować społeczeństwo na  przykład na przewagę norm moralnych. Mam wrażenie jednak, że naukowcy śnią o rządach elit od czasów Konferencji Pugwash – w domyśle – elit naukowców o słusznym rodowodzie.
Przy braku czułości wejścia informacyjnego spowodowanej nieustającą wojną informacyjną /nie wyczula się młodzieży na słabsze sygnały informacyjne/ oraz zapewnionej swobodzie wydawania energomaterii i informacji
/społeczeństwo ludyczne/  normy konsumpcyjne uzyskują przewagę na normami opartymi na moralności, którą nie można się chwalić, i nad ideologia, ograniczająca wydawanie a wymuszająca oszczędzanie, a nawet nad religią, nie zwracającą uwagi na zasilanie, gdyż fundamentaliści nakładają obowiązki religijne bez  względu na możliwość ich spełnienia /co najlepiej widać w sprawie aborcji – nie uchwalono zasiłku ciążowego pomimo, że państwo nałożyło na kobiety obowiązek donoszenia ciąży/.
Wojna informacyjna powoduje nacisk na używanie  coraz silniejszych bodźców informacyjnych.  Preferowane są  informacje odwołujące się do silnych emocji , czyli do strachu i do seksu, znieczulając wejścia informacyjne. Sposobem na to jest wyłączanie się z tych oddziaływań – każdy telewizor ma przecież wyłącznik….
Działania wychowawcze będące przyczyną powstawania norm konsumpcyjnych zostały niejako wymuszone sytuacją gospodarczą w czasie wojen, kiedy to coraz młodsi ludzie byli angażowani lub nawet zmuszani do pracy, a propaganda wojenna obiecywała czasy szczęśliwości po zwycięstwie. W krajach socjalistycznych ograniczanie spożycia indywidualnego na rzecz spożycia zbiorowego było przyjmowane niechętnie, gdyż nie miało umocowania w kulturze regionów o klimacie surowszym niż ten, gdzie opracowywano modelowe społeczeństwa. Agresywna propaganda gloryfikująca wolność jednostki podsycała oczekiwania społeczne. W jednym z amerykańskich filmów pracownik agencji reklamowej powiedział- mamy pokazywać zwykłych Amerykanów, takich zwykłych amerykańskich milionerów. Sekretarz stanu za czasów prezydentury Einsehowera, John Foster Dulles wręcz stwierdził- każde kino ma być konsulatem amerykańskim i tak właśnie było i jest nadal.
W rezultacie tego wzrasta zadłużenie gospodarstw domowych właśnie na wzór amerykański. Dobra mają być dostępne tu i teraz, bez czekania i należy się nimi chwalić. Nakręca to koniunkturę prze zakupy/ słynne powiedzenie prezydenta George Busha : Go to Buy – ruszaj na zakupy! /i wymusza pracowitość, bo kredyty trzeba spłacać. Widoczne „ zewnętrzne znamiona luksusu”, tak piętnowane w propagandzie socjalistycznej, pokazywane na każdym kroku i każdych newsach budzą zazdrość i pobudzają aspiracje i ambicje ludzi młodych, egzostatyków, dla których popisywanie się jest modus vivendi. Niestety, brak wiadomości o dynamizmie charakterów jest powodem braku podejmowania skutecznych działań dla opanowanie mody na amerykanizm. Brak pochwał za zachowanie odpowiednia powoduje przekierunkowanie uwagi dziecka na zachowanie , które uzyskuje czyjąś aprobatę- tak powstają grupki „rozrabiaków’ w szkołach, dla poklasku grupy uczniowie łamią wszystkie normy etyczne.
Wzmacnianie informacyjnych bodźców wejściowych ma już swoją podbudowę naukową w postaci technik neuroligwistycznych opracowywanych przez psychologów . Potencjalnego klienta traktuje się jako przedmiot manipulacji i wmawia się mu, że właśnie trafia  się życiowa okazja zakupu przedmiotu lub usługi o najwyższych parametrach /silny bodziec informacyjny/ za najniższa cenę /skojarzenie z czułością wejścia energetycznego/. Dodatkowo klient ma otrzymać podarunki, bonusy , punkty i gadżety/ działające stymulująca na czułe wejście energetyczne/. Tym przedmiotem będzie mógł się chwalić bardziej od innych ludzi /czułe wyjście informacyjne/  i ten przedmiot da mu możliwość osiągania niespotykanych przeżyć/ czułe wyjście energetyczne/.
Rezultatem tych oddziaływań jest hasło- Młodość Obowiązkowa! Egzostatycy bowiem idealnie wpasowują się w predylekcje konsumpcyjne. Producenci przez reklamy starają się wmówić przyszłym nabywcom ,ze oferowane produkty odmładzają, przywracają sprawność fizyczną itd.
Również naśladowanie ludzi sukcesu prowadzi do rozpowszechnienia wzorów zachowań, zwrotów i epitetów słownych,  fryzury i ubiorów, i to niekoniecznie dostosowanych nawet do klimatu.
Kiedy bramkarz francuski Fabien Barthez obronił dwa rzuty karne, wśród kibiców przed godziną wyśmiewających jego łysinę nastała moda na łysiny, a że w bójce przemogli konkurentów, moda się rozpowszechniła. To samo można powiedzieć o modzie chodzenia z gołym brzuszkiem rozpowszechniona wśród nastolatek, zapożyczoną z Florydy a w naszym klimacie prowadzącą do
przeziębienia nerek- wprowadziła ją pewna piosenkarka z zespołu Spice Girls lansując udany przebój i natychmiast miała tysiące naśladowczyń, jakby odsłonięcie brzuszka poprawiało działanie strun głosowych. Modny stał się luz, swoboda, kozactwo i brak zobowiązań. Spowodowało to upodobnienie się kultury konsumpcyjnej do cywilizacji stepowej, turańskiej. To z kolei rodzi poczucie braku etyki w stosunkach społecznych. Wprowadzanie  zasad etyki  przez państwo w drodze prawodawstwa daje objawy cywilizacji bizantyjskiej, zaś jedyną alternatywą jest cywilizacja religijna.
Uznaniem moralistów cieszy się jedynie turystyka, która z punktu widzenia cybernetyki polega na wydawaniu energii w dużej ilości, celem otrzymania informacji wysokiej jakości – wędrujemy w
dalekie kraje , co jest męczące i kosztowne, a otrzymujemy w zamian widoki pięknych krajobrazów, dźwięki egzotycznych melodii lub smak i zapach nieznanych potraw. Przewaga wydawania energii i materii jest wyraźna, a więc sytuacja ta sprzyja egzodynamikom i egzostatykom ludziom młodym duchem.W systemie norm jest to równoznaczne z normami etycznymi i w zasadzie jest jedyną formą konsumpcji uznawaną za społecznie pożyteczną. Tymczasem normy konsumpcyjne nie są same w sobie ani dobre, ani złe, są takie do jakich doprowadziło oddziaływanie wychowawcze społeczeństwa. Bardziej wpasowują się w egzostatyczny krajobraz Florydy niż w statyczne otoczenie klimatyczne Europy środkowej, a rażą w zimnym klimacie  Polski, gdzie zapobiegliwość zawsze była cnotą.

Maciej Węgrzyn – dla mojej Żony, grudzień 2007.

 

Motywacja w ujęciu cybernetycznym – Kossecki i Węgrzyn (Zjazd NAI 2014)

Wykład prezentujący cybernetyczną teorię motywacji. Pierwszy z prelegentów, Maciej Węgrzyn, przedstawia klasyczne ujęcie Mariana Mazura. Doc. Józef Kossecki prezentuje swoje rozwinięcie tego wzorca.

Źródła norm moralnych

1) Wstęp

Słyszymy i czytamy dzisiaj bardzo dużo na temat wschodniej kultury. Szczególnie Indie stają się takim krajem, o którym wiele się mówi. Ja Indiami zainteresowałam się na początku lat sześćdziesiątych. Zdecydowałam się pracować jako ochotniczka na placówce misyjnej. Byłam pielęgniarką zainteresowaną losem cierpiących ludzi. Czytałam o Matce Teresie i misjonarzach niosących pomoc chorym znajdującym się bez opieki na ulicach i w slamsach. Z drugiej strony słyszałam o „głębokiej duchowości” i szlachetności mieszkańców Indii. Te dwa kierunki informacji wzajemnie się wykluczały. Nie mogłam zrozumieć, jak ludzie o głębokiej duchowości i szlachetnego serca., za jakich uchodzili Hindusi, mogą obojętnie przechodzić wobec swych rodaków ginących z nędzy i głodu na ulicach ich miast. Dlaczego ratunek niosą im ludzie z zewnątrz – Matka Teresa i chrześcijańscy misjonarze, a nie hinduistyczni czy buddyjscy „święci”, o których wiele się mówiło i nadal się mówi. Dopiero gdy tam wyjechałam, mogłam to zrozumieć. Dlatego chciałabym podzielić się swymi spostrzeżeniami i wiedzą tam zdobytą w latach 1967 – 1981.
Wydaje mi się, że wiedza dotycząca różnych światopoglądów i religii, szczególnie ważna jest dzisiaj, gdy coraz realniej rysuje się perspektywa zjednoczenia państw we wspólnej Europie. Dużo się mówi na temat spraw ekonomicznych i gospodarczych. Jednak mało jest tych, którzy zastanawiają się poważnie nad jej ideologicznymi fundamentami. A przecież jest to sprawa najważniejsza, bo każda organizacja społeczna, każdy system polityczny, wypływa z jakiejś ideologii. Nie ma na świecie kodeksu prawnego czy norm postępowania bez odniesienia do jakiejś filozofii. Nie ma etyki bez metafizyki. Każdy myślący człowiek szuka sensu swojego życia i wszelkiego istnienia; zastanawia się nad jego źródłem, celem i kresem; pragnie szczęścia i szuka dróg do jego osiągnięcia. Zastanawia się nad istotą dobra i zła. Znamy ten problem i wiemy jak wiele odpowiedzi na zasadnicze pytania egzystencjalne daje metafizyka i wypływające z niej systemy filozoficzne-religijne… Niestety, różne religie nie dają jednakowej odpowiedzi na te same pytania. Różne pojmowanie natury Boga, świata i człowieka, są źródłem zróżnicowanych norm moralnych i zasad postępowania. Aby można było ujednolicić normy postępowania, konieczne jest ujednolicenie ich źródeł, którymi są „święte” księgi prawa, kształtujące sumienia ich wyznawców. Księgi te, ogromnie różnią się między sobą.
Według mojej orientacji, wedyjskie i biblijne zapisy prawa moralnego są najbardziej kontrastowe. Prawo wedyjskie oparte na wierze w reinkarnację, segreguje ludzi na kasty czyli na „czystych” i „nieczystych”. Doprowadziło to do okrutnej dyskryminacji tych ostatnich i nieograniczonego uprzywilejowania kast uznanych za „najczystsze”. Natomiast prawo biblijne, płynące z wiary w jedynego Ojca, Stworzyciela i Odkupiciela wszystkich ludzi, musi prowadzić do świadomości istnienia jednej rodziny ludzkiej, a stąd do równouprawnienia i braterstwa wszystkich ludzi. W pozachrześcijańskich systemach religijno-filozoficznych istnieje wiara w gatunki ludzi duchowo „wyższych” i „niższych” lub „czystych” i „nieczystych”. Stąd istnieje tam braterstwo plemienne czy kastowe, a nie ogólnoludzkie.
Tymczasem w chrześcijaństwie, chociażby ktoś poczuł się wyższym z racji swego pochodzenia, bogactwa czy uzdolnień, to jednak nie znajdzie ani w Piśmie Świętym, ani w nauce Kościoła podstaw do stwierdzeń, że z tego powodu jest on duchowo wyższy lub czystszy. Wręcz przeciwnie, znajdzie wiele zdań stwierdzających, że wyżsi duchowo to: pokorni, miłosierni, cisi, cierpliwi, prześladowani, cierpiący, a nie ci, którzy są wyjątkowo uzdolnieni, wysoko urodzeni, bogaci, zdrowi itp. I tu właśnie tkwi zasadnicza różnica pomiędzy chrześcijańskim, a niechrześcijańskim poglądem na człowieka. Chrześcijaństwo ocenia każdego nie według jego fizycznych czy dziedzicznych uwarunkowań, lecz według wierności Prawu Bożemu, którego żaden człowiek nie może łamać.
Nic więc dziwnego, że papież tak mocno podkreślał konieczność powrotu do autentycznego chrześcijaństwa, by na jego fundamentach – gwarancji sprawiedliwości – zjednoczona Europa oparła swe ustawodawstwo. Tymczasem coraz powszechniejsza jest krytyka tegoż chrześcijaństwa i szukanie inspiracji dla „Nowego Wieku” w niechrześcijańskich źródłach. Nawet w Polsce o tak głębokiej tradycji katolickiej, fascynacja religiami Wschodu wzrasta, a mało kto orientuje się jakie mogą być skutki ich rozpowszechniania. Podobnie jak św. Paweł dziwił się Galatom, tak i ja nie mogę się nadziwić, że Polacy tak łatwo odchodzą od swej tradycji, szukając innej „ewangelii”, niż ta, którą głosi Kościół Katolicki. Jednak innej „ewangelii” nie ma – są tylko jej falsyfikaty.

2) Wchodzenie,. obcej kultury

Przeglądając różne publikacje dotyczące międzywyznaniowych dialogów, jestem zaniepokojona szerzącymi się gnostyckimi błędami oraz ilością ich młodocianych ofiar. Jako katechetka, często bywam zapraszana przez wychowawców i rodziców po to, by porozmawiać z ich dziećmi lub z tymi, którzy są uwodzeni przez propagatorów różnych antychrześcijańskich ideologii. W zasadzie rodzice nie mają możliwości wkroczenia w środowisko sekty, do której syn czy córka wchodzi, gdyż liderzy sekt zakazują swoim członkom i sympatykom mówić w domu o tym co się na ich spotkaniach mówi i praktykuje. Poza tym ich propagatorzy zwykle posługują się obcą terminologią. Np. chłopiec z klasy szóstej szkoły podstawowej wciągany do sekty buddyjskiej mówił w domu, że był w „dojo”, że spotkał się z „sangą”, do której przyjechał „rosi”. Rodzice nic z tego nie rozumieli, a chłopiec zachowywał się tak, jakby posiadał wyższą od nich wiedzę, która w istocie nie była niczym innym jak zapamiętaniem kilku obcych słówek. „Dojo” to buddyjskie miejsce kultu; „sanga” to buddyjska wspólnota; „rosi” to nauczyciel jednego z buddyjskich odłamów. Chłopiec był przekonany, że znalazł grupę gdzie będzie mógł poszerzać swoją wiedzę religijną. Podobnie dostają się dzieci i młodzież do innych sekt.
Pojawiające się obce formy religijno-kultowe, na wstępie nic nie mówią o zmianie religii katolickiej lecz o jej „poszerzaniu”. W tym celu wiele obcych dzieł religijnych, które przetłumaczone zostały na język polski, mają zmienioną treść tak, by „pasowała” do uczuć Polaków i przypominała naszą wiarę. Dopiero gdy „złowią” sobie sympatyków, dla nich mają inne teksty, które podważają autorytet Kościoła i sens jego religijnych praktyk. Nawet Biblia szatana ma kilka wersji. Dla wtajemniczonych zawiera ona bardziej drastyczne treści dotyczące kultu szatana; natomiast dla osób nie należących do satanistów pewne wątki rażące, budzące u przeciętnego człowieka lęk, protest lub wstręt, są pominięte. Podobne zmiany dokonano też w tłumaczeniach innych tzw. „świętych ksiąg”.
Gdy ukazał się w polskim tłumaczeniu Koran, szukałam w nim pewnych paragrafów, które poznałam w Indiach, lecz ich nie znalazłam. Pominięte w polskim tłumaczeniu paragrafy dotyczyły fatalnej pozycji kobiety w islamie. Kobieta w świetle islamu, to własność mężczyzny. Takie traktowanie kobiety było niejednokrotnie powodem moich trudności w pracy. Np. chciałam pomóc kobiecie, którą mąż i teściowa przyprowadzili do ośrodka zdrowia, żeby dokonać aborcji. Pomimo, że ich religia traktuje aborcję jako grzech, to jednąk nie do kobiety należy decyzja. Jej mąż argumentował, że ma już trzynaścioro dzieci, że leczy się na. trąd i absolutnie nie może dopuścić do tego, by to dziecko się urodziło. Jego żona milczała, ale na twarzy rysowało się przerażenie… krople potu wystąpiły na czole… Zaniepokojona tym objawem, wzięłam kobietę na bok, by bezpośrednio z nią porozmawiać. Wtedy ona padła mi do nóg, prosząc by jej pomóc. Okazało się, że była to jej pierwsza ciąża, że wspomniane przez męża dzieci nie są jej. „To jest moje jedyne dziecko… – powiada – jeżeli mój mąż umrze, to rodzina męża nie będzie mnie utrzymywać… Jedyne dziecko dla mnie, to jedyna nadzieja…”
Kobieta w świetle Koranu nie ma żadnej pozycji i biedna jest jeśli więzy rodzinne, nie łączą jej ze środowiskiem. Powstaje tu pytanie: dlaczego w polskim tłumaczeniu pominięto te poglądy islamu, które obce są naszej świadomości? Jeżeli mówi się o studiowaniu i poznawaniu różnych religii, to dla prawdziwej wiedzy na ich temat powinna być ukazana cała prawda – nie tylko podobieństwa jakie między nimi istnieją, ale także to, co ich różni. Tymczasem u nas jest inaczej – modne jest ukazywanie błędów chrześcijan, nie mówiąc o perfekcji chrześcijańskiej nauki, i zestawianie ich z wyidealizowaną, bliżej nieznaną postacią jakiegoś „mistrza duchowego”, bez ukazania prymitywizmu głoszonych przez niego poglądów.

3) Kryszna

Według dotychczasowej mojej obserwacji, najbardziej zafałszowana jest prezentacja hinduizmu, zwłaszcza tych jego ksiąg, które uczą o Wisznu-Krysznie. Najczęściej podaje się, że jest to religia monoteistyczna, która ma swe korzenie w Wedach. Tymczasem Wedy uczą o wielu „bogach” i „półbogach”, z których można czcić dowolną ich ilość. Ale dla wyznawców religii monoteistycznej zaprezentowano tylko jednego z nich, nie mówiąc o całym indyjskim panteonie. Stąd dziś najpopularniejszy staje się Wisznu – źródło życia, miłości, płodności, urodzajów i witalnych sił we wszechświecie – odpowiednik biblijnego Baala. Wisznu czczony jest przez swych wyznawców w oceanie, słońcu, „świętych” krowach, drzewach, gajach oraz w tzw. „avatarach” czyli „zstąpieniach”. Wisznuici zwani w Polsce waisznawami, wierzą, że Wisznu od czasu do czasu zstępuje, przyjmując widzialną, żywą postać. Te właśnie postacie nazywają avatarami. Do nich należy m.in. Rama – bohater epopei pt. Ramayana i Kryszna – bohater epopei pt. Mahabharata. W tej ostatniej zawarty jest opis walki dwóch plemion z rodu Bharatów, która miała miejsce około IV w. przed Chrystusem. Jeden z rozdziałów tej epopei zawierający dialog Kryszny z dowódcą wojska, nosi tytuł Bhagavadgita.
Szczegóły dotyczące postaci Kryszny opisane są w średniowiecznej literaturze pt. Bhagavatapurana i Gita-gowinda. Literatura powyższa podaje, że gdy w stolicy Jadawów panował Kansa – okrutny i bezbożny król uzurpator, jego demony niszczyły i gnębiły cały kraj. Prawowitego władcę Wasudewę wraz z jego żoną Dewaką, Kansa zamknął w więzieniu i pozabijał sześcioro ich dzieci. Aby położyć kres bezprawiu, zstąpił Wisznu za pośrednictwem swego włosa. Gdy Dewaki – żona Wasudewy miała począć siódme dziecko, Wisznu włożył swój biały włos w jej łono, dzięki czemu urodził się białoskóry Wisznu-Rama; gdy zachodziła w ciążę po raz ósmy, Wisznu włożył w jej łono swój czarny włos i urodził się ciemnoskóry Wisznu-Kryszna (stąd jego imię – „Kryszna” czyli „Czarny”[1]). Literatura powyższa podaje, że już od dziecka Kryszna manifestował swą „boską wolność”: dla rozrywki kradł, uwodził dziewczęta i cudze żony, urządzał nieprzyzwoite zabawy, zabił pariasa wiernego swym obowiązkom i z nikim się nie liczył. Za inny dowód jego „boskości” podają niezwykłą witalność, moc pokonywania demonów, podstęp, spryt i niebywałą urodę. Dlatego stał się on wszechatrakcyjnym obiektem miłości nie tylko kobiet. Waisznawowie wierzą, że Kryszna był rzeczywistym ucieleśnieniem witalnych mocy Wisznu, bo miał ponad 16.000 żon i 180.000 synów; a chociaż wszystkie jego żony mieszkały oddzielnie w swoich pałacach, Kryszna przebywał z każdą z nich jednocześnie.
Opisane wyżej wyobrażenie „boga-człowieka” nie łatwo mogło być przyjęte przez Europejczyka, więc na Zachodzie trzeba było zaprezentować go trochę inaczej niż uczy indyjska tradycja… Dla przybliżenia Polakom postaci Kryszny, pani Wanda Dynowska (i wielu innych teozofów) przedstawiała go jako „hinduskiego Chrystusa”[2]. Twierdziła, że tak waisznawowie, jak i chrześcijanie wierzą, iż Bóg-Człowiek to wcielenie miłosierdzia. Aby to udowodnić, tłumaczyła niektóre hymny z indyjskiej literatury wysławiające „miłosierdzie” Kryszny i twierdziła, że równie dobrze można tymi samymi słowami uwielbiać miłosierdzie Jezusa… Jednak w swoim porównaniu postaci Kryszny i Jezusa, nie przetłumaczyła tekstów, które mówią komu i jak Kryszna to „miłosierdzie” okazywał. Przyjrzyjmy się więc jak w praktyce to miłosierdzie się objawiało.
Wspomniana wyżej średniowieczna literatura podaje, że Kryszna jako młodzieniec był przepiękny, dlatego stał się obiektem zmysłowej pożądliwości, szczególnie wtedy, gdy w noc księżycową pojawiał się w zaroślach i przepięknie grał na flecie. Dźwięk jego fletu budził kobiety śpiące w okolicznych domach. Wsłuchując się w czarujące melodie, kobiety pobudzone „wibracjami kosmicznej miłości”, opuszczały swych mężów oraz dzieci i biegły uwielbiać Krysznę: Uwielbiając Krysznę, tak go pożądały, że aż cierpiały z nadmiaru żądzy. Kryszna wzruszony ich pragnieniami i zalotnymi pieśniami, współżył z nimi, „uszczęśliwiając je bardziej niż ich mężowie”. Oczywiście, że jest to wisznuickie pojmowanie boskiej doskonałości oraz istoty miłości, szczególnie uwypuklone w krysznaickich misteriach w Bengalu, opartych na ich erotycznej „świętej księdze” pt. Gita-gowinda. Dlatego w moim odczuciu, porównanie wyżej wspomnianego „miłosierdzia” Kryszny, do miłosierdzia Jezusa Chrystusa, jest największym bluźnierstwem…

4) Akomodacja Kryszny

Przykładem ogromnego zamieszania wprowadzonego w religijną świadomość polskiej młodzieży mogą być publikacje pism guru Prabhupady – Hindusa z Bengalu, który jako emeryt wyruszył w 1965 r. do USA w celu podporządkowania Krysznie świata „majasiakti”(czyli świata pieniądza) i zapobiegania zabijaniu krów, które (według większości waisznawów) są święte!… Guru Prabhupada działalność swoją rozpoczął wśród hipisów w Nowym Jorku. Z czasem pozyskał swych naśladowców. Z ich grona wybrał sobie uczniów i założył Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny – International Society of Krishna Consciousness (ISKCon) oraz własne wydawnictwo – Bhaktivedanta Book Trust.
Pisząc książki o Krysznie, dostosowywał indyjską średniowieczną formę waisznawizmu do chrześcijańskich pojęć. W tym celu zmienił treść, a szczególnie komentarz oryginalnej Bhagavadgity, nadając swemu dziełu sugestywny tytuł: Bhagavadgita Taka Jaką Jest. W komentarzu umieścił wiele myśli zapożyczonych z chrześcijaństwa i europejskiego światopoglądu. W ten sposób narzucił swoje poglądy, jakoby one były pierwotną treścią Bhagavadgity. Również postać Kryszny była przez niego, dopasowywana do mentalności odbiorców. Na przykład prezentując Krysznę w USA, guru Prabhupada przedstawił go jako „lorda” – księcia. Ten sam guru będąc w Moskwie w 1971 r.; przedstawił Krysznę jako „proletariusza” – pasterza. Dziś w Moskwie jego wyznawcy czczą już Krysznę jako „boga”. W ten sposób ISKCon łatwo rozpowszechnił się w całym świecie, znany jako ruch Hare Kryszna. Jednak powoli stracił on sympatyków, gdyż jako ruch szerzący przestępczy wzorzec bóstwa, przyczynił się do nadużyć jego wyznawców, którzy w wielu krajach stawali przed sądem za ciężkie sprawy kryminalne[3]. Później, jeden z amerykańskich członków ISKCon – Chris Butler, uniezależnił się od tej organizacji i dał początek nowej wersji waisznawizmu zwanej Misja Czaitanji – Instytut Wiedzy o Tożsamości (IwoT).
Chris Butler, po śmierci swego guru Prabhupady (+1977) uznał się za duchowego nauczyciela całego świata, dlatego nazwał się „Jagad Guru” (jagad-świat; guru-nauczyciel), który jeszcze bardziej niż guru Prabhupada plącze teksty biblijne z wedyjskimi, nauczając o Krysznie jako „Bogu Ojou”[4]. Ponieważ jest Amerykaninem marksistowskiej orientacji, to pewno nie zdaje sobie sprawy, że popełnia wielki błąd, jaki kiedyś popełnili Żydzi – czciciele złotego cielca – gdyż według wyznawców waisznawizmu, Kryszna to Wisznu i „święta krowa” to też Wisznu. Poza tym wyobrażenie Boga – Ojca, Prawodawcy i Sędziego pojmowane jako „Wisznu” czyli kosmiczne źródło życia, miłości i witalnych sił w przyrodzie, nie jest pojmowane jako źródło prawa moralnego ­- Wisznu nie jest prawodawcą i sędzią. Według waisznawów, najwyższe prawodawstwo i sądownictwo na ziemi ma spełniać „avatara” Wisznu, jakim kiedyś był Kryszna, a dziś jest „samojaśniejący” lub „samozrealizowany” guru. Taka świadomość religijna prowadzi do kultu jednostki, na wzór starożytnego kultu maharadżów, królów, faraonów i cesarzy. W grupach polskich waisznawów praktykowana jest już tzw.”gurupudża”- kult guru, a także odmawiane są modlitwy do jego „lotosowych” (czyli boskich) stóp, nawet podczas jego nieobecności.
Guru Prabhupada i jego uczniowie swoje idee o jedynym Bogu „pod wieloma imionami” opierają częściowo na własnej fantazji, a częściowo na średniowiecznej formie hinduizmu, z okresu panowania władców muzułmańskich (1200-1757). Wskutek wpływu monoteizmu na indyjski politeizm i panteizm, niektórzy hinduiści zaczęli głosić, że figury indyjskiego panteonu i wedyjskie imiona bóstw są symbolami różnych cech i przymiotów tego samego Boga. Myśl ta rozpowszechniona została dzięki literackiej twórczości Gosvaminów z Bengalu, którzy swego rodaka, imieniem Caitanya,. żyjącego w latach w 1486-1533 rozsławili jako wzór całkowitego oddania się Krysznie. Niektórzy waisznawowie czczą Caitanyę jako „złotego avatara” Wisznu. Zgodnie z nauką Gosvaminów guru Dadu (1544-1603) założył w Bengalu organizację pod nazwą „Parabrahma Sampradaya” aby zebrać różne poglądy religijne i na ich bazie stworzyć jedną religię[5]. Wpłynęło to na rozwój myśli teozoficznej, z której wyłoniło się wiele synkretyzmów religijnych (zlepków różnych wierzeń). Doprowadziło to później do powstawania sekt. Dziś wiele sekt i nowych ruchów religijnych, podobnie jak waisznawizm z Kryszną tak też buddyzm z Maitreją, wchodząc do Polski akomoduje swe poglądy do pojęć chrześcijańskich. Chociaż wszystkie powołują się na religijne i kulturowe wartości, które rzekomo prezentują, to jednak zza ich kulis ukazują się dążenia do przemian gospodarczo – politycznych. Dlatego przyjrzyjmy się jeszcze jaką świadomość niesie nam buddyzm.

5) Buddyzm

Pierwotna forma buddyzmu z VI w. przed Chr. to hinayana (tzw. „Mały Wóz”), uważana za drogę dla mnichów. Mają oni dążyć do osiągnięcia nirwany (błogostanu) przez całkowite oderwanie się od świata, by obojętnie przejść w uszczęśliwiający stan „wiecznego nieistnienia”. Dlatego w zbiorach ich pism rozważane są źródła ludzkiej niedoli i sposoby uwolnienia się od niej, a nie metafizyczne dociekania.
Późniejsza forma buddyzmu – mahayana („Wielki Wóz”), rozwinęła się po narodzeniu Chrystusa i wiele elementów wiary głoszonej przez chrześcijan znalazło tam swój oddźwięk. Wyznawcy mahajany wierzą w istnienie „kosmicznego” lub „eterycznego” Buddy, który co jakiś czas przyjmuje postać duchowego przywódcy. Ostatni raz (jak wierzą jego wyznawcy) Budda pojawi się jako „Maitreja” czyli uosobienie maitri (maitri – miłość, sympatia, przyjaźń). Uczą oni jednak, że zanim Budda-Maitreja przyjdzie, muszą pojawić się na świecie bodhisattwowie jako pośrednicy pomiędzy ludźmi a Buddą, którym wierni mają być całkowicie posłuszni.
Drogą wzajemnej akomodacji różnych wschodnich poglądów, zwłaszcza siaktyzmu (kultu boskich par) i mahayany, bodhisattwowie potraktowani zostali jako osoby nadludzkie, które dla uaktywnienia rzekomo posiadanych mocy kierowania losami świata i ludzi, potrzebują żeńskiej energii – „siatki”. „Moce” bodhisattwów „aktywizowano” m.in. poprzez bodźce seksualne. Intymność tego typu rytuału doprowadziła do otaczania go tajemniczością, stąd stał się on dziedziną „wiedzy tajemnej” czyli magii. Praktyka magii seksualnej miała wyzwalać energię jak grom ­”wadżara”. Stąd buddyzm opierający na niej swój rytuał, nazywa się wadżarayana („Wóz Gromu”). Głównymi obiektami kultu są tu Buddowie, bodhisattwowie i ich partnerki zwane „tam”. Z biegiem czasu „mistrzowie” wiedzy tajemnej próbowali znaleźć metody wpływania na bodhisattwów i tary,
by zmusić ich do określonego działania. Metody takiego przymusu nazwano „tantrami”, a praktyki na nich oparte określa się jako tantryzm. Wiele przepisów tantrycznych radzi np., by używać „boskich napojów”, o różnych komponentach jako najlepszego sposobu wpływania na zachowanie się bodhisattwów i ich partnerek
Na Zachodzie najpopularniejszą formą ateistycznego buddyzmu stał się zen. Wyrasta on z mahajany, ale w praktyce skupia się raczej na ćwiczeniach metapsychicznych. Na ćwiczeniach zen często eksperymentuje się sposoby osiągania autohipnotycznego transu przez wielogodzinne, rytmiczne powtarzanie jakiegoś zaklęcia, zwanego „mantrą”, lub przy pomocy. środków halucynogennych. Według wyznawców zen, każdy powinien tak pokierować swym życiem, by osiągnąć szczęście już tu na ziemi, a nie dopiero w niebie. Szczęście w terminologii zen określane jest jako „pustka” czyli stan psychiczny, w którym człowiek traci poczucie własnej jaźni oraz indywidualnego istnienia, a przeżywa wrażenie „rozpływania” się we wszechświecie. Niektórzy przeżycie to nazywają „nirwaną”, „satori”, „samorealizacją” czy „oświeceniem”.
Dziś jest bardzo dużo odłamów buddyzmu i wiele legend dotyczących życia Buddy. Jednak niezależnie od tej różnorodności, powszechnie mówi się, że istota „oświecenia” Buddy polegała na tym, iż odkrył on cztery „szlachetne prawdy o cierpieniu”, że:
*1) wszelkie istnienie ze względu na swą niestałość jest cierpieniem;
*2) wszelkie pragnienie i pożądanie jest cierpieniem;
*3) cierpienie można usunąć przez stłumienie pragnień i pożądań;
*4) pragnienia i pożądania można stłumić idąc „szlachetną ścieżką”, która jest ośmioraka (niektórzy mówią, że jest ośmiostopniowa ):

1) właściwa wiara,
2) właściwe postanowienia,
3) właściwa mowa,
4) właściwy czyn,
5) właściwy zawód,
6) właściwe dążenie,
7) właściwe skupienie,
8) właściwa medytacja.

Cała trudność buddyjskiej nauki leży w tym, że różni nauczyciele różnie rozumieją pojęcie słowa „właściwy” czy „słuszny'”. Stąd brak jest tam jednoznacznego kodeksu prawa moralnego. Dlatego najwyższą normą moralności dla buddystów jest autorytet ich przywódców. Ponad nim nie istnieje wyższe prawo.

6) Manipulacje światopoglądem

Prawie wszystkie odłamy nowych form religijnych i kultowych opartych na światopoglądzie wedyjskim, uczą wiary w reinkarnację, boskiej czci dla swego lidera i metod „samouszczęśliwiania” się czyli „samorealizacji”. Mało kto w Polsce wie jak wielkie jest to złudzenie oraz jak ciężkie są skutki wiary w reinkarnację i wypływające z niej prawo karmy i dharmy. W systemie kastowym, wynikającym z tej wiary oraz w wedyjskim prawie Manu, uważanego za „święte”, znajduje swoje uzasadnienie segregacja ludności i dyskryminacja niższych kast…; w księdze Dharmasiastra i nauce o karmie ma swoje podstawy fatalizm…; Yajurveda i kult demonów są natchnieniem dla okultystów i satanistów…; księga Kama-sutra oraz praktyka świątynnego nierządu inspirują erotyzm we wszelkiej postaci…; idea nirwany prowadzi do nihilizmu, a bramińska pozycja „nadczłowieka” i „samojaśniejących avatar”, są źródłem wielu form bezprawia.
Dzisiaj szczególnie pedagodzy i wychowawcy powinni mieć orientację, że jak kiedyś manipulowano nauką z zakresu historii, filozofii, nauk przyrodniczych, psychologii i polityki, tak dziś manipuluje się światopoglądem religijnym. Ponieważ na gruncie chrześcijańskim nie ma miejsca dla kultu „nadczłowieka” i dla jego niemoralnej wolności, dlatego dzisiaj pretendenci do przywilejów, za wszelką cenę chcą usunąć chrześcijański światopogląd i zastąpić go teoriami wygodnymi dla siebie. Stąd dzisiaj pojawiło się tak wielu nauczycieli niechrześcijańskich poglądów, bardzo atrakcyjnie prezentowanych na plakatach oraz przez środki masowego przekazu. Poprzez reklamę i akomodację wschodnich religii, wprowadza się wiele metod rzekomego samodoskonalenia się. Prowadzone są różne ćwiczenia przez anonimowych „mistrzów duchowych”. Nierzadko są to osoby dążące do wydoskonalenia swych możliwości sterowania podświadomością człowieka i zwykle perfidnie wykorzystują tych, którzy ulegli ich wpływowi. Nieuczciwi psychoanalitycy niejednokrotnie wykorzystują katolickie ruchy religijnej odnowy i próbują manipulować psychiką ich uczestników. Niebezpieczne jest przenikanie okultystycznych metod wprowadzania się w trans nawet do ruchów takich jak: odnowa w Duchu Świętym, neokatechumenat, oazy itp. Wielu ich uczestników szuka cudowności jako znaku Bożego działania i duchowej doskonałości.
Konieczne jest więc dokształcenie naszych wiernych w dziedzinie chrześcijańskiej mistyki, dogmatyki, historii Kościoła i apologetyki. Nasi wierni muszą zrozumieć, że sprawdzianem doskonałości duchowej i warunkiem zjednoczenia się z Bogiem jest świętość czyli życie w stanie łaski uświęcającej, a nie cudotwórczość. Szczególnie dużo nieporozumienia wśród naszych wiernych jest w sprawach dotyczących doskonalenia duchowego. Słowo „medytacja” czy „kontemplacja” kojarzone zwykle bywa z technikami wschodnich ćwiczeń, najczęściej opartych na manipulowaniu oddechem. Wiadomo, że długotrwałe forsowanie działania ośrodka oddechowego, kontrolującego naturalny rytm oddychania, prowadzi do zmiany czynnika Ph we krwi, a to wpływa na zmianę fizjologii systemu nerwowego i zmiany stanów świadomości. Mania praktykowania medytacji połączonej z manipulowaniem oddechem i mantrą czyli monotonnym rytmem zdania powtarzanego bezmyślnie, deprawuje wiele modlitewnych spotkań. Mało katolików zna metody medytacji wskazane przez wielkich chrześcijańskich mistyków. W ogóle prawie nie mówi się o nich, a słyszy się raczej o rzekomo nadzwyczajnych osiągnięciach mistyków Dalekiego Wschodu. Rozpowszechniane w Polsce opinie jakoby mistyka tybetańska była najwyższa i prowadziła do niezwykłej cudotwórczości, są wynikiem wielkiej ignorancji i nieznajomości chrześcijaństwa, a nawet nieznajomości samego pojęcia „mistyka”.
W religiach niechrześcijańskich stany uniesienia poetyckiego, estetycznego i erotycznego oraz wszelkiego rodzaju egzaltacje, a nawet niektóre stany zaburzeń psychicznych spowodowanych chorobą lub narkotykiem, np. zaburzenia typu maniakalnego czy schizofrenicznego (jak paranoja czy katatonia) często nazywa się przeżyciami mistycznymi. Poczucie osiągnięcia tzw. „nadświadomości” oraz możliwość doznawania wewnętrznej błogości, wolności i uczucia nieśmiertelności poprzez ćwiczenia różnych form jogi, lub używanie środków podniecających prowadzą do złudnego wrażenia tożsamości z Absolutem. To rodzi pychę i skrajny egocentryzm, aż do całkowitej obojętności na potrzeby innych, nawet najbliższych osób. Są to zupełnie inne doświadczenia niż te, które opisują prawdziwi święci.
Święci uczą, że gdy naturalne skłonności człowieka podniesione zostaną przez łaskę uświęcającą do stanu nadprzyrodzonego, dochodzi do prawdziwego poznania Boga oraz do głębokiego uświadomienia sobie Jego świętości i wielkiego majestatu. W tym świetle człowiek lepiej dostrzega swą całkowitą zależność od Boga. Jest to prawdziwe doświadczenie mistyczne, które mimo, że daje poczucie własnej niedoskonałości, to zarazem budzi wdzięczność za dar życia i podziw dla Bożego miłosierdzia. Doznanie nieskończonej miłości Boga, rodzi wzajemną miłość oraz pragnienie uwielbiania Go – swego Stwórcy i Zbawiciela. Stąd wypływa wielki szacunek i przywiązanie do Kościoła jako drogi do zbawienia i zjednoczenia z Bogiem. Świadomość, że Bóg jest najwyższym szczęściem, rodzi pragnienie ponoszenia wszelkich ofiar, by jak najwięcej ludzi Go poznało, ukochało i osiągnęło zjednoczenie z Nim na wieki. Pojęcie szczęścia wiąże się z osiągnięciem świętości, a nie uczuciem kosmicznej wibracji czy posiadania jakiejkolwiek mocy, jaką chcą osiągać tybetańscy czy inni mistrzowie wiedzy tajemnej.

7) Sztuka w mistyce

Warto może tu wspomnieć na rolę sztuki w mistyce. Wiemy, że nawet sataniści dla wprowadzenia się w typowy dla nich stan psychiczny, posługują się specyficzną sztuką, która budzi lęk, przerażenie lub namiętność. Każda sztuka sakralna ma wpływ na stan psychiczny tych, którzy wejdą w kontakt z nią. Zwróćmy uwagę, że każdy rodzaj kultu ma swą sztukę, która ułatwia wejście w taki stan psychiczny, jaki dla danej religii jest przewidziany. Sztuka sakralna ma również pomagać naszym psychicznym zdolnościom wejść w modlitewny nastrój. Przeżycie piękna zbliża do jego Źródła. Wszyscy mistycy zakładając klasztory kontemplacyjne wybierali miejsca w pięknych zakątkach przyrody, które ułatwiały im wejście w kontakt z jej Stwórcą. Wielu świętych kontemplując dzieło sztuki sakralnej, wchodziło w stan ekstazy. Przeżycia estetyczne w naturalny sposób prowadzą do przeżyć mistycznych. Szkoda, że tak mało w naszym Kościele troszczymy się o autentyczną sztukę sakralną. Jak bardzo np. kaplica KUL-owska została oszpecona przez usunięcie podczas jej remontu przepięknych rzeźb, które wypełniały górną część prezbiterium! Wydaje mi się, że dla pogłębienia katolickiej duchowości powinniśmy zwrócić więcej uwagi na przeżycia estetyczne. Należy też zapobiegać sztuce, która stwarza antysakralną atmosferę.
Coraz więcej dzieł sztuki i form rekreacji spotykanych w Polsce oddala od duchowości chrześcijańskiej, co nie sprzyja wzrastaniu w świętości. Powszechność horroru i sztuki erotycznej przybliża nie do chrześcijańskiej, a raczej do pogańskiej duchowości, jaką spotyka się np. w Tybecie, Bengalu i rejonach, gdzie powszechne są praktyki tantryczne. Praktyki tego typu uprawiane są zwykle przez niektóre odłamy siaktystów (czcicieli boskich par) i buddystów. W Polsce buddyzm tantryczny jest zarejestrowany pod nazwą Karma-Kagyu. W reklamowanych ulotkach sekta podaje, że ich ćwiczenia prowadzą do błogostanu (satori) przez wyzwalanie podświadomości spod „stresujących napięć”. Jednak tantryczne „usuwanie napięć” często łamie hamulce moralne.
Sławny indyjski historyk – Prof. A. L. Basham twierdzi, że: Medytacje wadżarajany miały często charakter zdecydowanie psychopatyczny. Ich uczestnik mógł się wprowadzić w stan tak głębokiej hipnozy, iż wyobrażał sobie, że się powtórnie narodził z łona Tary, aby zabić swego ojca Buddhę i zająć jego miejsce. Przez stosunek seksualny z uczestniczącą w obrzędzie kobietą mógł się stać Buddą a ona Tarą – a nawet on sam mógł się stać Tarą. W obrzędach seksualnych tantrycznego buddyzmu anulowano wszelkie rodzaje tabu. Dozwolone było nawet kazirodztwo, gdyż to co było grzechem dla człowieka pogrążonego w niewiedzy, stawało się cnotą dla wtajemniczonego. Podczas tantrycznych sabatów pito alkohol, spożywano mięso, zabijano zwierzęta, a czasem nawet istoty .ludzkie – dozwolone były wszelkie występki, jakie tylko można sobie wyobrazić. Wszystko to jednak dokonywało się pod ścisłą kontrolą i dostępne było tylko dla ludzi wtajemniczonych w „święte” obrzędy. Podobnie jak tantryści bengalscy w późniejszych czasach, wyznawcy wadżarajany mogli być w codziennym życiu zupełnie normalnymi ludźmi, okresowa rozpusta sakralna stanowiła jakby „katharsis” dla złych skłonności psychologicznych…[6]. Ta forma buddyzmu jest klasycznym przykładem jak człowiek nie uznający autorytetu Boga i Jego przykazań, potrafi doprowadzić swoje sumienie do zwyrodnienia, nazywając grzeszne obrzędy, „świętymi”. Zawsze zasady doktrynalne będą szczególnie jaskrawe we wnioskach praktycznych, jakimi są zasady etyczne i moralne.
W Polsce coraz powszechniejsza staje się również medytacja zen. Najczęściej jest ona związana z ćwiczeniami karate. Warto więc zapamiętać co na temat skutków tej medytacji pisze jej znawca: Chociaż w Azji, ilekroć zaprasza się do medytacji, podkreśla się wagę ćwiczenia, jednak ostatecznie jego rezultatu nie da się wymusić. Sceptycznie należy reagować na szalbiercze obietnice fałszywych mistrzów i różnych szarlatanów, którzy za ciężkie pieniądze w krótkim czasie obiecują wspaniałe efekty. Fałszywe jest także porównywanie doświadczeń medytacyjno-mistycznych z reakcjami psychofizycznymi, dokonującymi się pod wpływem narkotyków… Dalej podaje: Jak wiadomo, jest rzeczą delikatną co więcej niebezpieczną, zajmować się w sposób nieuprawniony podświadomością. Dowodem na to jest fakt, że nie każdy człowiek może się poddać psychoanalizie. (…) Niebezpieczeństwa załamania nerwowego są w zenie wcale niemałe, zwłaszcza u ludzi, którym brakuje siły do zintegrowania tego, co wyłania się z podświadomości lub którzy nie są zdolni do stawienia czoła pewnej postaci pierwotnego lęku, którego mogą zaznać. Prawdopodobnie przygotowanie, a zwłaszcza absurdalność koanu zmierza do tego, by wytworzyć sztuczną psychozę, która może prowadzić do obłąkania zenistycznego. Zjawisko to dobrze jest znane japońskim lekarzom, chociaż mało pisze się na ten temat poza samą Japonią[7].

8) Chemia w mistyce

W misteryjnych (ezoterycznych) praktykach na cześć różnych bóstw, używany bywa tzw. „boski napój”, który ma potęgować „kosmiczne, witalne moce” czy „miłosne wibracje” i ułatwiać „samozbawienie”. Europejczycy wtajemniczeni w misteryjne praktyki Wschodu, przenieśli je na Zachód, używając do tego celu najczęściej halucynogennego kwasu LSD. Leary, Watts, Huxley i inni psychoanalitycy reklamowali LSD jako najlepszy środek do osiągnięcia „mistycznego transcendentnego doświadczenia…”[8]. Oczywiście, że pod wpływem środków podniecających czy narkotycznych, świadomość i przeżycia człowieka będą paranormalne. Osoby nieświadome przyczyny swych psychicznych doświadczeń, przypisują je „kosmicznej mocy” bóstwa.
Dziś LSD jest szeroko eksperymentowany podczas różnych medytacji i ćwiczeń psychicznych. Niestety, nie wszyscy wychodzą z nich bez uzależnień lub trwałych zaburzeń psychicznych. Ale „mistrz” ma spokojne sumienie. Wierząc w reinkarnację, jest przekonany, że poszkodowany „odrodzi się” w nowym i to lepszym wcieleniu. Przecież sam Kryszna uczy lekceważenia życia cielesnego. Litość i lęk przed zabijaniem, nawet krewnych i najbliższych, nazywa on słabością niegodną Arjów oraz brakiem mądrości. Powiada iż mędrzec wie, że dusza zmienia ciała, podobnie jak człowiek zmienia garnitury. Dlatego mędrzec ani nad żywym, ani nad umarłym nie boleje[9].
Trudno tu o statystykę dotyczącą stosowania środków halucynogennych w Polsce. Jednak studenci opowiadają, że podczas ćwiczeń doskonalenia umysłu, różnych form jogi, medytacji i mantrowania, mieli doświadczenie „kosmicznych wibracji”, „otwierania się kosmicznych kanałów”, „podróży w kosmos”, „przekazów kosmicznych”, „wizji” różnego rodzaju itp. Tego typu zjawiska zachodzą m.in. przy użyciu środków halucynogennych, do których należy również LSD. Zaburzenia psychiczne występujące u wielu osób oddających się wspomnianym ćwiczeniom, też by wskazywały na ich stosowanie, chociaż trudno to udowodnić z powodu obowiązującej w ich grupach tajemniczości.
We wszystkich formach pogańskiego ezoterycznego kultu mamy do czynienia z tzw. „wiedzą tajemną”, która nie jest dostępna dla osób z zewnątrz więc nie podaje się jej w środkach masowego przekazu. Metody wchodzenia w trans, łącznie ze stosowaniem tzw. „boskich” czy „mistycznych” , napojów, też należą do dziedziny wiedzy tajemnej. Tę wiedzę poddaje się dziś naukowym badaniom i eksperymentom. Do tej pory badania te nie były w Europie powszechne, gdyż według katolickich norm moralnych prowadzenie eksperymentów na ludziach, szczególnie bez ich wiedzy, jest niedopuszczalne! Takich ograniczeń nie ma w religiach niechrześcijańskich jak hinduizm, waisznawizm, buddyzm i inne religie Wschodu, gdzie guru jest najwyższym prawodawcą i sędzią. Dlatego badania procesów psychiczno-duchowych, związanych z przeżyciami religijnymi oraz możliwościami sterowania nimi, bezkarnie prowadzone są na bazie tamtejszych tradycji.
Kiedy okazało się, że LSD jest środkiem niszczącym osobowość człowieka i silnie uzależniającym, władze USA podjęły-z nim walkę. Propagatorzy LSD trafili do więzienia, niektórzy, z nich uciekli za granicę, a inni nadal potajemnie się nim posługują. Niestety, kwas LSD jest też eksperymentowany Polsce. Oczywiście polska „tolerancja” temu sprzyja… Również w imię tolerancji wchodzą do Polski wszelkie sekty, chociaż większość z nich już zostało na Zachodzie skompromitowane i zdelegalizowane. Sekty uznające absolutną władzę swego lidera, swobodnie stosują praktyki okultystyczne i spirytystyczne, stąd ich niebezpieczeństwo. Hipnoza, magia, sugestia, alchemia (zwana dziś psychedeliką) są często technikami opanowywania podwładnych przez ich „mistrzów”.

9) Okultyzm w polityce

Dziś szczególnie okultyści interesują się technikami osiągania wszelkich stanów parapsychicznych. Ich główna baza na terenie Indii znajduje się w Tybecie pod nazwą Wielka Loża Dalekiego Wschodu. Ponieważ wyżej wspomniana wiara w nadejście Buddy-Maitrei jest w tybetańskim buddyzmie bardzo żywa, dlatego okultyści wierzący w „kosmicznego Chrystusa” (na wzór pogańskiej wiary w kosmiczne bóstwa), Buddę-Maitreję skojarzyli z pojęciem Mesjasza[10]. Rychłe nadejście Buddy-Maitrei szczególnie przepowiadał słynny teozof, okultysta – Rudolf Steiner (+ 1925) – twórca antropozofii i prekursor ideologii New Age.
Współcześni okultyści steinerowską koncepcję „ogólnoświatowego królestwa” utożsamiają ze starotestamentalną wizją czasów Mesjasza, z tybetańską wiarą w ostateczne panowanie maitrycznego Buddy i z astrologiczną ideą epoki Wodnika. W środowiskach chrześcijańskich ideę tę akomodują do oczekiwanej paruzji Jezusa Chrystusa. Dążąc do scalenia świata w jedną hierarchiczną społeczność, chcą decydować o wychowaniu religijnym i światopoglądowym wszystkich ludzi, by wprowadzić inne niż chrześcijańskie formy organizacji społecznych. Szczególnie wygodne dla nich byłyby starożytne wzorce, kiedy to władcy traktowani byli jako bogowie. Na nich oparty jest steinerowski (antropozoficzny) światopogląd wprowadzający starożytne prawo dharmy, karmy i reinkarnacji, wraz z praktykami okultystycznymi. Prowadzi on do władzy absolutnej, która nie respektuje Dekalogu. Kryszna czy Maitreja jako „kosmiczne bóstwa”, które nie decydują o prawie moralnym, mogą pozostać jako wygodne obiekty kultu i koncentracji dla wchodzenia w trans erotycznej euforii, czy okultystycznej „kosmicznej wibracji”.
Według antropozoficznej wizji świata, społeczność nie byłaby podzielona na różne wyznania czy grupy językowe lecz na podporządkowane sobie poziomy „wcielonych dusz”, według wiary w reinkarnację. Kierowanie społecznością byłoby sterowane tajnym wpływaniem na podświadomość człowieka. Wiara w reinkarnację byłaby jedynym poglądem wspólnym dla całej społeczności. Inne poglądy pozostałyby dowolne, Ludzkość wierząca w reinkarnację podporządkowałaby się segregacji społecznej według zasugerowanego im stopnia czystości ich rzekomo „wędrującej” duszy. Pokolenia uznane za coraz wyższe wcielenia dusz, pełniłyby coraz wyższe obowiązki społeczne. W ten sposób możliwe byłoby wprowadzenie całkowitego uzależnienia, gdyż ludzie z dyskryminowanych warstw społecznych, wierzący, że na drodze reinkarnacji wcielą się kiedyś w te same warstwy co ich zwierzchnicy, łatwo się im podporządkują. Dotychczas europejscy rasiści dokonywali segregacji ludności powołując się na przesłanki biologiczne. Biologicznymi argumentami próbowali udowodnić swoją „czystość” krwi czy rasy lub „wyższość” swych genów czy mózgu, czego dowody mamy z czasów II wojny światowej.
Dziś rozwój nauki i wiedzy o człowieku wykluczył słuszność takiej segregacji. Natomiast segregacja ludności oparta na wierze w gatunkowe zróżnicowanie ludzkich dusz, przetrwała w niechrześcijańskim światopoglądzie opartym na przesłankach wypływających z ich wierzeń. Poglądów tych nie da się zweryfikować, gdyż wiedza o duszy nie jest dostępna dla rzetelnych badań naukowych opartych na empirycznym doświadczeniu. Dlatego rasizm okultystyczny (zwłaszcza steinerowski) odwołuje się do subiektywnych – psychicznych i ezoterycznych doświadczeń, jest groźniejszy niż dotychczasowe jego formy. Chociaż w omówionym wyżej sposobie segregacji ludności, religijne i duchowe praktyki mogą być dowolne, to jednak prowadzą do trwałej niesprawiedliwości społecznej, gdyż nie pozwalają naruszyć przywilejów, jakie są przypisane warstwom wyższym, ani zakwestionować dyskryminacji warstw niższych czy zmienić międzyludzkich relacji płynących z takiego systemu. Tego typu projekt oczywiście sprzeczny jest z etyką katolicką i społeczną nauką Kościoła. Dlatego Kościół decyzją Kongregacji Świętego Oficjum z dn. 18.07.1919 r., zabronił przynależności do towarzystw antropozoficznych[11].
Pomimo jasnego stanowiska Kościoła w tej sprawie, nadal są katolicy, którzy rozpowszechniają błędy teozoficzne i „science fiction” Rudolfa Steinera oraz jego uczniów – ­antropozofów i scientologów. Młodzież często ulega dezorientacji, gdyż o ich błędach mało się mówi. Antropozofia niesłusznie uchodzi za kierunek naukowy czy religijny, gdyż nie stosuje się do kryteriów naukowości ani religijności. Chociaż posługują się naukowymi i teologicznymi pojęciami, to jednak zmieniają ich sens i nadają im okultystyczne znaczenie. Toksyczna dla katolickiej duchowości wydaje się też być (prowadzona kiedyś przez Rudolfa Steinera) loża Mysteria Mystica Aeterna i The Order of the Temple of Orient, znane z praktyk magii seksualnej[12]. Pewne praktyki magii seksualnej stosowane są już w Polsce – i to w imię zdrowia lub „doskonałości duchowej”[13]!

10) Maitreja dziś

Postać Maitrei przypisuje się dzisiaj głowie hierarchii okultystycznej[14]. Imię to zostało przybliżone sercom chrześcijan przez wprowadzenie jego źródłosłowu – „maitri”, skojarzonego z kościelną działalnością charytatywną. Sentymenty skojarzone ze słowem „maitri”, łatwo jest przenieść na jego personifikację – Maitreję. Również pieniądze zebrane w imię chrześcijańskiej miłości, też ułatwią działalność „misji” Maitrei, nauczającej tybetańskiej „mistyki”. Nic więc dziwnego, że nie tylko w Tybecie, ale także w Anglii i Ameryce (a może i w innych krajach) są już wspólnoty oddające Maitrei boską cześć.
Niestety, w Polsce brak jest orientacji na temat wschodnich praktyk magicznych, objętych tajemnicą. Stąd ruch pod nazwą „Maitri” nie budził zastrzeżeń i wszedł w katolickie środowiska. Zrzeszył on młodzież i osoby wrażliwe na ludzką biedę, które w imię najwyższych wartości chrześcijańskich organizowały pomoc biedocie z krajów Trzeciego Świata. Okazało się jednak, że za plecami ludzi dobrej woli działali wtajemniczeni „misjonarze Maitrei”, którzy pod sfałszowanym wydawnictwem papieskiej uczelni Greorianum – Roma, powołując się na współpracę z Matką Teresą, wydawali broszurki rozpowszechniające teozoficzne błędy[15]. Dlatego J. E. Ks. Kardynał Prymas Polski polecił zdystansowanie się od tej organizacji. Biuro Prasowe Episkopatu Polski w Piśmie Okólnym opublikowało również list Matki Teresy do J. E. Księdza Prymasa, protestujący przeciw posługiwaniu się jej zdjęciami i zbieraniu pieniędzy w jej imieniu przez ludzi świeckich, gdyż – jak pisała – nie idą one na rzecz ubogich[16].
Mimo to nadal są „działacze” Maitri reklamujący się jako „współpracownicy Matki Teresy”. Nikt z nich nie zastanawia się nawet nad tym, dlaczego Matka Teresa, zakładając w Indiach swe Zgromadzenie Misjonarek Miłości, nazwała je „Missionaries of Charity”, a nie „Missionaries of Maitri”… Po prostu: „charity” (łac. „caritas”) to miłość charyzmatyczna, nadprzyrodzona, jaka jest w Jezusie Chrystusie. Natomiast „maitri” to miłość naturalna, biologiczna lub „kosmiczna”, jaką reprezentuje Kryszna czy Budda (w różnych religiach różnie rozumiana). Dziś szczególnie sekty manipulują tym pojęciem, próbując wejść w nasze środowisko i zbierać fundusze od ludzi gotowych składać ofiary w imię chrześcijańskiej miłości. Dając im pieniądze, wspieramy często antychrześcjańskie ruchy, które deprawują naszą duchowość przez głoszenie poglądów sprzecznych z naszą religią. Przykładem tego może być coraz bardziej powszechna wiara w reinkarnację i kult jednostek – przywódców sekt.
Wiara w reinkarnację staje się tak powszechna, że nawet niektórzy chrześcijanie zapominają o nauce zawartej w Biblii, że Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz i podobieństwo swoje (Rdz 1,26-27) oraz że postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27; por. Mt 25, 31­46). Różnice w poglądach na ludzką naturę, przekazywane przez Wedy i Biblię, doprowadziły do odmiennych relacji społecznych. W oparciu o biblijną naukę, wszyscy ludzie pojmowani są jako niezwierzęce stworzenia, rozumne, wolne oraz równo-uprawnione, gdyż mają tę samą naturę, więc obowiązuje ich to samo prawo moralne wyrażone w Dekalogu i nauce Jezusa Chrystusa. Stąd wzięło się poczucie braterstwa wszystkich ludzi, jako dzieci Bożych. Z wedyjskiej wiary w reinkarnację wypływa segregacja ludności i kult jednostki. Wiara w reinkarnację elementu duchowego wszystkich istot żywych segreguje na gatunki tak zwierzęta jak i ludzi. Nie rozróżnia się tu istotnej różnicy pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem.
Wedyjskie prawo dharmy, karmy i reinkarnacji, w hierarchii społecznej najwyżej stawia mistrza duchowego. Uznawany on jest jako wcielenie najczystszej, „samojaśniejącej” duszy lub jako epifania boskości. Osobom tym przysługuje ranga „nadczłowieka”, mającego całkowite prawo do programowania losu, a nawet do decydowania o życiu i śmierci ludzi uznawanych za wcielenie „ciemnych” czy „nieczystych” dusz. Do tych ostatnich zaliczani są pariasi zwani siudrami. Siudrowie uznawani są za wcielenia dusz, które dopiero wyszły z ciał zwierząt. Wedyjskie prawo uczy, że siudrowie, będąc całkowicie oddanymi do dyspozycji czystych (zwłaszcza tych „samojaśniejących” osób), po śmierci wcielą się wyżej. Ci, którzy starają się od nich uniezależnić lub buntują się przeciw nim, „powrócą” w ciała zwierząt.
Wiara ta zepchnęła siudrów do najbardziej pogardzanej pozycji „niedotykalnych”, których ludziom z wyższych kast nie wolno dotykać, by się duchowo „nie skalać”, chociaż jest to sprzeczne z uznaną przez indyjską Konstytucję Deklaracją Praw Człowieka o równouprawnieniu wszystkich ludzi. Dlatego przeciwko kontynuacji starej tradycji, w 1956 roku zaprotestował słynny indyjski profesor Ambedkar, mówiąc: „Religia, która dopuszcza, aby jej wyznawców dotknąć mogło zwierzę, a nie pozwala, aby ich dotknęła ludzka istota, nie jest religią lecz szyderstwem. Religia, która zmusza ludzi ciemnych do pozostania ciemnymi, a biednych do pozostania biednymi, nie jest religią lecz przestępstwem”[17]. Chciałabym, by te znamienne słowa zapamiętali wszyscy zwolennicy i propagatorzy staroindyjskiej tradycji, szczególnie w świetle zjednoczonej Europy. Ja osobiście nie wyobrażam sobie sprawiedliwości we „wspólnej Europie” z wedyjskim prawem dharmy, karmy i reinkarnacji, które nieuchronnie prowadzi do hierarchizacji kolejności wcieleń i segregacji ludności na „czyste” i „nieczyste” pokolenia, z normami moralnymi ustanowionymi przez „boskich” władców…

11) Zakończenie

Jeżeli postępowi Hindusi do dnia dzisiejszego nie mogą poradzić sobie z kastowością, to mając stamtąd przestrogę, powinniśmy zatroszczyć się o to, by podobna sytuacja nie zaistniała w przyszłej, Europie. Dlatego należy już dziś: (1)zapobiegać wierze w reinkarnację, która nie ma uzasadnionych podstaw. Jeżeli mimo wszystko ktoś twierdzi, że osobiście doświadczył „cofnięcia wstecz” swojej świadomości i miał „ogląd” swych poprzednich żywotów, niech weźmie pod uwagę swoją omylność i możliwość ulegania rozdwojeniu jaźni, hipnozie, sugestii, halucynacji lub złudzeniu. Współcześni, uczciwi naukowcy tego typu „oglądy” tłumaczą zmianą funkcjonowania mózgu, a nie reinkarnacją duszy. (2)uświadamiać o praktycznych skutkach błędów filozoficzno-religijnych. Z analizy problemu sekt widzimy, że nie jest obojętne w co wierzymy. Zmiana wiary pociąga za sobą zmianę poglądów na Boga, na świat  i na człowieka. Jeden błąd religijny może zmienić cały światopogląd i normy moralne. Np. wiara w reinkarnację: obraża Boga (gdyż zaprzecza prawdzie przez Niego objawionej i przekazywanej przez Jego Kościół), pozbawia teologię i mistykę Boskiego autorytetu, otwiera wrota dla okultyzmu, obniża poziom moralny, a szczególnie desakralizuje ludzkie życie i zmniejsza jego niepowtarzalną wartość! Poza tym daje podstawę do dyskryminacji społecznej i bezprawia „nadczłowieka”, traktując jednych jako wcielenie „niższych”, innych jako wcielenie „wyższych” dusz. Podobnie każdy błąd w teorii filozoficzno-religijnej automatycznie pociąga za sobą wnioski praktyczne, normujące w życiu codziennym postępowanie jednostki i społeczeństwa. (3)uczyć podstaw prawdziwej moralności.

Pamiętajmy, że nikomu nie uda się oddzielić postępowania człowieka od głębokich doktrynalnych przekonań bez narażenia go na zwichnięcie, a nawet na wewnętrzne rozdarcie, mogące prowadzić do psychicznych zaburzeń. Dlatego chcąc zapobiegać okultystycznemu rasizmowi, opanować destrukcyjne działanie różnych sekt i zakłamanie scientologów, musimy uzasadnić słuszność prawa moralnego, jakim jest DEKALOG, który stoi na straży sprawiedliwości społecznej oraz uczciwości tak w dociekaniach naukowych, jak i w praktycznym postępowaniu. Aby zaś to prawo było respektowane, musi być respektowany jego PRAWODAWCA, objawiony w Biblii jako najwyższa świętość oraz Jego wzorzec moralny, jakim jest JEZUS CHRYSTUS. Bez tego Wzorca popadniemy w zafałszowanie obiektywnej wiedzy o Bogu i Jego przykazaniach, co prowadzi do całkowitego subiektywizmu doktrynalnego i moralnego. Brak obiektywnego prawa moralnego może powodować cofanie się naszej cywilizacji do coraz bardziej barbarzyńskich praktyk, które już w historii ludzkości miały miejsce i sami doświadczyliśmy ich skutków… Dlatego weźmy na serio słowa św. Pawła Apostoła, który ostrzega: nie dajcie się uwieźć różnym i obcym naukom!.. Przejmijmy się też słowami dzisiejszego Apostoła narodów, jakim jest nasz Papież, który wielokrotnie przy różnych okazjach podkreśla, że nie będzie sprawiedliwości w świecie bez powrotu do chrześcijańskich zasad moralnych.

s. Michaela OP

[1] Encyklopedia Popularna, PWN, Warszawa 1996.
[2] Maytri – Informator Studenckiego Konwersatorium Wymiany z Krajami Trzeciego Świata, skrypt, daty i wydawnictwa nie podano, s. 21-31.
[3] Hare Kryszna {w}: Materiały problemowe Nr 1, Warszawa 1988, ss. 97-101.
[4] Jagad Guru, Transcendentalna Miłość, IWoT, Lublin.
[5] Praca zbiorowa, red. Neuner, Religious Hinduism, Allahabad (Indie) 1968, s. 37.
[6] A.L. Basham, Religia: Doktryny, systemy filozoficzne, {w}:Indie PIW Warszawa 1973; s. 336.
[7] Waldenfels H., Medytacja na Wschodzie i Zachodzie, Warszawa 1984, ss. 12-30.
[8] Anna Bancroft, Aldous Huxley, {w}: Współcześni Mistycy i Mędrcy, Pusty Obłok, Warszawa, ss. 19-20.
[9] Bhagavad-gita czyli Pieśń Pana, Biblioteka Narodowa, Wrocław 1968, s. l2nn.
[10] Rudolf Steiner, The etherisation of the Blood, London 1971, ss. 34-35.
[11] Antropozofia {w}: Encyklopedia Katolicka, KUL, Lublin 1985.
[12] Anna Bancroft, Rudolf Steiner, {w}: Współcześni Mistycy i Mędrcy, Pusty Obłok, Warszawa, s.175.
[13] Praca zbiorowa, Od witalności do duchowości – podręcznik ćwiczeń – bioenergetyka, relaks, medytacja, PTHP, Warszawa 1985, s. 80nn.
[14] Anna Bancroft, Samotny Wyzwoliciel, {w}: Współcześni Mistycy i Mędrcy, Pusty Obłok, Warszawa
[15] Antoni Kmiecik, Działalność misyjna świeckich jako znak charyzmatu braterstwa, {w}: Światło Narodów, Biuletyn Papieskiej Unii Misyjnej, Nr 64, (l.I. – 28.II), ss. 1-15.
[16] List Matki Teresy do J.E. Ks. Kardynała Prymasa Polski {w}: Pismo Okólne, Biuletyn Informacyjny Biura Prasowego Episkopatu Polski, 11-19. III.199l r.
[17] Ija Lazari Pawłowska, Wzorce indyjskiego perfekcjonizmu, {w}: Etyka, Nr 12, s. 42.

Źródło: http://www.awronka.nazwa.pl/bazya/archiwumtxt/Normy_moralne_w_religiach.htm

Monogamia i jej wpływ na rozwój społeczny

Monogamia i jej wpływ na rozwój społeczny

Fragmenty z książki Józefa Kosseckiego Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach
(SOCJOLOGIA PORÓWNAWCZA CYWILIZACJI)

Istnieje uwarunkowanie między monogamią, a własnością prywatną, tak samo jak między despotyzmem szczepowym czy państwowym, a poligamią.

Monogamia bowiem opiera się na poszanowaniu godności ludzkiej, a materialnym jej fundamentem jest własność prywatna, natomiast despotyzm władzy opiera się na bezwzględnym podporządkowaniu słabszego silniejszemu i z tego również wynika poligamia i podporządkowanie kobiety mężczyźnie.
Jeżeli zasada poszanowania godności ludzkiej ulega zachwianiu, wówczas z reguły monogamia zostaje podkopana przez wprowadzenie rozwodów, które uderzają przede wszystkim w dobro dzieci, a ponadto kobiety, a więc strony słabszej.

(…)

Dożywotnie, monogamiczne małżeństwo podnosi stanowisko kobiety tak dalece, że dążenie do równouprawnienia staje się w końcu nieuchronne.
Wywołuje to zmiany w prawie rodzinnym, spadkowym i nawet majątkowym. Zapoczątkowuje też ewolucję zmierzającą najpierw do emancypacji rodziny spod władzy rodu, a w dalszym ciągu do wyodrębnienia autonomicznych sił społecznych (niezależnych od państwa), opartych na etyce i poszanowaniu prawa wywodzącego się z etyki, a następnie do podporządkowania państwa społeczeństwu. Zewnętrznym objawem wyemancypowania się sił społecznych (duchowych) spod supremacji siły państwa (fizycznej), jest ścisły rozdział prawa publicznego i prywatnego oraz zasada nadrzędności autonomicznej etyki nad prawem.
Okazuje się, że emancypacja sił społecznych spod supremacji państwa, nastąpiła tylko w tych społeczeństwach, które wprowadziły monogamię i doprowadziły do emancypacji rodziny. Ma to miejsce przede wszystkim w cywilizacji łacińskiej, ale również w cywilizacji arabskiej w kulturze mauretańskiej; gdy w średniowieczu zaczęła się w niej przyjmować monogamia, zaraz za tym zaczęło się organizowanie sił społecznych – oddzielnie – poza organizacją państwową. Widać stąd, że skutki monogamii sięgają bardzo głęboko w życie społeczne, a jej przyjęcie staje się podstawowym warunkiem wyższego rozwoju cywilizacyjnego. Problemem tym zajmiemy się dokładniej w następnym rozdziale.
Zaznaczyć też trzeba, że w społeczeństwach, w których zachodzą procesy rozkładowe, zawsze następuje rozpad rodziny monogamicznej (jeżeli istniała), a w każdym razie jej osłabienie, w parze z tym idzie ucisk społeczeństwa przez państwo.

(…)

Ad 1) W rozdziale trzecim, przy omawianiu kategorii dobra, mówiliśmy o formach rodziny i o formach trójprawa oraz o ich znaczeniu społeczno- cywilizacyjnym. Istnienie monogamicznego, nierozerwalnego małżeństwa,
związane jest z poszanowaniem godności ludzkiej, a materialnym jej fundamentem jest istnienie własności prywatnej. W społeczeństwach monogamicznych kobieta staje się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, praca przestaje być spychana na kobietę i wskutek tego zmienia się stosunek do pracy – praca przestaje hańbić. Monogamiczna, nierozerwalna rodzina wymaga istnienia nie tylko prywatnej własności, lecz również dziedziczenia majątku rodziców przez dzieci. Chęć przekazania majątku i kultury dzieciom, staje się potężnym bodźcem działalności gospodarczej i ogólnocywilizacyjnej.
Psychologia społeczeństw, w których poligamia uważana jest za normalną formę małżeństwa, jest całkowicie odmienna od psychologii społeczeństw monogamicznych. W społeczeństwach poligamicznych kobieta jest własnością mężczyzny; wynika to z zasady bezwzględnego podporządkowania słabszego silniejszemu, a z tym łączy się despotyzm władcy państwa w stosunku do poddanych oraz zasada podporządkowania dzieci woli ojca. Nie istnieje też wówczas własność prywatna poddanych, gdyż wszystko jest własnością władcy. Oczywiście nie ma też potrzeby istnienia zasady ścisłego dziedziczenia majątku rodziców przez dzieci. Łączy się z tym zabijanie wszelkiej indywidualności – poczynając od wychowania domowego pod bezwzględną władzą ojca, a kończąc na wychowaniu państwowym pod bezwzględnymi rządami władcy, oraz pogarda dla pracy, która jest spychana na słabszych. Wynikiem tego jest brak indywidualnej twórczości, niechęć do pracy i zastój ogólnocywilizacyjny, którego najbardziej jaskrawym przykładem mogły być dawne poligamiczne kultury w cywilizacji arabskiej; z przezwyciężeniem poligamii w cywilizacji arabskiej łączy się też dynamizacja jej rozwoju.
Okazuje się ponadto, że w społeczeństwach poligamicznych nigdzie nie wykształciło się prawo prywatne odrębne od prawa publicznego, ani też nie powstała etyka autonomiczna – tj. niezależna od rozporządzeń władzy państwowej. Nigdzie też w społeczeństwach poligamicznych nie nastąpiła emancypacja rodziny spod władzy rodu i co za tym idzie wszystkie te społeczeństwa ugrzęzły w ustroju rodowym.
W cywilizacji turańskiej i arabskiej spotykamy poligamię całkowitą, a w bramińskiej i chińskiej częściową. Cywilizacje – bramińska, turańska, arabska i chińska nie wyszły – do XIX wieku – poza ustrój rodowy. Dopiero w XX wieku zaczyna się w Chinach proces emancypacji rodziny spod władzy rodu i rozsadzanie ustroju rodowego, z którym łączy się budzenie świadomości narodowej. Proces ten zaczął się początkowo w miastach, a ostatnio dotarł również na wieś. W cywilizacji arabskiej i turańskiej również zaobserwować można podobny proces, bramińska natomiast nie może do dziś rozbić systemu kastowo-rodowego, mimo wysiłków władz państwowych.
W cywilizacji żydowskiej początkowo była dozwolona poligamia, dopiero stopniowo pod wpływem otoczenia nieżydowskiego zwyciężyła monogamia; jednakże żydowska monogamia nie była nigdy całkiem konsekwentna, uznawała na przykład rozwody. W cywilizacji bizantyńskiej mamy monogamiczną rodzinę wyemancypowana spod władzy rodu, ale również często nie jest ona konsekwentna – ze względu na dopuszczanie rozwodów i częste poniżanie kobiety.
Emancypacja rodziny i zniesienie ustroju rodowego jest niezbędnym warunkiem powstania narodu. System rodowy hamuje też rozwój państwa, dlatego państwo dąży zazwyczaj do ograniczenia władzy rodu, a zwłaszcza do zniesienia instytucji zemsty rodowej i zastąpienia jej państwowym wymiarem sprawiedliwości. Jednakże w wielu cywilizacjach powstanie i rozwój państwa nie powodował zaniku struktury rodowej, np. w cywilizacji chińskiej państwo było jakby nadbudową struktury rodowej, stanowiąc coś w rodzaju federacji rodów, której głową był cesarz. Podobnie w cywilizacjach: arabskiej, turańskiej i bramińskiej, istnienie organizacji państwowej nie powodowało niszczenia struktur rodowych. Natomiast powstanie narodu nie było możliwe nigdzie tam, gdzie nie nastąpiła emancypacja rodziny i zanik struktury rodowej. W cywilizacji bizantyńskiej nie ma struktury rodowej i istnieje monogamia, ale też zazwyczaj spójność rodziny jest osłabiana i naruszana na przykład przez rozwody.
Monogamiczna rodzina wyemancypowana spod władzy rodu, stwarza niezbędne przesłanki psychologiczne do powstania cywilizacji wyższego typu, opartych o związki narodowe.
Dopiero w cywilizacji rzymskiej i łacińskiej, mamy do czynienia z pełną monogamią oraz z emancypacją rodziny spod władzy rodu, które stają się pomostem do powstania narodów.
Widzimy więc, że skutki monogamii sięgają bardzo daleko i dlatego też istnienie monogamicznej rodziny wyemancypowanej spod władzy rodu, możemy uznać za pierwszy wyróżnik cywilizacyjny.

——————

Jeśli interesuje Cie poprawa relacji w swojej rodzinie to zachęcam do zapoznania sie z książką Miłość, która uzdrawia – Harville Hendrix

W miarę coraz większego zainteresowania tym tematem dochodziliśmy do zdumiewających wniosków: osoby szczęśliwe w małżeństwie były również świetnymi rodzicami. Dlaczego? Częściowo dlatego, że między rodzicielstwem a małżeństwem istnieje wiele cech wspólnych. Łączy je na przykład rozwój etapowy: rozpoczynają się od pełnego romantyzmu przywiązania, przechodzą w próbę sił, a następnie (przy odrobinie szczęścia i rozumu) w zdrową zależność. Imago, czyli zinternalizowane wyobrażenie własnych rodziców, kształtuje obie relacje. Na wybór partnera małżeńskiego wypływa wewnętrzne wyobrażenie własnych rodziców. Zinternalizowane i pochodzące z dzieciństwa doświadczenia z rodzicami w dużym stopniu determinują także sposób wychowywania własnych dzieci. Miłość, która uzdrawia
Z drugiej strony istnieją również oczywiste różnice między małżeństwem a rodzicielstwem. Nikt nie oczekuje, że dziecko będzie zaspokajać jego potrzeby tak samo jak partner życiowy. Poza tym obowiązki i odpowiedzialność za dziecko jest całkowicie odmienna od obowiązków i odpowiedzialności za partnera.
W centrum obu związków, jeśli są one udane, leży dążenie do większej świadomości – siebie, drugiej osoby, sposobów, na które imago kształtuje zachowania i dokonywanie wyborów. Te osoby, którym wiedzie się zarówno w relacji ze współmałżonkiem, jak i z dziećmi, chciały stać się świadome tego procesu. Chciały poznać, co kryje się w ich wnętrzu, i bez uprzedzeń zrozumieć zależność między krzywdami, których doznały w przeszłości, a teraźniejszym funkcjonowaniem. Umiały opanować mechanizmy samoobronne na rzecz reakcji skupionych na związku, a nie na sobie.

Prawo prywatne [Trójprawo] i prawo publiczne w różnych cywilizacjach

Fragmenty z książki Józefa Kosseckiego Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach
(SOCJOLOGIA PORÓWNAWCZA CYWILIZACJI)

3. Cywilizacyjne znaczenie kategorii bytu ludzkiego

Aby zrozumieć na czym polega problem współmierności i harmonii między wszystkimi kategoriami bytu społecznego, musimy najpierw rozpatrzyć kolejno społeczno-cywilizacyjne znaczenie Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach. Socjologia porównawcza cywilizacjikażdej z nich.
1. W płaszczyźnie socjologicznej pierwsze miejsce zajmuje dobro. Normy społeczne z tej kategorii wartościują postawy i działania ludzkie z punktu widzenia dobra i zła. Różnorodność cywilizacji wywodzi się w pierwszym rzędzie z różnorodności postaw i sądów etycznych (moralnych) i ideałów społecznych oraz wynikających stąd różnych systemów prawnych. Etyka polega na dobrowolnym spełnianiu obowiązków, na poddawaniu się im bez przymusu z zewnątrz, zwłaszcza ze strony państwa, a tylko pod wpływem własnego przekonania członków społeczeństwa. Państwo natomiast opiera się na sankcjach przymusu względem opornych, przede wszystkim na sankcjach prawnych.
System ideałów społecznych określa nam cele do których dąży dane społeczeństwo. Między etyką, prawem i ideami danego społeczeństwa istnieje ścisła współzależność. Zarówno prawo, jak i ideologia muszą wynikać z etyki, inaczej nie będą miały oparcia w społeczeństwie, ale też z drugiej strony ideologia społeczna sprzyja rozszerzaniu zakresu etyki – można wyliczyć wiele przykładów kiedy dla realizacji swoich ideałów ludzie potrafili zdobywać się na wielkie poświęcenia, prawo natomiast będąc wyrazem mentalności danego społeczeństwa, samo z kolei tworzy, kształtuje i przekształca tę mentalność.
Na podkreślenie zasługuje w tym miejscu prawo naturalne wynikające z przyrodzonych właściwości natury ludzkiej. Ma ono bardzo ścisły związek z etyką jak również ideologią. Prawo naturalne ma oparcie w etyce, która ma o wiele szerszy zasięg niż prawo i tworzy społeczno-psychologiczną podstawę dla wszelkich norm prawnych. Normy prawa naturalnego pokrywają się z niektórymi normami etycznymi i podobnie jak one wynikają z przyrodzonych właściwości natury ludzkiej; normy te tym różnią się od etycznych, że opatrzone są sankcją. Ideologia, o ile ma być w społeczeństwie żywotna, również musi mieć pewne oparcie w naturalnych ludzkich pragnieniach i dążeniach, a w związku z tym ma ona niejako wspólne źródło z etyką i prawem naturalnym.
Dla struktury prawnej społeczeństwa podstawowe znaczenie ma tzw. trójprawo, to znaczy prawo rodzinne, majątkowe i spadkowe.

Prawo rodzinne określa formę rodziny w danym społeczeństwie. W różnych cywilizacjach spotykamy cztery zasadnicze formy rodziny: rodzina monogamiczna – związek jednego mężczyzny z jedną kobietą, poligamiczna – mężczyzna może posiadać kilka żon, półmonogamiczna – mąż może oddalić żonę bezpłodną lub nawet rodzącą same córki, czy wreszcie niewierną i pojąć inną (do tej formy zalicza się również inne formy monogamii z dopuszczalnością rozwodów), poliandryczna – kilku mężów posiada jedną żonę. Niektórzy badacze wyliczają jeszcze jedną formę rodziny – opartą na matriarchacie – gdzie jedna żona posiada kilku mężów, jednakże inni badacze (w tym F. Koneczny) kwestionują istnienie kiedykolwiek tego rodzaju formy rodziny, zaliczając ją do klasycznych mitów.
Największe znaczenie i największy zasięg mają rodziny monogamiczne, a do niedawna również poligamiczne, ostatnio zaś zaczęły się rozpowszechniać również rodziny monogamiczne z dopuszczalnością rozwodów – czyli półmonogamiczne – stając się formą dominującą.
Społeczna postawa i mentalność człowieka, który żyje w społeczeństwie opartym na rodzinie monogamicznej, jest całkowicie odmienna niż członka społeczeństwa, które poligamię uważa za normalną formę małżeństwa. We wszystkich społeczeństwach, w których panuje poligamia, a zatem gdzie kobieta uważana jest za istotę niższego rzędu, będącą własnością męża i w których zatem nie posiada ona żadnego wpływu na życie publiczne, możemy stwierdzić ogromne zubożenie w zakresie cywilizacji. Cywilizacja taka jest jednostronnie męska, brutalna, brak w niej czynnika kobiecego. Cywilizacje tego rodzaju cierpią też często na niedorozwój estetyki.
Co więcej, odmienność prawa małżeńskiego wpływa też często na wyrobienie odmiennych pojęć o pracy. Wszystkie społeczeństwa wielożenne – jak stwierdził F. Koneczny – są materialnie słabe, praca tam bowiem hańbi, a próżniactwo staje się ideałem społecznym, a właściwie antyspołecznym; jako przykład daje tu Koneczny niektóre społeczeństwa mahometańskie, które do dzisiaj nie mogą rozwinąć się gospodarczo. Istnieje też dość wyraźna korelacja między rozwojem gospodarczym wielu państw i narodów mahometańskich, a wprowadzaniem w nich monogamii (ewentualnie półmonogamii) i zmianą ich stosunku do pracy.
Społeczeństwa wielożenne są za to dość często prężne militarnie i zaborcze, gdyż opierają się na obozowej metodzie ustroju (np. społeczeństwa cywilizacji turańskiej).
W społeczeństwach opartych na rodzinie monogamicznej, kobieta staje się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, żona jest towarzyszką męża a nie jego niewolnicą, powstają obowiązki względem kobiety, odpowiedzialność wobec niej, a dzięki temu rozwija się etyka i rosną siły społeczne.
W społeczeństwach, w których występuje rodzina półmonogamiczna – dopuszczająca rozwody, które uderzają przede wszystkim w dzieci, a także dość często w kobietę, której trudniej jest znaleźć nowego partnera – wytwarza się sytuacja sprzyjająca powstawaniu poczucia krzywdy i niezadowolenia, a to dalej prowadzi do cofania się rozwoju społeczeństwa.
Z prawem rodzinnym łączy się też stosunek do dzieci, rozdział władzy w domu, jednostronność lub obustronność praw i obowiązków, rozległość i stopniowanie pokrewieństwa itp. Od prawa rodzinnego zależy też prawo majątkowe i spadkowe.

W prawie majątkowym chodzi przede wszystkim o to, czy uznaje ono własność osobistą, czy też wszystkie rzeczy są własnością państwa lub kolektywu społecznego. Na przykład w cywilizacji turańskiej wszystko było faktycznie własnością władcy państwa (sułtana czy cara), który mógł dowolnie rozporządzać mieniem swych poddanych, natomiast w cywilizacji rzymskiej czy potem łacińskiej, własność osobista była i jest chroniona przez prawo, nawet przed zakusami ze strony władzy państwowej (w Anglii do dzisiaj nie można wywłaszczyć prywatnego właściciela gruntu bez specjalnej uchwały parlamentu). Cywilizacja zaś żydowska znała tylko używalność ograniczonego obszaru rolnego. Kongres syjonistyczny w Wiedniu w roku 1925 uchwalił, że odzyskana w Palestynie ziemia może być własnością tylko Heren Kajemet (funduszu narodowego), a posiadacz gruntu jest jego użytkownikiem.
Istnieje uwarunkowanie między monogamią, a własnością prywatną, tak samo jak między despotyzmem szczepowym czy państwowym, a poligamią. Monogamia bowiem opiera się na poszanowaniu godności ludzkiej, a materialnym jej fundamentem jest własność prywatna, natomiast despotyzm władzy opiera się na bezwzględnym podporządkowaniu słabszego silniejszemu i z tego również wynika poligamia i podporządkowanie kobiety mężczyźnie.
Jeżeli zasada poszanowania godności ludzkiej ulega zachwianiu, wówczas z reguły monogamia zostaje podkopana przez wprowadzenie rozwodów, które uderzają przede wszystkim w dobro dzieci, a ponadto kobiety, a więc strony słabszej.

Prawo spadkowe określa sposób dziedziczenia własności, chodzi tu przede wszystkim o to, czy własność po śmierci właściciela przechodzi na jego dzieci, czy też staje się własnością państwa lub innego zrzeszenia. Tutaj również mamy ścisłą zależność od formy rodziny i własności. Rodzina monogamiczna i własność prywatna wymaga dziedziczenia majątku rodziców przez dzieci, w przeciwnym razie następuje naruszenie własności prywatnej jako fundamentu rodziny monogamicznej.
Chęć przekazania majątku dzieciom, staje się potężnym bodźcem działalności gospodarczej i fundamentem porządku społecznego. Natomiast despotyzm państwowy i rodzina poligamiczna, nie wymagają takiego ścisłego systemu dziedziczenia, gdyż w społeczeństwach, w których one istnieją i tak wszystko faktycznie jest własnością władcy (państwa).
Prawo rodzinne, majątkowe i spadkowe stanowi podstawę struktury społeczeństwa. Dlatego też najkrwawsze i najcięższe przewroty, łączyły się zawsze z próbami zmian w tej dziedzinie. Przykładem tego może być rewolucja 1917 roku w Rosji carskiej, a potem historia ZSRR po rewolucji, zwłaszcza zaś okres stalinowski (przymusowa kolektywizacja, przymusowe przesiedlanie ludzi, obozy pracy przymusowej, masowe mordowanie ludzi itp.). Innym przykładem może być rewolucja w Chinach, która rozpoczęła się w 1912 roku i trwała potem faktycznie długie dziesiątki lat, obfitując w podobne okropności jak rewolucja rosyjska.

Całe trójprawo jest prawem prywatnym, na wyższych szczeblach rozwoju społeczeństw nie wystarcza ono jako podstawa struktury prawnej społeczeństwa i obok niego, a właściwie na jego bazie, zaczynają się rozwijać inne formy prawne, które regulują rozwój życia zbiorowego.
Prawo, które reguluje funkcjonowanie i rozwój życia zbiorowego, zwiemy prawem publicznym, główną jego część stanowi prawo państwowe. Prawo publiczne ustala hierarchię władz, stosunki między obywatelem a władzą państwową, ustrój państwa, a także wzajemne stosunki między ludźmi w życiu publicznym, zarówno w trakcie społecznej działalności gospodarczej, jak i politycznej, naukowej, czy też w dziedzinie sztuki. Zaznaczyć przy tym należy, że własność środków produkcji należy do dziedziny prawa publicznego, gdyż jest ona nie czym innym, jak prawem do decydowania o kierunku działalności ludzi w społecznym procesie gospodarczym, którego narzędziem jest prawo własności środków produkcji. Uspołecznienie własności środków produkcji nie musi być równoznaczne z naruszeniem trójprawa cywilizacji łacińskiej.
Zalążek prawa publicznego widzimy we władzy starosty rodowego, a gdy rody tworzą szczep, we władzy książąt szczepowych.
Wzajemny stosunek prawa prywatnego i publicznego układa się różnie w zależności od typu cywilizacji. W cywilizacji turańskiej prawo publiczne powstało przez rozrost prawa prywatnego, dlatego też wszyscy poddani wraz ze swym mieniem uważani byli za prywatną własność władcy. Odwrotnie w cywilizacji bizantyńskiej, prawo publiczne wchłonęło prawo prywatne, powodując rozrost biurokracji. Wszechwładza państwa doprowadza do zaniku prawa prywatnego i etyki, a ponadto doprowadza do nadmiernego uszczuplenia jawności urzędowania i prawdomówności władz, co rzutuje na kategorię prawdy. W cywilizacji żydowskiej oba rodzaje prawa wywodzą się z przepisów religijnych, ideologicznych. Na koniec wreszcie w cywilizacjach – starożytnej rzymskiej i współczesnej łacińskiej, mamy ścisły rozdział prawa publicznego i prywatnego.

W kategorii dobra, obok prawa, decydującą rolę odgrywa etyka. Przez etykę rozumiemy zespół norm społecznych, wartościujących poglądy, postawy i działania ludzkie, z punktu widzenia dobra i zła. Mamy tu oczywiście na myśli tylko normy autonomiczne, to jest takie, których przestrzeganie nie opiera się wyłącznie na sankcji przymusu zewnętrznego, lecz wynika przede wszystkim z wewnętrznego przekonania członków społeczeństwa. Etyka jest więc trwalsza niż prawo, bo istnieć może bez działania przymusu zewnętrznego. Charakter pośredni zajmuje etyka roszczeniowa, której przestrzeganie poparte jest autonomiczną sankcją społeczną (nie państwową), a ponadto prawo autonomiczne, które stanowią normy oparte o autorytet zewnętrzny i autonomiczne poczucie prawne społeczeństwa oraz opatrzone sankcją społeczną – np. prawo narodowe narodu będącego pod zaborem. Na etyce roszczeniowej opiera się prawo naturalne, które ma charakter prawa autonomicznego.
W ramach różnych cywilizacji, mamy do czynienia z niezwykle różnorodnymi systemami etycznymi. W cywilizacji łacińskiej, etyka obejmuje swymi normami wszystkie pięć kategorii bytu społecznego i zajmuje stanowisko nadrzędne w stosunku zarówno do prawa, jak i wszelkich innych dziedzin życia. Podstawą etyki łacińskiej, jest uznanie wszechstronnego rozwoju osobowości ludzkiej i poszanowanie godności każdego człowieka, za główny cel rozwoju społeczeństwa. Wynika stąd uznanie za dobre, swobodnego dążenia do poznania prawdy, rozwoju piękna, pielęgnowania zdrowia i uprawiania działalności gospodarczej; przy czym zarówno działalność gospodarcza, jak i inne kategorie bytu (poza kategorią dobra), traktowane są jako środki, a nie cele rozwoju społeczeństwa. Stąd też wynika zasada nadrzędności społeczeństwa nad państwem oraz etyki nad prawem i innymi kategoriami bytu. Etyka łacińska obejmuje swymi normami wszystkie pięć kategorii bytu.
Inaczej wygląda sprawa w innych cywilizacjach. Po pierwsze nie wszystkie cywilizacje znają etykę niezależną od władzy państwowej, a po drugie nie wszystkie cywilizacje obejmują normami etycznymi wszystkie pięć kategorii bytu społecznego. Na przykład w cywilizacji turańskiej, gdzie ekonomiczna walka o byt staje się nadrzędnym czynnikiem rozwoju społeczeństwa, na pierwszy plan wysuwa się pewien rodzaj walki o byt – utrzymywanie się z podbojów. Stąd też wynika uznawanie za dobre tego wszystkiego, co nakazuje aktualny władca, a wszelkie działania powodujące nadmierny rozwój jednostki ludzkiej, są uznawane za szkodliwe i złe. Dlatego to cywilizacja turańska nie dopuszcza do swobodnego rozwoju nauki i obiegu informacji (u Mongołów w okresie rozwoju ich imperium nawet historia była tajna), nie pielęgnuje też piękna, a zdrowie pielęgnuje tylko dla potrzeb wojenno-państwowych. Dlatego też w cywilizacji turańskiej, etyka autonomiczna – tj. niezależna od nakazów władzy państwowej i sankcji zewnętrznej – nie istnieje.
W cywilizacji żydowskiej cała etyka wyprowadzona jest z przepisów religijnych (ideologicznych), które normują też wszystkie kategorie bytu ludzkiego. W cywilizacji bramińskiej kategoria zdrowia nie jest objęta wymogami etyki, wynika stąd niski stan zdrowotności społeczeństwa i duża śmiertelność, która przez długie wieki stanowiła hamulec wzrostu liczbowego społeczeństwa. Sytuacja uległa zmianie dopiero w ostatnich czasach, gdy Indie zaczęły przejmować elementy higieny i medycyny od społeczeństw o innych cywilizacjach (a zwłaszcza łacińskiej).
Z etyki danego społeczeństwa wynika i łączy się z nią ściśle, system jego ideałów społecznych, który określa cele rozwoju społecznego i metody dochodzenia do nich. Takim celem może być albo wszechstronny, to jest odbywający się we wszystkich kategoriach bytu, rozwój osobowości ludzkiej i poszanowanie godności każdego człowieka (cywilizacja łacińska), albo wszechstronny rozwój państwa, dokonywany bez względu na środki, którymi się do niego dąży, przy czym rozwój ten rozumiany jest przede wszystkim jako rozwój materialny, ekonomiczny i traktowany jako cel sam w sobie (cywilizacja turańska, częściowo bizantyńska). Ten system celów działalności danego społeczeństwa, wynika oczywiście z przekonań etycznych, to jest z poglądów na to co jest dobre, a zatem warte wysiłku, a co złe, nie warte zachodu. Oczywiście z etyką i ideologią danego społeczeństwa, związany jest system prawny i państwowy, który musi służyć realizacji wytyczonych przez nie celów.
Wszechstronny rozwój jednostki warunkuje równomierny rozwój społeczeństwa we wszystkich dziedzinach bytu, przy czym decydującą rolę gra kategoria dobra. Natomiast rozwój jednostronny, skierowany na przykład tylko w kierunku materialnej walki o byt, powoduje niedorozwój w innych dziedzinach, w konsekwencji na dłuższą metę hamując nawet rozwój materialny.

(…)

Ad 4) Dalszym istotnym wyróżnikiem cywilizacyjnym jest stosunek prawa prywatnego do prawa publicznego. Chodzi przy tym o to, czy w społeczeństwach danej cywilizacji istnieje prawo publiczne całkowicie oddzielone od prawa prywatnego oraz czy panuje zasada bezwzględnego poszanowania prawa obydwu kategorii. Chodzi tu z jednej strony o pewność obywatela, że żadne z jego uprawnień nie będzie pogwałcone (zwłaszcza przez państwo), że prawo państwowe zawsze weźmie go w obronę, a z drugiej strony o to, żeby interesy państwowe nie były wykorzystywane do prywatnych celów poszczególnych obywateli, zwłaszcza zaś osób sprawujących władzę. Łączy się z tym ściśle problem stosunku państwa do społeczeństwa – tylko w cywilizacjach z wyodrębnionym i rozdzielonym prawem publicznym i prywatnym istnieje organizacja społeczna niezależna od państwowej, przy czym państwo opiera się na społeczeństwie. W cywilizacjach, w których panuje monizm prawa państwowego i prywatnego, nie może wytworzyć się organizacja społeczna wyodrębniona z państwowej i w dużej mierze niezależna od niej.
Przez prawo prywatne rozumiemy trójprawo tj. prawo rodzinne, majątkowe i spadkowe oraz wszelkie normy prawne regulujące stosunki między poszczególnymi członkami danego społeczeństwa, natomiast przez prawo publiczne rozumiemy normy prawne regulujące ustrój państwa, określające sposób funkcjonowania organów państwa oraz regulujące stosunki pomiędzy poszczególnymi organami władzy państwowej i pomiędzy poszczególnymi członkami społeczeństwa (obywatelami lub poddanymi) a organami władzy państwowej.
Prawo publiczne wyodrębniło się ewolucyjnie z prawa prywatnego, zalążek jego tkwi we władzy starosty rodowego, a gdy rody tworzą plemię, książę plemienny staje się najstarszym ze starostów rodowych, przy czym w jednych plemionach jest on pierwszym między równymi, a w innych zwierzchnikiem starostów. Początek władzy książąt plemiennych pochodzi stąd, że księciu nadaje się władzę starosty rodowego nad wszystkimi rodami, podporządkowując mu starostów właściwych, ograniczonych do jednego rodu; jest to zarazem zalążek władzy państwowej. Właściwa władza państwowa powstaje przez jednoczenie kilku plemion pod władzą jednego księcia, równocześnie z powstaniem władzy państwowej powstaje też właściwe prawo publiczne.
Znaczna część ludzkości nie zna do dzisiaj prawa publicznego zdecydowanie i zasadniczo nie związanego z prawem prywatnym, o czym świadczą liczne przykłady m.in. reżimów dyktatorskich. Do niedawna w sytuacji takiej znajdowała się zdecydowana większość społeczeństw.
W cywilizacji turańskiej mamy do czynienia z rozrostem prawa prywatnego w publiczne. U ludów turańskich władca przejął wszystkie prawa despotycznego starosty rodowego: stał się właścicielem wszystkiego i wszystkich w swym państwie. Mógł rozporządzać swymi poddanymi i ich majątkiem według swej woli. Najwyższym prawem była oczywiście wola władcy. Jeżeli władca zezwala niektórym poddanym na jakieś prawa, może to w każdej chwili według swego uznania odwołać.
Wszystkie kultury cywilizacji turańskiej – zarówno w kulturze ojgurskiej, w uniwersalnym państwie Dżyngis-chana, potem w ordach tatarskich Kipczaku, czy wreszcie w carskiej Rosji – pielęgnowały obozowo-wojskową metodę ustroju życia zbiorowego, połączoną z kultem wodza-władcy, zmierzały też do tego, aby każdy stał się osobiście zależny od władcy i wyznaczonych przez niego mandatariuszy. Na przykład w państwie mongolskim można właściwie mówić, że wszyscy poddani byli niewolnikami władcy. Wola władcy zastępuje prawo publiczne. Zakres swej władzy określił typowo po turańsku chan Kandżutu w Azji Centralnej, Safder-Ale, w liście do generała Grąbczewskiego: „wiedz, że jesteś w kraju gdzie nawet ptaki poczynają mieć siłę w skrzydłach dopiero otrzymawszy mój rozkaz”. Natomiast w Rosji carskiej, kiedy po klęsce pod Cuszimą referowano Mikołajowi II nastrój prasy z powodu utraty floty, odezwał się car: „czego chce ta hołota i czego się wtrąca? to moja flota”. Uważał się za prywatnego właściciela floty państwowej, jakimże prawem wtrącali się dziennikarze w sprawy cudzej własności. Nawet po rewolucji bolszewickiej tego rodzaju tendencje odżyły w okresie kultu osoby Stalina.
Jest to skrajny monizm prawny – całe życie społeczne oparte jest na rozszerzonym prawie prywatnym panującego. Oczywiście przy takim moniźmie prawnym, nie ma mowy o rozwoju społeczeństwa obok państwa, ani też o zasadzie poszanowania prawa.
W sakralnej cywilizacji bramińskiej mamy pewne zawiązki organizacji społecznej, ale kończy się ona na ustroju rodowym w obrębie kast. Maharadża był zwierzchnikiem starostów rodowych i despotycznym władcą we wszystkich sprawach publicznych, nie mógł natomiast ingerować w sprawy organizacji rodowo-kastowej. W cywilizacji bramińskiej państwo było despotyczne, społeczeństwo nie miało prawa ingerencji w sprawy państwowe, państwo natomiast nie mogło ingerować w sprawy społeczne. Można więc stwierdzić, że dominował tu monizm prawny, gdyż prawo publiczne wyprowadzone było z prywatnego, chociaż były pewne zalążki dualizmu prawa. W Indiach występował zawsze niedorozwój zarówno społeczeństwa, jak i państwa, znaczniejsze państwa powstające w Indiach należały zawsze do cywilizacji naniesionych z zewnątrz, przy czym nie naruszały one nigdy ustroju rodowo- kastowego. W ostatnich czasach, głównie pod wpływem cywilizacji łacińskiej, podjęto w Indiach próbę budowania nowoczesnego państwa, które w pewnym stopniu ingeruje w sprawy zastrzeżone dawniej dla rodu i dąży do zniesienia kast; na razie jednak trudno przewidywać jaki będzie rezultat tych prób, gdyż powstała klasyczna mieszanka cywilizacyjna.
Również w cywilizacji arabskiej prawo publiczne wyprowadza się z prywatnego, bowiem trzeba było je wyprowadzić jakoś z Koranu, w którym znajduje się tylko prawo prywatne. Dlatego też podatki podciągnięto – jak już wspominaliśmy – pod obowiązek dawania jałmużny, a służbę wojskową wydedukowano z obowiązku świętej wojny. W rezultacie takiego monizmu prawnego nastała w cywilizacji arabskiej samowola panujących, co w praktyce sprowadziło się do samowoli każdego urzędnika państwowego z powoływaniem się na Koran. Dlatego też cywilizacja arabska doprowadziła do wybujałych form państwowych, nie dopuszczając do samorzutnego rozwoju społeczeństw. Władza państwowa mogła w każdej chwili wdać się w każdą sprawę społeczną. Podobne stosunki panują do dziś w większości państw arabskich i to nie tylko w tradycyjnie rządzonych państwach Półwyspu Arabskiego, ale również w Iraku, Syrii czy Egipcie. Wyjątkiem była tylko kultura mauretańska w Hiszpanii, w której dopuszczono do swobodnego rozwoju społeczeństwa i do oparcia państwa na społeczeństwie. Elementy tej kultury możemy odnaleźć w ustroju Tunezji, Algierii i Maroka. Ostatnio ciekawym fenomenem w tej dziedzinie jest powstanie arabskiego narodu Palestyńczyków. W kulturze palestyńskiej obserwujemy również rozwój społeczeństwa, a organizacja państwa palestyńskiego na wygnaniu oparła się na społeczeństwie.
W cywilizacji chińskiej nie było kast, dlatego też ułatwione było łączenie rodów w coraz większe całości, z plemion wytwarzały się wcześnie państwa dzielnicowe, które z kolei złączono w jedno cesarstwo już wtedy, kiedy cywilizacja chińska zorganizowała się dzięki ekspansji wspólnego pisma, obmyślonego w taki sposób, żeby można je było odczytać w każdym języku. Cesarz stał się starostą starostów rodowych i księciem książąt. Mówiło się o Chinach jako o jednym wyolbrzymionym rodzie. Cesarz miał w Chinach władzę absolutną, władza jego składała się jakby z sumy kompetencji starostów całego państwa. Było to rozrośnięte prawo prywatne, władza patriarchalna nad całym państwem. Władza państwowa w Chinach ograniczona była samorządem rodowym, nigdzie też nie mieszała się w sprawy rodowe. Społeczeństwo nie miało jednak żadnego wpływu na sprawy państwowe. Państwo i społeczeństwo rozwijały się osobno i społeczeństwo stykając się ze sprawami publicznymi umiało tylko robić rewolucje. Od najazdu mongolskiego stanęła obok cesarza biurokracja, zagarniając stopniowo władzę dla siebie i tworząc państwo mandaryńskie, które stało się chińskim prawem publicznym. Od 1912 roku w Chinach rozpoczął się proces rozsadzania struktur rodowych połączony z wyzwalaniem się Chin spod obcej hegemonii, jednak mimo dwu rewolucji do dzisiaj w ChRL mamy silne pozostałości dawnych pojęć – np. Mao Tse-tung uważany był jakby za ojca wszystkich Chińczyków, miał też absolutną władzę, a społeczeństwo w zetknięciu ze sprawami państwowymi robiło tzw. rewolucję kulturalną. Pod rządami Mao rozbijano dawne struktury rodowe, masowo przesiedlając ludność. Państwo zaprowadziło też administracyjną kontrolę urodzeń – małżeństwom mieszkającym w mieście wolno posiadać tylko jedno dziecko, natomiast na wsi wolno posiadać dwoje, jeżeli pierwsza urodziła się dziewczynka. Matka, która urodziła już dozwoloną liczbę dzieci powinna poddać się sterylizacji i przedstawić władzom odpowiednie zaświadczenie. Lekarze, którzy za pieniądze wystawiają fałszywe zaświadczenia, skazywani są na karę śmierci. Obecnie na nowym etapie rozwoju ChRL, gdy zaprzestano masowych przesiedleń i trochę ograniczono ingerencję w sprawy społeczne, ubocznym skutkiem tej nowej polityki może być odradzanie się – zwłaszcza na wsi – struktur rodowych.
Cywilizacja żydowska również nie znała rozdziału prawa prywatnego i publicznego. Źródłem obydwóch rodzajów prawa były przepisy religijne judaizmu, przy czym nie uznawano właściwie prawa prywatnego – na przykład właściciel ziemi uważany był tylko za użytkownika. Wszystkimi sprawami, zarówno prywatnymi, jak i publicznymi, kierowali w sposób bezwzględny członkowie kolektywnego kierownictwa narodu wybranego; byli oni skrępowani tylko przepisami religii żydowskiej. Nie było też mowy o niezależności organizacji społecznej od państwowej, chociaż organizacja państwowa po wypędzeniu z Palestyny miała specyficzny charakter, nie dysponowała bowiem wszystkimi atrybutami władzy, w praktyce też zastępowały ją miejscowe kierownictwa żydowskie – kahały.
Pod wpływem nieżydowskiego otoczenia część Żydów zaczęła przejmować łacińskie prawo prywatne. Aby temu przeciwdziałać kierownictwo żydowskie zaczęło przypominać wszystkim Żydom o obowiązku łożenia na wspólne cele, poza tym kongres syjonistyczny w Wiedniu w 1925 r. uchwalił, że odzyskana w Palestynie ziemia winna być własnością Heren Kajemet (Funduszu Narodowego), a posiadacz gruntu jest użytkownikiem. We współczesnym państwie Izrael Żydzi starają się wrócić do sakralnego monizmu prawa prywatnego i publicznego – rozbudowują własność zbiorową w formie np. kibuców i starają się całe życie prywatne obywateli poddać pod władzę państwa i związanych z nią organizacji oraz podporządkować religii żydowskiej. Jednakże pewna część społeczeństwa izraelskiego sprzeciwia się temu dążąc do rozdziału prawa prywatnego i publicznego.
Po raz pierwszy w dziejach, w starożytnej cywilizacji rzymskiej, pojawia się całkowite wyodrębnienie prawa publicznego od prywatnego i dopiero tam powstaje społeczeństwo odrębne od państwa. Trójprawo i w ogóle prawo prywatne obywateli było w republice rzymskiej niezależne od władzy konsulów czy trybunów. Prawo obydwu rodzajów musiało też być bezwzględnie szanowane zarówno przez obywateli, jak i przez władzę państwową.
Podobny dualizm prawny i niezależność społeczeństwa od państwa, mamy w nowoczesnej cywilizacji łacińskiej.
W cywilizacji bizantyńskiej, która powstała w wyniku przenikania elementów cywilizacji Wschodu do cywilizacji rzymskiej, znowu nastąpił przerost prawa publicznego, które dąży do wchłonięcia prawa prywatnego. Wyrazicielem prawa publicznego staje się władca państwa (antropolatria). Społeczeństwo w cywilizacji bizantyńskiej może istnieć i organizować się, ale tylko o tyle, o ile państwo na to zezwala. Państwo przepisuje zarazem zakres i formy organizacji społecznej. Prawo prywatne jest też wciąż osłabiane i ograniczane przez prawo państwowe. Społeczeństwo albo wykonuje polecenia władz państwowych (tj. zachcianki biurokracji oraz jej spekulacje polityczne i gospodarcze), albo też dana organizacja społeczna jest uznawana za antypaństwową i przez biurokrację niszczona. Prawo prywatne jest ograniczane według uznania biurokracji, wszelkie stosunki prawne, zwłaszcza wynikające z prawa prywatnego, są kasowane jeżeli sprzeciwiają się interesom biurokracji. Państwo w cywilizacji bizantyńskiej opiera się nie na społeczeństwie, lecz na biurokracji i etatyźmie.
Widzimy więc, że w cywilizacjach – turańskiej, bramińskiej, chińskiej i arabskiej, mamy monizm prawa prywatnego i publicznego, przy czym publiczne opiera się na wyolbrzymionym prywatnym. Warto przy tym zauważyć, że są to zarazem – historycznie rzecz biorąc – cywilizacje częściowo lub całkowicie poligamiczne i oparte na strukturach rodowych.
W cywilizacji żydowskiej mamy monizm prawa prywatnego i publicznego oparty na sakraliźmie religijnym. W bizantyńskiej mamy prawo prywatne i publiczne, ale prywatne jest pochłaniane przez wyolbrzymione publiczne. Dlatego też cywilizacja bizantyńska stanowi swego rodzaju typ pośredni.
Tylko w cywilizacji łacińskiej oraz w starożytnej rzymskiej mamy całkowity, konsekwentny rozdział prawa publicznego (państwowego) i prywatnego, poszanowanie obu rodzajów prawa i niezależność społeczeństwa od państwa. Warto też podkreślić, że tylko cywilizacja łacińska jest konsekwentnie monogamiczna (w starożytności konsekwentnie monogamiczna była cywilizacja rzymska). Tak więc daleko sięgają skutki monogamii.
Ad 5) Problem źródeł prawa i stosunek etyki do prawa oraz do innych kategorii bytu ludzkiego, stanowi chyba najważniejszy wyróżnik cywlizacyjny. Chodzi przy tym przede wszystkim o to, czy w danej cywilizacji istnieje etyka niezależna od prawa oraz czy panuje zasada nadrzędności etyki w stosunku do prawa i w ogóle w stosunku do innych kategorii bytu społecznego. Łączy się z tym ściśle problem emancypacji sił społecznych w stosunku do państwa i zasada nadrzędności społeczeństwa nad państwem, z której wynika podporządkowanie państwa etyce i uznanie etyki oraz woli społeczeństwa za jedyne źródło prawa oraz zasada, że żadne prawo nie może być narzucone społeczeństwu przy pomocy samej tylko supremacji siły.
Etyka tym zasadniczo różni się od prawa, że jest ona dobrowolna, podczas gdy prawo wyposażone jest w przymus zewnętrzny. Jeżeli przez twory organiczne w życiu społecznym rozumieć będziemy to, co powstaje i rozwija się ewolucyjno-historycznie, za twory zaś mechaniczne uważać będziemy to, co powstaje sztucznie i jest niezgodne z naturalnym kierunkiem rozwoju danego społeczeństwa, wówczas etykę musimy uznać za twór organiczny. Jeżeli zaś chodzi o prawo, to może być ono tworem organicznym (prawo naturalne) i wówczas prawo opiera się na etyce – która je wyprzedza – i tylko sankcjonuje te normy etyczne, które stały się już powszechne w społeczeństwie na danym etapie jego rozwoju; jednakże prawo może też nie być tworem organicznym lecz powstać odgórnie, przy czym może ono albo wynikać z woli władcy państwa (lub zespołu kierującego państwem) i wówczas jedynym jego źródłem jest siła państwa, albo też jego źródłem może być wymyślona sztucznie, a priori, doktryna lub religia (w cywilizacji sakralnej) i wówczas również najczęściej w praktyce siła staje się jego źródłem, gdyż trzeba je sztucznie narzucać większości społeczeństwa. W wypadku odgórno-apriorycznej genezy prawa, powstać może przeciwieństwo i rozbieżność etyki i prawa, co prowadzi do rozbieżności państwa i społeczeństwa oraz do zaniku etyki i społeczeństwa.
W cywilizacjach sakralnych źródłem prawa jest religia, podobnie zresztą etyka wynika z religii, nie ma więc mowy o przeciwieństwie między etyką i prawem, o wszystkim rozstrzyga religia i zdanie kapłanów lub uczonych w piśmie. W sakralnej cywilizacji bramińskiej prawo wynika z przepisów religijnych, jeżeli natomiast problem wykracza poza normy sakralne, wówczas źródłem prawa jest wola ludzi sprawujących władzę (dawniej maharadży, obecnie rządu i parlamentu). Ponieważ zaś w świętych księgach Wedy jest prawo prywatne, ale nie ma publicznego, więc przez całe stulecia maharadża był samowładcą, byle tylko spełniał przepisy rytualne. Dzisiaj miejsce maharadży zajął aparat państwowy. W tych warunkach oczywiście nie mogła rozwinąć się etyka, a organizacja społeczna nie wykracza poza kasty. Ostatnio – od czasów Gandhiego – powstał dość silny ruch zmierzający do rozwoju etyki w życiu publicznym i oparcia na niej organizacji społeczeństwa, trudno jednak jeszcze przewidzieć na ile ruch ten będzie w stanie zmieść dawne normy cywilizacji bramińskiej.
Szerszy zakres ma sakralność żydowska. Istnieje tam etyka obok prawa, ale źródłem zarówno etyki, jak i prawa jest religia, czyli prawo objawione. Interpretacja prawa jest zastrzeżona dla rabinów, w razie rozbieżności zdań, lub gdy problem zasadniczo może być rozwiązany rozmaicie, rabini mają wolny wybór interpretacji. Źródłem prawa jest więc rabin, cadyk, a formalny władca państwa o tyle, o ile rabin przyzna mu kompetencję.
W ostatnich czasach część funkcji religii przejęły tworzone przez Żydów ideologie społeczno-polityczne, a część kompetencji rabinów przejęli żydowscy ideologowie i przywódcy ruchów politycznych opartych na tych ideologiach. Prawo aprioryczne, wynikające z religii lub doktryny, udziela sankcji nie stosunkom istniejącym lub tworzącym się w sposób naturalny, lecz wymyślonym koncepcjom mającym urządzać stosunki według z góry powziętego planu. Prototypem prawa apriorycznego było mojżeszowe prawo agrarne, nadane a priori koczownikom pustynnym, ruszającym na zdobycie Kanaanu.
W ostatnich czasach przykładem takiego aprioryzmu politycznego i prawnego, była działalność dogmatyczno-sekciarskiej grupy działaczy Komunistycznej Partii Polski, która nie chciała docenić roli czynnika narodowego, a potem gdy zdobyła w Polsce władzę, w latach 1948-1956, tworzyła różne aprioryczne prawa – np. mające zmusić chłopa do wstępowania do spółdzielni produkcyjnych. Szczególnie gorliwi w tego rodzaju działalności byli tacy działacze jak: Jakub Berman, Hilary Minc czy Roman Zambrowski, którzy chociaż niejednokrotnie osłabili lub nawet zerwali więzy łączące ich z narodem żydowskim (i w sensie narodowym trudno ich traktować jako Żydów), to jednak zachowali charakterystyczny dla cywilizacji żydowskiej aprioryzm.
W Izraelu władze żydowskie ustanowiły szereg sztucznych praw wynikających z apriorycznej doktryny syjonistycznej, które narzucone zostały odgórnie – jako przykład może tu służyć wywłaszczenie Arabów i osadzenie na roli Żydów, którzy przedtem z rolnictwem nie mieli nic wspólnego.
W cywilizacji turańskiej zawsze głowa państwa stanowiła jedyne źródło prawa (pozostało to nawet u mahometan tej cywilizacji). W związku z tym w cywilizacji turańskiej życie publiczne jest w ogóle bezetyczne, prywatne natomiast bez etyki nie może się obyć i stąd zachodzi stała rozbieżność etyczna życia państwowego i prywatnego, przy czym oczywiście wszystkie nakazy władzy państwowej uważa się za etyczne niejako z natury rzeczy. Władza państwowa decyduje też o tym co rozumne i moralne.
W cywilizacji arabskiej mamy prawo niesakralne (chociaż muzułmanie innych cywilizacji uznają tylko sakralne), którego interpretacja należy do władcy. Wprawdzie w zasadzie w cywilizacji arabskiej źródłem prawa jest nauka, popularyzowana za pomocą specjalnych szkół wyższego typu, jednak niektórzy Arabowie uznają, że może istnieć prawo poza Koranem, byle nie było sprzeczne z nim – ta interpretacja staje się ostatnio coraz bardziej popularna w świecie arabskim. W praktyce jednak głównym źródłem prawa w większości społeczeństw cywilizacji arabskiej była i jest wola osoby stojącej na czele państwa, wyjątek stanowi tu kultura mauretańska, a ostatnio kultura narodu Palestyńczyków.
W cywilizacji chińskiej źródłem prawa był każdy ojciec rodziny, starosta rodowy, przełożony związku zawodowego, coraz wyżej idąc aż do cesarza, a w ostatnich czasach sekretarz partii czy przewodniczący komuny ludowej itp., aż do przewodniczącego Mao lub jego następców. Tylko cesarzowi wolno było tworzyć nowe prawa, miał on władzę najwyższą i miał prawo nawet targnąć się na zwyczaj; analogiczne prawo przysługiwało też przewodniczącemu Mao, zaś teraz przysługuje jego następcom.
Próbowało też w Chinach wielu myślicieli z Konfucjuszem na czele, wymyślać różne sztuczne etyki, które jednak nie przyjmowały się w społeczeństwie i praktycznie panowała naturalna etyka rodowa. Tylko w kulturze japońskiej wytworzyły się pewne instytucje porządku moralnego. Rozdźwięk między niesłychanym konserwatyzmem zwyczaju, a przyznanym władzy państwowej prawem burzenia go, zamienił się w walkę dwóch poglądów na świat i życie, w której tkwi coś z walki dwojga etyk – a ta zamieniała się w dziejach Chin zawsze w gwałtowną rewolucję.
Kiedy w XX wieku nadeszło w Chinach przesilenie spowodowane początkami emancypacji rodziny, zachwiały się podstawy państwa, bo ubyło mu społecznego podłoża. Dlatego też w cywilizacji chińskiej zazwyczaj rządy urządzały rewolucje, nie zaś społeczeństwo. Podobnie też wyglądała sprawa z tzw. Wielką Rewolucją Kulturalną, którą w Chinach urządził sam przewodniczący Mao.
W starożytności cywilizacja rzymska, a współcześnie tylko cywilizacja łacińska, wprowadza prawo (nawet publiczne) podporządkowane etyce i z niej wypływające, a jednocześnie zdecydowanie oddziela je od dziedziny sakralnej. Jednakowa też panuje etyka w życiu prywatnym i publicznym. Podobnie zresztą inne kategorie bytu zostają podporządkowane etyce. Prawa muszą być zatem stanowione przez społeczeństwo, a nie przez państwo i nikt też, nie wyłączając przedstawicieli władzy państwowej, nie może stać ponad prawem, czy też ponad etyką; życie publiczne, państwowe musi być poddane etyce, podobnie jak prywatne. Przez długie wieki państwo rzymskie jako takie nie wydało ani jednej ustawy, ponieważ samo podlegało prawom uchwalanym przez zgromadzenie wolnych obywateli, przez kurie i komicje itp. Prawom tym podlegał zarówno konsul, jak i pontifex maximus. Władza urzędów polegała tylko na wykonywaniu prawa. Oczywiście tak stanowione prawa były prawami organicznie wynikającymi z potrzeb rozwoju społeczeństwa, nie mogły też wynikać z apriorycznie przyjętych doktryn religijnych czy politycznych.
Dzięki temu zarówno w cywilizacji rzymskiej, jak i łacińskiej, nastąpiła emancypacja sił społecznych i hegemonia społeczeństwa oraz etyki nad państwem i prawem. W cywilizacji łacińskiej w średniowieczu, wyrazem tego była zasada niezależności Kościoła od państwa w imię niezależności etyki od prawa, a w czasach najnowszych zasada legalnej opozycji w państwie, moralnie dopuszczalnej, nie stanowiącej niczego niewłaściwego, uprawnionej do publicznej krytyki postępowania rządu. W państwach, gdzie organizacja społeczna jest niezależna i dominuje nad organizacją państwową, wytwarza się forma państwa autonomiczno-obywatelska, oparta na poszanowaniu godności osoby ludzkiej i niezależności społeczeństwa.
Cywilizacja bizantyńska powstała w wyniku przenikania wpływów Orientu (cywilizacji perskiej, syryjskiej, żydowskiej) do cywilizacji rzymskiej, dlatego też w cywilizacji bizantyńskiej mamy rozbieżność etyczną życia państwowego i prywatnego, rozbieżność etyki i prawa oraz państwa i społeczeństwa. Uznanie za etyczne wszystkiego, co jest zgodne z prawem, pociąga za sobą w konsekwencji bezetyczność życia państwowego.
W cywilizacji bizantyńskiej panuje zasada supremacji państwa nad społeczeństwem i prawa nad etyką. Źródłem prawa jest wola władcy państwa i wola wszechwładnej biurokracji, faktycznie nie kontrolowanej przez społeczeństwo i nie podlegającej etyce. Prowadzi to do względności prawa w zależności od sytuacji politycznej, woli władcy i woli biurokracji, a dalej do zaniku etyki nie tylko w życiu publicznym, lecz również w prywatnym.
Z zasady podporządkowania społeczeństwa państwu, wyprowadza się w cywilizacji bizantyńskiej wniosek, o podporządkowaniu religii i wszelkiej ideologii potrzebom państwa. Zarówno w Bizancjum, jak i w Rosji carskiej, głowa państwa uznawana była za głowę kościoła; Kajzar bizantyński uważany był za najwyższego interpretatora kanonów soborowych, on też w ostatecznej instancji rozstrzygał spory dogmatyczne. Religia i wszelka ideologia staje się instrumentem państwa.
We współczesnych odmianach cywilizacji bizantyńskiej, również aktualny szef względnie kierownictwo państwa, czy też szef lub kierownictwo partii rządzącej państwem, uważa się za najwyższą wyrocznię w sprawach ideologiczno-politycznych i prawnych. Prowadzi to do zaniku sił społecznych i oparcia państwa na biurokracji i sile fizycznej. Charakterystyczną dla cywilizacji bizantyńskiej formą państwa jest państwo biurokratyczne, coraz bardziej bezetyczne i oderwane od życia, zatopione w sztucznych koncepcjach i papierowych fikcjach.
O niezależność etyki i społeczeństwa od państwa i prawa formalnego, toczyła się niejednokrotnie walka – pierwszą taką walką była walka papiestwa z cesarstwem o niezależność Kościoła od państwa. Kościołowi chodziło o zasadę, że w pewnych sytuacjach trzeba się sprzeciwić nakazom władzy państwowej w imię etyki i sumienia. W ostatnich czasach również widzieliśmy niejednokrotnie objawy takiej walki – np. hitlerowscy mordercy wielu ludzi, uważali, że są w porządku, gdyż działali z nakazu legalnej władzy państwowej i w oparciu o ustanowione przez nią prawa, natomiast ich przeciwnicy uważali, że te nakazy i prawa były sprzeczne z etyką i prawem naturalnym, a więc zbrodnicze i należało się im sprzeciwić.
Widzimy więc, że tylko w cywilizacji rzymskiej i łacińskiej, nastąpiła emancypacja społeczeństwa spod przewagi państwa, w imię zasady supremacji etyki nad prawem i innymi kategoriami bytu społecznego. Emancypację tą nazywa F. Koneczny emancypacją sił duchowych spod przewagi sił fizycznych. Warto zauważyć, że emancypacja powyższa nie nastąpiła nigdzie tam, gdzie nie ma pełnego wyodrębnienia prawa publicznego od prawa prywatnego, a to z kolei nie występuje nigdzie tam, gdzie nie ma monogamicznej rodziny wyemancypowanej spod władzy rodu. Tak daleko zatem sięgają następstwa monogamii. Koneczny zwraca uwagę, że np. kiedy u Maurów w Hiszpanii zaczęło się zanosić na monogamię, zaraz za tym organizowały się siły społeczne poza organizacją państwa.

 

Wykład NAI pt: Stosunek prawa prywatnego do prawa publicznego.

Litera i duch – artykuły

Duch prawa a litera prawa, czyli rodzina mongolska w Polsce

Do czego w ogóle potrzebne jest prawo?

Pewnie po to, żeby życie społeczne ująć w jakieś ramy, zasady, przepisy, przy stosowaniu których wszystkim powinno się żyć lepiej i bezpieczniej. Nie wiem, czy taka jest definicja- takie jest moje rozumienie prawa i chciałabym, aby taki był duch prawa, czyli myśl przewodnia tworzenia i później respektowania prawa- dążenie do tego, aby życie społeczne rozwijało się w pożądanym i przyjaznym dla człowieka kierunku.

Tyle duch a litera prawa? Zbiór suchych przepisów i norm, które podlegają interpretacji, jako że nie sposób przewidzieć wszystkich zaistniałych sytuacji w konkretnych poszczególnych przypadkach. Musi być jakiś margines od-do obejmujący sytuacje i przypadki nietypowe. Tym samym, jeśli litera prawa dopuszcza różne interpretacje tego samego przepisu, to duch prawa niejako podpowiada, którą z nich zastosować dla dobra i człowieka, i społeczeństwa.

Jak to się ma do ostatniej sprawy, czyli planowanej deportacji z Polski mongolskiej rodziny?

Mnie się po prostu włos jeży na głowie!

Pięcioosobowa rodzina na tyle zasymilowana, że samowystarczalna: kobieta jest tłumaczką /jedną z niewielu w Polsce!!!/ z języka mongolskiego, jej synowie studiują bądź zamierzają studia podjąć, najmłodszy syn urodził się w Polsce… Na temat męża i ojca wiem niewiele, ale skoro ma taką rodzinę i nie wszedł w konflikt z prawem, to chyba jest normalnym i odpowiedzialnym facetem, przynajmniej tak można by wnioskować.

Oby wszystkie polskie rodziny z dziada pradziada tak się prezentowały jak ta mongolska!!

Podejrzewam, że w innym kraju potraktowano by ich jako bardzo cenny nabytek i dość szybko uzyskaliby prawo stałego pobytu czy obywatelstwa. Ale u nas- nie!!!

U nas pan sędzia orzeka, że na czas wydania ostatecznej decyzji /czy wolno im będzie już na stałe mieszkać i pracować w Polsce/ mają być przeniesieni do ośrodka dla uchodźców na okres… do 90 dni! Na to już trzeba biurokraty i urzędasa w najbardziej satyrycznym wydaniu a nie sędziego z prawdziwego zdarzenia. LICZY SIĘ LITERA PRAWA!!! TYLKO I WYŁĄCZNIE LITERA PRAWA!!! NIC INNEGO NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA!!!

Można wyrwać 11-letnie dziecko ze szkoły, z grupy rówieśniczej, można rozwalić rodzinne życie i z trudem wypracowaną stabilizację tylko dlatego, że pan sędzia, zakładając togę, napęczniał dumą, że będzie decydował o ludzkim losie i zadecydował… o trzymiesięcznym odosobnieniu od normalnej ludzkiej egzystencji, potraktował jak groźnych przestępców, których pewnie trzeba pilnować…

Aż chce mi się powtórzyć, że Polska to dziki kraj! I jest mi po prostu wstyd!!!

Podpisałam petycję do Rzecznika Praw Obywateskich. Czy mój głos będzie miał jakieś znaczenie? Nie wiem, ale to jedyne, co w tej sprawie mogłam zrobić… 🙁

Źródło: http://babciabezmohera.blox.pl/2011/02/Duch-prawa-a-litera-prawa-czyli-rodzina-mongolska.html

 

Duch i litera

10 lutego 1978 roku zgłosiłam się do szpitala przy Żelaznej do porodu, ale lekarz odmówił przyjęcia mnie na oddział bez skierowania, które zostawiłam w domu. „Czy bez tego papierka dziecko się nie urodzi”?- zapytałam. „Może się i urodzi, ale będzie nieważne, a to tak jakby go nie było”- odparł dowcipnie lekarz.
Wtedy jak w iluminacji dotarła do mnie różnica między duchem prawa i literą prawa. Miałam pełne prawo do korzystania z usług tego szpitala, gdyż był to mój szpital rejonowy. Byłam ubezpieczona i miałam przy sobie książeczkę ubezpieczeniową.. Skierowanie było nic nieznaczącym świstkiem papieru.
Dominacja litery prawa nad duchem prawa, obca naszej łacińskiej cywilizacji dotarła do nas pośrednio  z USA.
W Stanach Zjednoczonych, gdzie w wielu stanach dopuszczalna jest aborcja w dowolnym stadium ciąży, o statusie egzystencjalnym dziecka decyduje wpis: birth lub partial abortion. W pierwszym przypadku płód jest człowiekiem ratowanym w razie potrzeby przy użyciu wszelkich dostępnych środków medycznych, w drugim strzępem tkanki, który wyląduje w kuble na odpadki. Zdarza się, że w tym samym szpitalu w tym samym czasie rodzą się dwa 8 miesięczne wcześniaki. Jedna matka zgłosiła się do porodu i jej dziecko personel biegiem niesie do inkubatora. Druga do aborcji- i to, jednakowo zdolne do życia dziecko, jeżeli nie zostało zabite w czasie porodu, dogorywa w kuble.
W Stanach Zjednoczonych jeżeli dowody w jakiejś sprawie zostały zdobyte niezgodnie z procedurą prawną sąd nie zgadza się na ich użycie.
Podobnie – jeżeli funkcjonariusz zapomniał wypowiedzieć odpowiedniej formuły,  jego czynność prawna jest nieważna.
Sąd II instancji uniewinnił Sawicką tylko dlatego, że zdaniem sądu przedstawione dowody jej przestępstwa zostały uzyskane z naruszeniem obowiązujących procedur.
Wchodzimy w szpony zupełnie obcej dla nas kulturowo cywilizacji, gdzie ważna jest litera prawa a nie duch prawa i gdzie morderca złapany z dymiącym naganem nad zwłokami, może zostać uniewinniony tylko dlatego, że zatrzymujący go funkcjonariusz zapomniał wypowiedzieć obowiązującej przy zatrzymaniu formułki.

Źródło: http://naszeblogi.pl/37931-duch-i-litera

 

Co ważniejsze: Duch, czy Litera?

To pytanie jest – tak naprawdę – na miarę hamletowskiego „być, albo nie być”. No właśnie – z kim być? Z duchem, czy z literą?

Kiedy zmienił się nam ustrój mieliśmy nadzieję, że wreszcie będziemy mieli bezpośredni wpływ na sprawy naszej Małej Ojczyzny. To takie trochę nieudolne połączenie pojęć ojczyzna i ojcowizna. W mentalności niemieckiej zwanej krótko i dla wszystkich (Niemców) zrozumiale Heimat – miejsce urodzenie, pochodzenia, zamieszkiwania. Tam gdzie „moja chata skraja” – jak pisał poeta. Nasza Mała Ojczyzna.

W nowym ustroju społecznym, w instytucji zarządzającej najmniejszą jednostką administracyjną – gminą – nie miało być urzędników, ale pracownicy samorządowi. Chciano w ten sposób znieść wreszcie bariery pomiędzy mieszkańcem a władzą, aby wymóc sytuację, kiedy organ administracji terytorialnej byłby prawdziwie służebny w stosunku do społeczności lokalnej. Żeby w sytuacji kiedy pracownik samorządowy stanie przed dylematem jak ma interpretować pojemny, pozwalający na to przepis, zawsze czytał go w jego duchu – na korzyść członka społeczności lokalnej, a nie chował się za suchą, bezduszną jego literą. Taka była idea nowego ustroju, przesłanie jego zmiany autorstwa nieodżałowanego prof. Michała Kuleszy – współtwórcy reformy samorządowej z 1990 roku.

Wymagało to oczywiście nowego podejścia do sprawowania władzy, armii bezpartyjnych pracowników samorządowych. I był kłopot, bo skąd ich było brać? Przyjęto więc Ustawę osamorządzie gminnym, ich organy nazwano Urzędami i dalej Ustawę o urzędnikach gminnych. I się zaczęło… Litera prawa zapanowała nad jego Duchem, bo urzędnicy gminni okopali się za swoimi biurkami i w trosce o swoją posadę zaczęli interpretować prawo tak żeby mieć święty spokój, żeby się nie wychylać… Tak jest od wielu lat.

Dlaczego ja to – trochę zawile przypominam? Bo słuchałem niedawno audycję radiową RMG (9 stycznia br.), która poświęcona była kondycji gorzowskiej kultury. Zaproszone do dyskusji były też dwie panie: dyrektor Wydziału kultury, Sportu i Promocji UM – dr Ewa Pawlak i Alina Czyżewska, aktorka, modus operandi Inicjatywy Obywatelskiej Ludzie Dla Miasta. I stała się rzecz zastanawiająca. Obie panie mówiły o tym samym, odnosiły się do tych samych uwarunkowań, odwoływały się do tej samej Strategii Rozwoju Kultury przyjętej dla Gorzowa. Ale mówiąc o tym samym mówiły zupełnie nie to samo. Bo urzędująca Pani Dyrektor Wydziału mówiła o Literze, a Alina Czyżewska o Duchu podjętych (czy raczej zaniechanych) działań.

I wraca fundamentalne pytanie: co jest ważniejsze: duch, czy litera?

I nie ma na to pytanie – w tym konkretnym przypadku – jednoznacznej odpowiedzi. Bo wszystko zależy od tego kto i w jakiej intencji pyta. Jeżeli pytał by np. przełożony Pani Dyrektor, urzędnik (najemnik Pana Prezydenta, jak sam siebie w rozmowie ze mną określił) przytłoczony wieloma innymi sprawami, zmuszony do trzymania się Litery przyjętego z całą powagą Urzędu i pięknie oprawionego Aktu Prawa Miejscowego zmuszony rozstrzygać co ważniejsze, to… jakie ma wyjście? Litera jest zawarta w Strategii – namacalna, konkretna. Otworzy Akt i Litera w nim jest. ADuch? Ulotne to, niemierzalne… jak to ująć w sprawozdaniach? A, że gdzieś tam, z tyłu głowy plącze się pewnie – zapamiętana ze szkoły – złowieszcza przestroga romantyków „… bez ducha to szkieletów ludy…”. I dalej coś o młodości, skrzydłach, wzlataniu ponad poziomy… Ale to dawno już było – zapomniał pewno. Może to i dla Niego lepiej?

Źródło: https://stoliknumer1.pl/mojewyboje/co-wazniejsze-duch-czy-litera/

Teorie dowodów sądowych. Obraz polskiego sądownictwa…

Teorie dowodów sądowych. Obraz polskiego sądownictwa…

Teorie dowodów sądowych. Obraz polskiego sądownictwa…

Wymiar sprawiedliwości stanowi fundament porządku prawnego. Decydenci polityczni zauroczeni zbiurokratyzowanym wzorcem państwa prawa starają się ze wszech miar budować autorytet wymiaru sprawiedliwości zapominając o najważniejszym elemencie – wprowadzeniu w system szkolnictwa i w sądownictwie nowoczesnych teorii dowodów sądowych.

Najstarsze teorie dowodów sądowych opierały się na przekonaniu o doraźnym, bezpośrednim sterowaniu przez Boga. W związku z tym, że nie wiedziano, które zeznanie jest prawdziwe, a które nie, stosowano praktyki takie jak wrzucanie na głęboką wodę czy pojedynek. Wierzono bowiem, że opatrzność wyratuje tego, co mówi prawdę. Nowatorskim przełomem w ocenie dowodów i teorii dowodów była procedura inkwizycyjna, która wprowadziła i stosowała arytmetykę dowodów. Po pierwsze obowiązywała zasada swobodnej oceny dowodów przez sąd inkwizycyjny, ale nie tak swobodnej żeby mogła ignorować zasadę teorii dowodów. Tym samym określono jakiego typu zeznania liczy się jako pełen dowód, jakiego typu jako półdowód, czy też ćwierć dowód. Wyrok sądu inkwizycyjnego stanowił natomiast arytmetyczną wypadkową zebranego materiału dowodowego…
Podstawą studiów prawniczych i przygotowania zawodowego przyszłych sędziów do 1948 roku był przedmiot:

Teoria Prawa: część I: Socjologia, część II: Psychologiczno-socjologiczna teoria nauk prawnych, które wykładał wybitny profesor Henryk Piętka.

Ze studiów po 1948 roku (po przejęciu szkolnictwa przez Jakuba Bermana) usunięto przede wszystkim elementy służące do samodzielnej oceny dowodów. Przed 1948 rokiem były to 2 lata propeudetyki filozofii, 4 lata łaciny, 2 semestry logiki na których opierała się metodologia pracy prawnika. Przedmioty te służyły jako narzędzie w dochodzeniu do prawdy jako celu procesu.
W okresie stalinowskim powstała w ZSRR teoria dowodów sądowych, której głównym twórcą był Andrzej Wyszyński. W swej teorii stwierdzał, że: „Sąd nie jest skrępowany żadnymi formalnymi wymogami i wymaganiami ani odnośnie do oceny dowodów, ani też przy ich wyjednywaniu.” Teorie te były (i w zasadzie w różnych wymiarach są) stosowane zarówno w ZSRR jak i państwach o ustrojach demokracji ludowej, w tym w Polsce.
Ta swoista swobodna ocena dowodów obowiązuje do dziś. W 2006 roku oburzył się na to minister Ziobro, który rozumując logicznie przyznał, że sąd może swobodnie zawyrokować, że siła grawitacji nie działa, albo, że 2+2=6 a nie 4 i według procedur obowiązującej w Polsce nie jest tym skrępowany. Ponadto, w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z dnia 31 maja 2006 roku (syg. IV SA/Po 1146/04), stwierdzono, że: „w prawie polskim nie obowiązuje legalna teoria dowodów, wskazująca na większą moc dowodową jednych dowodów w stosunku do innych dowodów”.
„System dowodów (wg A. Wyszyńskiego) opiera się na zasadzie przekonania wewnętrznego, a mianowicie socjalistycznego przekonania sędziego uzbrojonego w socjalistyczną świadomość prawną i prawdziwie naukową metodologię marksizmu-leninizmu”. Praktyczne zastosowanie głoszonej przez A. Wyszyńskiego teorii doprowadziło do stosowaniu 3 zasad:

1. Do tego by skazać oskarżonego nie jest konieczne udowodnienie mu winy w stu procentach lecz wystarczy tylko jej uprawdopodobnienie ( w takim stopniu by sędzia nabrał przekonania o winie oskarżonego, w praktyce zaś sędzia już od początku rozprawy miał takie przekonanie gdyż ufał socjalistycznym organom bezpieczeństwa i prokuraturze).

2. Za współdziałanie można uznać jakikolwiek związek danej osoby z popełnionym przestępstwem lub nawet tylko z przestępcą, a zatem do skazania oskarżonego nie jest nawet konieczne uprawdopodobnienie (czy tym bardziej udowodnienie) popełnienia przez niego czynu przestępczego, wystarczy tylko wykazać jakikolwiek jego kontakt z przestępstwem lub z przestępcą; na tej zasadzie opierała się cała kategoria prawna członków rodzin tzw. „wrogów ludu”,

3. Przyznanie się oskarżonego do winy stanowi samodzielny, pełnowartościowy dowód (w praktyce było traktowane jako tzw. „korona dowodów”), z tej zasady brała się swoista konieczność stosowania praktyk powodujących wymuszone przyznawanie się do winy oskarżonych lub wymuszanie fałszywych zeznań świadków świadczących przeciwko oskarżonym, które to zeznania mogły być jedynym dowodem w sprawie.

W okresie gdy władzę w ZSRR sprawował Nikita Chruszczow potępiono oficjalnie błędy i wypaczenia okresu stalinowskiego, w tym również praktyki A. Wyszyńskiego i jego teorię dowodów sądowych. Jednak do czasów nam współczesnych nie zastąpiono jej żadną inną teorią dowodów sądowych, w rezultacie czego elementy tej teorii nadal funkcjonują w praktyce nie tylko krajów powstałych w wyniku rozpadu ZSRR, ale nawet dawnych tzw krajów demokracji ludowej – w tym Polski już w okresie istnienie III RP. Zwracał na to uwagę doświadczony sędzia Janusz Wojciechowski w artykule „Dowód koronny” (Rzeczpospolita z dnia 4 marca 1996r.) pisząc:

„nie zapomnę wstrząsającej sprawy chłopaka oskarżonego o zabójstwo własnej matki. Przyznał się i siedział ponad rok w areszcie zanim obiektywne dowody wykluczyły jego sprawstwo. Przepadła zarazem szansa złapania prawdziwego zabójcy. Pamiętam inną sprawę – mężczyzny oskarżonego o zabicie kobiety, wieczorem na skraju miasta. Też się przyznał, przesiedział 3 lata aż się okazało, że kobieta prawdopodobnie w ogóle nie została zamordowana, tylko ja samochód zabił”.

 Ten sam sędzia w artykule „Przyznanie się do winy, czyli utrudnianie śledztwa” (Rzeczpospolita z dnia 12 grudnia 1996r.) pisał:

„Może zabrzmi to jak herezja, ale tak to widzę na gruncie własnych sądowych doświadczeń, że nie ma nic gorszego dla śledztwa niż podejrzany ochoczo przyznający się do winy. Prowadzący śledztwo tracą wtedy głowy. Przestają myśleć o zabezpieczeniu śladów, eksperymentach, ekspertyzach, opiniach, poszukiwaniach obiektywnych, wiarygodnych świadkach. Nic tylko przesłuchują podejrzanego dziesiątki razy maglują na wszystkie strony od świtu do wieczora i kupują największe brednie. (…) A potem przed sądem oskarżony oświadcza niespodziewanie, że nie jest winien i że się nie przyznaje. Poprzednie wyjaśnienia są nieprawdziwe, bo go do nich nakłaniano, zastraszano albo bito. (…) No i wtedy wychodzi na jaw przykra prawda, że poza odwołanym przyznaniem się to właściwie innych dowodów nie ma. I oskarżenie zaczyna się sypać.”

 Przytoczone wyżej fakty świadczą o tym, że w naszych organach ścigania funkcjonuje podejście zgodne z przytoczoną wyżej trzecią zasadą stalinowskiej teorii dowodów. O tym, że również funkcjonuje zasada pierwsza świadczą dość częste przypadki gdy to co zostało uznane za dowód przez jednego sędziego, nie jest uznawane przez innego (potwierdzać mogą to wypowiedzi Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego).O funkcjonowaniu drugiej zasady (A.Wyszyńskiego) świadczy chociażby proces byłego prezydenta A. Kwaśniewskiego przeciwko redakcji „Życia”, która zarzuciła mu fakt kontaktu z rosyjskim dyplomatą, który miał być równocześnie oficerem rosyjskiego wywiadu, podczas pobytu w ośrodku  wczasowym w Cetniewie.
Od ponad pół wieku kształceni są prawnicy nie wiedząc nawet o istnieniu takiego przedmiotu jak teoria dowodów sądowych. Uważa się, że dowodem jest to co sąd za dowód uzna. Zapomina się przy niestety o tym, że w cywilizowanych krajach chodzi o niezależność od nacisków społecznych a nie od nauki.
W systemie stalinowskim o winie oskarżonego czy nawet tylko podejrzanego, rozstrzygały władze polityczne, sąd zaś wyrokował zgodnie z ich wolą nie licząc się zbytnio z dowodami. Stosowanie wspomnianych zasad nie pasuje do obecnej polskiej rzeczywistości, w której sędzia wydając wyrok nie powinien działać według dyrektyw władz politycznych, czy jakichkolwiek innych, zaś brak nowoczesnej teorii dowodów zarówno na studiach prawniczych, jak i w praktyce naszego sądownictwa, obniża sprawność i autorytet wymiaru sprawiedliwości.
Źródło:  http://twx.bloog.pl/id,3909537,title,Teorie-dowodow-sadowych-Obraz-polskiego-sadownictwa,index.html?smoybbtticaid=6167fe
Józef Kossecki o teorii dowodów sądowych w kontekście śmierci gen. Petelickiego
https://www.youtube.com/watch?v=OYChB2prSVA

Widmo Wyszyńskiego – Maciej Henryk Górny

„Jako jest z jednostkami, tako i z narodami – tłumaczył Filus. -Żadne społeczeństwo nie będzie na tyle głupie, by wolało praworządność i niewolę niż bezprawie i władzę.”
Marek Tulliusz Cyceron, „O państwie”

Po kraju krąży widmo. Widmo Wyszyńskiego. Lękają się go… . No właśnie. Kto się lęka i o jakiego Wyszyńskiego w ogóle chodzi??? Nazwisko Wyszyński kojarzy się przeciętnemu Polakowi wyłącznie ze Stefanem kardynałem Wyszyńskim, Prymasem Polski. Tymczasem znacznie większy wpływ na dzieje świata i w tym niestety na krajowe organa śledcze, wymiar sprawiedliwości, biurokrację etc. miał i ma ciągle Andrzej Januarowicz Wyszyński. – Absolwent polskiego gimnazjum, następnie uznany prawnik carskiej Rosji, mienszewik „nawrócony” na bolszewizm, rektor Uniwersytetu Moskiewskiego, w końcu osławiony prokurator generalny ZSRR, autor podręczników tłumaczonych na wiele języków (w tym rzecz jasna i na polski), twórca stalinowskiej teorii dowodów sądowych, minister spraw zagranicznych. Choć został on pośmiertnie potępiony jeszcze za Chruszczowa, jego protegowani poddani szykanom, a jego teorie przestały być obowiązującą wykładnią prawa i instrukcjami praktyki śledczej w Kraju Rad oraz w bratnich krajach demokracji ludowej to jego koncepcje do dziś pokutują w praktyce zawodowej oraz mentalności części funkcjonariuszy organów ścigania, służb inspekcji i kontroli, a zdarza się, że i sędziów.

Wbrew obiegowej opinii Andriej Wyszyński nie uznawał przyznania się za najlepszy dowód. Podobnie jak dzisiejsi luminarze prawa, historii, socjologii etc. wyśmiewał zasadę „confessio est regina probationum”, jako przeżytek średniowiecza. (NB! Trzeba jednak przyznać, że w ocenie średniowiecznej praktyki śledczej był znacznie bardziej obiektywny i uczciwy niż niektórzy z nich. Podkreślał chociażby, że procedury stosowane przez Świętą Inkwizycję stanowiły ogromny postęp wobec świeckiej praktyki śledczej tego okresu.). Najważniejszy był dla niego donos. Donoszenie uznawane było za cnotę obywatelską. Donos był nie tylko źródłem wiedzy operacyjnej, ale pełnił również funkcję samoistnego i niezwykle „wiarygodnego” dowodu w postępowaniu sądowym. Ponadto donosiciel, jako wzorowy obywatel, automatycznie stawiany był poza podejrzeniem. Wykładnia prawa, aby mieć jakikolwiek sens, zdaniem Andrieja Januarowicza, winna być motywowana politycznie. Samo uprawdopodobnienie winy było dla prokuratora
Wyszyńskiego wystarczające do skazania człowieka. Uprawdopodobnieniem zaś mogło być li tylko wykazanie związku oskarżonego z przestępstwem bądź przestępcą. Było to przeciwieństwo polskiej przedwojennej praktyki śledczej, gdzie donosiciel, o ile nie był ofiarą, traktowany był z największą podejrzliwością. Ponadto przed sądami obowiązywała zasada „jeden świadek- żaden świadek”. Pomińmy już funkcję sędziego śledczego, który nie będąc stroną postępowania mógł je nadzorować w sposób bezstronny i rzeczowy. Funkcję tę należałoby rzecz jasna przywrócić, ale to zagadnienie na zupełnie osobny tekst.
Dla nikogo kto zawodowo lub naukowo styka się z praktyką dochodzeniowo- śledczą lub choćby interesuje się tym tematem nie stanowi żadnej tajemnicy fakt, że niektórym przepisom, procedurom, zwyczajom i ludziom związanym z organami ścigania, służbami kontroli i inspekcji, czy z wymiarem sprawiedliwości, bliżej jest do stalinowskich, niż do przedwojennych polskich standardów. Podkreślam przy tym słowo NIEKTÓRYM. Wielu z tych ludzi bowiem wykonuje swoją pracę w sposób uczciwy i stroni od tego typu praktyk. Wielu chciałoby wykonywać swoją pracę skuteczniej i rzetelniej, ale hamują ich kulawe rozwiązania prawno- organizacyjne. Ilość przykładów bolszewizacji jest jednak zatrważająca.
Udowadniać swą niewinność zobowiązani są oskarżeni o zniesławienie lub pomówienie (mimo, iż są to przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego). W podobnej sytuacji znajdują się oskarżeni o molestowanie. Wiara zaś jaką niektórzy śledczy, (a w ślad za nimi zdarza się i, że niektórzy sędziowie), przykładają do pomówień współoskarżonego ma nieraz charakter magiczny. Tak więc donosicielstwo nadal traktowane jest przez niektórych jako cnota, a donosy stanowią nieraz koronny a czasem i jedyny dowód w sprawie. Nawet ponawiane stanowisko Sądu Najwyższego nakazujące traktować dowody z pomówień współoskarżonego z najwyższą ostrożnością i z ponadprzeciętną skrupulatnością nie dociera do niektórych pogrążonych w rutyniarstwie i lenistwie (a czasem karierowiczostwie i chorych ambicjach) śledczych. Co gorsza zdarzają się i sędziowie, którzy przyjmują narrację takich śledczych, czasem wręcz kopiując i wklejając tezy z aktu oskarżenia do uzasadnień swoich wyroków (co znów potępiał Sąd Najwyższy). Skandalem jest nie tylko fakt, że zdarzają się sędziowie ignorujący stanowisko Sądu Najwyższego w tej sprawie, ale i to, że Sąd Najwyższy w ogóle stanął wobec konieczności zajęcia się zagadnieniem, które dla każdego normalnego prawnika winno być oczywistym.
Tymczasem zdarzają się prokuratorzy mający swoich nadwornych gangsterów, którzy dziwnym trafem „posiadają wiedzę” w tych postępowaniach, w których ci prokuratorzy nie posiadają żadnego innego dowodu. Pewien oskarżony spędził w areszcie śledczym wiele miesięcy tylko dlatego, że jeden z tych nadwornych gangsterów „przypomniał” sobie, że jakiś więzień (którego danych rzecz jasna nie pamięta) pod celą wspominał, że ów oskarżony był zamieszany w działalność zorganizowanej grupy przestępczej przy braku jakichkolwiek innych dowodów. Podobny los spotkał adwokata, który na podstawie li tylko pomówień bandyty został aresztowany przed salą rozpraw (na której miał występować zawodowo) i osadzony w areszcie. Adwokatowi temu udało się wybronić, ale zdarza się, że ludzie są na podstawie tych pomówień, niepodpartych żadnymi innymi dowodami, skazywani. Tak więc można trafić za kratki tylko za sprawą pomówień bandyty, czasem skonfliktowanego z oskarżonym. Mamy więc do czynienia z ogromnym regresem w stosunku do praktyk stosowanych przez Świętą Inkwizycję, która nie traktowała zeznań osób skonfliktowanych z oskarżonym jako dowodu. Na domiar złego przypadki karania za fałszywe zeznania i donosy są niezwykle rzadkie, a kary śmiesznie niskie. Dodajmy do tego śledztwa motywowane politycznie (ad exemplum: sprawa profesora Romualda Szeremietiewa), ideologicznie (sprawa skopanego 11 11 11 przez policyjnego bandytę Daniela Kloca), czy ekonomicznie (sprawa Romana Kluski, założyciela Optimusa), a także przypadki wtargnięć oddziałów antyterrorystycznych do niewłaściwych mieszkań i otrzymujemy całkiem przerażający obraz.
Obraz ten jednak nie był dotychczas dostrzegany przez większość społeczeństwa. Większość ludzi widziała jedną stronę medalu- okrutni bandyci otrzymują stosunkowo łagodne wyroki, skorumpowani i skrajnie niekompetentni urzędnicy często pozostają bezkarni podobnie jak politycy- zdrajcy. „Statystyczni” Polacy nie zdawali sobie sprawy z tego, jak łatwo być oskarżonym, jak łatwo zrobić z kogoś bandytę. To się zmieniło.
Andrusza nie przypuszczał chyba, że jego upiorne widmo stanie się przyczyną masowych protestów za sprawą forsowanej przez koncerny z USA umowy międzynarodowej (ACTA), którą podpisano 20 lat po upadku Sojuza. W oczach zdezorientowanych i zaskoczonych politykierów ukazało się za to widmo innego Wyszyńskiego- Prymasa Stefana kardynała Wyszyńskiego. Znów słychać głośne „Non possumus!”. W oczach skonfundowanych pachołków systemu, który stanowi żałosne popłuczyny po bizantynizmie, ukazał się duch Cywilizacji Łacińskiej. Cywilizacji, w której etyka stoi ponad prawem, co na gruncie naukowym wspaniale wykazywał prof. Feliks Koneczny, a co w praktyce duszpasterskiej wcielał w życie Prymas Wyszyński.
Zaskoczenie to wynika z jednej strony z ogromnej siły jaką posiada w sobie Łacińskość, z tego, że łacińskie algorytmy są głęboko zakodowane w polskim społeczeństwie. Z tego, że do protestu dołączyły niezwykle różne środowiska- od prawicy po lewicę, od dzieci po starców, od tradycjonalistów katolickich po „wojujących ateistów”, od artystów i kombatantów, przez naukowców i kibiców po adwokatów (vide oświadczenie Okręgowej Rady Adwokackiej w Katowicach) i przedsiębiorców, a nawet niektórych najwyższych urzędników (ad exemplum Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych). Z drugiej zaś strony wynika ono z krótkowzroczności. Ekipa świetnie przygotowana do odnoszenia taktycznych sukcesów za pomocą socjotechnicznych sztuczek, nie ma zielonego pojęcia o strategii, nie mówiąc już o ideologii (bo ta ustalana jest za granicą). Politykierom z reguły wydaje się, że między rządzącymi a rządzonymi występuje sprzężenie proste. Tymczasem w rzeczywistości jest to sprzężenie zwrotne, co opisywał wybitny fizyk i cybernetyk prof. Marian Mazur.
Ponadto ciągłe propagandowe tresowanie społeczeństwa o dominujących motywacjach etycznych w duchu dominacji motywacji prawnych powoduje osłabienie zarówno motywacji etycznych jak i prawnych. Wzmocnieniu ulegają za to motywacje, które znajdowały się na drugim miejscu- a więc motywacje witalne. Zwłaszcza w ich części konsumpcyjnej oraz części dotyczącej pragnienia świętego spokoju, życia wolnego od strachu. I właśnie dlatego Naród Polski odrzuca stanowczo niewolę i wybiera władzę. Wieloletnia propaganda okazała się mieczem obosiecznym. Nawet gdyby po stronie oferowanej nam niewoli stała prawość, sprawiedliwość i słuszność to przy wzroście dominacji norm witalnych mało kto by ją wybrał. Tymczasem naprzeciw niewoli stoją nie tylko władza ale również sprawiedliwość, etyka, zdrowy rozsądek oraz podstawowe zasady naszego systemu prawnego i naszej tradycji prawnej. Jeżeli dołączy do nich wytrwałość to będzie to koalicja cech i wartości, z którą należy się liczyć także przy stopniowym wprowadzaniu rozwiązań a la ACTA w innych aktach prawnych.
Sądy nie mogą być niezależne od nauki! O poststalinowskim systemie sądowniczym etc. – Doc. Kossecki
https://www.youtube.com/watch?v=fdrd4TVWIDI